„Zostać Nicole. Metamorfoza amerykańskiej rodziny” – Amy Ellis Nutt

Zostać Nicole - Amy Ellis Nutt (okładka) Ostatnio przeczytałem kolejną transową książkę – jak w tytule. Ta książka była nieco inna, bo Nicole miała to szczęście posiadania rodziców (zwłaszcza mamy), którym zależało na szczęściu swoich dzieci. Już kiedy miała kilka lat, jej matka szukała przyczyn jej zachowania i znalazła. I robiła wszystko dla jej szczęścia. Takich rodziców można życzyć każdej osobie transseksualnej. Ojcu było trudniej się z tym pogodzić ale przynajmniej nie przeszkadzał (i w końcu też zaczął aktywnie wspierać).
Książka jest też o tyle inna, że opowiada historię Nicole jakby z perspektywy obserwatora, a nie jej samej, no i nie jest to historia kilkudziesięciu czy iluśtam lat życia w złej roli, bo ona od początku żyła praktycznie jak dziewczynka.

Ja jak zwykle cytaty + komentarz:

„Jedna z koleżanek Wayne’a była zdumiona tym, jak jej dziecko zareagowało na Wyatta, gdy obie rodziny wybrały się razem na weekendową wycieczkę do Bostonu. W drodze powrotnej spytała swoich synów, którzy byli mniej więcej w wieku bliźniąt, co sądzą o „synach Mainesów”.
– Masz na myśli dzieci Mainesów? Mają chłopca i dziewczynkę – odparł jeden z chłopców.
– Nie, mają dwóch chłopców.
Dzieci upierały się jednak, że Wyatt jest dziewczynką.
– Byliście razem w łazience. Czy Wyatt miał siusiaka? – spytał w końcu mąż kobiety.
Zapadła długa cisza. W końcu jeden z chłopców się odezwał:
– Wiem, że chłopcy mają siusiaki, a dziewczynki nie, ale Wyatt jest dziewczynką. Z siusiakiem.”
(s.61)

Czasami dzieci dużo łatwiej przyjmują pewne rzeczy :)

„Największy lęk?
– Pójść do szkoły ubrany jak chłopak.”
(s.99)

Znam to, oj znam… dlaczego to właściwie wzbudza aż taki lęk? (tzn. ubranie się niezgodnie do płci przeżywanej). Nie wiem dlaczego AŻ taki, nie umiem wyjaśnić i tego chyba nie zrozumie nikt kto tego nie czuł… ale gdybym miał spróbować, to trochę jakby Wam ktoś kazał iść do szkoły przebranym za teletubisia albo coś takiego :P

Kolejny fragment jest dość długi, ale ponieważ bardzo dobrze opisuje kształtowanie się płci biologicznej oraz psychicznej, zamieszczam w całości w formie zdjęć:


„Lekcja numer jeden:
– Orientacja seksualna określa to, z kim idzie się do łóżka – powiedział lekarzowi pacjent. – Tożsamość płciowa określa zaś to, kto idzie do łóżka.”
(s.124)

Fajnie ujęte :P

„Lektura niektórych negatywnych artykułów zdopingowała Wayne’a. Długo mu zajęło zrozumienie, że Nicole potrzebuje go, by wystąpił w obronie jej praw. Zbyt dużo czasu zmarnował na opłakiwanie straty syna, nie dostrzegając zalet posiadania córki. Pewnego razu zabrał dzieci na zakupy do Walmartu, żeby kupić prezent dla Kelly. Gdy Jonas wyskoczył z samochodu i chciał przejść przez ulicę, Wayne odruchowo wyciągnął rękę. Jonas, tak samo odruchowo, zabrał swoją dłoń, zawstydzony opiekuńczością ojca. Jednak Nicole wyskoczyła z samochodu i od razu wzięła tatę za rękę. Przez całą drogę do sklepu machali złączonymi dłońmi. Wayne uśmiechał się z myślą, że posiadanie córki ma wiele zalet, bo dziewczynki są bardziej niż chłopcy chętne do przytulania ojców i chodzenia z nimi za rękę.”
(s.169)

Słodkie :) ale… wiem! Dlatego właśnie też chciałbym mieć córkę! :D Ale poważnie, no chciałbym mieć córkę, świadomie raczej na taki powód nie wpadłem ale podświadomie myślę, że wiedziałem i że to jest faktycznie jeden z kluczowych powodów dla których wolałbym mieć córkę niż syna :P

