„Brudny róż” – Kinga Kosińska

Dzikie gęsi - Kinga Kosińska (okładka) Wieczorem skończyłem czytać. To dość krótka książka, taka na jedno popołudnie jak dobrze przysiąść. Ktoś napisał, że literacko na plus… a moim zdaniem literacko to akurat jest dość słaba ;) Nie ma tego czegoś, przypomina raczej bloga. Ale bardzo wciąga, więc szybko się o tym zapomina (poza tym ja lubię blogi ;) ), z resztą może faktycznie to jest właśnie ta lekkość, chociaż zdziwiło mnie że to się ludziom podoba. No mnie się podoba, ale ja lubię pamiętniki czytać a z moich obserwacji wynika, że jestem z mniejszości ;) Ale fajnie że się ludziom podoba, może napiszę kiedyś podobną ;) To czego mi brakowało, a co chciałbym wyrazić to uczucia, te negatywne sprzed tranzycji, moim zdaniem ich tam zbyt wiele nie było, Kinga skupiła się raczej na tranzycji, już u Anny Grodzkiej było więcej, ale to nie zarzut, każdy może swoją transseksualność nieco inaczej przeżywać, a tym bardziej inaczej opisywać.
Ogólnie mnie się też oczywiście podobała, a najbardziej to że jednak można napisać książkę np. nie mając w ogóle doświadczeń ze związkami (lub jedynie drobne). Bardzo mi Kinga przypomina siebie… Myślę, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić…

Jak zwykle zanotowałem parę cytatów, więc dodaję, z komentarzami lub bez.

„Czasami myślę, czy ktoś z tych ludzi zastanawia się, co u mnie. Czy pamiętają, jak mnie traktowali, i czy w miarę nabierania życiowej mądrości nachodzą ich jakieś refleksje?”
(s.9)

– i ja o tym myślę…

„Trwało to latami. Stałam się mistrzynią organizowania sobie czasu samotnie. Zrobiłam sobie tym krzywdę, bo jeszcze bardziej osłabiłam swoje poczucie przynależności do społeczeństwa (…)”
(s.15)

– skąd ja to znam… Chociaż ja tak naprawdę nigdy nie czułem się przynależny do społeczeństwa. Czułem się w tamtym ciele tak bardzo nie na miejscu, że nie dało się przynależeć do czegokolwiek.

„Nienawidziłam się golić. Dziwnie to zabrzmi, ale ta czynność wydawała mi się tak męska, że wolałam mieć zarost, niż to robić i mieć gładką twarz, na czym przecież mi zależało.”
(s.18)

– wcale nie brzmi to dla mnie dziwnie. Kiedyś na TS-forum poruszyłem temat (nie)noszenia stanika. Byłem wtedy w mniejszości z moim podobnym zdaniem – że przecież noszenie go jest bardziej kobiece niż posiadanie nawet dużego biustu samo w sobie. Przynajmniej ja to tak odbierałem. Także ja ją rozumiem.

„Wciąż jednak żyłam w napięciu, że w każdej chwili mogę popełnić jakiś błąd, ktoś coś zauważy i znowu zaczną się ze mnie śmiać.”
(s.23)

– ja mam tak do dzisiaj (choć już w innych kwestiach częściej). To jest właśnie jeden z moich głównych problemów poruszanych na psychoterapii…

„Dziewczyny… jak ja im zazdrościłam, że mogą uwalniać to wszystko, co we mnie uwięzione i skulone, skomlące jak zbity pies. Ich swoboda, wolność. (…)
W liceum pani przedstawiła nam nową koleżankę, a ja ja mierzyłam od stóp do głów, gapiłam się na jej nogi jak głupia. Była taka smukła i piękna. Zwróciła mi uwagę, że niby patrzę jak facet na kobietę, a ja po prostu jej zazdrościłam.”

(s.33)

– miałem tak samo. Tylko odwrotnie ;)

„1 października stawiłam się na Uniwersytecie Śląskim, zastanawiając się, co ja właściwie robię – przecież nie chcę żyć.
(…)

Patrzyłam na dziewczyny, takie wytworne. Jak ja im zazdrościłam! Pierwszy rok studiów, wkroczenie w dorosłość, wszystko przed nimi. A dla mnie? Zagłada, udręka”
(s.36)

„Jest wiele dzielnych transpłciowych kobiet i mężczyzn. Na ich tle wypadam beznadziejnie. Czas szybko płynie, a ja poruszam się jak mucha w smole, jakby bocznym tore.”
(s.93)

– i te uczucia też skądś znam :P

„Śniło mi się, że penis odrasta. Budziłam się przerażona. Dotykałam krocza, by z ulgą przekonać się, że to tylko sen.”
(s.94)

– to jak te moje sny, że mi okres wraca :D

„On [brat ojca], wieczny kawaler, bez dzieci, funkcjonujący poza systemem. Ja podobnie. Może w każdej rodzinie ktoś taki powinien być? Jako punkt odniesienia dla tak zwanej normalności. Niespokojne dusze, niepokorne, miotające się.”
(s.115)

– ciekawa koncepcja… może faktycznie?

„Nagle znowu włącza się lęk. Ręce mi się trzęsą, pocą. Nigdy nie będę normalna, nawet nie mam co próbować. Nic więcej nie zrobię. Niszczę potencjał każdej sekundy, godziny, tygodnia, miesiąca. Dopiero był sylwester, już jest kwiecień, a ja wciąż w tym samym miejscu. Jak cała ja. Nie mam dyplomu, niczego nie osiągnęłam. Skrzeczę tylko o tym, że jestem transpłciowa i kocham Jezusa, bo tylko to mam.”
(s.126)

– no proszę, nawet miesiąc się zgadza…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.