„Magia sprzątania” – Marie Kondo

Rzadko opisuję tu inne książki niż te na temat transseksualizmu (i pokrewnych), tą opiszę, bo uważam że warto (a przede wszystkim dlatego, że chcę!) Tu chodzi o coś więcej niż tylko sprzątanie.
Książka wciągnęła mnie bardziej niż którakolwiek przedtem (może poza „Zieloną Milą” i „Sekretem” ;) ), ponad połowę przeczytałem dziś rano, bo po prostu nie byłbym zdolny skupić się na czymkolwiek innym dopóki nie skończę. Jest świetna i polecam ją nie tylko ludziom zainteresowanym sprzątaniem/porządkowaniem, bo w gruncie rzeczy wcale nie o to chodzi w sprzątaniu (a raczej sprzątnięciu, swojego życia, najlepiej raz a porządnie). Jest ponadto momentami tak zabawna, że śmiałem się na głos (i nadal się śmieję jak sobie przypominam np. wycieranie drucików wieszaka w łazience XD ). Jedyne co mnie mierzi to pisanie jak do kobiety, może to kwestia tłumaczenia?
Resztę refleksji jak zwykle w komentarzach do cytatów. I trochę zwierzeń ;) Ale zaznaczam – jeśli myślisz, że zrozumiesz cały sens metody sprzątania KonMari po przeczytaniu tej notki, to jesteś w błędzie, musisz przeczytać książkę (wiem o tym, bo wcześniej sam przeczytałem trochę takich wpisów i choć blogerki niby wyjaśniały o co chodzi, to ja zrozumiałem to dopiero po przeczytaniu książki; ja, który usiłuję sprzątać swoje otoczenie od kilku lat ;) ), na szczęście to nie problem, można ją w necie znaleźć w trzech możliwych formatach (co najmniej w trzech).

„Czy kiedykolwiek w noc przed egzaminem nie byłaś w stanie się uczyć i zaczynałaś gorączkowo sprzątać? Przyznaję, że mi się to przydarzyło i to nie raz. Wyrzucałam do kosza stosy papierów zalegających na biurku. Nie mogłam się powstrzymać i zaczynałam układać na półce walające się po podłodze podręczniki i notatki. Wreszcie otwierałam szufladę i brałam się za porządkowanie przyborów do pisania. Zanim się obejrzałam, była już druga w nocy. Ogarniała mnie senność i zrywałam się o 5:00 rano. Dopiero wtedy w stanie paniki otwierałam podręcznik i brałam się za naukę. Sądziłam, że ten pęd do sprzątania przed egzaminami, to moje dziwactwo, ale po tym, jak spotkałam inne osoby, które robią podobnie, zdałam sobie sprawę, że jest to powszechne zjawisko. Wielu ludzi odczuwa naglącą potrzebę sprzątania, kiedy są pod presją, na przykład przed egzaminem. Jednakże nie chodzi tak naprawdę o sprzątanie pokoju. Tak się dzieje, gdyż „coś innego” wymaga uporządkowania. Mózg domaga się nauki, ale kiedy tylko dostrzega zagraconą przestrzeń, jego uwaga przenosi się na robienie porządku. Tuż po ustaniu kryzysu pęd do sprzątania mija, co jest dowodem na słuszność tej teorii. Kiedy już jest po egzaminach, zapał do sprzątania opada i wszystko wraca do normy.”

– no nie?

„Przed wejściem matki miałam właśnie zamiar powiedzieć: „Nie pozwól twojej rodzinie zobaczyć, co tu jest. Jeżeli to tylko możliwe, wynieś torby sama. Nie ma potrzeby, żeby rodzina wiedziała, co dokładnie wyrzucasz”.”

– tak, bo rodzinie też zwykle wszystko się przyda ;)

„Kiedy natrafisz na coś, czego trudno się jest pozbyć, pomyśl dobrze, skąd w ogóle masz dany przedmiot. Kiedy go otrzymałaś i jakie wtedy miał dla ciebie znaczenie? Oceń rolę, jaką pełni w twoim życiu. Jeżeli na przykład masz kilka ubrań, które kupiłaś, ale nigdy ich nosiłaś, obejrzyj je po kolei. Kiedy kupiłaś tę konkretną sztukę ubrania i dlaczego? Jeżeli kupiłaś ją, ponieważ wyglądała ładnie w sklepie, to dała ci ona wtedy radość. Dlaczego jej więc nie nosisz? Czy dlatego, że zdałaś sobie sprawę, że do ciebie nie pasuje, kiedy przymierzyłaś ją w domu? Może więc nie kupujesz już ubrań w danym stylu lub kolorze? Spełniły one inną ważną rolę, ucząc cię, że właśnie takie rzeczy ci nie pasują. To konkretne ubranie spełniło swoje zadanie i możesz ze spokojem powiedzieć: „Dziękuję, że dałaś mi radość, kiedy cię kupiłam” lub „Dziękuję, że nauczyłaś mnie, co do mnie nie pasuje” i puść je wolno.”

