„Chłopiec w czerwonej sukience” – Maciej Loter

Chłopiec w czerwonej sukience - Maciej Loter (okładka) Oczywiście na książkę napaliłem się bardzo – wreszcie coś autorstwa k/m ;) Przeczytałem w sumie w dwa dni. Książka spoko, na początku wiadomo: euforia, bo też tak miałem! potem mniej, zwłaszcza jak się zaczyna o zakochaniach, to nawet zaczyna mnie nudzić, i nachodzi myśl: „znowu hetero” ;) ale to i dobrze może, to znaczy że nadal jest nisza i mogę napisać swoją książkę :P Z resztą na szczęście aż tak dużo nie ma o tych związkach, wątek się jakoś kończy. A potem korekta i hmm, on dopiero wtedy doświadcza przykrości, bo wcześniej był lubiany – znowu coś z czym ni jak nie mogę się zidentyfikować. U mnie było odwrotnie.
Brakuje mi trochę większego dramatyzmu przed korektą, niby jest ale mało ;) ale znowu – dzięki temu moja książka byłaby inna ;) (choć może też ludzie nie mają ochoty czytać aż tak smutnych książek…). Podsumowując: ja się jakoś nie mogłem zidentyfikować z nim do końca, o wiele bardziej mógłbym z Kingą Kosińską mimo że ona jest m/k. Teraz jak zwykle wkleję cytaty czasem z komentarzem, więcej ich z początku książki, bo dalej to jak mówiłem – gdzieś się tam jego historia rozchodzi z moją ;) Większość cytatów bez komentarza, bo cóż tu więcej dodać…

„Ciężar włosów jest jak najgorsza kara i upokorzenie. Dziwnie mi w środku, nie cieszę się razem z mamą z tych włosów. NIe pękam z dumy. Nic a nic. Pojawia się zaczątek poczucia winy, że chyba powinienem się cieszyć. Razem z innymi podziwiać te włosy. (…) Mama patrzy na nie, ale inaczej, z zachwytem i dumą. Trochę mi smutno. A nawet mocno. Nie mam pojęcia dlaczego.”
(s.12)

„Czytałem kiedyś artykuł, w którym dowodzono, iż ludzie mający skłonności do depresji w dzieciństwie bardzo dotkliwie przeżywają nawet krótkie rozstania z matką.”
(s.13)

No ja przeżywałem bardzo. Jednak tu chodzi o to, że niby potem kiedy matka wraca oni się „obrażają”, że znów mogłaby ich zostawić, nie chcą do niej podejść i to taki mechanizm obronny. Tak nie miałem. Wyczekiwałem mamy, denerwowałem się jak się spóźniała itp. Znaczy w przedszkolu to jeszcze było ok, bo dzieci szły leżakować, a mnie mama odbierała wcześniej, więc nie odczuwałem oczekiwania. Ale w zerówce pamiętam raz czy dwa się spóźniła – jeszcze chwila i bym się chyba rozchorował, już w tym wieku miałem wizje jakieś katastrofalne (ale tak też zostałem wychowany – jak ktoś się spóźnia, to na pewno stało się coś strasznego ;) ).

„Kupiono mi białą bluzkę (nie podoba mi się), czarną spódnicę (jeszcze bardziej mi się nie podoba) i czarne buty, które się fajnie błyszczą, gdy wychodzę na ulicę, ale na moich nogach wyglądają bardzo źle. (…) Nogi są dziwnie swobodne, owiewa je powietrze. To wrażenie swobody nóg, braku nogawek, na wiele lat będzie stanowiło dla mnie jedno z najgorszych możliwych odczuć. Wspomnień, które kroją serce na pół i zaciskają gardło. kojarząc się z upokorzeniem i klęską.
(…)
– Teraz to dopiero będzie fajnie. Szkoła i nowe koleżanki i koledzy…
Nie wierzę w to, nic, co zaczyna się w ten sposób nie może być fajne.
(…)
Czy się stresuję? Jestem przerażony. Przecież powinny pamiętać, jak bardzo nie lubię, gdy wokół mnie jest dużo dzieci. Czuję się zdekoncentrowany i niepewny. To, co mam na sobie, nie dodaje mi pewności siebie. Nie nazywam tego w myślach. Dziś już umiem. Czułem się jak pajac.”

