co ludzie powiedzą i inne dramy ;)

Dramy, wszędzie dramy. Na forum Transpomocy to nawet nie wiem o co ludziom chodzi, więc pozostawię to bez komentarza :D Napiszę lepiej kilka słów o mojej pracy. Albo o ludziach. Albo o tym, że znowu ich nie rozumiem ;) Niektórzy ludzie, mam wrażenie, sami sobie szukają problemów. Jest taki jeden facet z logistyki, jak tylko wchodzi do kantyny, od razu robi mi się gorzej :D bo wiem że zaraz się zacznie wzdychanie, prychanie, jęczenie i cokolwiek on mówi, to mówi takim tonem, że robi się gorzej. I nie, że go nie lubię, to mógłby być całkiem sympatyczny facet, gdyby nie był tak negatywny we WSZYSTKIM co robi. On wszędzie widzi tylko to co złe, a jak nie ma nic złego, to wyszukuje na siłę jakieś artykuły w gazecie („Bild” leży często na stole – no to tam nietrudno jakieś negatywne pierdoły znaleźć :D ). Śmieję się ale poważnie – ciężko jest to znieść. W czasie pracy jak ma uzupełniać nam regały, to też już na pięć metrów słyszę te westchnienia albo jakieś beblanie pod nosem. I szczerze, to już choćby ze względu tylko na niego, wolałbym pracować na innej zmianie… Tym niemniej, i tak mi go żal, bo przecież to musi być straszne życie. Niektórzy mówią, że on jest samotny i dlatego w pracy musi sobie pogadać… hmm, ja też byłem samotny i jakoś nie musiałem (a już na pewno nie w takim tonie). On jest po prostu inny i tylko można współczuć. Narzeka że to jest nienormalne jak dużo ma pracy (jakoś inni jeśli wykonują te same obowiązki, nie narzekają ;) ), ale kiedy brygadziści mu mówią: nie musisz uzupełniać regałów dwa razy, nam wystarczy na całą zmianę, wystarczy jak zrobisz to pod koniec… jego odpowiedź: „to co mam robić?” – tak jak mówię: on po prostu musi narzekać, taki typ, bo gdyby nie miał na co, to by sobie problemy wymyślił.
Co gorsza, jest jeszcze jeden taki przypadek, tym razem na naszym dziale, a co jeszcze gorsza… odwożę go do domu (płaci, jasne, ale po kilku tygodniach stwierdzam, że wolałbym nie mieć tej kasy i jeździć sobie sam). On jest najlepszy, najszybszy, wszystko umie i wszystko robi najlepiej, a jeśli nie to i tak wystarczająco, a jest taki niedoceniany – oczywiście jego zdaniem. I że jak to może tak być, że ludzie umieją o wiele mniej, a dostali umowę, a on nie (pracuje przez firmę pośredniczącą). A kiedyś, kiedyś jak mi przeżywał (chyba przez cały tydzień), że ktoś powiedział że on jest pupilkiem jednego brygadzisty – no jak śmiał ktoś tak powiedzieć! :D To była drama na całą firmę, gdzieś go tam brali z nim rozmawiać na osobności (btw. jak z kolei przy ostatnim rozdawaniu umów on nie dostał, to też jego niezadowolenie zaskutkowało jakąśtam rozmową i podobno mu powiedziano, że mu nie ufają przez tamtą sytuację /co mnie wcale nie dziwi, ja bym mu też nie ufał/ ), jak się dowiedział, kto najprawdopodobniej „go pomawia” to rozważał całą drogę do domu czy go nie oskarżyć – poważnie :D Pomawia… heh… To był z pewnością tylko zwykły żart, ot tak jak tam ludzie sobie gadają, gdyby ktoś powiedział to o mnie, nie wziąłbym tego na poważnie nawet, prychnąłbym najwyżej wzruszając ramionami i za minutę o tym zapomniał, a nie robił aferę na całą firmę jakby mi ktoś rodzinę zabił. Uznałbym to za żart o którym nie pamiętałbym po dwóch minutach! A on wraca do tych „pomówień” od trzech czy czterech miesięcy… Ale ile razy on powiedział choćby mi coś, o co też mógłbym się obrazić to nawet nie zdaje sobie sprawy :D (jestem pewien, że gdyby ktoś powiedział to jemu, byłaby następna drama). Takich ludzi ciężko znieść, przynajmniej mi ciężko i w sumie to są takie zakłócacze całkiem spoko płynącego, spokojnego życia. Jasne, że mnie też coś czasem w pracy zirytuje, jak muszę po kimś poprawić, jak komputer kontrolujący odwala jakieś nic nie mające wspólnego z rzeczywistością błędy… ale no… wychodzę z pracy i zapominam, bo po co to roztrząsać? Nic by mi to nie dało ani w niczym nie pomogło. Z resztą praca to nie jest sens mojego życia.
Piszę o tym, bo tak sobie uświadomiłem, że ja właśnie jestem obok, generalnie nic nie mówię i w nic się nie angażuje, wykonuję po prostu zadane obowiązki (a na przerwach nadal czytam tylko książki :P ), ale tym razem to pozytywna inność i tak mi pasuje. Tak jak napisałem – praca nie jest sensem mojego życia. Więc tym razem chętnie stoję poza nawiasem społeczeństwa ;) (choć też bez przesady, negatywność tych dwóch wyróżnia się szczególnie, inni też to widzą).
Jeszcze jedna historia co do tego drugiego. Jedziemy raz i gadamy na temat zarostu, bo pozazdrościł innemu i postanowił zapuścić brodę. Ja tam nie wiem, nie zazdroszczę XD No w każdym razie jakoś tak zeszło na zarost u kobiet (nie chodziło o Conchitę ;) raczej o kobiety z zaburzeniami hormonalnymi) i na raz słyszę: „Ja bym nie mógł być z taką kobietą… co by ludzie powiedzieli?!” …haa… XD po prostu mnie zatkało :D w pierwszej chwili pomyślałem, że to żart, ale nie. Facet dziesięć lat starszy ode mnie się przejmuje co by ludzie powiedzieli :D (ale czy powinno mnie to dziwić w obliczu przejmowania się „pomówieniami”?) Zupełnie nie wiedziałem co na to odpowiedzieć, ale jakoś od razu temat się zmienił, i dobrze, bo gdyby drążył to już bym mu chyba powiedział, że ja mam trzydzieści lat, a nie trzynaście żeby mnie obchodziło co ludzie o mnie powiedzą XD No dobrze no, nie preferuję zarostu ani u mężczyzn ani u kobiet, ale no bez przesady ;)
Tak sobie myślę… być może straciłem pierwsze 20 lat życia, bo to w mojej opinii nie było życie, ale z drugiej strony może dzięki temu co przeżyłem w tamtym czasie, tak skumulowane na te 20 lat, teraz mam inną mentalność i nie muszę już czegoś takiego przeżywać. Nie muszę i nie będę i dzięki temu mam resztę życia na luzie, a niektórzy ludzie będą się męczyli ze swoimi stresami Bóg jeden raczy wiedzieć jak długo…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.