– lubię czuć, że wszystko było po coś (z resztą w to wierzę), że jeśli kupiłem jakąś rzecz, to po coś i przysłużyła mi się ona, nawet jeśli nie użyłem jej zgodnie z jej przeznaczeniem. Prawdopodobnie też dlatego nie do końca pasują mi założenia minimalistów, które mówią: „zanim coś kupisz zastanów się czy ci to na pewno jest potrzebne”. Kiedyś wyjątkowo się do tego przyłożyłem. Było to jakieś pół mojego życia temu, natrafiłem na targu na stoisku z rzeczami używanymi na małego pluszowego hamburgera wielkości może dłoni, piszczał jak się go ścisnęło i kosztował 5zł. 5zł było dla mnie może nie znaczną ale znaczącą sumą w wieku 15 lat, więc zastanowiłem się czy muszę go mieć i wyszło mi na to, że nie. Nie kupiłem. I chociaż od tamtego czasu miałem już pluszowego hamburgera którego zdążyłem potem też odsprzedać, tak dziś nadal nie mogę sobie darować tamtego… (a wolałbym już żałować, że coś zrobiłem niż, że tego nie zrobiłem). Tak więc jeśli natraficie gdzieś na małego, piszczącego pluszowego hamburgera, to DAJCIE MI ZNAĆ! ;) Lubię rzeczy, lubię je mieć, kupować, dostawać, cieszyć się nimi, oddawać i pozbywać się. Owszem, kocham minimalistyczne wnętrza, ale to nie znaczy że nie mogę kupić sobie pierdoły jeśli bardzo chcę, a potem ją komuś oddać. Nie zamierzam więc już kierować się głupim „czy na pewno jest mi to potrzebne”, a przynajmniej nie w przypadku drobiazgów. Nie mówię, że to zła zasada, ale u mnie się nie sprawdza.

„Kiedy natrafisz na coś, czego nie możesz wyrzucić, pomyśl o tym, jaki jest prawdziwy cel twojego życia. Będziesz zaskoczona, jak wiele rzeczy, które posiadasz, spełniło już swoją rolę. Uznając ich wkład i pozwalając im odejść z wdzięcznością, będziesz potrafiła nadać kierunek swojemu życiu. Pozostaną z tobą tylko te rzeczy, które mają dla ciebie znaczenie. Żeby móc się w pełni cieszyć rzeczami, które są dla ciebie ważne, musisz najpierw pozbyć się tych rzeczy, które spełniły swój cel. Wyrzucanie rzeczy, których nie potrzebujesz, nie jest ani marnotrawstwem, ani powodem do wstydu. Czy możesz z pełną szczerością stwierdzić, że cenisz coś, co leży na dnie twojej szuflady? Gdyby rzeczy miały uczucia, z pewnością nie byłyby z tego powodu uszczęśliwione. Uwolnij je z więzienia, pomóż im opuścić tę bezludną wyspę, na którą je skazałaś. Puść je wolno z wdzięcznością. Nie tylko ty, ale i te przedmioty zyskają nowy blask.”

– to znowu coś dla mnie, bo trudniej byłoby mi się pozbyć rzeczy myśląc, że im z tego powodu przykro ;) Ale ona ma rację – przykro to być w grupie, w której jest się ignorowanym.

„Pozwól, że podzielę się sekretem utrzymania porządku w szafie, nad którym zwykle tak ciężko pracujesz. Ułóż swoje ubrania tak, żeby „wznosiły się do prawej”. Poświęć chwilę i narysuj dwie strzałki – wznoszącą się do prawej i opadającą do prawej. Możesz to zrobić na kartce papieru, a potem w powietrzu. Czy zwróciłaś uwagę, że kiedy rysujesz strzałkę wznoszącą, to czujesz się lżej? Linie, które wznoszą się do prawej, zwiększają komfort. Stosując tę zasadę przy organizacji własnej szafy, możesz uatrakcyjnić jej wygląd. Ciężkie ubrania powinny wisieć po lewej, a lekkie po prawej. Ciężkie ubrania to także te, które są zrobione z cięższego materiału i mają ciemniejszy odcień. Przemieszczając się ku prawej, długość powinna maleć, materiał robić się cieńszy, a kolor jaśniejszy.”

– coś w tym jest, prawda? Zawsze tak wieszałem ciuchy i wydaje mi się, że większość ludzi tak robi, że to przychodzi jakoś intuicyjnie. Owszem, w tej chwili mam jeden wyjątek – lewe skrzydło szafy przesuwanej… ale może i to jednak zmienię. W ogóle to ja akurat nie posłucham autorki w kwestii układania koszulek i bluz, przeciwnie, ostatnio kupiłem wieszaki i wszystko co się dało powiesiłem. Ale to dlatego, że nie mam szuflad i w mojej szafie naprawdę lepiej zorganizować te ciuchy jak wiszą (wcześniej miałem na półkach, więc wiem co mówię). Gdybym miał szuflady, układałbym tak jak ona.

„O skarpetach czy rajstopach nieszczęśliwie zepchniętych w głąb szuflady często całkowicie zapominamy, gumki ich ściągaczy parcieją i skarpety nie nadają się do noszenia… Kiedy właściciel wreszcie je znajduje i zakłada, spadają z nóg i trzeba je wyrzucić.”

