Dubaj – 17.02 – 24.02 (urlop 15.02 – 25.02)

Mam ogrooomne zaległości we wpisach podróżniczych ;) Ale w końcu kiedyś trzeba nadrobić, więc zaczynamy od początku roku.
Tak długo z opisem wycieczki nie zwlekałem jeszcze nigdy… ale bo korona i inne takie, zdjęcia długo układałem, no i tak jakoś… No nic, w każdym razie pod koniec lutego byłem tydzień w Dubaju. Od dawna chciałem polecieć zimą, gdzieś, gdzie jest ciepło. Tak naprawdę ciepło, a jednocześnie jeszcze w miarę akceptowalnie cenowo, jest wtedy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich albo Izraelu. ZJA wydały mi się ciekawsze niż Izrael (ale to się też kiedyś nadrobi ;) ).
Oczywiście w takie miejsce nigdy bym nie poleciał tylko leżeć na plaży (no chyba żeby to była kolejna podróż w to miejsce), więc od początku planowałem wycieczkę objazdową, no ale może nie tylko objazdową i z kilku propozycji wybrałem pół objazdową, pół wypoczynkową z oferty Rainbow Tours: „Egzotyka Light – Emiraty Arabskie”. Poważnie rozważałem też ofertę Itaki „To w Dubaju, to w Muskacie” ze względu na wylot z Poznania (czyli bliżej) i ogólnie też ciekawy program, ale miałem kilka pytań i nie mam pojęcia kto tam pracuje w BOKu ale ani na jedno nie dostałem odpowiedzi, tylko zupełnie jakieś od czapy informacje. To zniechęca bardzo, choć niektórzy mówią, że dzisiejsze społeczeństwo jest tak nie kumate i nie umie czytać ze zrozumieniem, że to powoli normalne (to zniechęca jeszcze bardziej).

Wylot był z Katowic, więc… no z zachodnich Niemczech kawałek drogi to jest ;) Start w sobotę samochodem, jeden nocleg bliżej (i pozostawienie samochodu, nie pojechałem do samych Katowic, bo wiedziałem że w drodze powrotnej będzie o wiele mniej czasu i nie zrobię takiej trasy w jeden dzień, więc choć część tej trasy wolałem pokonać autobusem aby ewentualnie się przespać), drugi w Katowicach. W poniedziałek lot z międzylądowaniem na Cyprze (nie można było lecieć nad Irakiem z powodu sytuacji politycznej). Przylecieliśmy w nocy, ciepło czuć zaraz po wyjściu z samolotu.
Pierwsze trzy dni (objazdowe) z noclegami w hotelu Ibis, niedaleko centrum handlowego Mall of the Emirates, w którym robiliśmy zakupy (i zwykle jedliśmy), przed wyjazdem poinformowałem się też na temat tego gdzie ogólnie tanio robić zakupy i np. supermarket LuLu jest uważany za tani i też był tam za centrum handlowym, ale czy ja wiem… Carrefour w Mall… jak dla mnie wystarczający.

Wtorek (18.02) – „Al Fahidi”, muzeum kawy (paskudna, dobrze że dawali maleńkie kubeczki ;) ), tradycyjny dom, płynięcie łódkami abra na targ ze złotem i przyprawami (typowe wschodnie miejsce – czyli że nie da się chodzić normalnie, bo wszędzie naganiacze próbują ci coś wcisnąć – nie lubię takich miejsc), tam na wystawie największy złoty pierścień na świecie („bardziej hula-hop” – jak powiedział przewodnik ;D ), finansowa dzielnica, kolejne centrum handlowe – Dubai Mall („taki kraj, że się zwiedza centra handlowe” – znów przewodnik ;) ) i Burj Khalifa! A tam są dwie różne opcje – piętra 124 i 125 standardowe dla odwiedzających i piętro 148. Oczywiście najchętniej dostałbym się na to 148 jako najwyżej dostępne na Ziemi miejsce człowiekowi (tzn. takiemu no turyście :P ), cena za wstęp jest zapierająca ale to nawet nie w tym problem, tylko taki bilet trzeba by było z duuużym wyprzedzeniem kupić, więc to niestety było nieosiągalne… Potem pokazy fontann pod budynkiem – są piękne pod warunkiem, że puszczą akurat jakąś fajną piosenkę. Po południu wycieczka fakultatywna jeepami po pustyni ale się nie zdecydowałem, bo mnie jakoś nie ciągnęło. Zamiast tego spacer do Mall of the Emirates na obiad i zakupy ;) Jadłem tam głównie w fast foodach (tzn. obiady, bo śniadania były w cenie hotelu), raz coś regionalnego, drugi raz też coś chciałem ale nie byłem głodny, 2x McDonald’s, raz KFC – ale w Macu są tam np. McArabia – więc też jakoś regionalne! ;P i jest to dobre bardzoo i tęsknię! ;)

