Nadwydajność emocjonalna [książka: „Jak mniej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych” – Christel Petitcollin]

Idąc za ciosem zamieszczam tu opis kolejnej, tym razem świeżo przeczytanej książki (dzisiaj skończyłem). Tym razem nie tyle jest ona dobra, co jest ważną cegiełką w poszukiwaniu siebie.
Bo to jest tak, że człowiek (no ja) jak zaczyna widzieć swoją inność, to zaczyna się zastanawiać dlaczego. Oczywiście transseksualizm jest jednym z powodów, ale to jeszcze nie wszystko. Dalej fobia społeczna, ale ona nie wzięła się z niczego. Potem kiedy poszukiwałem pod pojęciem „Zespół Aspergera”, to jakoś gdzieś to było blisko, ale też nie do końca (przynajmniej nie wg. jednej z linii diagnostycznych osób dorosłych ;) ) choć nie całkiem źle. Teraz spotkałem się z pojęciem nadwydajności emocjonalnej/mentalnej i to jest całkiem spory filar… Dlatego tym razem nie jest to tylko opis dobrej książki, ale też mnie w jakimś sensie ;)
Tym bardziej opis muszę tutaj zamieścić, bo na goodreads mi się nie zmieścił :D

Kiedy usłyszałem o książce, już po tytule od razu pomyślałem: „To o mnie. No właśnie, jak mniej myśleć?” ;) Jak zacząłem czytać (na początku słuchać – jest darmowy fragment na YT), to nadal utrzymywało się moje przekonanie, że to o mnie. Potem jednak osłabło, bo nie mam problemu z dźwiękami… Jednak dalsza część książki przekonała mnie, że to jednak o mnie. Dźwięki może faktycznie mnie szczególnie „nie ruszają”, ale inne wrażenia owszem. Szczególnie zapachy – na szczęście raczej te przyjemne niż nieprzyjemne ;) najbardziej w tym sensie, że wiele kojarzę z zapachami, porównuję je, przyporządkowuję im wspomnienia i potem czując jakiś potrafię przywołać z czym mi się kojarzy, co pod nim wspominam itp…
Czy książka jest dobra, to nawet nie umiem ocenić tym razem, bo może zawsze można by coś napisać lepiej, szerzej? Pewnie zawsze by można, jednak cieszę się, że w ogóle ta książka jest! Nie znam podobnych.
Przejdę teraz do cytatów, wiele wyjaśniają.

„Z naukowego punktu widzenia Pierre i jego żarnowce są faktycznie braćmi. Kod genetyczny człowieka składa się z tych samych czterech nukleotydów, co wszystkich organizmów żyjących. Wystarczy to sobie uświadomić, by stopić się z przyrodą i czuć się spokrewnionym z każdą żyjącą istotą, nie wyłączając much i roślin. Ze swym uniwersalistycznym podejściem większość ludzi nadwydajnych czuje, że stanowi część większej całości, i odnosi się z wielkim szacunkiem do życia w każdej postaci.
Podobnie we wszechświecie wszystko składa się z atomów, nieustannie krążących w morzu energii. Ludzie nie stanowią pod tym względem wyjątku. W rezultacie jedyna różnica między nami a stołem sprowadza się do kilku atomów i częstotliwości wibracji. W sferze rzeczy zarówno nieskończenie dużych, jak i nieskończenie małych, potrafimy doświadczać wszystkich tych stanów w naszej prawej półkuli mózgowej.”
(s.42)

– to dosyć dobrze ujmuje moją wizję świata ;) Faktycznie to są rzeczy, na których się skupiam. Więc myślę, że konstrukcja umysłu również ma niemały wpływ na to, jakie wierzenia (np. jaka religia) do nas lepiej trafiają. To chyba niebardzo chrześcijańskie żeby wierzyć, że w istocie my i stół wcale się tak bardzo nie różnimy ;) Cieszę się, że przynajmniej z naukowego punktu widzenia wszystko się zgadza ;)

„Gdy dziecko z zespołem Aspergera uświadamia sobie swoją odmienność, przybiera postawę krytyczną wobec samego siebie i popada w przygnębienie. Wówczas ucieka w świat wyobraźni. Narażone na kpiny i docinki innych uczniów, zamyka się jak ślimak w skorupie i zachowuje się zuchwale. (…) Ale relacje społeczne
wywołują w nim lęk i wyczerpują je. Dlatego mały aspergerowiec bardzo potrzebuje samotności, żeby znów nabrać sił. Właśnie w samotności będzie szukał schronienia przez całe życie, a otoczenie rzadko będzie go rozumiało.”
(s.72)

– nic dodać nic ująć. Może jeszcze tylko wspomnę, że autorka gdzieś tam wspomina też, że być może Zespół Aspergera jest formą ucieczki od nadwydajności.