– czy wielkim zaskoczeniem będzie kiedy powiem, że robiąc te ostatnie porządki w szafie znalazłem takich sześć par? (nie mam szuflady ale to nie przeszkodziło mi upychać ich na samym tyle szafy), zacząłem się zastanawiać wtf i czemu aż tyle par ma luźne gumki… Że miałem taką parę czy dwie to wiedziałem, ale sześć?! A najzabawniejsze jest to, że wtedy postanowiłem je zostawić, bo co jak pójdę do jakiejś brudnej pracy… Co wtedy? Ano powiem wam co wtedy: będę używał normalnych skarpet, tych które teraz noszę na co dzień i które lubię, a na co dzień kupię sobie kilka nowych par. Ale też takich, które lubię, a nie tych starych których „szkoda wyrzucić”.
Zdradzę więcej: znalazłem też 4 pary przetartych gaci XD że jedną miałem, to wiem, mają takie super logo na przodzie, że nie mogłem ich wyrzucić… (ale już wymyśliłem – wytnę je i zrobię oryginalne etui na pewien sprzęt), ale te pozostałe trzy to już tylko wstyd i hańba ;)

„Wyobraź sobie, jakby to było mieć regał wyłącznie z książkami, które kochasz. Czy ten obraz nie jest urzekający? Jakie może być większe szczęście dla kogoś, kto kocha książki?”

„Policz przez chwilę swoje ulubione książki, takie, które przeczytałaś więcej niż jeden raz. Ile ich właściwie jest? Dla jednych osób może to być zaledwie pięć, dla niektórych zagorzałych czytelników liczba ta może sięgać stu. Najczęściej jednak ci, którzy wielokrotnie czytają te same książki, to specjaliści z określonych grup zawodowych, na przykład naukowcy i pisarze. Rzadko kiedy przeciętny czytelnik czyta aż tyle książek. Spójrzmy prawdzie w oczy. Przeczytasz niewiele z książek, które posiadasz.”

– kwestia książek to jest prawdziwa pięta achillesowa wielu ludzi, nawet czytając recenzje „Magii sprzątania” ludzie najbardziej kręcili nosem na pozbywanie się książek (i rzeczy sentymentalnych). Też kiedyś taki byłem, czego najlepszym świadectwem jest ten blog, bo wielokrotnie o tym pisałem, że „książek, to ja nigdy…”, no i miałem to marzenie… wiecie, to o moim przyszłym domu i jednej ścianie w salonie przeznaczonej wyłącznie na regał z książkami (i filmami dvd). Kiedy dziś sobie to „marzenie” przypominam, mam ochotę walnąć głową w klawiaturę laptopa. I jest mi wstyd. A nawet czuję obrzydzenie do tej wizji, poważnie. Tak się czuję kiedy widzę siebie obok takiego regału (aczkolwiek to może dlatego że takie „marzenie” miałem kiedyś, a kiedyś byłem taki że bleble ;) ). Kiedy natomiast widzę siebie obok JEDNEJ półki z kilkoma ulubionymi książkami czuję radość i ekscytację. Tak bym chciał. Książek Stephena Kinga nie liczę, te zaliczam do kategorii „kolekcje” a nie książki :P no i mogłyby być schowane (chociaż już też mi przez myśl przemknęło… ale nie! ;) za to pozbędę się filmów na podstawie tych powieści – na filmach mi aż tak nie zależy). Także jutro, może pojutrze maratonik filmowy (przynajmniej z tych co tu mam), a potem może wpadnie z 5€ ;)

W ogóle – jeszcze niedawno też traktowałem książki nadzwyczajnie, dziś widzę to zupełnie inaczej. W czym lepszy jest ktoś, kto ma 200 książek zamiast 200 sztuk odzieży? Bo bardziej dba o ducha niż ciało? No i co w sumie z tego? To tylko sposób na dowartościowanie się przez tych, co bardziej o ducha dbają – wiem co mówię, mówię to z autopsji.
Tak, zmieniłem się ostatnio, nagle to dla mnie dotarło. Nie chodzi o to, że teraz przestaję dbać o ducha i zaczynam o ciało, a książki wymieniam na ciuchy ;) Nie, nadal wolę czytać książki niż podążać za modą i to się nigdy nie zmieni. Tylko teraz nie dorabiam do tego ideologii.
Inteligencja? O, to i temat poruszony ostatnio na TS-forum (chęć posiadania biologicznego dziecka jako bardziej inteligentnego). Ale czym jest inteligencja? Bo często mam wrażenie, że tylko pewnym osiągiem. Zdolność, umiejętność życia na świecie – to jest ważne, tak uważam. Bo co z tego że ktoś będzie np. należeć do Mensy jeśli jednocześnie będzie mieć fobię społeczną i będzie bać się poprosić w sklepie o bułki? Przez kilka lat byłem najlepszy z matematyki w klasie. A moja mama ledwie zdawała z klasy do klasy z powodu tego przedmiotu. Tyle w kwestii dziedziczenia ;) Ale zawsze mi powtarzała, że kluczowa jest systematyczność i uważam, że miała rację.

„„Sądziłem, że przyda mi się w nauce angielskiego”, „Chciałem opanować podstawy księgowości, bo pracuję w zarządzaniu”. Jeżeli jeszcze nie zrealizowałaś swojego pomysłu, to wyrzuć tę książkę. Tylko pozbywając się książki, będziesz w stanie stwierdzić, jak bardzo zależy ci na danym temacie. Jeżeli twoje chęci się nie zmieniły po jej wyrzuceniu, oznacza to, że miałeś dobre przeczucia. Jeżeli po wyrzuceniu książki będzie ci na niej tak bardzo zależało, że będziesz chciała ją kupić – zrób to, ale tym razem przeczytaj ją.”

