Norymberga, Buchenwald, Flossenburg [12-15.09] i pomniejsze ;) (Schwerin, Lubeka, Gniezno).

Ciąg dalszy tegorocznych wycieczek ;) W lecie byłem również dwa razy na jednodniowych wypadach: w Schwerinie i Lubece :) Ot takie po prostu pochodzenie po mieście (w zamku nie byłem, tylko naokoło ;) ) i nad morzem (pierwszy raz widziałem Morze Bałtyckie! :P ).

Natomiast na początek mojego letniego (no bardziej poletniego), trzytygodniowego urlopu zaplanowałem Norymbergę! No i wiadomo: podobnie jak w zeszłym roku, głównym celem moich wycieczek jest coś związanego z historią II WŚ ;) (tym razem nawet kilka takich celów, a w sumie nawet wszystkie ;) ). Ale po kolei.

12.09 – na ten dzień zaplanowałem sobie Buchenwald (przez chwilę rozważałem nawet Mittelbau-Dora i Buchenwald tego samego dnia, aaaale jednak najczęściej wszystko zajmuje więcej czasu niż sobie planujemy, a to miał być urlop, nie maraton ;) ). Drogę miałem dobrą, bez korków, tylko na południu dużo jest tuneli, którymi się jedzie przez góry, co ogólnie jest ciekawym doświadczeniem ;) ale przy jednym z tuneli nie spojrzałem wcześniej jak jest długi i jak tak jechałem i jechałem i jechałem doznając w pewnym momencie uczucia klaustrofobii, no bo ile można, a zwłaszcza jak się nie wie jaki długo jeszcze… (a miał z 5-6km, może nawet 7). No i sauna w aucie :/ brak klimy jednak nawet teraz (tzn. we wrześniu) daje się we znaki. Jak zajechałem, było tak ciepło że musiałem przebrać się w krótkie spodnie – tam było lato praktycznie ;) a przewodnik (załapałem się na oprowadzanie za 8€) polecił smarować się kremem z filtrem, mówił, że jesteśmy na zboczu góry i słońce tu świeci inaczej, mocniej niż na dole i nawet jesienią można się opalić. W muzeum udało się zobaczyć prawie wszystko, jedna tylko wystawa była zamknięta przez koronę.
Do Norymbergi wjechać było bardzo prosto – autostrada sama się skończyła prawie pod hotelem ;) i widziałem parking mijając go, ale pierwszym razem chciałem dojechać do hotelu – nawigacja doprowadziła do celu, a tu ulica (pod samym hotelem jest tylko kilka miejsc parkingowych równolegle do ulicy i zajęte, z resztą chyba w ciągu dni roboczych nie można tam stać), więc musiałem objechać tak żeby się wrócić, drugim razem też źle objechałem i przejechałem wjazd na parking, znów musiałem objeżdżać ;) (tym razem jakoś inaczej zawróciłem, nie jestem pewien czy dobrze ale było już po 22:00 więc mały ruch). Bałem się czy znajdę w ogóle jakieś miejsce parkingowe, ale były co najmniej dwa, więc znalazłem i ten parking P+R, który sobie w domu planowałem i faktycznie jest bardzo blisko hotelu (nocowałem w The niu Leo – ładny nowy hotel w dość dobrym położeniu, no i darmowy parking tak blisko) Zabrałem część rzeczy, zameldowałem się, zaniosłem do pokoju i wróciłem po resztę (tych które biorę do hotelu).

