Ts i smutne narracje. Oraz trochę o życiu.

Kilka dni temu na forum pojawiło się pytanie: „jak postrzegacie „reprezentację” osób ts w mediach, obecnie, (…) uważacie, że takie smutne narracje są ok?” i się zaczęła dyskusja. Od kilku lat jest tendencja żeby nie było smutno, bo… argumentów nie chce mi się przytaczać ;) (no żeby nie robić z ts cierpiętników i takie tam), cóż, ja tu popieram zdanie A., który skomentował: „To nie są smutne narracje. To jest samo życie. Nasze życie.”
Ale potem zacząłem nad tym myśleć, jaka narracja byłaby najbardziej właściwa… Odpowiedziałem:

„Myślałem chwilę nad tym… i wymyśliłem! :) Proponowałbym przedstawić zwykłe życie spełnionej osoby, tak z 10-20 lat po tranzycji i do tego robić takie mega smutne wstawki z przeszłości – o, to by było moim zdaniem idealne odwzorowanie życia transa :P”

– tak właśnie uważam. A rozwijając tą myśl… myślę, że takie przedstawienie byłoby bardzo właściwe – osoba, która żyje normalnie („żyje normalnie” to mi się nie podoba, to określenie, raczej powinno być: która po prostu sobie żyje bez problemów na tle kwestionowania własnej płci), co najmniej normalnie, a może właśnie coś szczególnego osiągnęła, jest szczęśliwa (mnie uszczęśliwia właśnie to zwykłe życie, poprzez porównanie do tego co było, to… no nie ma porównania), więc generalnie szczęśliwa i pozytywna narracja. Ale dla kontrastu takie jakieś mocno smutne wstawki z przeszłości… taka historia miałaby wszystko co potrzebne – nadaje się na scenariusz filmowy :PP
Chociaż trochę się obawiam że nie udałoby się oddać tych smutnych momentów. Bo to są takie rzeczy, których osoby cis mogłyby nie zrozumieć…
Ale uważam, że najważniejsze to aby przedstawić kontrast – o tym też kiedyś na forum pisałem… że teraz nawet jak jest źle, to i tak jest o niebo lepiej niż kiedyś, więc teraz właściwe nigdy nie jest tak źle żebym sobie nie pomyślał, że i tak jestem szczęśliwy ;)

Ostatnio rzadko piszę właśnie dlatego – że jak jest dobrze, to właściwie nie mam o czym pisać, nie chcąc powtarzać się jak dobrze jest ;) Z resztą od zawsze odczuwałem większą potrzebę pisania kiedy było źle, niż kiedy było dobrze… I w ogóle nie chcę się powtarzać z jednej strony, ale z drugiej… to jednak jakąś potrzebę pisania mam nadal. Bo przecież jakaś moja droga samorozwoju nie skończyła się, właściwie to ona dopiero się rozwija, po prostu jest łatwiej i nie ma już na niej transseksualizmu… I chociaż nadal będę poruszał takie tematy jak w pierwszej większej połowie tej notki, to chcę chyba też pisać o innych rzeczach… i chociaż niby zawsze to robiłem, to jednak teraz mam potrzebę napisać o tym wyraźniej. Bo jest jeszcze ta kwestia, że trudno mi pisać teraz, że coś jest źle (a bywa, bo przecież jak u wszystkich, np. w pracy), bo po prostu – no to porównanie z przeszłością, w tym porównaniu co by się nie działo teraz, to będzie to cudowne i wspaniałe :P Taki to kontrast, tak – aż taki. Ale nie chciałbym o tym w kółko pisać, tylko czasem mi się wydaje, że muszę to w kółko powtarzać, bo bardzo by źle było jakby ktoś źle zrozumiał :P ), ale chcę się postarać jednak tego nie robić ;) Bo chciałbym więcej wpisów poświęcić jakimś zupełnie nie związanym tematom…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.