– pozbędę się jednej książki, której nie przeczytałem przez ostatnie 8 lat. Owszem, nadal mam niby zamiar ją przeczytać… i ciąży mi to strasznie, a chęci jakoś nie widać. Więc się jej pozbędę, może poczuję ulgę. Ale cytat przytaczam bo to samo tyczy się też materiałów ze szkoleń, kursów, szkoły, o których KonMari później pisze. Że tak wrócę do tej matematyki – może w szkole byłem dobry, ale dziś tą wątpię żebym nawet z zeszytami umiał wyliczyć funkcję kwadratową albo coś równie „przydatnego” w moim obecnym życiu. Więc równie dobrze mogę te zeszyty wyrzucić. To samo zrobię z zeszytami do nauki języków obcych, a także – tak, tak – z materiałami z (rozpoczętych, porzuconych) studiów. Skoro nie zajrzałem do nich przez 10 lat, to czy naprawdę zamierzam trzymać je kolejne dziesięć? Zwłaszcza, że kiedy dziś myślę o nauce języka, to nie widzę siebie przeglądającego te materiały (nie wzbudzające we mnie żadnych przyjemnych uczuć), tylko raczej siebie z jedną dobrą książką i przy internecie, w którym znajdę resztę pewnie szybciej jak w tej makulaturze. Wypieprzę to w cholerę, powiadam wam, tak zrobię. Bez przeglądania. Zostawię sobie tylko gramatykę opisową. I poczytam, a jeśli uznam że nic z tego nie rozumiem, to podzieli los całej reszty :D I pewien taki segregator, którego chcę jeszcze zachować, ale nie chcę oglądać, wyląduje na strychu na jakieś dwa lata (a jak w tym czasie nie zajrzę tam ani razu, to też pójdzie w pi…) i może wreszcie aby zdjąć wyższy segregator z górnej półki nie będę usiał wyciągać z niej połowy niższych rzeczy… bo może go w ogóle przestawię na półkę dolną. I nie będzie mnie ta szafka tak frustrować ;)
Powiem więcej: nie wytrzymałem, na Skype już zaleciłem mamie wyrzucenie tych moich starannie przechowywanych w biurku zeszytów. Już, teraz, natychmiast. „A nie możesz, jak przyjedziesz…” Nie mogę! Czuję palącą potrzebę poczucia, że tego już tam nie ma TERAZ ;) Został tylko zeszyt z plastyki i biologii, i nie – to nie były najfajniejsze lekcje (a może przeciwnie ;) przez wzgląd na nauczycieli), ale zeszyty lubię, mam tam ładne rysunki (zwłaszcza w biologii, plastykę może wyrzucę ale najpierw chcę sam obejrzeć), no wiecie, żeńskie układy rozrodcze i te sprawy :D Naprawdę ładnie mi to wyszło :D
Ale to nie tylko to, nawet hobby – mam np. 4 segregatory gazety „Astrologia”, kupione akurat za grosze (więc nie będzie szkoda) i niekompletne (to w sumie główny problem, z kompletnych by się lepiej skorzystało, kompletne chciałoby mi się przejrzeć już dawno), też już ładnych parę lat leżą i jeszcze nie zajrzałem… Też się chyba pozbędę, nawet bez przeglądania.

„Jako że zdawałam sobie sprawę, że nie chciałam zatrzymać samej książki, a zapamiętać pewne fragmenty, postanowiłam zatrzymać to, co niezbędne, i wyrzucić resztę.”

– tak robię już od dawna, że wypisuję te cytaty, na godreads (czy czasem nawet, jak w tej chwili, tutaj), ale parę dni temu w sumie sam z siebie wpadłem na to, żeby te jakoś wyjątkowo mi potrzebne, wydrukować i trzymać „namacalnie” – i wracać do nich, żeby mnie motywowały. Za to książek pozbyć się w jeszcze większym stopniu – no powiedzmy sobie szczerze, prędzej wrócę do konkretnych cytatów, i tylko do nich, niż mi cała książka będzie jeszcze do czegoś potrzebna.
Teraz najlepsze: wczoraj przejrzałem moje ebooki, ale nie te „do przeczytania”, tylko te starannie ułożone w folderach do zachowania… tak z 1/6 w ogóle nie kojarzę, nie czytałem i chyba nawet nie zamierzałem skoro nie ma ich w „do przeczytania”. Ale trzymam, a jakże! (już nie). Potem cała masa już przeczytanych, których czytać już nigdy nie zamierzam ale przecież „to tylko ebook, nie zajmuje miejsca”… no fizycznie miejsca może i nie, ale nie daje mi spokoju na duszy i umyśle ;) Już naprawiłem ten błąd. Zostały tylko te, do których faktycznie pewnie jeszcze zajrzę. Z folderu „do przeczytania” też poszło się… kilka pozycji. Np. kilka polecanych mi przez znajomych książek – cóż, choćbym nie wiem jak chciał, nie będę na bieżąco ze wszystkim, skoro nie czuję ekscytacji na myśl o przeczytaniu czegoś (a raczej jakwi mi się to jako przykre zobowiązanie), to chyba nie tak powinno to wyglądać. Asertywność – słowo klucz także w przypadku czytelnictwa ;)

„Moja podstawowa zasada dotycząca sortowania papierów brzmi: należy je wszystkie wyrzucić. Moi klienci są zdziwieni, gdy to słyszą, ale nie ma nic bardziej irytującego niż papiery. Nie przynoszą one radości, niezależnie od tego, jak starannie są poukładane. Dlatego też radzę, żeby wyrzucić wszystko, co nie mieści się w następujących kategoriach: to co jest obecnie w użyciu, to co potrzebne jest przez określony czas i to co powinno być przechowywane bezterminowo.”

