Jakość życia

Teraz czas na wpis, który chciałem dodać kiedy się zorientowałem, że mylog umiera ;) chociaż ten wpis to też tak niejako na zastępstwo, bo… chociaż mam o czym pisać, to dopadł mnie leń… w końcu nadrobię (relację z poprawki itp.). A dziś taka bardziej wklejka. Jest to mój komentarz do notki na blogu minimalistki, a tematyką było pytanie czym dla nas jest jakość życia. To był konkurs ale nie napisałem swojego komentarza w wyścigu o wygraną, tylko po prostu chciałem wyrazić swoje zdanie (nieco inne od przewodniego). Jako że jednak 30 osób miało być nagrodzonych to też się załapałem :P W sumie trochę też sobie uświadomiłem tym wpisem, więc i u siebie chcę go mieć, toteż po małych poprawkach i dodaniu komentarzy (te numery w nawiasach) zamieszczam tutaj. Ogólnie ludzie pisali dużo o zdrowym odżywianiu i jak to bardzo dodaje jakości ich życiu… meeeh, eee, nie mój klimat ;) ja żyję jakościowo po mojemu :D

A ja się chyba trochę wybiję z tego nurtu jakość=zdrowy styl życia ;) bo… niekoniecznie się z nim zgadzam ;) (to znaczy zgadzam się, że dla wielu ludzi to się sprawdza, ja jednak skupiam się trochę na czymś innym). Ale do rzeczy.

Jakoś to wartość, żebym mógł cenić moje życie, musi mi ono dawać radość.

1. Wygoda i piękno.
Jestem singlem, emigrantem, na co dzień mieszkam za granicą gdzie wyjechałem nie „za chlebem”, tylko bo taki był mój wybór, tu chciałem mieszkać od dzieciństwa, ten kraj mi się podoba, tu jest mi dobrze. Nigdy nie stawiałem na dorobienie się, bo nie taki był/jest mój cel, moim celem jest wygodne, spokojne życie. Wynajmuję dwupokojowe mieszkanie w mieście, nie zdecydowałem się na pokój ani współlokatora (co byłoby z pewnością tańsze) ponieważ cenię sobie wolność i wygodę jaką mi daje mieszkanie tylko dla siebie.
Otaczam się tylko rzeczami, które mi się podobają, trzy miesiące spałem na dmuchanym materacu zanim kupiłem odpowiednie łóżko, ale nie kupowałem pierwszego z brzegu (bo było od ręki czy było najtańsze), nie, najpierw wymyślam sobie meble jakie chcę mieć, a potem szukam ich i jeśli są w przyzwoitej cenie, dopiero wtedy kupuję :) Równie długo obywałem się bez meblościanki aż ujrzałem moją obecną w internecie i stwierdziłem: to ta! ;) Wiele godzin spędziłem przeglądając oferty z garderobami do przedpokoju, aż dobrałem odpowiednią. Ale dziś wszystko w moim mieszkaniu jest dokładnie takie jakie chciałem żeby było, łącznie z kolorem gąbki do mycia naczyń :D (żeby była pod kolor rolety i krzeseł oczywiście ;) ).

2. Wygoda i piękno w stroju.
Też już porzuciłem koncepcję noszenia znoszonych i byle jakich ubrań po domu – oczywiście ubiór po domu może i powinien być luźniejszy i wygodny, np. dres jest ok, ale to musi być ładny dres! I koszulka, taka którą lubię i taka, która mi się podoba – komu wszak mam się podobać jeśli nie przede wszystkim sobie! :) Więc wszystko co nie spełnia tych dwóch kryteriów opuściło moją szafę.

3. Czas.
Kiedyś przeczytałem takie zdanie i wbiłem je sobie w pamięć: „Zawsze możesz zarobić więcej pieniędzy ale nie możesz dostać więcej czasu” – trudno się z tym nie zgodzić… Dlatego pilnuję żeby mój czas pracy nie był dłuższy niż 40 godzin tygodniowo (a jeszcze chętniej 35) i nie biorę nadgodzin jeśli nie są obowiązkowe. Minimalizuję denerwujące czynności: kupiłem zmywarkę kompaktową – na jedną osobę idealna i odpada denerwujące zmywanie, sprzątam kiedy mam na to ochotę a nie koniecznie codziennie czy co tydzień (aczkolwiek jak już widzę, że trzeba to nabieram tej ochoty – w końcu patrz punkt pierwszy: piękno musi być ;) ).
Nie biorę na siebie nadmiaru zobowiązań, nauczyłem się odmawiać lub przynajmniej mówić: mogę się tego podjąć ale kiedy będę miał na to ochotę, miej na uwadze, że to może być za kilka miesięcy(1). I to się sprawdza.
Ale i nie mam do siebie pretensji jeśli spędzę dwie godziny przeskakując z filmiku na filmik na YouTube(2). Czy spędziłem przyjemnie ten czas? Owszem, więc widocznie to było mi w danym momencie potrzebne jako rozrywka.