I znów trochę o biologii:


„Transmężczyźni najczęściej twierdzą, że wolą studiować na żeńskiej uczelni, bo czują się tam bezpieczniej zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Niektóre żeńskie college’e przeformułowały swoje statuty tak, by zawierały zaimki neutralne płciowo, inne przestały określać się jako zgromadzenie sióstr.”
(s.189)

A tego to już przyznam nie rozumiem. Nie mógłbym się czuć męsko gdyby mnie przyjęli do żeńskiego college’u :/ Ani nawet bym nie poszedł (to jak bycie mężczyzną specjalnej troski), to już nie ma koedukacyjnych? A co do bezpieczeństwa… są przecież słabsi faceci i też muszą sobie radzić. Albo jesteś facetem – no niestety za byciem facetem idzie bycie częściej ofiarą napaści, morderstw, kradzieży itp. (jedynie ofiarami gwałtów częściej padają kobiety) – albo… To znowu jest jakby ktoś chciał zjeść ciastko i mieć ciastko ;)

„Przeprowadzili się, porzucili przyjaciół i pracę, wydali wszystkie oszczędności i żyli w ukryciu – wszystko to dlatego, że Nicole była dyskryminowana i nie pozwolono jej korzystać z toalety zgodnie z jej własnym życzeniem.”
(s.225)

Czujecie to? Przeprowadzili się na gorsze warunki, wydali setki tysięcy dolarów „tylko” dlatego że nie pozwolono Nicole korzystać z damskiej ubikacji, nie że kazano jej korzystać z męskiej, nie, miała korzystać z tej dla personelu ale dla niej i jej rodziny to było za mało. Myślę, że dla wielu ludzi w Polsce (nawet ts) to jest niepojęte… ale gdzieś w książce jest takie wytłumaczenie, że korzystanie z toalety wraz z koleżankami jest pewnym rodzajem integracji i trudno odmówić temu logiki. Aż mi sę tu nasuwa pewien cytat z innej niedawno przeczytanej książki: „Jeśli człowiek raz łyknie gówno, często staje się ono nieodłącznym składnikiem jego diety.” (S. King, „Bazar złych snów”). Więc w sumie warto dbać o swoją „dietę” od początku, bez ustępstw…
Ale to się nazywa rodzina, której zależy na dobru dziecka… Jest w książce też fragment o jeszcze wcześniejszych latach, kiedy matce wydawało się, że może jednak Nicole zainteresowali męscy bohaterowie kreskówki i kupiła figurki dla obu dzieci na siódme urodziny. Jonasowi bardzo się spodobały ale Wyatt był zawiedziony, więc matka zapytała go czy nie podobała mu się kreskówka. Odpowiedział, że owszem ale jemu się podobał nie bohater tylko ładny dom, w którym mieszkał. Więc:

„Nie mogła sobie wybaczyć, że zawiodła Wyatta w jego urodziny, ten najważniejszy z dni. Chrzanić to, powiedziała w duchu, nie kupię mu już więcej chłopięcej zabawki tylko dlatego, że Wayne uważa ją za odpowiednią, to po prostu okrutne. Nazajutrz poszła do sklepu i kupiła zestaw zabawkowy z syrenką Ariel, o którym Wyatt tak marzył, i wszystkie Kopciuszki, Wendy i Dorotki, jakie znalazła na półce.”
(s.65)

Jakżeż mnie rozwalają internetowe komentarze wszelkich znaffców wychowania kiedy piszą jak to rodzice powinni „wybić dzieciom genderowe bzdury z głowy” – a niby jak? Czego mają zabronić kilkuletniemu dziecku, które mówi, że nie chce żyć? Co mają zrobić kiedy dziecka nie cieszą zabawki „właściwe” dla jego płci? Kiedy płacze zmuszone do ubrania się w określony sposób? Patrzeć na cierpienie własnego dziecka i w żaden sposób mu nie ulżyć, to nie jest dobre wychowanie, to raczej sadyzm.
I kolejny fragment w temacie:

„Jedna z osób zamieściła następujący komentarz: ‚(…) Przykro mi, ale nigdy nie pozwoliłbym pięcioletniemu synowi nosić sukienek. (…)’.
Wayne i Kelly spotkali się już wcześniej z takim stanowiskiem. Zajęło im obojgu trochę czasu, zanim zdali sobie sprawę, że nie ma znaczenia, czy będą zachęcać Nicole do dziewczęcych zachowań, czy ją do nich zniechęcać. Prawda wyjdzie na jaw niezależnie od wszystkiego. Wayne przypomniał sobie coś, co jego żona powiedziała, gdy „życzliwa” przyjaciółka zasugerowała, że być może Nicole dlatego stała się transpłciowa, że dawali jej w dzieciństwie do zabawy lalki.
– Żartujesz, prawda? – odparowała Kelly. – Naprawdę uważasz, że wystarczy lalka, żeby mężczyzna stał się kobietą?”
(s.229)

„Na początku sierpnia 2013 roku Wayne przeczytał coś, co Nicole napisała na Facebooku:

‚Obejrzyj odcinek Family Guy, w którym Brian uprawiał seks z osobą transpłciową. Gdy się o tym dowiaduje, krzyczy i wymiotuje. Patrząc na to, myślę sobie: na zawsze sama.

(…)

Wayne’owi ścisnęło się serce. Wiedział, że nei zapewni córce całkowitej ochrony przed obelgami, złym traktowaniem, nieufnymi spojrzeniami, bolesnymi komentarzami czy afrontami. Chciał, żeby Nicole wiedziała, że to rozumie, więc napisał własny komentarz na jej tablicy na Facebooku:

Do mojej pięknej córki,

kocham Cię z całego serca. Moją misją życiową jest Cię chronić od krzywd i pomagać Ci dorastać. Martwię się o Ciebie codziennie, ale rzadko martwiłem się, że zostaniesz sama. Nigdy nie byłaś sama. Tak wielu ludzi Cię podziwia. Jesteś piękna, nieprzeciętnie inteligentna, dojrzała jak na swoje lata i zabawna. Wiem, że któregoś dnia pojawi się ktoś, kto mi Ciebie odbierze. Któregoś dnia, bo jeszcze nie jestem gotowy na to, że dorośniesz

Piękne :)

Na końcu jest słowniczek gdzie pod hasłem: „Operacyjna korekta płci” pisze, że „Obecnie preferuje się termin „operacja potwierdzenia płci”” – no spoko, podoba mi się :P (aczkolwiek „korekta” jest też ok, coś jak korekta krzywych zębów na przykład).

Kiedy szukałem jednego z cytatów (którego sobie nie zapisałem, a jednak w trakcie pisania notki zechciałem dołączyć), przeczytałem jeszcze coś z początku, z prologu:

„Godność, szacunek, prawo do równego traktowania – to elementarne potrzeby wszystkich ludzi. Du Bois zdawał sobie jednak sprawę, że ci, którzy spotykają się z ostracyzmem ze względu na kolor skóry (czy też – dodajmy ze względu na orientację seksualną i płeć), mają do przejścia dużo trudniejszą drogę. Jako obcy, jako odmieńcy dźwigają bowiem ciężar niewypowiedzianego pytania, cisnącego się na usta nawet najuprzejmiejszym przedstawicielom społeczeństwa, w którym żyją: Jakie to uczucie być dla innych kulą u nogi?”
(s.15)

Właśnie. Ch***we – tyle mogę powiedzieć.

Książka jest dobra, odrobinę nużące było czytać o tych przeprawach prawnych, ale poza tym poszerza spojrzenie, jest to coś innego niż wspomnienia osoby ts… Polecam, przeczytać warto, choć ja osobiście wolę wspomnienia ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • O, „Zostać Nicole…”, mam tę książkę w planach od dość długiego czasu. Bałem się, że to będą wspomnienia (wolę inną formę opowieści – może nie jest tak, że wspomnień nie lubię w ogóle, ale i mnie nie ciągnie). Dobrze jest więc wiedzieć, że tak nie jest. Podoba mi się także to, że jest tu perspektywa całej rodziny oraz mówi o sprawach związanych z medycyną i biologią, ponieważ te tematy również mnie interesują… Innymi słowy kiedyś na pewno sięgnę, choć ze mną nigdy nie wiadomo kiedy.