– może jestem dziwny, ale mnie trochę przynoszą :D Ale tylko trochę, a co do reszty ma rację.

„Większość ludzi trzyma nie tylko gwarancje, ale też instrukcje obsługi. Po pierwsze, wyrzuć instrukcje obsługi. Przyjrzyj im się. Czy kiedykolwiek ich użyłeś?”

– jeden z nielicznych punktów, w których nie zgadzam się z autorką. Tak, należę do tego rzadkiego gatunku, który czyta niemal wszystkie instrukcje obsługi (przy czym słowo „niemal” jest tylko pewną asekuracją, szczerze mówiąc nie przychodzi mi w tej chwili do głowy żadna instrukcja, której bym nie przeczytał, ale może jakaś była), co więcej – czasami do nich wracam (dlatego trzymanie każdej w pudełku po produkcie zastąpiłem jakiś czas temu trzymaniem wszystkich razem – tak łatwiej znaleźć odpowiednią). No ale jak tu nie wracać np. do instrukcji zmywarki? Jestem przekonany, że jak skończy mi się nabłyszczacz albo sól, to też będę musiał zajrzeć, bo przecież nie znam jeszcze ikonek ostrzeżeń.

„Paski wypłaty Otrzymujesz pasek wypłaty po to, żeby móc się przekonać, ile ci zapłacono za ostatni miesiąc. Kiedy sprawdzisz już jego zawartość, staje się bezużyteczny.”

– jeśli tak jest też w Polsce, to super – wyrzuć! Ja niestety muszę zachować :/ Też nie wiem po kiego, ale tak piszą – że lepiej przez 5 lat zachowywać. Plus do tego są jeszcze dokumenty, które chyba trzeba „dożywotnio” zachować – a dostaje się to za każdym rozpoczęciem i zakończeniem pracy, także dodatkowej (więc potrafi tego być „trochę”), a na każdym pierdyliard wykrzykników „ważne!! zachować!!”. Serio, ja… już właściwie mam specjalny segregator na papiery związane z pracą, a do końca życia zawodowego to jeden chyba nie wystarczy :/

„Prawdziwym przeznaczeniem prezentu jest bycie przyjętym. Prezenty to nie rzeczy, a sposób na wyrażenie czyichś uczuć. Kiedy spojrzysz na to z tej perspektywy, nie musisz czuć się winny, że oddajesz prezent. Podziękuj mu za radość, jaką ci dał.

– fajna koncepcja, pasuje mi :)

„Wyrzuć pudełko po telefonie, gdy tylko go rozpakujesz. Nie potrzebujesz też instrukcji obsługi ani dołączonej płyty. Zrozumiesz działanie urządzenia, używając go. Wszyscy moi klienci pozbyli się tych rzeczy i nie odczuwają ich braku.”

Niektórzy zachowują pudełka (po urządzeniach elektrycznych), ponieważ sądzą, że dostaną więcej pieniędzy, jeżeli kiedyś zdecydują się sprzedać urządzenie. W większości przypadków nigdy tych urządzeń nie sprzedają. Biorąc pod uwagę wysokość czynszu, jaki płacisz, zamiana mieszkania w przechowalnię pustych pudeł, kosztuje cię więcej niż sprzedaż urządzenia w pudełku.”

– to kolejny punkt, którego jednak nie posłucham. Znaczy jeśli naprawdę nie masz miejsca – wyrzuć (a jeszcze lepiej użyj sprzedając wysyłkowo inne rzeczy – zapakuj w te zbędne pudełka zamiast kazać płacić kupującemu za opakowanie dodatkowo!!). Ja jednak mam ten komfort, że w domu rodzinnym mam puste szafki, a tutaj mam strych i piwnicę. Chodzi o to, że ja naprawdę sprzedaję WSZYSTKIE urządzenia, których się pozbywam, a jak nie sprzedaję, to oddaję na gratach. Tak, kupując przedmiot, mam świadomość, że na 99% tak czy inaczej przekażę go komuś czy będzie sprawny czy też nie, bo elektronika raczej zawsze się komuś przyda. Jak będzie popsuta to na części albo dlatego że ktś tworzy ze śmieci dzieło sztuki – nieważne. Zwłaszcza tyczy się to komórek. I nie chodzi o to, że za komplet z pudełkiem dostanę 2zł więcej, ale po prostu lubię komplety i lubię ludziom sprzedawać/oddawać komplety. Więc dla mnie zachowanie tych pudełek to nie taki problem.
Miałem o tym napisać później, ale napiszę już teraz – ja w ogóle nie popieram wyrzucania. Po pierwsze i najważniejsze – bo mi szkoda jest :P Po drugie środowisko, a po trzecie jak wyżej – niemal wszystko się komuś może przydać. Tak więc książkę przeczytałem nie czytając: „wyrzuć” tylko „sprzedaj/oddaj” ;) i do tego bym zachęcał, ALE zdaję sobie sprawę, że to się nie u każdego sprawdzi i teraz już wiem czemu czasem lepiej wyrzucić – bo są ludzie, którzy drugi raz nie będą w stanie tych rzeczy spokojnie przejrzeć i mogą postanowić je zatrzymać jeśli znów zaczną w nich grzebać. Ja tak nie mam, jak się decyduję, to ostatecznie. Tak więc mogę potem spokojnie te rzeczy pofotografować i sprzedać/oddać. Jeśli masz z tym problem, to może rzeczywiście lepiej wyrzuć.