Środa (19.02) – wyjazd do Abu Dhabi, a tam meczet Szejka Zayeda (bardzo ładny, bardzo fotogeniczne miejsce), Heritage Village (piękna plaża), promenada Corniche, targ z daktylami (znowu targ czyli niezbyt ulubione miejsce), a z zewnątrz hotel Emirates Palace, pałac prezydenta ZEA u muzeum Luwr Abu Dhabi. Po południu powrót do Dubaju, a potem wieczorne zwiedzanie miasta – kolejna wycieczka fakultatywna i tym razem się na nią zdecydowałem.

Czwartek (20.02) – nowy Dubaj – Marina, rejs jachtem i przejażdżka na Palmę, hotel Atlantis, powrót monorailem, plaża Jumeira, Medinat Jumeirah (Dubajska Wenecja), Mall of the Emirates (znów, tzn. „znów” to dla tych, którzy robili już tam zakupy ;) ). W końcu Miracle Garden – piękne ogrody stworzone z kwiatów – osobiście uważam, że mieliśmy tam za mało czasu (tylko godzinę), i w ogóle że to szkoda, że w programie wycieczki było zwiedzanie tego miejsca zamiast Ras Al Khor, bo do Miralce Garden byłoby łatwiej dostać się na własną rękę niż w to drugie miejsce :( (no i miałbym więcej czasu na zwiedzanie). Po tej wycieczce rozwieźli nas do wybranych przez nas hoteli na część wypoczynkową (dla kogo wypoczynkowa, dla tego wypoczynkowa ;) ). W cenie był jakiśtam hotel w Abu Dhabi ale no bez przesady – poleciałem do Dubaju i w Dubaju chciałem spędzić resztę dni, żeby jeszcze to konkretne miasto, a nie żadne inne sobie pozwiedzać, więc za dodatkową opłatą wybraliśmy hotel Cassells Al Barsha w Dubaju, położony pomiędzy Ibisem a Mall of the Emirates, więc już go wcześniej widziałem w drodze na zakupy ;) Dostał się nam apartament dwupokojowy z balkonem, aneksem kuchennym, łazienką (z wanną i prysznicem) i dodatkową toaletą. I hotel był w porządku, dobrze położony (obok stacja metra i sklep całodobowy – kolejna cudowność w tym kraju: supermarkety 24/7). Tylko zimno było w hotelu – klimatyzacja na 17 stopni :D ja nie wiem co to za pomysł żeby robić taki kontrast pomiędzy tymi 26-27 na zewnątrz (klimatyzację wyłączyliśmy).

Piątek (21.02) – nasz hotel miał jeszcze taką zaletę, że można było zapisać się na wyjazdy typu na plażę taką czy inną, City Walk, cośtamjeszcze… Zapisać można było się dzień przed, hotel zgłaszał gdzieśtam i przyjeżdżał busik. Więc w piątek przed południem najpierw wypróbowałem basen hotelowy na dachu (też fajny, jakby mieć więcej czasu to tam też bym sobie posiedział), a potem wybraliśmy się na Plażę Jumeirah. Fajnie tak – koniec lutego, a człowiek pływa sobie w morzu/zatoce ;) A po południu City Walk – w założeniu to miało być po drugiej stronie linii metra, ale my sobie poszliśmy do Dubai Mall jeszcze raz. Chodzenie, chodzenie, chodzenia dużo ;)