(s.15)

No tak, znam to uczucie doskonale. A w ogóle klęska i upokorzenie – o, to też. Przez większą część czasu się tak czułem (to i chyba nic dziwnego, że tak wiele wspólnych odczuć mam z dziećmi molestowanymi – one chyba też upokorzenie czują).

„Gdy znam odpowiedź na pytanie nauczycielki, nigdy się nie zgłaszam. Nie zniósłbym sytuacji, w której uwaga całej klasy zwrócona byłaby na mnie.”
(s.16)

Same here. To byłoby straszne.

„Ze zdziwieniem obserwuję ich (dziewczynek) sukienki, spódniczki i różowe rajstopki. Zastanawiam się, dlaczego one chcą się tak ubierać, a ja nie. Dlaczego chcą mieć długie włosy, na które ja nie mogę patrzeć? Albo te ich tornistry w kwiatki i zeszyty z księżniczkami – okropność. Przeciwstawiam się temu, nosząc plecak i kalosze z moimi ukochanymi Żółwiami Ninja. Bronią mnie przed inwazją dziewczynek i ich niezrozumiałym zachowaniem.”
(s.21)

Zeszyty w kwiatki i księżniczki jak zeszyty. Ale jak one zaczęły staniki nosić to myślałem, że padnę na glebę – dlaczego ktoś mógłby chcieć sobie coś tak strasznego robić? XD

„Z resztą nie jestem kimś, kogo od razu można polubić. Zbyt często milczę, bo większość słów przeznaczam na monologi we własnej głowie. Na zewnątrz jestem zbyt spokojny, bo energię zużywam na tworzenie rozbudowanych scen, które powinny mi się wydarzyć, a jednak się nie wydarzają.” (s.22-23)

Najgorzej że ja mam tak nadal ;)

„(…) pierwsza komunia staje się czasem małej wojny. Cichej wojny, bo odbywa się ona głównie w mojej głowie. Czasem tylko wychodzi na zewnątrz poprzez ściągnięte usta, uparte milczenie czy zmarszczone brwi. Słyszę wtedy bardzo często słynne zdanie, które na długi czas stanie się moim wielkim wyrzutem sumienia: Ty jesteś wiecznie niezadowolony… Oni używają żeńskiej formy przymiotnika, której nie słyszę. Nie mogę słyszeć, bo nie zniósłbym stężenia pretensji zawartych w tym zdaniu. Nie dość, że mówią jak do dziewczyny, to jeszcze rzucają mi w twarz moje negatywne nastawienie.”
(s.26)

Możecie sobie wyobrazić jak to jest słyszeć jeszcze pretensje w takiej sytuacji? …

„Trudno być zadowolonym, gdy nienawidzi się wszystkiego, co inni szykują dla mnie z takim poświęceniem i entuzjazmem. Bardzo dziwnie jest czuć obrzydzenie i lęk odnośnie do tego, co moi najbliżsi uważają za coś ważnego, radosnego i wręcz odświętnego. Ten rozdźwięk mnie męczy, nie potrafię go zignorować. Jednocześnie jestem pewien, że moje odczucia się niezmienne, szczere i słuszne. Całym sobą nienawidzę tej sukienki, która wisi na drzwiach szafy. Brzydzi mnie każdy jej fragment, od bufiastych rękawów po szerokie falbany na samym dole. Na myśl, że mam to coś założyć i pokazać się z tym na ulicy, robi mi się na przemian gorąco i zimno. Opór rozsadza mi czaszkę, tętni w uszach.
Idę do kościoła, bo jestem posłuszny. Gdybym zamiast rodziców miał słuchać swoich odczuć, wziąłbym nożyczki i wśród nocnej ciszy pociął na małe kawałeczki całe to odświętne szkaradzieństwo. Ale mama nauczyła mnie posłuszeństwa i szacunku do pieniądza. Rodzice zapłacili za tę sukienkę dużo pieniędzy, więc jak mógłbym ją zniszczyć. Przecież ja nie stwarzam takich problemów. Poza tym wszyscy dookoła są bardzo przejęci i najwyraźniej się z tego wszystkiego cieszą. (…) Mimo tej wojny w głowie, mimo kotłujących się w niej myśli staram się uśmiechać. Bo czy mam prawo psuć wszystkim ten wyjątkowy dzień?”