„Ważna była ekscytacja, jaką odczułeś, kupując te produkty. Wyraź im swoją wdzięczność, za to, co wniosły do twojego życia, mówiąc im: „Dziękuję za motywację, jaką mi dałeś podczas zakupu” lub „Dziękuję za to, że dzięki tobie jestem nieco szczuplejsza”. Następnie pozbądź się ich z poczuciem, że ich zakup wpłynął pozytywnie na twoje zdrowie.”

– tu chodziło o nigdy albo rzadko wykorzystywane urządzenia do ćwiczeń. Ale pasuje też do innych przedmiotów. Podoba mi się zwłaszcza pierwsze zdanie – uznające, że radość te przedmioty wniosły, nawet jak potem nie były używane.

„Dom rodziców to nie schronisko dla twoich skarbów”

– przeczytawszy oblał się rumieńcem… ;) Ale do końca książki tak się nakręciłem na porządek także w domu rodzinnym, że rozważam czy by tym razem jako pasażer blablacar nie wyskoczyć na weekend…

„Powinniśmy cenić nie wspomnienia, ale osobę, którą się dzięki nim staliśmy. To lekcja, jakiej mogą nas nauczyć przeglądane przez nas pamiątki. Przestrzeń, w której żyjemy, powinna otwierać się dla osoby, którą się stajemy, a nie tej, którą byliśmy w przeszłości.”

– :)

„Klientka miała 60 szczoteczek! Były ułożone w pudełkach pod umywalką i wyglądały jak dzieło sztuki. Fascynuje mnie to, jak ludzki umysł próbuje odnaleźć sens nawet w bezsensie. Zaczęłam się zastanawiać, czy zużywa tyle szczoteczek, bo za często myje zęby, czy też może do mycia każdego zęba używa innej szczoteczki?”

– tu się uśmiałem :D

„Kolejną niespodzianką było 30 pudeł folii spożywczej. Otworzyłam szafkę nad zlewem, która była wypełniona czymś, co wyglądało jak żółte klocki LEGO®. „Używam folii codziennie” – wyjaśniła klientka. Jednak nawet gdyby zużywała pudełko tygodniowo, starczyłoby jej zapasów na pół roku. Folię można kupić w rolkach po 20 m. Żeby zużyć jedną rolkę tygodniowo, trzeba by przykryć talerz o średnicy 20 cm 66 razy i to nie oszczędzając folii. Już na samą myśl o wyciąganiu i odrywaniu tyle razy folii, miałam wrażenie, że dostaję zespołu cieśni nadgarstka.”

– tu jeszcze bardziej XD

„Powszechny błąd, jaki popełnia wielu ludzi, to podjęcie decyzji o tym, gdzie trzymać rzeczy na podstawie tego, skąd najłatwiej jest je wyjmować. To pułapka. Bałagan pojawia się wtedy, gdy rzeczy nie są odkładane na swoje miejsce. Przechowując rzeczy, powinniśmy zatem ograniczyć wysiłek, jakiego wymaga ich odkładanie, a nie wyjmowanie. Kiedy z czegoś korzystamy, mamy jasno określony cel. Poza przypadkami, gdy jest to jakaś bardzo skomplikowana czynność, zwykle nie przeszkadza nam odrobina wysiłku, jakiej to wymaga. Bałagan ma dwie możliwe przyczyny: zbyt wiele wysiłku trzeba włożyć w odłożenie rzeczy lub też nie wiadomo, gdzie dana rzecz powinna leżeć.”

– prawda. Przypomniało mi się: niemożebnie wkurza mnie wkładanie każdego długopisu zwykłego i żelowego, każdego cienkopisu i pisaczka w te plastikowe futerały na nie… postanowiłem dziś wszystkie je wywalić, a wspomniane pisacze wrzucić po prostu do pudełka – przynajmniej nie będę się frustrować za każdym razem, kiedy któryś z nich odkładam po kolorowaniu kolorowanek antystresowych ;) A z PL przywiozę sobie piórnik – nadal go lubię, wrzucę tam sobie wszystko i nadal mnie będzie radowało używanie go przynajmniej.

„Kiedy podejmujesz decyzję o tym, co zatrzymać, zdaj się na swoje serce, a o to gdzie – na dom. Jeżeli to zapamiętasz, będziesz instynktownie wiedzieć, jak organizować i przechowywać rzeczy.”

– prosta rada, ale dobra.

„Są takie rzeczy, których potrzebujesz codziennie, na przykład portfel, bilet na autobus czy pociąg albo kalendarz. Większość osób nie widzi sensu w wyjmowaniu tych rzeczy po przyjściu do domu z pracy, skoro i tak będą ich potrzebować następnego dnia. To błąd. Twoja torba ma nosić dla ciebie rzeczy, kiedy jesteś poza domem. Wkładasz do niej wszystko, czego potrzebujesz, dokumenty, telefon komórkowy i portfel. Nosi wszystko, nawet jeżeli jest przepełniona po brzegi. Kiedy ją odkładasz, często ociera się o ziemię, ale nie usłyszysz od niej skargi, robi co może, żeby cię wspierać. Co za oddany pracownik! Byłoby okrucieństwem nie dać jej odpocząć, przynajmniej w domu. Bycie cały czas wypchanym, nawet gdy nie jest się w użyciu, to takie uczucie, jak pójść spać z przepełnionym żołądkiem. Jeżeli tak traktujesz swoje torby, to wkrótce będą wyglądać na znoszone i sfatygowane. Jeżeli nie wprowadzisz zwyczaju rozpakowywania torby, istnieje większe prawdopodobieństwo, że zostawisz w środku coś, co będziesz chciała przełożyć do innej torebki.”

