O poznawaniu ludzi, nowych doświadczeniach, zmianie obrazu swojej osoby, docenieniu siebie, tatuażu itp. – taka notka o wielu rzeczach, niby różnych, a jednak w jakiś sposób powiązanych…

Tak jak wspomniałem, tyle mam do napisania, że starczyłoby na kilka notek… ale może zmieszczę w jednej? Raz, a porządnie, bardzo różne uczucia… Zacząłem próbować aktywniej poznawać ludzi (czytaj: facetów ;) ). Z zaledwie kilku luźnych (lub mniej) znajomości wiele się nauczyłem… Jak mówię – pracuję nad sobą. Aby poznać kogoś (facetów) założyłem kilka profili, ogłoszeń… Z jednego ogłoszenia odezwał się Pierwszy… Nie przeczytał jednak dokładnie mojego profilu (bo nie miał dostępu), zrobiłem screena, kazałem przeczytać ten akapit o ts (i po jakiej operacji jestem). Przeczytał i napisał, że nie ma problemu i że „seks można uprawiać w różny sposób”.
Rozmawialiśmy na skype, wideorozmowa itp. ogóle. Nic z tego nie będzie – że pisze niepoprawnie gramatycznie to jeszcze można by zrozumieć, ale nie nadajemy na tych samych falach (odpływa w teorie spiskowe, i to takie grubsze rzeczy), może nawet sam ma jakieś problemy, był co najmniej podejrzewany o chorobę psychiczną (ale on nie wierzy w psychiatrię i psychologię…), nie wiem czy faktycznie na jakąś cierpi, czy też jest tylko po prostu taki oryginalny, ale to nauczyło mnie, że ludzie są naprawdę tak bardzo różni, tak, tacy też – nie wszyscy są super idealni, może mnie brakuje fizycznie, ale niektórym tak trochę brakuje psychicznie, a to może nawet gorzej…