Sobota (22.02) – to był dzień zaplanowany całkowicie na własną rękę, z całodniowym biletem na komunikację. I to miał być dzień zwiedzania Ras Al Khor, tylko że genialnie wymyśliłem najkrótszą drogę kierując się logiką, że przecież jak autobus ma przystanek po drugiej stronie ulicy, to co to za problem? Wystarczy przecież tylko przejść na drugą stronę… Otóż nie w tym mieście. Tam są takie ulice przez które nie da się przejść ;) (jakieś płoty ciągnące się… nie wiem, kilometrami? a nawet jak się nie ciągną, to są to wielopasmowe ulice i i tak jest trudno). Mało tego, komunikacja miejska inna niż metro jest nieczytelna i skomplikowana (tak wspominał przewodnik i w sumie miał rację). No to nie ma to jak stać na przystanku autobusowym na drugim końcu świata i patrzeć na rozkład, którego się w ogóle nie rozumie ;) i nie mieć pomysłu gdzie właściwie stąd można się dostać… Oczywiście, że miałem mapy, ale to nie jest Europa gdzie mi działa pakiet internetu pozwalający na użycie czegoś w stylu „Jak dojadę”… znaczy wykupiłem sobie również oczywiście dodatkowy pakiet na świat, ale 50mb w obliczu rozkładów jazdy w Dubaju to jest nic (i w sumie tamtego dnia chyba do reszty pakiet wyczerpałem, czyli zużyłem większość :P ). Także zamiast rezerwatu był objazd po mniej uczęszczanych przez turystów częściach miasta, przynajmniej zobaczyłem jak żyją tam miejscowi (czy raczej: miejscowi imigranci) i żyją zdecydowanie skromniej… Jak w końcu dojechaliśmy do linii metra to była to ulga… W planie na dalszą część dnia było obejrzenie sobie z bliska Ramy Dubaju i Garden Glow wieczorem, ale to już wszystko metro + nogi i tylko z zewnątrz ;) Natomiast w okolicach Ramy udało się uchwycić ładny zachód słońca nad ulicą – w takim mieście gdzie mało jest natury, jakoś szczególnie ładnie te przebłyski jej wyglądają.

Niedziela (23.02) – dzisiaj znowu z transportem hotelowym, większa część dnia na plaży tym razem JBR.

Poniedziałek (24.02) – dzień ostatni, po wymeldowaniu z hotelu można było zostawić w nim rzeczy do przechowania do wieczora (kiedy to autobus wycieczkowy miał nas odebrać), więc był to drugi dzień zwiedzania na własną rękę z biletem na komunikację. Najpierw Dubai Museum, potem lody z mleka wielbłąda ;) taka lokalna atrakcja to trzeba spróbować (cena też bardzo lokalna – 40 dirhamów za porcję nie jakąś specjalnie dużą, a dirham jest prawie równowartościowy do polskiego złotego) i takietam zwyczajne miasto, sklepy… Wieczorem był odlot, a dzień kolejny to już powrót autobusowy i samochodowy – w Katowicach byliśmy trochę szybciej niż zaplanowane, bo wtedy już można było lecieć trasą krótszą bez międzylądowania.

Wycieczka fajna, jak każda wycieczka ;) trochę brakuje piękna natury, więc jak ktoś lubi oglądać cuda natury, to tam ich nie ma, tam są tylko cuda zrobione przez człowieka ;) (co uważam też warto choć raz zobaczyć). Czego nie brać: wody (dawali z biura podróży, kupić też można łatwo i w sensownej cenie, nie to co 5 lat temu w Egipcie), jedzenia – bo też ciekawostki można kupić.
Koszty rozpisywałem sobie jak zwykle ze skrupulatnością księgowego ;) ale nie będę przytaczał każdego ciasteczka ;) podsumuję więc tylko ogólnie: planowałem sobie budżet 1,5tyś.€/6tyś.zł, wydałem 3224(zł) na wycieczkę, 1040zł (270$) na opłaty obligatoryjne i wycieczki fakultatywne, 364zł na transport na i z samolotu oraz ok. 364zł na wydatki na miejscu, co daje razem około/prawie 5 tyś zł, czyli sporo mniej niż sobie założyłem :)
Czego żałuję? że trochę więcej nie kupiłem – słodyczy, lampki „tureckiej” – pewnie by się znudziła i odsprzedałbym ale przez jakiś czas byłaby cieszącym wspomnieniem.
Zdjęć mam dużoo… chociaż mogło być więcej a się pohamowałem, więc jest postęp ;) Kilka z nich:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.