– jeżeli nawet mierzi kogoś uosabianie przedmiotów, to powiem wam, że ona ma tu rację nawet od strony praktycznej. Moja torba, którą nadal lubię, przetarta jest już mocno (i co ja pocznę jak już całkiem się urwie? :/ takiej torby się swego czasu trochę naszukałem i nigdy więcej nie widziałem podobnej w H&M, a właśnie przeleciałem z ciekawości Allegro i też nie ma, oj będę łatać chyba coś tak mi się zdaje…). Nie mówiąc już o dokumentach, prawo jazdy musiałem zacząć zostawiać w samochodzie, bo bywało że zapomniałem. Czasem zapominam portfela jak go po coś wyciągam, a dokumentów jak zapomnę przełożyć ze spodni do spodni… A gdyby wszystko faktycznie miało swoje miejsce i po przyjściu do domu bym to tam odkładał, to wiedziałbym zawsze przed wyjściem, że muszę stamtąd wziąć co mi jest akurat potrzebne. Także muszę znaleźć takie miejsce.

„Wszystko, czego używamy w wannie powinno być osuszone po użyciu. O wiele większy sens ma więc wytarcie tych specyfików, których użyliśmy i schowanie ich do szafki. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to więcej pracy, ale tak naprawdę jest jej o wiele mniej. O wiele szybciej i łatwiej czyści się wannę czy prysznic bez tych wszystkich butelek poustawianych na nich i o wiele mniej brudu gromadzi się na brzegach.”

– true, true. W moim domu też stało pełno wszystkiego na wannie, ale w moim mieszkaniu stoi tylko drugi szampon i płyn do kąpieli, na oknie stało tylko kilka rzeczy, a mogłoby więcej, bo to okno-półka, wymarzone na takie rzeczy. Tylko że wtedy nie można go otworzyć (a jedynie uchylić). Tylko że jak uchylam, to muszę dłużej wietrzyć i cała i tak zimna łazienka jeszcze się wyziębia. Więc się w końcu wkurzyłem i nic już na oknie nie stoi (kupiłem dozownik do mydła i płynu, przykręciłem do ściany i git jest – trza se upraszczać ;) ). Gdzieś tu następuje prześmieszny opis jak autorka kupiła koszyczek metalowy :D ale u mnie się sprawdza, mam tam gąbkę i jakąś szczotkę – też nie przeszkadzają w myciu wanny przynajmniej.

„Zaczęłam traktować moje rzeczy, jakby były żywymi istotami, kiedy chodziłam do szkoły średniej. Byłam wtedy posiadaczką telefonu komórkowego. Chociaż ekran był czarno-biały, uwielbiałam jego kompaktowy design i bladoniebieski kolor. (…)”

– tu następuje opis jak żegnała się ze starym telefonem po zakupie nowego. Może dlatego mnie jej „filozofia” tak przekonuje bo jesteśmy podobni ;)

„Uporządkuj dom, a odkryjesz, co tak naprawdę chcesz robić”

– odważne stwierdzenie, ale chyba każdy się zgodzi, że bałagan nie pomaga, rozprasza.

„Efektem magii sprzątania jest radykalna zmiana życia „Dotąd wierzyłam, że liczy się dodawanie ważnych rzeczy do mojego życia, chodziłam więc na szkolenia i pogłębiałam swoją wiedzę. Jednak w trakcie twojego kursu na temat sprzątania po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że jeszcze ważniejsze niż dodawanie jest eliminowanie”.”

„Wyrzuć wszystko, co nie przynosi ci radości.”

„Jeżeli w trakcie procesu selekcji natrafiłaś na coś, co nie wywołuje twojej radości, ale nie możesz zdobyć się na to, żeby to wyrzucić, zatrzymaj się na chwilę i zastanów, czy trudno jest ci się tego pozbyć z powodu przywiązania do przeszłości czy może ze strachu przed przyszłością. Zadaj sobie to pytanie w stosunku do każdej problematycznej rzeczy.”

– to jest dobre pytanie…

„Pytanie o to, co chcesz posiadać, jest tak naprawdę pytaniem o to, jak chcesz przeżyć swoje życie. Przywiązanie do przeszłości i lęk przed przyszłością nie tylko determinują to, w jaki sposób dobierasz swoje rzeczy, ale także odzwierciedlają kryteria, którymi się kierujesz, dokonując wyborów w każdym obszarze twojego życia, w tym w relacjach z ludźmi i w pracy.”

„Wobec naszych rzeczy możemy przyjąć trzy postawy: skonfrontować się z nimi teraz, skonfrontować się z nimi kiedyś w nieokreślonej przyszłości lub unikać ich do naszej śmierci. Wybór należy do nas. Osobiście uważam, że najlepiej stawić im czoło teraz. Uznając przywiązanie do przeszłości, lęk przed przyszłością i szczerze przyglądając się naszej własności, możemy zobaczyć, co jest dla nas naprawdę ważne.”