Drugi napisał na profilu, po pewnych nieporozumieniach szybko się spotkaliśmy. On przeczytał profil uważnie, powiedział mi dużo i szczerze, i miło i ważne rzeczy… Pierwsze spotkania były najbardziej pouczające ale kolejne też były miłe. Zaprzyjaźniliśmy się – można powiedzieć. To fajny facet, ale starszy i choć nie myślałem, że to może być dla mnie problem, to chyba byłby… Ale to nie tylko to, przede wszystkim to on jest bardzo „intensywny”, potrzebuje dużo kontaktu, a ja… nie. Kontakt z nim pokazał mi jaki jestem szczęśliwy w mojej samotni. To bez znaczenia czy taka jest moja natura wrodzona czy się do tego przyzwyczaiłem, fakt jest taki, że lubię to! :) Może szukałem szczęścia w tym, w czym większość ludzi szczęście odnajduje ale widzę, że mnie to męczy. A nie dostrzegałem szczęścia tuż obok… Że ono tu jest, w moim życiu, że szczęście to kiedy w sobotni wieczór usiądę na kanapie przed komputerem z paczką chipsów i będę odczuwał taką błogą satysfakcję, że posprzątałem i że wszystko wokół mnie jest teraz takie ładne… a ja tu siedzę, spokojny i odprężony i dogadzam swoim kubkom smakowym ;) Że szczęście to kiedy mogę wziąć rower (czy samochód) i pojechać gdzie chcę, kiedy chcę i na jak długo chcę, zwiedzić co chcę i jak chcę, bo nikt nie będzie na moje plany wpływał, nikt ich nie popsuje, nikt ich nie nagnie… Szczęście, to kiedy mogę odwiedzić znajomych raz na dwa albo trzy miesiące, bo częściej nie potrzebuję (i też czułbym się zmęczony). Kiedy w niedzielę mogę wstać o 12:00 albo 14:00, albo 15:00 albo przeciwnie – o 8:00 (no to chyba raczej wcale spać nie iść :D ) i czytać książkę nawet cały dzień jeśli taki mam kaprys… Kontakt z nim pokazał mi jaki jestem szczęśliwy, już teraz, nic nie zmieniając :) Myślę, że to była jedna z największych lekcji w moim życiu!
To nie znaczy, że teraz wszystkie profile pokasuję, nie, nadal będę (czasami ;) ) próbował nowych sposobów zawierania znajomości (bo kto wie czego jeszcze mogę się nauczyć?!), ale czuję, że zrobiłem przeogromny krok, teraz w ogóle nie wyobrażam sobie czuć się nieszczęśliwym z powodu tęsknoty za związkiem. Nie wiem czy to już nigdy nie wróci, ale zawsze wtedy będę przypominać sobie to co napisałem w tej notce :)
A przy tym powiedział mi wiele rzeczy, które chyba pomogły mi podbudować moją pewność siebie. Tego potrzebowałem, żeby ktoś mi to powiedział, żebym nie musiał sobie tego wmawiać. Teraz mam „dowody” na dalsze życie ;)
No i przyjaźń… podoba mi się. Kiedyś przecież właśnie tego brakowało mi najbardziej, męskiej przyjaźni… może to jest cenniejsze niż związek?
Ale to jeszcze nie koniec historii, potem, w sumie równolegle poznaliśmy Trzeciego. Fajny, grzeczny i sympatyczny chłopak. Ale też z problemami. Chociaż w sumie oni się związali. A ja się cieszę, że to nie ja wpakowałem się w taki trudny związek… Jej, jak często ja się ostatnio cieszę, że to nie ja coś zrobiłem/jestem kimś innym! ;) A to nowość, nie? Ale na plus, wreszcie prawdziwie na plus mogę coś powiedzieć o sobie ;)
Nom, widzę pewien (nawet spory) postęp u siebie, psychoterapia działa, chybabym sam nie dał rady naprowadzić się na taką drogę… Chybabym sam nie potrafił dostrzec w sobie tylu pozytywnych cech… Np. – w sumie szczera rozmowa z kimś + poznanie ludzi innych zaskutkowały tym, że zaczynam chyba doceniać, że coś tam mi się w życiu chyba jednak udało – choćby samodzielność, samowystarczalność. Dotychczas było to dla mnie takie nic, ale jednak – żyję tu, mieszkam tu sobie sam, co by się nie stało, nie zginę (czy stracę pracę, czy zdrowotnie, wiem gdzie iść, jak sobie poradzić), umiem skutecznie załatwiać wiele spraw (to jednak będzie temat na inną notkę :P ), jak się okazuje, już samo to dla wielu ludzi jest niemal nie do przebycia problem… – uświadomić to sobie to było dla mnie trochę jak prysznic, ale taki pozytywny.
A do tego jak słyszę, jak niektórzy orzą po dwa etaty (no przesadzam, ale półtora można by to nazwać), i jasne – mają więcej forsy ode mnie, to nie wiem, może można nazwać mnie leniwym, ale w sumie mam to gdzieś – to myślę sobie… a ja tego nie potrzebuję. Jasne, fajnie by było mieć więcej kasy (bo naprawdę szału nie ma w tym momencie), ale cholera nie takim kosztem… Mam co jeść, gdzie spać i za co opłacić internet (a nawet samochód i czasem mogę pozwolić sobie na jakiś krótki wypad), nie będę sobie żył wypruwał (lub choćby po prostu tracił mojego wolnego czasu) żeby móc kupić dwa razy droższe meble, Bio-ogórki trzy razy droższe niż te z dyskontu albo dom/mieszkanie zamiast wynajmować. Dla mnie wszystkie te rzeczy nie są warte mojego wolnego czasu, po prostu. Może nigdy się w życiu niczego wielkiego nie dorobię ale moja codzienność jest dla mnie więcej warta. I też fakt, że marzą mi się drogie wycieczki, ale wycieczka trwa tydzień-dwa, a codzienność przez resztę roku. Więc dla mnie wybór jest prosty. (A na te wycieczki i tak pojadę :P jeszcze nie wiem jak, ale jestem tego pewien).

