Berlin – 13.08 (+Gross-Rosen, +Ślęża, +OTM…)

Zanim mi znowu zaległości urosną w kosmos (choć już zaczęły rosnąć), opiszę sobie kolejną „wycieczkę”. Choć właściwie trudno to nazwać wycieczką, skoro po prostu zboczyłem lekko z drogi do PL i zatrzymałem się na jeden dzień w Berlinie żeby pozwiedzać, to to nie był wielki wysiłek (ani koszt) :P
Jak zwykle do PL się dosyć spieszyłem, chciałem do Berlina zajechać w sobotę, ale za punkty PayBack zamówiłem sobie powerbank i oczywiście nie zdążył przyjść… z dużymi wątpliwościami postanowiłem z tego powodu poczekać do soboty (może przyjdzie) i już bez dalszej zwłoki jechać w niedzielę. To był dobry wybór, bo powerbank przyszedł (i się przydał). Kolejne moje wątpliwości dotyczyły wyjazdu – czy na noc ruszyć i przespać się na parkingu pod miastem, czy wyspać się w domu ale wcześnie rano wstać i ruszyć… Osobiście uważam pierwszą opcję za lepszą, bo w jej przypadku wstaję i od razu zwiedzam, a nie zwiedzam po 3-4h jazdy (gdzieś tyle mam do Berlina). Ostatecznie zrobiłem jak zwykle jeszcze inaczej ;) mianowicie trochę pomiędzy: ruszyłem w środku nocy i tyko krótko przespałem się rano na parkingu… Potem wstałem i ruszyłem już na parking P+R przy samym Berlinie. Wcześniej oczywiście w necie obadałem wszystkie okoliczne P+R parkingi (tak, wszystkie z tej strony na mapie sprawdziłem) pod kątem tego, który by mi najbardziej pasował – to znaczy żeby był możliwie jak najdalej od centrum, a jak najbliżej autostrady A10 kierunku Hannover-Berlin (i w ogóle najbliżej jakiejś autostrady). Wybrałem kilka (zawsze tak robię, w razie gdybym na pierwszy nie trafił albo coś mi nie pasowało), jako pierwszy „P+R Wannsee” i na nim zostałem (bo trafiłem i wszystko było ok). Poza tym, że on nie jest tam gdzie pokazuje mapa (tam też jakiś parking jest ale płatny i to nie P+R), P+R jest wzdłuż Nibelungenstrasse, ale nie było trudno znaleźć, bo był szyld na Potsdamer Chaussee, którą nadjechałem (a wcześniej z A10 na A15 i to już było bardzo blisko). Więc odetchnąłem z ulgą, że tak łatwo poszło i nie wpakowałem się w jakieś centrum… Wprawdzie stałem prawie na skraju i trochę to takie było dla mnie średnie, ale wszystko było ok. Ruszyłem na stację… czegoś, żeby dojechać do centrum :D Najbardziej polecany był S-Bahn i to też wybrałem. Na przystanku automat biletowy, kupiłem bilet dzienny za 7,70€ (ale wystarczyłby ten za 7€, bo to była druga strefa jeszcze, nie trzecia, ale że nie byłem pewien, to nie chciałem ryzykować o 70 centów), trzeba go tam było też skasować – znaczy tak myślę :D na wszelki wypadek skasowałem ;) Plan na zwiedzanie miałem taki, żeby się dostać na Tiergarten i dalej spacerem w kierunku Bramy Brandenburskiej, Reichstagu itd… I tak też zrobiłem (S-Bahn na Tiergarten, dalej na pieszo). Na pieszo Kolumna Zwycięstwa, Brama Brandenburska, Reichstag, Pomnik Pomordowanych Żydów, (do tego momentu doszedłem jak zwykle z mapką wydrukowaną, ale już od chwili wcześniej zacząłem myśleć, że czemuż ja nie wydrukowałem jednak też mapki komunikacji miejskiej… nie wydrukowałem, bo zawsze jak do tej pory znajdowałem mapę gdzieś na miejscu – w Paryżu na recepcji hotelu, w Londynie chyba dostaliśmy od przewodnika, w Amsterdamie kiedyś mapę znalazłem, w Brukseli też znalazłem na ulicy, więc do Berlina pojechałem z tym samym przekonaniem – że jakąś znajdę na ulicy :D …i znalazłem! :D właśnie w tym momencie odchodząc od jednego pomnika i próbując znaleźć drugi myślałem o tej mapie komunikacji miejskiej i w ogóle wyraźniejszej mapie miasta… i idę i leży! – tak to się robi! ;D), Pomnik pamięci homoseksualistów prześladowanych przez nazizm (mało okazały ;) ) i tam dalej po drodze – Katedra Francuska, Katedra Niemiecka, Sala Koncertowa, Bebelplatz z „Pustą Biblioteką”, Katedra Berlińska, Wieża Telewizyjna, Czerwony Ratusz, aż do Alexanderplatz. A z Alexanderplatz metrem na Potsdamer Platz z