„Wobec naszych rzeczy możemy przyjąć trzy postawy: skonfrontować się z nimi teraz, skonfrontować się z nimi kiedyś w nieokreślonej przyszłości lub unikać ich do naszej śmierci. Wybór należy do nas. Osobiście uważam, że najlepiej stawić im czoło teraz. Uznając przywiązanie do przeszłości, lęk przed przyszłością i szczerze przyglądając się naszej własności, możemy zobaczyć, co jest dla nas naprawdę ważne. Proces ten jest pomocny w określeniu swoich własnych wartości, zmniejszaniu wątpliwości i poczucia dezorientacji przy podejmowaniu życiowych decyzji. Mając zaufanie do własnych decyzji i przystępując do działania z entuzjazmem i bez wahania, będziemy w stanie osiągnąć znacznie więcej. Innymi słowy, im szybciej skonfrontujesz się ze swoimi rzeczami, tym lepiej. Jeżeli masz kiedykolwiek uporządkować swój dom, zrób to teraz.”

„To dlatego wyrzucając coś, nie wzdychaj i nie stwierdzaj, że nigdy nie wykorzystałeś tej rzeczy czy też że przykro ci, że jej nie użyłaś. Odeślij ją z radością i pożegnaj słowami: „Dziękuję, że mnie odnalazłaś”, lub: „Dobrej podróży i do zobaczenia wkrótce!”.”

„W trakcie procesu sprzątania wielu klientów zauważa, że stracili na wadze albo że mają bardziej naprężone mięśnie. To dziwne zjawisko, ale kiedy redukujemy to, co posiadamy, odtruwamy nasz dom, co wpływa uzdrawiająco także na nasze ciało.”

„Są pewne rzeczy, których uparcie się trzymamy. Jeżeli możesz bez cienia wahania powiedzieć: „To mi się naprawdę podoba!”, niezależnie od tego, co mówią inni, i jeżeli lubisz siebie dzięki tej rzeczy, słuchaj tylko siebie.”

To tyle z cytatów, chociaż jednego z początku nie zaznaczyłem: „Zanim zaczniesz, wyobraź sobie stan, który chcesz osiągnąć” – pierwsze co sobie wyobraziłem to jak mieszczę wszystkie moje akcesoria do rękodzieła w jednej szafie. Tak, moje hobby jest też jednocześnie takim uwierającym mnie kamieniem, po prostu za dużo mam tego wszystkiego. A chciałbym te 4 dziedziny pomieścić w 4 pudełkach (akurat mam komplet 4 identycznych) w jednej szafie. Papieru nie liczę, bo oprócz origami jest też do drukarki, więc niech zostanie szuflada. Ale (1) – mulina, (2) – półfabrykaty do kolczyków, (3) – tasiemki, wstążki itp. na razie jeszcze też do bombek, potem już tylko do scrapbookingu i (4) – akcesoria do decoupage. Tak, wiem że to bardzo męskie hobby ale no takie mam, a jak ci to nie pasuje, to jak to niektórzy mówią: handluj z tym ;)

O takich jak my autorka też pisze – tych co niby mają porządek, ludzie mówią: „Ale ty masz mało rzeczy!”, niby się pozbywamy… ale nadal czujemy że coś jest nie tak. Choć ja już teraz wiem co to jest. Możesz mieć tylko 5 koszulek, lecz jeśli źle się z nimi czujesz, to może masz o 3 za dużo? Np. ja siedzę tu teraz, choć dziś zacząłem już te porządki metodą pytania się „czy to mi daje radość?” to nadal jest źle, coś mi ciąży i wiem co nawet – kurtka wiosenno-jesienna. Nosiłem ją ale już nie chcę. Jest jednak praktyczna i pasuje mi. Ale nie chcę. Muszę ją w końcu wyjąć z tej szafy i odprawić. A co jak będzie mi taka znów potrzebna? to pójdę i kupię nową, przynajmniej będzie okazja na coś nowego. Marie Kondo pisała, że potrafi zajrzeć do wysprzątanej szafy i bezbłędnie wskazać rzecz, którą właściciel ma jeszcze wyrzucić. Tzn. ona niczego nie nakazuje, ale potrafi jakoś wyczuć, że ta właśnie rzecz przyprawiła go o wahanie i nie zostawił jej z miłości, tylko z jakiegoś innego powodu. To znaczy ona nawet mówi skąd to wie – bo ta rzecz nie pasuje do reszty. To moja jedyna jasnobrązowa kurtka, widać ją od razu jak się otworzy szafę, coś w tym jest.
Z szafy dzisiaj poszły wszystkie nadmiarowe poszwy na pościel – ja pod tym spać nie będę, a gości nie mam. Gdybym nawet miał mieć, to w „nienadmiarowe” zaliczyłem dwie dodatkowe, także spoko. A jak mi braknie to kupię. Kupię, po prostu, ludzie to XXI wiek, można iść do sklepu/lumpeksu i kupić. Ani to majątku nie kosztuje ani nie jest towarem deficytowym. Wolę już wydać (być może, bo jednak nie sądzę żebym kiedykolwiek musiał) kilka € na to niż przerzucać te niepotrzebne szmaty w tę i we wtę za każdym razem. A trzymam je od pięciu lat. Serio zaczynam wierzyć, że nawet u mnie wyniosłaby z pięć worków śmieci ;) I poważnie – mam taki zapał, że tym razem chyba nawet w dużej mierze daruję sobie graty i część tych rzeczy zasili kontenery odzieżowe, tudzież hurtem oddam w ogłoszeniu regionalnym.

I jeszcze coś – wreszcie dojrzałem do pozbycia się kolekcji kart telefonicznych. Zawsze mogę zrobić im fotkę. I tyle.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.