4. Smaczne jedzenie (i przyjemności).
Smacznie, nie zawsze znaczy zdrowo ;) Oczywiście staram się zachować zróżnicowaną dietę (choć skłamałbym mówiąc że jem same zdrowe rzeczy ;) ), choćby dla własnej satysfakcji, że potrafię to zrobić. Ale zawsze też w moim domu znajduje się zapas słodyczy i pozwalam sobie na deser w postaci kawałka ciasta czy ciasteczka lub dwóch albo batonika. Ale to nie jest po prostu „coś słodkiego” aby było. Nie kupuję czegokolwiek, a tylko i wyłącznie słodycze, które są moimi ulubionymi. Tylko takie, które wiem że zjem z prawdziwą przyjemnością, a nie z wyrzutami sumienia, że szkoda było pochłaniać te kalorie, a nawet nie smakowało. No i chipsy – właściwie to wszystkie te, nawet ulubione, słodycze mogłyby dla mnie nie istnieć, ale paczka ulubionych chipsów na tydzień musi być ;) Nie żadnych innych, tylko tych właśnie i nie przekraczam „dawki tygodniowej”(3), tym bardziej wydają mi się uprzyjemniać życie :)

5. Kosmetyki.
Z kosmetykami jest podobnie – używam tylko kilku sprawdzonych i moich ulubionych. Poprosiłem o nierobienie mi prezentów kosmetykowych(4), gdyż sam wiem najlepiej czego chcę używać i co lubię. Wszystko inne byłoby nadmiarem.

6. Radość życia zamiast wyścigu szczurów.
Nie wiem czy chcę kupować mieszkanie na własność. Nawet jeśli z kimś się zwiążę, raczej nie będę się budować. Nie potrzebuję sprzętu za tysiące Euro ani samochodu prosto z salonu. Moje przeciętne kilkuletnie auto znakomicie spełnia swoje zadanie przewiezienia mnie z punktu a do punktu b, a przecież do niczego innego samochód nie jest potrzebny. Mój używany sprzęt grający znakomicie współgra z meblami (patrz punkt pierwszy ;) ) a nie kosztował mnie nawet 50 Euro… I dobrze mi się mieszka tu gdzie mieszkam.
Nie mam więc wygórowanych potrzeb finansowych na które musiałbym oszczędzać, dzięki temu nawet nie pracując szczególnie dużo, mogę sobie pozwolić od czasu do czasu na jakiś wyjazd czy jakiś większy zakup…

7. Małe przyjemności dnia codziennego są najważniejsze.
Nawiązując do poprzedniego punktu – drogie egzotyczne urlopy, może i są świetne ale jeśli mam dla nich pracować co dzień godzinę więcej, to ja wolę co dzień tą godzinę poczytać książkę albo pojechać rowerem nad rzekę – też świetne i spotyka mnie codziennie, a nie przez dwa tygodnie raz na rok… A weekend w jakimś europejskim mieście z lotem upolowanym na tanich lotach może być równie ekscytujący!

8. Jestem taki, żebym nie miał sobie nic do zarzucenia.
Czasami jednak zgadzam się poświęcić swój czas na coś, na co nie mam tak naprawdę ochoty… robię tak, jeśli stwierdzę, że odmowa byłaby dla mnie niekorzystna, sprawiłaby że źle bym się czuł z taką decyzją. Bo czasem po prostu chcemy komuś pomóc nawet jeśli nie lubimy tego co właśnie mamy zrobić :)

To są moje zasady :)


(1) – raczej właśnie jednak zamiast odmawiania mówię: „ok ale jak naprawdę będę miał czas i ochotę, a na razie nie mam, więc naprawdę nie wiem kiedy to zrobię…” – i zazwyczaj okazuje się że nigdy ;)
(2) – jak spędzę trzy to też nie ma, ale przy czterech to już zaczynam sobie robić wyrzuty :D – just kidding ;D
(3) – no czasem dochodzą do tego jeszcze prażynki :P
(4) – tylko że nie wszystkim powiedziałem to tak wprost i nadal zdarzają się takie prezenty…

***

Jak już wpis-wklejka, to jeszcze całkiem fajny test polityczny, mój wynik: kosmopolityczny socjaldemokrata – fajne określenie, jak najbardziej pasuje! ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.