13.09 – dziś nie zrywałem się aż tak wcześnie ;) budzik miałem na 9:40 ale obudziłem się po 9:00, zanim wstałem i wyszedłem z domu to była 10:00 ale czasowo i tak wszystko ok wyszło – kupiłem bilet całodzienny i pojechałem na dworzec szukać punktu informacji turystycznej, bo liczyłem na darmową mapę miasta :P Punkt był zamknięty ale mapy stały na zewnątrz (jeszcze były, może rano jeszcze są ale potem mogłoby być gorzej bo za dużo to ich nie było ;) ), ale mapy takie sobie… niby pozaznaczane zabytki ale numerami, a tak to sucha mapa – wolę takie mapy z narysowanymi zabytkami… więc mało to dla mnie przydatne, patrzyłem raczej na te mapki ściągnięte na komórkę, no ale mapa komunikacji miejskiej się chociaż z tej papierowej mapy przydała (choć najwięcej i tak U-Bahnem jeździłem, jakoś ma najlepsze położenie w stosunku do odwiedzanych miejsc). Potem ruszyłem po mieście trochę pozwiedzać i w sumie to obszar starego miasta jest dość mały, spokojnie można na nogach obejść w 2-3 godziny, więc jakby się uprzeć to można Norymbergę ogarnąć w jeden dzień :P ale dużo jest takich ładnych punktów, gdzie można ładne miejsca porobić, nad rzeką mosty, zabudowania, wąskie uliczki :) Także to mnie zaskoczyło, że dużo ładnych punktów. Przed 13:00 ruszyłem do Muzeum Procesów Norymberskich (wiadomo po co w ogóle do tego miasta pojechałem ;) ), bo tak sobie to zaplanowałem czasowo i w sumie już do tego czasu większość punktów na starym mieście zwiedziłem :D Krótko po 13:00 dotarłem do budynku muzeum, kupiłem wstęp i pytam się o to oprowadzanie o którym przeczytałem na stronie (ale bez dużej nadziei żeby godzinę przed dostać miejsce których z powodu korony jest 5 ;) ), a tu jedno było wolne, więc się załapałem! Musiałem tylko (oczywiście ;) ) podać dane kontaktowe (jak ktoś nie wie: w Niemczech trzeba podać dane jak się je w restauracjach i zwiedza takie właśnie muzea, tak – wiem – inwigilacja i obożejakmożna ;) /żart, mnie to nie przeszkadza/), no i maseczki obowiązują. Panie się pytały czy już chcę wejść na wystawę, a ja na to że jeżeli mogę, to chętnie, więc tą prawie godzinę sobie obejrzałem i poczytałem – wystawa jak wystawa, szczerze mówiąc jak ktoś się bardzo nie interesuje to to nie będzie dla niego pewnie nic ciekawego :P (albo może bardziej: jak ktoś się dopiero zainteresował, to może sobie poczytać ;) dla reszty to albo nic nowego albo nic ciekawego), za to przewodniczka mówiła długo i ciekawie! Powiedziała na początku, że mamy tylko godzinę ale ona może czasem trochę dłużej mówić więc jak ktoś nie ma czasu, to może oczywiście po godzinie iść, ale nikt nie poszedł mimo że mówiła ponad 1,5 godziny :P ale naprawdę bardzo ciekawie i z pasją i tu dopiero były jakieś nowe ciekawe informacje dla mnie! Także się zdecydowanie opłaca na takie oprowadzanie się załapać, naprawdę nie każdy przewodnik ma taką pasję :) Potem pojechałem zobaczyć jeszcze kilka miejsc na starym mieście i na koniec do Lidla na dworcu – bo tam mają Lidla na dworcu, więc w niedziele i święta otwarty – oczywiście mają utarg, ludzie tam jak szarańcza :D ale wcale się nie dziwię – w jakimś sklepie widziałem Colę za 2,70€ za pół litra, w Lidlu kupiłem dwie puszki 0,33l po 66 centów za sztukę :P Wieczorem wybrałem się jeszcze zobaczyć zamek, wcześniej go widziałem ale tylko z jednej strony, bo już nie miałem czasu dalej obejść, wieczorem zajechałem U-Bahnem inaczej i obszedłem a potem skierowałem się do centrum, porobiłem jeszcze trochę zdjęć, tym razem wieczorem bo się już ściemniło. Poszedłem jeszcze na jedną ulicę zobaczyć coś w rodzaju pomnika. Potem pojechałem na dworzec, gdzie kupiłem drobny posiłek w Burger Kingu i wróciłem do hotelu (i nawet nie wystygł mi jeszcze całkiem w drodze :P ).

