komputer?

Co jest ze mną, że nie mogę się pozbyć tego przywiązania do rzeczy? (to nie jest tylko przywiązanie, to byłoby jeszcze zrozumiałe, ja je uczłowieczam :P ) i tak np. wczoraj już miałem kupić nowy komputer, ale spojrzałem na stary i tak mi się jakoś dziwnie zrobiło… no jak ja mogę wymienić moje kochanie? Żeby jeszcze wymagał tego natychmiastowo (jak mój pierwszy laptop) to by było łatwiej, a tak to ciągle się waham… Mój pierwszy laptop wytrzymał 8 lat… (a potem przetrzymałem go jeszcze przez rok w szafie aż mi zobojętniał i dopiero mogłem się z nim rozstać), kiedy kupiłem ten, myślałem że się nie przywiążę, no bo drugi… (szczegół że do drugiego samochodu przywiązałem się bardziej niż do pierwszego – no właśnie, w związku ze zmianą na trzeci też miałem kilka bezsennych nocy ;) ), wczoraj musiałem stwierdzić, że się jednak przywiązałem. Ten komputer ma pięć lat i w sumie nie jest z nim jakoś źle (no teraz po instalacji Windowsa 10 czasem mu odbija, niestety nie ma gwarancji że nowemu nie będzie odbijać), no ale trochę też się na nowy napaliłem (wygodniejsze oglądanie filmów w łóżku, większy dysk…), może dobrą opcją byłoby jednak wstrzymać się jeszcze te 2-3 miesiące… ale kurcze nowy ma mieć folię matującą na monitorze, teraz jest połowa września – jeszcze mógłbym wyjść z nim na balkon i widzieć na monitorze coś poza swoim odbiciem (doprawdy wk!@#$ mnie niemożebnie tendencja montowania matryc błyszczących… mój pierwszy miał matową – było to cudowne; a poza tym to tak! – to wszystko wina komputera że nie zażywałem zbyt dużo świeżego powietrza na balkonie! :D ). Gorzej że poza tym to on nie jest jakoś super-hiper-mega lepszy od mojego obecnego (a co do ekranu dotykowego to mam trochę wątpliwości…). Także miałem ciężką noc :D potem jeszcze w pracy myślałem, nadal nie zdecydowałem (a muszę, jeśli chcę go teraz, to muszę kupić dziś i musi zostać jutro wysłany). Ale w sumie właśnie sobie pomyślałem, że przecież mogę ze starym zrobić to samo co z pierwszym – jeszcze trochę potrzymać „na wszelki wypadek” :P (wcześniej myślałem, że od razu wystawię na sprzedaż, ale jak jeszcze teraz patrzę, że chodzą po jakieś 600zł… trochę lipa, myślałem, że choć 1 tyś wyciągnę :P no może mój jest trochę lepszy niż te wystawione). Tak, nie ma sensu za szybko sprzedawać (a to czy jest sens w ogóle nowy kupować?) A ch**, kupię sobie ten komputer, ponieważ mogę i mam taki kaprys. Ale starego nie sprzedam na razie :P (ostatecznie dwa komputery to też nie tragedia no i będę mógł po woli i na spokojnie wszystko poprzenosić…)

Jezu, chyba nigdy nie wyrosnę z tego dziecka, które myśli, że jego zabawki są żywe ;)

***
A poza tym coś jeszcze chciałem napisać ale ponieważ przychodzi mi do głowy jedynie pochwalenie się o czym jeszcze myślałem dziś w pracy: wymyśliłem mianowicie 80% treści kolejnego fica ze sobą i M. w rolach głównych :D (no może fic to za dużo powiedziane, to w sumie ma być jedna scenka za to ze szczegółami ;) bo właściwie już dawno napisałem takie krótkie kilka zdań gdzie na koniec „mu obiecuję”, że go rozbiorę z tych seksownych szarych spodni /które nawiasem mówiąc w realu nosił tylko jeden tydzień, nad czym ubolewam bardzo, ale pewnie mu było za ciasno ;D/, więc trzeba teraz dopisać ciąg dalszy :D ), to może jednak skończę już na dziś tą notkę i sprawdzę co mi się tam z nudevisty otwarło a potem spać ;) (no wszakże jak się 4 godziny obmyśla taką scenkę, to się potem xxx potrzebuje, albo i nie potrzebuje, wystarczy sobie przypomnieć treść ;) a ja jestem 4 dni po zastrzyku także ten :D testosteron mi chyba podskoczył :D ).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • kopia komentarzy:

    Lou

    poniedziałek, 14 września 2015, 17:07

    Ja też uważam, że moje zabawki są żywe. xD Ale co do komputerów, to u
    mnie jest trochę inaczej – każdy z moich poprzednich trzech komputerów
    tak zamulał, że nie dało się nic robić, a zwłaszcza grać w to co lubię,
    więc pozbywałam się ich bez większego żalu. ;p Zresztą czytałeś notkę u
    mnie to wiesz. ;p Wyjątkiem jest mój pierwszy komputer, który mam do
    dziś i… obudowa z poprzedniego, której też żal mi się pozbyć, chociaż
    zajmuje mi niepotrzebnie miejsce. ;p Ech, te typy tak mają. :D

    A co do laptopa to pewnie, że kup sobie nowy, zawsze to nowa zabawka. ;p
    A stary? Faktycznie możesz go schować do szafy i poczekać, aż Twoja
    więź z nim osłabnie. xD