(s.26-27)

„Niosę na sobie tę białą płachtę materiału jak karę za grzechy, których nie popełniłem. Jest ciężka, drapie, jest mi wstyd, że inni muszą mnie oglądać w takiej obrzydliwej wersji. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że chciałbym mieć biały garnitur. Wiem to i jednocześnie próbuję tego nie wiedzieć, bo to zbyt smutne.
Na zdjęciu wyglądam, jakbym się miał zaraz rozpłakać. Patrzę gdzieś poza obiektyw, niepewnie trzymam wielką świecę, najchętniej zapadłbym się pod ziemię. Ale jestem posłuszny, tak, dobrze o tym pamiętam. (…) nawet próbuję się uśmiechać do wujków pstrykających zdjęcia. Klik, klik – na całą wieczność utrwalają moją idiotyczną fryzurę i idiotyczny strój. Wysłuchuję nieistotnych dla mnie życzeń, jak automat odbieram bombonierki i koperty.”

(s.28)

„Za każdym razem, gdy się ubieram, w moim pokoju na poddaszu dzieją się sceny iście dantejskie. Moja mała wojna już nie toczy się tylko w mojej głowie, ale i poza nią. Pokazuję, na co stać mój niezadowolony umysł. To jest kolejny przełom. Chcę być posłuszny, ale nie umiem, bo granice mojej wytrzymałości zostały właśnie przekroczone. Płaczę, wściekam się, chowam się po kątach. Za każdym razem przegrywam i z popuchniętymi od płaczu oczami i zachrypniętym od krzyków gardłem kroczę chodnikiem, obok mamy. Gromadzące się ciągle na nowo łzy zacierają kontury i kształty. Bardzo dobrze, mało co mnie obchodzi. Nie chcę nic widzieć. Chcę zniknąć.”
(s.29)

Ostatni cytat to jak pisze, dowiedział się o białym tygodniu. Jak to przeczytałem, to uświadomiłem sobie, że ja w ogóle nie pamiętam białego tygodnia. No był, na pewno chodziłem. Ale chyba mój umysł wyparł chociaż te wspomnienia ;) Chociaż przypuszczam, że też się nie obyło bez oglądania świata przez łzy.

Potem opisuje, że na pogrzeb pradziadka poszedł z ojcem kupić elegancką czarną kurtkę. W końcu wybiera niezbyt pasującą ale jest tak zafascynowany, że ojciec zmieszany kupuje mu ją:

„W sytuacji podbramkowej, gdy już zaraz trzeba wychodzić z domu, [mama] pozwala mi założyć kurtkę, która nie ma w sobie nic z elegancji, oprócz tego, że jest czarna. Na pogrzebie z jednej strony cieszę się, że moja cudowna kurtka przykrywa idiotyczną białą bluzkę, z drugiej – przykro mi z powodu mamy. Nie wiem, co z tym zrobić, uczucia biegną w dwie strony jednocześnie, a ja stoję pośrodku. Jest tu bardzo niewygodnie i nie ma się czego trzymać. Czarna kurtka parzy, jakbym na ramiona założył samo piekło.” (s.31)

Właśnie to jest dodatkowa trudność transseksualizmu. Kiedy się samemu źle czuje, a jeszcze do tego zawodzi innych i ma się bolesną świadomość, że się ich zawodzi. To boli podwójnie.

„Zmiana płci – jak to strasznie oschle brzmi. I jak dziwnie. Patrzę na czerwone krech blizn po usuniętych piersiach, na bezkształtne penisy, , wyglądające jak grube parówki przyklejone do szerokich, nadal kobiecych bioder.
Nie wiem, co myśleć. Z jednej strony okaleczone ciała budzą mój sprzeciw. Z drugiej, myślę sobie, że to lepsze niż piersi i cała reszta. Gdyby tak bohatera zdjęć ubrać w jakieś spodnie i sweter, może nie wyglądałby tak źle? Na co dzień blizn przecież nie widać. A penis to zawsze penis, co z tego, że bezkształtny?”

(s.34)

True, true :P

„Przyglądam się im [dziewczynom] z uwagą i dziwię się, gdy chwalą się, jak to fajnie kupować stanik i w ogóle są całe w uśmiechach. Litują się nad kolegą, żałując go, że nigdy nie doświadczy takich pięknych momentów. Kolega słucha, zadumany, po czym wypala:
– A co to za frajda mieć takie balony na klacie?
Zapada cisza, którą po chwili wypełnia chichot dziewczyn. Moja twarz tężeje. Ta pełna szczerego zdziwienia wypowiedź wwierca mi się w mózg. „Faktycznie, co to za frajda?” – myślę, a siła tego pytania sprawia, że przestaję oddychać. Patrzę na swój sweter, gdzie ciągle jest całkiem zwyczajnie i płasko. Nie zastanawiałem się nad tym, że coś tam kiedyś może wykiełkować. Ale przecież pewnie wykiełkuje. I to nie będzie normalne. To będzie niepojęte.”