jego Sony Center i… i zanim poszedłem dalej, zatrzymał mnie miły pan wyglądający jak z sekty (czarne spodnie, biała koszula :D ), znaczy paru ich tam było przy straganie z furą książek (znaczy jedną książką w różnych językach). I mi coś zaczął gadać o teście na stres. Nie zwykłem uciekać w popłochu od takich akcji (choć to, że będzie próbował coś sprzedać było bardziej niż pewne), to się zgodziłem. Podał mi tam jakieś urządzenie (dwie rurki, czy raczej dwa obłe kształty na kabelkach, które trzymało się w rękach), zadawał pytania (zastrzegając, że nie muszę odpowiadać jeśli nie chcę, nie odpowiedziałem tylko na jedno: „jakie przeżycia z przeszłości wywołują negatywny wpływ na twoje obecne życie” – przecież nie będę tłumaczył facetowi na ulicy kwestii transowych :P bo na pytanie: „czy coś z przeszłości ma negatywny wpływ” niby coś drgnęło na tej maszynie), ogólnie powiedział że jest ze mną nieźle (wiem, lata pracy nad sobą ;) ), jedynie kilka drobnych kwestii, a potem oczywiście przedstawił książkę „Dianetyka” (która na pytanie ile kosztuje, „kosztuje 20€ ale my tu sprzedajemy za 10€”). 40zł jak za książkę (choć grubaśną – przyznaję), to też niemało, ale szybko sobie pomyślałem, że poza tym (trzema widokówkami i tam jakimś Bratwurstem) nic tutaj nie zamierzam kupować, więc niech tam mam choć taką praktyczną pamiątkę z tego Berlina :D i wziąłem (oczywiście po Polsku, a jakże, polską wersję też mieli ;) gratis dostałem jeszcze dvd ale to już po niemiecku /jeszcze nie oglądałem, a do książki też nie zajrzałem, ale przyjdzie czas/). Do tego dostałem ulotkę, odszedłem i czytam: „Scientology Kirche Berlin” – haha, no mówiłem że sekta! :D (ale jako że „‚Sekta’ – oto jak większe religie nazywają mniejsze” to mnie to nie razi wcale, bo nie uważam że religia=dobro, sekta=zło, tylko religia=sekta, a poza tym poznałem Świadków Jehowy, katolicyzm /oczywiście/, satanizm, coś tam liznąłem religie dalekowschodnie, to chętnie poznam i scjentologów, nawet fajnie że się tak złożyło, a może z tej dianetyki da się coś ciekawego wyciągnąć /choć ni cholery nie wierzę w prawdziwość tego testu, zwłaszcza wykonanego w takich warunkach ;) a swoją drogą to był E-metr, można tu o nim trochę poczytać/).
Wracając jednak do relacji z wycieczki – no więc stamtąd poszedłem do muzeum „Topografia Terroru”, które oczywiście interesowało mnie najbardziej ;) i spędziłem tam ponad dwie godziny (przy okazji ładując komórkę z powerbanku – wybrałem w miarę mały, a możliwie dużej pojemności, wystarcza na 2,5 raza ładowania mojej komórki, więc super, na jednodniowe /nawet dwu/ wyjazdy świetna rzecz, jestem zadowolony zwłaszcza że naprawdę za darmo). Następnie udałem się na East Side Gallery gdzie oczywiście najpopularniejszym fragmentem był ten :D (mnie się nie udało zrobić zdjęcia bez nikogo na nim ;) ), a potem to już powrót na parking i w dalszą drogę do PL…
Oczywiście są miejsca, których nie zdążyłem odwiedzić (nawet całkiem sporo), Berlin ma potencjał… np. tam koniecznie chcę się wybrać, tam pewnie jest ładnie no i Reichstag od środka… Ale też nie miałem parcia, żeby wszystko na raz – to miasto mam praktycznie po drodze, zboczenie z trasy kosztowało mnie jakieś może 40km, więc to żaden koszt i żadna droga, można odwiedzić jeszcze nie raz :) I zapewne tak zrobię.
Całkowity koszt „wycieczki” to jakieś 25, może 30€, razem z drogą i zakupami :)

Żeby się nie rozgrabniać na kolejne notki, to powiem jeszcze:
19.08 – Muzeum Gross-Rosen
20.08 – Góra Ślęża
i oba dni bardzo udane :) a:
2.09 – MPS Hamburg i też było bardzo fajnie :)
I to tyle moich tegorocznych wojaży, bo środków na ten cel i na ten rok brak :P Aaale za to w przyszłym… miejmy nadzieję będzie lepiej ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Oczywiście, że bedzie lepiej! :)
    Inspiruje mnie Twoje poznawanie organoleptyczne świata :D

    • Fajnie, że chociaż inspiruję :P