No i tak z jednego do drugiego tematu przeszedłem… Wracając do poznawania potencjalnych partnerów – ok, już chyba uwierzyłem, że mogę być atrakcyjnym partnerem, nawet jeśli nie fizycznie, to hmm, osobowościowo. Super, ok, to mi wystarczy (dobrze, że jestem tak łatwowierny ;) ). Teraz trzeba by przejść na następny level, który się nazywa sex XD to będzie wersja bardziej hard :D

I w sumie jeszcze: jak tak ostatnio widziałem pewnego faceta z nadwagą bez koszulki to zaświtało mi nawet w głowie… że może pod jednym względem mam lepiej od niego – na biodrach już po hormonach mi się tłuszcz tak nie osadza, też raczej na brzuchu ale jednak na bokach trochę też… Ale tak patrząc na niego stwierdziłem, że już chyba wolę moją opcję :D przynajmniej część się rozejdzie, a nie ciąża spożywcza miesiąc ósmy… ;D To bardzo miło dostrzec takie drobiazgi na plus! :P

Z kolei wracając do Drugiego Pana, tak jakoś wyszło, że za jego sprawą wreszcie nadejszła ta wiekopomna chwila gdzie zrobiłem sobie tatuaż, ten, który w sumie miał być pierwszy, tyle lat czekał i w końcu jest drugi :P Pan Dwa sobie zrobił (inny oczywiście), pozazdrościłem ;) polecił studio, zapytał ile by mój kosztował… to już się nie było jak wykręcić :P i nie to, że zwątpiłem, raczej nie wiedziałem czy teraz, bo kasa, bo totamto… Nie czekałem z ekscytacją jak na pierwszy, ale z czasem trochę właściwie już chciałem, tam leżeć, i przypomnieć sobie jaki to jest ból, i może nawet trochę żeby już pobolało… A potem… przypomniałem sobie, aż za dobrze XD plecy jednak faktycznie bolą bardziej :P momentami to omatko… niektóre miejsca (te mocno czarne) były obolałe ładnych kilka dni. No a teraz już tylko sobie swędzi… I podoba mi się, i jestem strasznie zadowolony, i w ogóle i w ogóle ;)

No, przynajmniej z tego jestem zadowolony, a jednocześnie to przykre, że gdybym np. rodzinie się pochwalił, pewnie bym nie usłyszał słów aprobaty tylko jakieś głupie teksty. I nie chodzi o to, że szukam tej aprobaty, i tak zrobię swoje, po prostu to przykre jak niby bliscy ludzie nie potrafią się po prostu ucieszyć z mojego szczęścia… Po prostu przykre.
A druga rzecz… ojciec mnie ostatnio pytał czy nie zamierzam się ożenić, niby to było wesołym tonem, w ogóle w inny sposób było to powiedziane… i właśnie ten sposób wydał mi się tak… niesmaczny jakoś – o, to chyba najodpowiedniejsze słowo, że aż mi się zrobiło gorzej. Dużo gorzej :/ I w sumie to paskudne uczucie zmotywowało mnie do napisania notki wreszcie. Ale kiedy otwarłem plik, w którym zawsze najpierw piszę, od razu mój wzrok spoczął na cytacie, który kiedyś skopiowałem z forum Trans-Pomocy:

m.:„Ludzie rodzą się po to aby szukać szczęścia i dzielić się tym szczęściem z innymi, a nie po to żeby dopasowywać się do wyimaginowanych ram jakichś kolesi którzy nie są w stanie zrozumieć twojego szczęścia, a co dopiero się nim dzielić.”

– w sumie pasuje i do tego i do tatuażu nawet też, dobrze powiedziane. I to tyle w sumie, trzeba se te słowa wziąć do serca.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.