(s.35)

:D W ogóle ta książka mnie śmieszy, bardzo chce mi się śmiać czasami. I tylko zastaawiam się czy autor rzeczywiście tak zabawnie ją napisał czy to ja ulegam nerwowemu śmiechowi… Takiemu w jaki wpadają czasem ludzie jak nie wiedzą co robić, jak odruch niekontrolowany np. w obliczu śmiertelnej choroby…

„Dlaczego nie mogę mieć cienkich, łamliwych włosów? Tak, łamliwe byłyby w sam raz… Wtedy pewnie fryzjerki zalecałyby mi obcinanie na krótko, żeby je wzmocnić. Nikt by się nimi tak nie interesował, nie przyglądał im się z uznaniem i nie opowiadał mi o nich, tak jakby sam fakt, że istnieją, nie był wystarczająco straszny.
Ale to już nie moje zmartwienie, dzisiaj bowiem nastąpi ich koniec. Boję się, ale też jestem pełen ekscytacji. Dotychczas mogłem podcinać włosy jedynie do ramion, bo tata ma dość konserwatywne poglądy odnośnie do ich długości. Cóż, gdyby sam musiał je nosić, pewnie zmieniłby zdanie.”

(s.38)

„Mój nierozwiązywalny problem z pomylonym ciałem jest tak wielki i ciężki, że wyczerpuje cały mój limit zamartwiania się. Nie umiem przejmować się czymkolwiek innym.”
(s.56)

„Mimo starań czasem nachodzą mnie straszne wizje o obowiązku realizowania kobiecej roli, o kobiecych ubraniach, kobiecej starości. Cierpię od tego i kulę się w sobie. Oficjalna ścieżka, jaka została mi wyznaczona, jest tak straszna, że aż niemożliwa. Nie wierzę w jej istnienie, a jednocześnie jestem nią przerażony. Okazuje się, że tak można.”
(s.56)

„Wychowawczyni informuje całą klasę, dlaczego mnie nie ma i co teraz ze mną będzie. Zmienia płeć, zmieniam płeć. Nie cierpię tego sformułowania, bo brzmi tak, jakbym był dziewczyną i nagle stwierdził: „A teraz dla odmiany będę sobie chłopcem!” To przecież nie ma nic wspólnego z tym, co się ze mną dzieje. Ja tylko wychodzę spod lodu na powierzchnię.”
(s.71)

„Gdy moja tajemnica wypływa na wierzch, stając się dobrem wspólnym, razem z nią wypływa coś jeszcze… Zapoznaję się ze złem. (…) Jest wielopostaciowe, przyczajone wszędzie dookoła. W oczach przechodniów, w drwiących uśmiechach sklepikarek, w szeptach kilkuosobowych grupek, tworzących się na chodnikach zawsze kilka metrów ode mnie. Dzieje się to, czego najbardziej boję się podczas oglądania horrorów.
Ci dobrzy stają się źli.”

(s.77)

A u mnie było odwrotnie. Pewnie to wynika z tego, że jego wcześniej wszyscy lubili, mnie (prawie) nikt. W związku z tym nie było wokół żadnych „dobrych”, którzy mogli stać się źli. Byli sami źli, więc po czasie okazało się, że jednak nie wszyscy są tacy źli. Albo ja dostrzegłem w nich dobro.
Może dobrze, że nie byłem ani popularny ani lubiany, bo nikt nie pamięta kogoś kto prawie nie istniał ;)

Co mnie jeszcze zdziwiło – on jest tylko rok starszy ode mnie, a w wieku 17 lat internet jeszcze był dla niego pewną nowością, to mnie trochę zdziwiło, bo ja już myślałem że jakoś wtedy zaczęły się te czasy co raz powszechniejszego internetu.