„Ucieczka w marzenie
Przysłowie mówi, że lepiej urzeczywistniać marzenia niż prześnić całe życie. Nadwydajni mentalnie niekoniecznie tak myślą. Nie mogą zrealizować swoich marzeń w ciasnej i ograniczonej rzeczywistości. Natomiast gdy wszystko idzie na opak, prześnić całe życie to bardzo pociągająca perspektywa. Już od szkoły podstawowej, aby nie umrzeć z nudów na lekcjach i ustrzec się przed ponurą codziennością, nadwydajne dzieci decydują się na mentalną ucieczkę. Mają tak bujną wyobraźnię, że ich marzenia stają się bardziej realne i oczywiście przyjemniejsze niż rzeczywistość. W ten sposób uczą się przenosić w świat wyobraźni, gdy tylko świat realny ich rozczarowuje lub dręczy. Ta wirtualna rzeczywistość może być bardzo rozbudowana, a także pełna cudowności. Odpowiada ich wartościom: wreszcie mogą być sobą i wykorzystać z całym spokojem wszystkie swoje umiejętności. Są tam otoczeni przyjaciółmi, którzy ich rozumieją i kochają takich, jacy są. Szczyt szczęścia! Grozi to jednak tym, że nadwydajne, zbyt marzycielskie dziecko przywyknie do przebywania w świecie wirtualnym dłużej niż w realnym, że ten ostatni będzie mu się wydawał coraz bardziej odpychający w porównaniu z wyśnionym rajem i że w związku z tym będzie ono miało coraz mniejszą ochotę czynić wysiłki, by się dostosować do świata rzeczywistego.”
(s.88)

– to jest dokładnie opis mojego świata wyobraźni z dzieciństwa ;) Mój obecny świat wyobraźni troszeczkę jest inny (nie potrzebuję armii wymyślonych przyjaciół w najdziwniejszy sposób pozbieranych z różnych filmów :D ), ale nadal jest :D Faktycznie nie rozumiem dlaczego prześnić całe życie miałoby być taką złą perspektywą :D

„PRAGNIENIE DOSKONAŁOŚCI
Niezależnie od fałszywego „self” z żelbetonu, nadwydajni mentalnie mają system wartości z hartowanej stali. Jeśli istnieje dziedzina, w której nie targa nimi żadna wątpliwość, to właśnie ta!
Ten system składa się z prawd absolutnych, a poprzeczka jest umieszczona bardzo wysoko. Nadwydajni mają dokładne wyobrażenie tego, czym powinny być sprawiedliwość, szczerość, lojalność, uczciwość, przyjaźń i miłość, uważając, że ich wygórowane kryteria są normalne i oczywiste. Codzienne życie stale ich frustruje, widzą bowiem, jak rozwiewa się ich pragnienie, by inni wyznawali takie same wartości. Wtedy spadają z obłoków i buntują się, dostrzegając niesprawiedliwość, złośliwość lub wiarołomstwo ludzi. Wykluczone jednak, aby wyzbyli się swych ideałów, bo są pewni, że mają słuszność.”
(s.98)

– faktycznie…

„W znacznej mierze właśnie z racji swego purystycznego systemu wartości ci filantropi mają wrażenie, że pochodzą z innej planety, i tak trudno im znaleźć sobie miejsce w naszym społeczeństwie. (…)
Dzieje się trochę tak, jakby ich ideał doskonałości sięgał sufitu, a rzeczywistość czołgała się po podłodze.”
(s.99)

– w sumie nigdy nie pomyślałem o tym, że może za dużo wymagam od rzeczywistości ;)

Kolejnego cytatu nie chciałem wklejać w całości, ale trzeba, żeby zobrazować o co chodzi:

„Mąż regularnie ubliża Maryse i bije ją. Od niedawna jestem jej coachem i staram się natchnąć ją odwagą, aby od niego odeszła. To nie taka prosta sprawa. Maryse przestrzega pewnych zasad, a zgodnie z nimi oczywiście należy dotrzymywać danego słowa i wywiązywać się ze swoich zobowiązań. Na tych dwóch wartościach opiera się jej małżeństwo. Opisuje mi przykrą scenę, w której mąż znów ją obraził, krytykując jako gospodynię i powtarzając w kółko, że nie potrafi nawet porządnie złożyć serwetek; pod tym pretekstem nakrzyczał na nią i ją zwymyślał. Mimo wszystko ona nadal o niego dba, nie szczędząc fatygi: prowadzi dom, pierze bieliznę, przygotowuje posiłki. Dziwi mnie tak wielkie poświęcenie. Moim zdaniem opryskliwemu mężulkowi korona by z głowy nie spadła, gdyby sam złożył serwetki i poszedł sobie usmażyć jajecznicę. Może by się wtedy trochę uspokoił! Czy Maryse się boi, że ewentualny bunt skłoni małżonka do jeszcze większej napastliwości? „Skądże – odpowiada. – Po prostu staram się
być uprzejma”. Sugeruję jej, że jeśli ktoś jest do tego stopnia uprzejmy, to już wykracza poza zwykłą uprzejmość. Ona wykrzykuje: „Och, zapewniam panią, robię to nie dla niego! Tylko dla siebie. Mam pewną wizję wspólnego życia i chciałabym być jej wierna. Znienawidziłabym siebie, gdybym dała się wciągnąć w jego małostkowe gierki i w spiralę odwetów. Postępując wobec niego tak, jak uważam, że się powinno postępować w związku małżeńskim, okazuję szacunek samej sobie!”.
(s.100)

– nie chcę przez to powiedzieć, że ja bym tak samo zachowywał się w związku, bo ja mam akurat inną wizję ;) ale mam swoje wizje różnych innych relacji z ludźmi, które pewnie inni oceniliby podobnie jak tutaj zachowanie Maryse, jednak ja też wszystko to robię dla siebie i z szacunku DLA MOICH przekonań.

„Jeśli wierzyć słowom tych poczciwych misiów, ich system wartości jest najlepszy pod słońcem. Zasadniczo mają rację: gdyby cała ludzkość stosowała go w sensie dosłownym, być może Ziemia stałaby się rajem. Tymczasem tak się nie dzieje, toteż pozwolę sobie na kilka krytycznych uwag.”
(s.102)

– cieszę się, że mam rację chociaż zasadniczo :D

„Stosunek do wszelkich autorytetów to często delikatna sprawa. Trudno się dziwić, że w tym systemie wartości, w którym nie istnieją zazdrość, zawiść i walka o dominację, traktuje się drugiego człowieka jak równego sobie, niezależnie od jego rangi i stanowiska. Wrażenie na nadwydajnych robią jedynie prawość, odwaga lub niezaprzeczalne kompetencje, które szczerze podziwiają i którym przyklaskują. W przeciwnym razie będą tak samo podchodzić do telefonistki, jak do dyrektora.”
(s.103-104)

– to prawda.

„Nadwydajni wiedzą o swoim roztargnieniu, niekiedy wręcz bezradności wobec drobnych problemów życia codziennego, lecz nie zdają sobie sprawy, że są w stanie efektywnie rozwiązywać wielkie problemy. Kiedykolwiek im się to udaje, nie kryją zdziwienia i twierdzą, że to nic trudnego. Tymczasem gdziekolwiek się znajdą, do czegokolwiek się zabiorą, odnoszą sukces. Szybcy, sprawni, wszystko robią dobrze i są tego świadomi, nie przychodzi im jednak do głowy, że tacy są tylko oni, nawet jeśli dostrzegają, że ich otoczenie nie umie sobie z niczym poradzić.”
(s.115-116)

– rzeczywiście jestem świadomy tego, że pewnych rzeczy nie potrafię, a które dla innych najwyraźniej są normalnymi drobiazgami. Ale dalszą część cytatu trzeba wyjaśnić: ja nie jestem świadomy że wszystko robię „szybko, sprawnie i dobrze”, tylko tego że jak coś robię, to to się sprawdza i działa i faktycznie nie rozumiem dlaczego otoczeniu to samo nie wychodzi ;) Także to jest ważny fragment, który postaram się zapamiętać (żeby może pamiętać dlaczego innym nie wychodzi zachowywanie miejsca pracy w określonym porządku, a sortowanie śmieci i pilnowanie tego przerasta ich intelektualnie ;) ).

