znowu się zaczyna…

Pisałem (a może nie? w każdym razie często o tym myślałem) kiedyś, że wraz z korektą skończyły się sugestie stworzenia związku, naturalnie skończyły się sugestie i życzenia posiadania chłopaka. Nie było życzeń związkowych długo, myślałem że skończyły się na dobre. Myślałem, i takie miałem poczucie, że jakby nagle rodzina stwierdziła, że i tak nikogo sobie w takim stanie nie znajdę (i nie powiem, nie było to zbyt przyjemne). Aż tu nagle, jakoś ostatnio to zaczęło się znowu. Tylko teraz, rzecz jasna, są to jakieś pytania o dziewczynę. I takie podobne sugestie (co też nie jest przyjemne). Och, gdyby ten świat wyglądał inaczej, mógłbym powiedzieć, że chłopcy bardziej mi się podobają. Gdyby wyglądał całkiem inaczej, mógłbym nawet może komuś powiedzieć, że zwłaszcza jeden podoba mi się bardzo-bardzo ;) (co by mi to dało? nie wiem, może czasem miałbym ochotę pogadać…). Oczywiście zbywam te tematy, nie mówię nic i tak jakoś nieprzyjemnie przypomina mi to okres sprzed leczenia, gdzie też miałem tajemnicę… Ta nie jest (dla mnie) aż taka straszna, ale jednak… wolałbym jej nie mieć.
Tak bym chciał żeby w moim życiu wszystko już było normalnie. Pisząc „normalnie” mam na myśli zwyczajnie, tak jak jest u większości. Wiem że już o tym pisałem i przykro mi – pewnie będę pisał jeszcze miliony razy, ale no po prostu boli mnie to, że nie jest. Całe życie chciałem być zwyczajny i zniknąć w tłumie. Nigdy nie będę i nigdy na dobre nie zniknę w tłumie (a te chwile, kiedy mi się udaje bardzo sobie cenię… i wracając do zagadnienia poprzedniej notki – nie, nie czuję się oszustem w towarzystwie cis-facetów, przeciwnie, czuję się dobrze i czasem się udaje zniknąć choć na chwilę). Na dłuższą metę nie pomaga mówienie sobie że to dobrze być innym czy oryginalnym, ponieważ jestem już zmęczony byciem innym i oryginalnym. Tak jakby bycie ts nie było dostatecznie trudne. Zazdroszczę nawet tym ts, którzy są hetero. Tak bardzo, że złości mnie to i to jak się „afiszują” ;) no i że mogą. Jestem tak bardzo zmęczony. A co gorsza nie widzę nawet szczytu, po którym miałoby być z górki… Tak jak ktoś kiedyś napisał na forum: transseksualizm wydaje się górą nie do przejścia. A gdy się ją już przejdzie, to nagle okazuje się, że za nią są następne góry, których wcześniej nie było widać… Też tak myślę. Te następne wprawdzie nie są już moim zdaniem takie duże, ale ja się zmęczyłem tą pierwszą, więc niewykluczone, że drugiej przejść nie dam rady…

I druga kwestia: myślałem, że jestem już na tyle stary, że przynajmniej studia to już nie mój temat. Okazuje się, że nie, tu też nie można mi odpuścić. Na zakończenie ostatniej rozmowy (o takich i powyższych tematach) babcia mówi do mnie coś w stylu: „i życzę ci żebyś został dyrektorem tej fabryki a nie tam na produkcji”. Yyy ale ja w życiu nie chciałbym być dyrektorem tej (ani żadnej innej) fabryki. Po co? żeby siedzieć (sam) w biurze, oprowadzać delegację Chińczyków i przemawiać na zebraniach? Dzięki – nie. Wolę przyjść na 8h, przywitać fajnych ludzi, pracować i pośmiać się z nimi, a po 8 godzinach wyjść i mieć całą resztę w d***. Ja jestem zupełnie usatysfakcjonowany moją praca na produkcji, gdyby tylko udało się tam zostać na stałe, to w kwestii zawodowej nie pragnę niczego więcej. W ogóle jestem dość usatysfakcjonowany tym jak wygląda moje życie, a jedyne czego potrzeba mi do pełni szczęścia to mój brygadzista w moim łóżku ;) Ale to pewnie nie jest odpowiedź, która spodobałaby się mojej babci. Dlaczego ludzie chcą innych uszczęśliwiać na siłę? Dlaczego wydaje im się, że znają receptę na szczęście innych? A w kwestii zawodowej to nic tylko przypomina mi się już kiedyś wklejona przypowieść – „Pamiętaj, dokąd chcesz dojść, bo może już tam jesteś.” Ja w życiu zawodowym zdecydowanie już tam na tą chwilę jestem.
Albo to powiedzenie „Jeśli będziesz przykładnie pracował osiem godzin dziennie, może ci się kiedyś uda zostać kierownikiem i pracować dwanaście.” To też nie jest pociągająca wizja. Albo ktoś inny (tym razem nie rodzina), rozwalił mnie stwierdzeniem, że warto mieć kontakty bo zawsze można znaleźć coś lepszego (czytaj: więcej płatnego) Nie potrzebuję już niczego lepszego, nawet nie chcę sprawdzać. Naprawdę to nie dwa razy większa wypłata jest tym czego mi brakuje…
W każdym razie na te życzenia nie odpowiedziałem nic.

Najgorsze jest to, że źle się czuję ponieważ nie mogę (czy też nie chcę) spełnić oczekiwań innych. I nie wiem jak to zmienić (a oczywiście nie chciałbym lawirować gdzieś pomiędzy swoim szczęściem a oczekiwaniami innych aż do czasu aż sam zostanę dziadkiem /co mam nadzieję kiedyś nastąpi/). Myślałem o tym dużo przez ostatnie dni, bo to jest temat stawiania granic (z czym też mam problem).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.