Przetoki, czerwienice i inne tam takie transowe sprawy (i plany jeszcze jednej poprawki mastektomii)

Dawno nie pisałem, choć właściwie miałbym o czym…
Dziś jednak o czymś innym, takie tam dwie (a może i trzy) transowe sprawy…

Jakiś czas temu na Niebieskim Forum ktoś szukał urologa – bo ma przetokę po metoidioplastyce… Strasznie mnie to tak jakoś poruszyło… pewnie lekarze polscy są mu w stanie tylko odwrócenie operacji zaproponować… i tak sobie pomyślałem ile ja w tym nieszczęściu jakim jest transseksualizm ogólnie miałem jednak szczęścia… wsparcie rodziny, w miarę szybka i bezproblemowa tranzycja, pieniądze na operacje też się jakoś znalazły, no i samo przejście tych operacji, zwłaszcza właśnie metoidioplastyki – bez żadnych komplikacji od momentu gojenia… warto to docenić…

Tym razem całkiem niedawno na tym samym forum pojawił się wpis kogoś o wynikach krwi – kolejna „normalka” na hormonach – szybująca w kosmos ilość krwinek czerwonych… Też dramatycznie zabrzmiało, zwłaszcza rokowania: „czerwienica nieleczona – 4 lata, leczona – 15 lat”. 15 lat życia w wieku 30-40 lat to tak średnio ;) ale… tak sobie pomyślałem, że co z tego – żyję już 10 lat, dokładnie 10 (hej, pod koniec września minęło 10 lat! – zapomniałem napisać o tej chyba jednak najważniejszej w moim życiu rocznicy!), a to już o wiele więcej niż kiedyś przypuszczałem… nawet gdybym miał umrzeć jutro, to warto było :) Nawet gdybym umarł pięć lat temu to i tak byłoby warto. No bo co to w ogóle za dylemat – jak żyć a nie żyć… bez korekty, to nie byłoby życie. Mojego obecnego życia, ani jednego dnia, nie zamieniłbym nawet za 80 lat tamtego „życia”.

Noo chociaż ja jeszcze mam przed sobą kolejną korektę mastektomii. Ta poprzednia, rok temu – jest teraz ładniej, jasne, ale idealnie nie jest, pewnie nie będzie. Pewnie nie wychodzi idealnie u niemal nikogo ;) Ale trochę żałuję, że nie poszedłem (na tą poprawkę znaczy) do jeszcze innego chirurga plastycznego – takiego, który transseksualistów dużo operuje, wtedy nie wiedziałem że mogę tam iść na konsultacje… myślę, że mogli zrobić tą poprawkę jeszcze bardziej, no i wiem że trochę inne opatrunki robią zaraz po operacji – może blizny w mniejszym stopniu by się rozciągnęły… a z drugiej strony może nie zalecają silikonowych kompresów, które miałem ja, a te z kolei widzę że super wpływają na fakturę blizn. No w każdym razie byłem miesiąc temu na kontroli… Przyjęła mnie zaś lekarka zamiast chirurga, który mnie operował. Babka jakaś taka mi się wydała: „dobra no, zrobiliśmy cośtam, nie jest najgorzej, idź pan już stąd” ;) ale się nie dałem spławić ;) Mówię, że jest ok, blizn bym już nie ruszał, ale to co mi przeszkadza, to jeszcze ta „dziura” z prawej i czy coś można z tym zrobić… Przyznała, że można jeszcze uzupełniać tłuszczem. Powiedziałem, że wobec tego chcę jeszcze pouzupełniać ;) Zadzwoniła gdzieśtam zapytać czy nie potrzebuję kolejnej zgody kasy chorych, ale jej chyba powiedzieli, że nie, no to: „Jak nie, to nie, to piszemy operację…” no i za 4 tygodnie będę mieć tą poprawkę – ma być już tylko jedna strona, uzupełnianie tłuszczem, niby niewielki zabieg ale jednak ze 2 dni w szpitalu i tydzień-10 dni zwolnienia… No i oczywiście ryzyka jak zawsze – może się nie przyjąć tłuszcz, może się mało przyjąć… wiem wiem, ale mam nadzieję, że się przyjmie wystarczająco dużo, bo wolałbym aby to była poprawka ostatnia… (zwłaszcza, że jak sobie pomyślę, że znów czeka mnie to samo co wtedy, to robi mi się gorzej…). Cóż, zobaczymy. I tak mam dobrze, że przynajmniej za darmo.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.