Tu znowu przytoczę dłuższy cytat (następujący zaraz po poprzednim a kolejny będzie bezpośrednio po tym), bo muszę (choć pierwszy akapit jest tylko dla zarysowania tła):

Martine jest sekretarką i księgową. Kiedy zatrudniła się w pewnej małej rodzinnej firmie, dział administracyjny był tam zdezorganizowany, przeciążony, a płatności regulowano ze znacznym opóźnieniem. W ciągu niecałych dwóch lat nadrobiła zaległości, uporządkowała kartotekę, zreorganizowała dział i wprowadziła system zarządzania bieżącymi sprawami, działający tak skutecznie, że teraz Martine nie ma prawie nic do roboty i po prostu się nudzi. Nie może jednak zrozumieć, dlaczego koledzy nie są równie metodyczni jak ona: dla niej to dziecinnie proste! A jeszcze mniej rozumie powoli narastające wokół niej zazdrość i wrogość. Cóż takiego zrobiła, żeby sobie na nie zasłużyć? Jest naiwna, nie przyjmując do wiadomości, że intelektualnie przerasta swoje otoczenie, tymczasem ono widzi to jak na dłoni!
Naiwna? Chyba nie tak bardzo. Jak wszyscy nadwydajni mentalnie, Martine niestrudzenie usiłuje zamaskować swoją odmienność. Gdyby jednak głębiej się zastanowiła, musiałaby przyznać, że dziesięć razy dziennie zachodzi w głowę, jacy naprawdę są ci inni. Pozwalając sobie na odrobinę szczerości, uznałaby, że apatyczni, uparci lub ograniczeni. Ich ospałość czy brak rozsądku ją irytują, powściąga jednak emocje. Działają jej na nerwy banalność i powierzchowność ich rozmów. Ich opinie to frazesy, a wypowiadane przez nich uwagi świadczą o obcesowości. Miałaby niejedną okazję wytknąć im małostkowość, egoizm, a nawet, nie bójmy się tego słowa: głupotę. Ale nie, Martine unika wszelkiego wartościowania. To byłoby wejście w czeluść tunelu. Czym prędzej wracajmy do naszego salonu VIP!”
(s.116)

– ja nie jestem sekretarką ani księgowym, pracuję na produkcji. Ale zachodzę w głowę nad tym samym ;) Irytuje i działa mi na nerwy to samo (Bożeee, dlaczego innym tak trudno jest zrobić z niesprawną lampką cokolwiek innego niż wyrzucić ją do odpadów zmieszanych(!!!) ?!?!? ;) )

„A przecież nie przyjmując do świadomości swojej wyższości intelektualnej, wyrządzasz krzywdę normalnie myślącym. Wyobraź sobie mistrza olimpijskiego rywalizującego z amatorami i negującego swoją przewagę kondycyjną. Jego miażdżące zwycięstwa ośmieszyłyby i zdeprymowały tych żałosnych niedzielnych sportowców. I w dodatku ten fałszywy skromniś rozpowiadałby wokół, że nie jest pod żadnym względem wyjątkowy! Tamci mieliby prawo znienawidzić go i wykluczyć ze swojego grona. Ty natomiast, nie chcąc uznać swojej nadzwyczajnej inteligencji i pragnąc grać jak równy z równym z każdym pozbawionym twoich umiejętności człowiekiem, postępujesz niczym ten olimpijczyk. Co twoim zdaniem musi odczuwać normalnie myślący, gdy w ciągu kilku sekund rozwiązujesz problem, nad którym on biedzi się od kilku tygodni? A następnie, gdy twierdzisz, że to było bardzo łatwe i że nie dokonałeś żadnego wyczynu? Skromność nieuwzględniająca własnej wyższości może szybko stać się fałszywa, czy wręcz przekształcić w pogardę. Jeśli spojrzeć na sprawę pod tym kątem, trudno się dziwić, że systematycznie wzbudzasz niechęć, wręcz zawiść, prawda? Uważam, że taki rozdźwięk, dostrzegany przez pracowników niższego stopnia, a negowany przez tych stojących wyżej w hierarchii, często prowadzi do sytuacji mobbingowych.
Nie mylmy pokory z fałszywą skromnością. Możesz zyskać akceptację innych, nie zaprzeczając swojej naturze, lecz zwyczajnie ją uznając. Wystarczy, byś się zdobył na obiektywizm. Stwierdzenie faktu to nie przejaw samochwalstwa. Najbardziej rzetelnie potraktujesz sprawę, przyjmując raz na zawsze do wiadomości swoją odmienność.”
(s.117)

– ok, tak na to nigdy nie patrzyłem. Tak chyba mogę spojrzeć.