„Często pojawiają się nieracjonalne myśli, bliskie paranoi. Boję się, że nikt nie zrobi mi tej operacji, że już taki zostanę. A gdybym miał taki zostać, wolę, żeby mnie w ogóle nie było.”
(s.105)

„Ich dylematy są dla nich największymi z możliwych, bo nigdy nie poznali tych ogromnych. Nie umniejszam znaczenia ich zmartwień. Gdy ktoś mi się zwierza, słucham go uważnie i razem szukamy rozwiązań. Kłótnie z rodzicami, rozstanie z chłopakiem, zdrada dziewczyny – to nie byle co. Mimo to czuję się staro. Mam wrażenie, że mój problem uderzył głębiej, zachwiał podstawą tego, kim byłem, podkopał moją pewność siebie na niewyobrażalną głębokość. Nikt wokół mnie nigdy tego nie poczuł.
Bliscy znajomi próbują zrozumieć, co przeżyłem. Robią to dla mnie, żeby lepiej mnie zrozumieć, żebym mógł się im wygadać i wyrzucić z siebie jakiś ułamek pretensji do losu. Ich próby są miłe, ale nieudane. Nikt nigdy nie poczuje, jak to jest mieć nie to ciało co trzeba, jeśli urodził się z odpowiednim. Z drugiej strony nikt nigdy nie poczuje takiej radości ze swojego dostosowanego ciała, mając je prawidłowe od zawsze. A ja z tym wszystkim zawsze będę czuł się nieco starzej.”

(s.119)

„Gdy już chwytam za klamkę, [lekarka rodzinna] mówi, że podziwia moją odwagę. Uśmiecham się i dalej nic nie mówię. Nie mówię, bo wiem, że to nie kwestia odwagi. To kwestia wyboru między koszmarem a życiem. Właściwie wyboru nie ma. Można tylko ze wszystkich sił dążyć do normalności, tak jak robią to wszyscy dookoła, tyle że w innych kwestiach. Każdy chory chce być zdrowy. Człowiek bez nogi stara się o protezę. Człowiek z jakąkolwiek dysfunkcją rehabilituje się, marząc o sprawności. Tak samo i ja, jak setki innych ludzi, których transseksualizm pozbawił odpowiedniej cielesnej powłoki, robię wszystko, by ją sobie zorganizować. Gdzie tu miejsce na odwagę?”
(s.132)

Dokładnie tak to widzę… dobrze to ujął.

„Dziewiętnastolatka na wieczną banicję wśród rówieśników skazać może najmniejszy drobiazg, odróżniający go od reszty. Ja wyróżniam się tym, że przeskoczyłem ścianę, która dzieliła ciało od psychiki, płeć od płci. Nie wiem, czy można wyróżniać się bardziej.”
(s.133)

„Wyobrażam sobie siebie z wąskimi biodrami i jestem pewien, że byłbym wtedy lepszym człowiekiem. Prawdziwszym. W wyobraźni przymierzam wszystkie swoje ciuchy, dopasowuję zagniecenia i marszczenia do siebie w nowej wersji. (…) Po co mi te myśli? Czy dobija się do mnie widmo życia, które uciekło mi przez palce? Całkiem bezproblemowego i normalnego, od początku cieleśnie męskiego, przesyconego testosteronem, bez żadnych wątpliwości? Nie wolno tak myśleć, już pisałem, że to droga donikąd. Tylko dlaczego drogi donikąd bywają tak kuszące?”
(s.150-151)

„Widząc, co dzieje się z moim umysłem, zaczynam unikać ludzi. Coraz bardziej boję się spotkań w większym gronie. Boję się, że będzie widać, że się sam siebie boję. Siebie i swoich stanów wypływających gdzieś z czarnej, głębokiej rany wewnątrz mnie. Tej, którą byłem pewien, że już dawno zaleczyłem. Na zmianę wściekam się i płaczę nad swoim strachem. Najbardziej ciąży mi fakt, że rodzice wydali tyle pieniędzy na moje operacje, wszyscy tak mnie wspierali, a moje demony i tak wróciły. Wróciły i szepcą mi brzydkie rzeczy do ucha. Mówią, że nie jestem godzien życia wśród ludzi, że obojętnie jak będę się starał, zawsze będę gorszy od reszty”
(s.154-155)

To nie jest koniec, bo potem poszedł do psychologa. Ja też pracuję nad tym ;)

„Gdy przeszło się piekło, nic nie wydaje się gorsze.”
(s.160)

„To, kim się czuję, to właściwie jedyne, w co nie wątpię. (…) To, że to zrobiłem, wylazłem z szafy, ujawniłem się, zrobiłem coming out – jak zwał, tak zwał – nazywam moim małym, prywatnym cudem. Cudem, który musiał się wydarzyć, bo nie miałem wyjścia. To znaczy miałem, jedno, ale wtedy nie pisałbym tych słów, tylko gnił pod ziemią, siedział na jakiejś wygodnej chmurce lub smażył się w piekle (w zależności od tego, czy Bóg istnieje i jakie ma poglądy na temat osób transseksualnych).”
(s.168)

Też to zawsze tak widziałem, i okreslenie „cud”, też takiego używam.