Trzeba jeszcze dodać: wcale to nie znaczy, że nadwydajni mentalnie są inteligentniejsi czy jakoś „lepsi” od normalnie myślących (bo cytaty, które przytaczam mogłyby się komuś wydać wysuwającymi taką tezę) – w testach IQ nie osiągnęliby dużego wyniku (choć te testy, m.in. dlatego, nie są miarodajne), ale też: wcale to nie jest lepiej rozwiązywać szybko duże problemy, a nie umieć sobie poradzić z codziennymi drobiazgami. To naprawdę nie jest lepiej. Jest po prostu inaczej.

„Możesz stąd wywnioskować, że do pławienia się w morzu powszechnej miłości, w poczuciu bliskości z naturą i innymi istotami ludzkimi, nie są zdolni normalnie myślący.”
(s.121)

– to znów odnośnie wizji świata i wiary.

„Normalnie myślący mają znacznie mniejsze potrzeby emocjonalne niż ty. Wystarczają im i całkowicie odpowiadają relacje, które ty uznajesz za powierzchowne. Chętnie rozmawiają o banałach, wymieniają się frazesami, dzielą poglądami, które nie budzą konfliktów, a spotykają się dla samej przyjemności przebywania razem. Lubią grupę, a nawet tłum. Lubią zabawę i rozrywkę. Nie potrzebują dyskusji na wyższym poziomie i nie mają pokusy zmieniać świata. Skoro powszechny sposób myślenia im odpowiada, po cóż mieliby szukać innego? Myśli zbyt radykalne ich przerażają, wręcz szokują. Niechętnie słuchają ludzi skłonnych do wynurzeń, bo to, co mówią, budzi niepotrzebny lęk. Dopiero gdy normalnie myślącym przydarza się coś złego, mają ochotę opowiadać o swoich sprawach osobistych. Wówczas doceniają wielką umiejętność słuchania i pokłady empatii tkwiące w nadwydajnych umysłach, ale gdy tylko poczują się lepiej, znów nabierają rezerwy i odzyskują komfort psychiczny, z przyjemnością prowadząc pogawędki na banalne tematy. Nadwydajny, który słuchając pochopnych zwierzeń, już miał nadzieję na serdeczną przyjaźń, przeżywa rozczarowanie. Rozgoryczony, wyciąga wniosek, że został wykorzystany, gdy coś było nie tak, a teraz, gdy wszystko jest w porządku, rozmówca ma go w nosie. To błędna interpretacja: dla normalnie myślących rozmowy na tematy intymne prowadzi się tylko w chwilach załamania.”
(s.122)

– to mi wiele wyjaśnia. Naprawdę jest to dla mnie odkrywcze i postaram się zapamiętać, żeby właśnie nie irytować się tymi rozmowami o banałach współpracowników. Ale będzie ciężko ;) I dalej:

„Normalnie myślący chętnie krytykują, szczególnie to wszystko, co odbiega od konwenansów. Dla nich krytykować nie znaczy odrzucać, lecz pomagać w doskonaleniu się. Lubią także komentować postępowanie swego otoczenia. Nadwydajni często źle przyjmują to, co uważają za obmowę czy plotki z magla. W swojej książce „Urodziłem się pewnego błękitnego dnia” Daniel Tammet zauważa, że wśród ludzi plotka pełni taką samą funkcję jak iskanie wśród małp: tworzy więź społeczną. Większą wagę niż samo obmawianie ma komentowanie czyichś postępków. Takie zachowania mają więc sens, którego nie dostrzegają nadwydajni. Oni przecież nie potrzebują żadnego iskania, bo zawsze czują się związani z innymi.”
(s.122-123)

– DOKŁADNIE ;)