Co mnie jeszcze uderzyło: pierwsza miłość i te wszystkie wątki – ja żyłem w wyobraźni, bardzo w swojej głowie, a on jednak w świecie realnym, mnie świat w ogóle nie interesował. Nie wiem czy miałem ładne koleżanki, bo mnie interesowała dziewczynka z filmu dla młodzieży i to była moja dziewczyna :D A jak trochę urosłem, to już została nią bohaterka serialu ;) A jak się zainteresowałem seksem, to się okazało, że jednak wolę facetów :D i tak to wygląda.

I jeszcze dwa słowa na temat końcówki książki. Fajnie że autor próbuje ludziom dość obszernie wyjaśnić skąd się bierze transseksualizm, brzmi to profesjonalnie, spójnie, sensownie, przytacza jakieś badania… tylko że brakuje mi słowa „najprawdopodobniej” :P Bo jednak tak na 100% to nie zostało udowodnione.
I druga rzecz – podaje koszty… a zacytuję jednak sobie:

„O ile za pierwszą operację płaci się obecnie ok. 6-8 tys. zł (w niektórych miastach jest refundowana), za drugą 10-12 tyś., to koszty trzeciej tutaj się dopiero zaczynają. Mogą skończyć się nawet na 100 tyś. Im drożej, tym ładniej i efekt bardziej zbliżony jest do naturalnego. To dużo. Ale mało za normalne życie.
(s.169)

Tak, z ostatnim zdaniem się zgadzam. Natomiast co do kosztów… ok – pierwsza operacja tyle kosztuje (ale można też zapłacić i 12 tyś., też taki przypadek był, są i tacy chirurdzy), natomiast koszt drugiej to nie wiem skąd wziął… ok, co do drgiej to koszty się wahały, były już wyższe (niż kiedyś), ale potem jakby znów trochę zmalały… ja bym raczej powiedział 4-5 tyś., no może 6. O ile koszty I. rosną, tak drugiej już (na szczęście) nie tak szybko, a nawet mogą maleć. Bo jednak histerektomia jest o wiele powszechniejszą operacją, wykonywaną co raz częściej z tego względu, że to także operacja częsta u kobiet.
Co do cen testosteronu, podaje Prolongatum, ale 5 ampułek na około półtora miesiąca? hmm, co to jest za dawka? zawsze myślałem że Prolongatym to taka „połowa” Omnadrenu, a typową dawką Omnadrenu jest ok. jedna ampułka miesięcznie (oczywiście jak mówimy o przypadku po II. operacji), więc obstawiałem że Prolongatum bierze się ze dwie, a nie więcej? Tak czy siak podaje coś, nie rozgraniczając na etap itp. Ale może ja się czepiam :D A poza tym jest w środowisku ts takie coś… że wielu ludzi podaje coś z taką całkowitą pewnością – a ja widzę, że nie mają racji. A oni twierdzą, że mają, że muszą mieć, bo przecież mówią na własnym przykładzie! To samo tyczy się też np. Poradnika Prawnego, pisanego przez prawnika, który twierdzi, że np. biegły w naszych sprawach musi być, bo musi w każdym procesie tego typu. Cóż, jakby to powiedzieć… i nie zabrzmieć nieskromnie ;) od 12 lat czytam każdą polską stronę, każdego ts-bloga na jakiego trafię (a wydaje mi się, że trafiam na niemal wszystkie, chyba że się ktoś totalnie nie reklamuje ale raczej jak ktoś chce służyć pomocą to się reklamuje), każdą notkę na tym każdym blogu, WSZYSTKIE wątki na wszystkich forach (na jakie trafię, ale – jak wyżej), a co za tym idzie także każdą relację, więc… więc widzę, że czasem prawo sobie, a praktyka sobie ;) Albo te różnice w cenach. Albo jeszcze inne różnice. Dlatego ja pisząc coś albo odpowiadając komuś nie wypowiadam się tylko na podstawie mojego doświadczenia. I staram się być obiektywny, także… ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.