„Florence wyjaśnia mi, jak to funkcjonuje: „Gdy tylko ktoś wchodzi w moje życie, już nie potrafię go wyrzucić. Życie jest jak sztuka teatralna: każdy musi grać swoją rolę. Gdy brakuje jednego aktora, trzeba pisać dramat od nowa, zmieniając fabułę i dialogi”. Napomykając o pewnym swoim związku, który ją niszczył, dodaje: „Zerwanie z tamtym facetem było jak odcięcie sobie ręki”.
Tym wyjaśnieniem Florence trafiła w sedno: myślenie niektórych nadwydajnych mentalnie jest do tego stopnia kolektywistyczne i globalne, że żyją w poczuciu niezróżnicowania: „Bliźni jest częścią mnie”. Dlatego tak trudno im zrozumieć indywidualizm normalnie myślących. Powiedzieć: „Inny nie jest mną”, jest równie bezsensowne jak: „Och, mam to gdzieś! Noga mi się złamała. Niech idzie do lekarza!”. (…)
Wyobrażasz sobie życie jako ogromny, ciągnący się w nieskończoność park, a ludzi – jako kępy drzew, krzaki, klomby. Park należy do wszystkich. Myślisz sobie: „Jak to dobrze, że mamy tu taką różnorodną roślinność. Gdyby nie ona, panowałaby straszna monotonia! Jednak czy będziemy porównywać zagajnik z klombem, żeby orzec, który jest lepszy? Zresztą, jak wymknąć się z tego krajobrazu? Nie możemy wyjść z parku, najwyżej trochę oddalić się jedni od drugich, choć i tak nasze drogi kiedyś będą musiały się skrzyżować”. Wyjaśnia to, dlaczego nadwydajni wykazują wysoki poziom tolerancji, akceptując różnice, lecz ciężko przeżywają zerwanie każdej relacji.
Dla lewopółkulowców ten sam pejzaż jest wyraźnie podzielony na odrębne ogródki. Nie powinno więc cię dziwić, że normalnie myślący czują potrzebę kategoryzowania ludzi, mierzenia ich i porównywania jednych z drugimi.”
(s.123-124)

– co ja mogę na to powiedzieć poza tym, że tak właśnie widzę świat jak w opisie o nadwydajnych? ;)

„Jak widzimy od samego początku książki, nadwydajni mentalnie myślą sercem. Co więcej, nie mogą do tego celu używać innego narządu: wszystko musi być zabarwione uczuciem, nawet przedmioty (przecież mają te same elektrony)!”
(s.131)

– no bo przecież mają! ;)

„Aby dobrze wybrać współtowarzysza, trzeba umieć żyć samotnie”.
(s.174)

– z tym się zgadzam.

„Przede wszystkim nie bierz do siebie krytycznych uwag. Wypowiadający je mówi w tej chwili więcej o sobie niż o tobie. Logika jest następująca: „Wytykam innym zachowania, na które sam sobie nie pozwalam” (jak oni mogą się tak bezwstydnie zachowywać!). Tak więc krytykując jakąś kobietę za jej prowokujący strój, zarazem informuję, że osobiście zabraniam sobie wyglądać seksownie. Im gwałtowniejsza jest reakcja, tym potężniejsza moja autocenzura. Teraz, gdy już masz odpowiedni klucz, spróbuj rozszyfrować różne tabu swoich krytykantów. To działa również w drugą stronę. Posłuchaj, jak sam kogoś oceniasz, i sprawdź, który z twoich wewnętrznych zakazów przejawia się w tej krytyce.”
(s.175)

– prawda…

„Nadskuteczne kobiety są bardzo męskie (pod względem funkcjonowania umysłu!), mężczyźni zaś – raczej kobiecy.”
(s.180)

– ciekawe spostrzeżenie. Faktycznie patrząc np. na hobby to mam raczeń żeńskie, więc też coś w tym jest.

„Wydaje mi się nawet, że sporo nadwydajnych mentalnie można znaleźć wśród homo- i biseksualistów – to przynajmniej mogłam stwierdzić w przypadku moich klientów.”
(s.180)

– no co Ty nie powiesz… ;)

No i to tyle.
„Inny profil neurologiczny” – po prostu.

P.S. – Nadal nie lubię wordpressa, nie wiem co musiałbym zrobić żeby te odstępy (pomiędzy moim komentarzem, a początkiem następnego cytatu) były szersze :[ edytor nie reaguje ani na enter ani znak nowej linii w html-u… Jest to wkurzające kiedy człowiek nie ma nad tym w prosty sposób kontroli.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.