14.09 – rano wyszedłem do pobliskiej piekarni, nie było jednak tych najważniejszych rzeczy, które chciałem, więc kupiłem coś jak ciastko francuskie z wiśniami, potem pojechałem dalej i na dworcu kupiłem precla i pojechałem dalej na teren zjazdów NSDAP gdzie obecnie znajduje się centrum dokumentacji z wystawą. Około 11:00 byłem na miejscu, trochę się czekało zanim wpuścili… tzn. może tak właśnie około 11:00 wszedłem, a trochę wcześniej byłem. Do dyspozycji były takie elektroniczne słuchawki do odsłuchiwania poszczególnych stacji, był też język polski, więc taki wziąłem. W sumie można się było bez tego obyć, bo nie było na nich wiele więcej ponad to co i tak pisało na tablicach, no ale słuchało się chociaż po polsku i w tym samym czasie można było poczytać podpisy pod zdjęciami, więc szło szybciej :D ale i tak – wizyta niby trwa około 1,5 godziny, więc myślałem że mnie to ze dwie trzy zajmie, a zajęło mi prawie 5 :P wyszedłem stamtąd około 16:00. Ale to było bardzo ciekawe! :) (w porównaniu z Muzeum Procesów Norymberskich, to jest o wiele ciekawsze miejsce). No i potem jeszcze ruszyłem wokół terenu hali, żeby zobaczyć trybuny itp. Było już po 16:00 a słońce i tak waliło niemożliwie (albo tak to odczułem, bo budynek był pewnie klimatyzowany). Woda mi się zaraz potem skończyła a teren jest wielki… jeść się chciało już też bardzo, gdzieś tam nawet stała budka ale nie kupię 0,5l Coli za 2,50€ :P więc ruszyłem tym razem na stację S-Bahn, bo pomyślałem że się przejadę i tym, skoro i tak stacja była chyba najbliżej ;) ciężko było trochę przejść, bo dość ruchliwa ulica bez chodnika w pewnym momencie… a kiedy już dotarłem to pożałowałem: na ten S-Bahn czekałem 20 minut spóźnił się 4 minuty, a kiedy już wreszcie przyjechał, to niby czysty, ale bardzo w nim gorąco i śmierdział starym kurzem :D mogłem jednak zrobić kawałek więcej drogi i wrócić na tramwaj. Pojechałem na dworzec główny, potem do miasta i tego dnia budy były wreszcie otwarte P (a pewnie jeszcze więcej w ciągu dnia wcześniej było), zjadłem norymberskie kiełbaski – 3 małe w bułce (3€), grillowana niemiecka biała kiełbasa zawsze spoko ale aż takie wow to nie było ;) (tzn. norymberskie nie są wcale lepsze niż inne :P ). Na deser kupiłem sobie lody, a potem jeszcze połaziłem po mieście, oczywiście na zwiedzanie piwnic z piwem bym się już nie załapał ale poszedłem tam do sklepu – ale też już był zamknięty (to akurat bez sensu, skoro restaurację mają otwartą…), ale w drodze był taki zwykły sklepik, na którym pisało że można kupić czerwone piwo norymberskie i widziałem tam też widokówki (chociaż duże). Widokówki widziałem też wczoraj na mieście ale już o tej porze wiedziałem, że będzie ciężko… Ten sklepik jednak zniechęcał bo był pusty a ja nie lubię do takich małych pustych sklepików wchodzić :P (chciałem pooglądać to piwo, a nie lubię takich rzeczy robić jak się na mnie gapi sprzedawca :P ) no ale się przemogłem i wszedłem myśląc, że lepiej kupię choć jedną widokówkę, bo może już nigdzie indziej nie kupię, a już z widokówką mogę pooglądać inne rzeczy bez wyglądania dziwnie :D sprzedawca z resztą pozostał na zapleczu :P popatrzyłem więc na piwa, kupiłem dwa różne (pewnie taniej niż bym kupił w tamtym specjalnym sklepie ;) ), lepiej przywieźć taką pamiątkę niż jakieś świąteczne drewniane zabawki – z takimi też sklepy były, mam na zdjęciach :D były też sklepy z misiami chyba ręcznie szytymi, też mam na zdjęciach, słodkie niektóre misie, znaczy wszystkie słodkie, bo to misie :D ale drogie też :D Poszedłem też jeszcze raz pod ratusz porobić jeszcze kilka zdjęć dla znajomego. Do hotelu około 21:00 wróciłem. Nauczyłem się też obsługiwać windę żeby wjeżdżała! :D Dopiero teraz ale lepiej późno niż wcale :D Tak się domyśliłem, że może jest do tego potrzebna karta, na mieście o tym myślałem :P i potem poczytałem w internecie – faktycznie w windzie jest czytnik i trzeba przestawić kartę, dopiero potem można wybrać piętro. Nie wiem czemu nie dali przynajmniej instrukcji, przecież nie każdy się zna na czymś takim :P Zwłaszcza że ten czytnik jest trochę na prawo od przycisków i mógłby być czymkolwiek Jak ktoś takich wind nie zna (a ja spotykam pierwszy raz taką), to może się nie domyślić.

15.09 – dalej w trasę w kolejne miejsce. Do Flossenbürga dojechałem w porządku, choć ostatnie km już landówkami, a to zawsze gorzej. Tam aż tam długo nie byłem – jakieś 3-4 godziny ;) to nie aż takie duże muzeum, można prawie wszystko przeczytać :P teren też niezbyt duży. Na ten dzień myślałem o jeszcze jednym miejscu blisko granicy z Polską, ale jednak nie zdążyłem (już się ściemniało), może jeszcze kiedyś się wybiorę, ale dalsza trasa była koszmarna – drogi w tamtym rejonie to jest tragedia… (znaczy może nie nawet że takie złe, tylko po prostu wszystko landówki i źleee się tak jedzie, oj źle i męcząco).

I to by było w sumie na tyle, aaaale w Polsce też postanowiłem coś zwiedzić i 27.09 byłem w Biskupinie i Gnieźnie :) Ogólnie pogoda była cały dzień średnia, czasami padało ale na szczęście nie lało mocno, więc do wytrzymania zwiedzanie itp. Nie pamiętam jak to godzinowo wyszło, ale w każdym razie obeszliśmy Biskupin, potem pojechaliśmy do Gniezna. Jeść się mi już bardzo chciało i głowa bolała :/ (bo mnie od jakiegoś czasu czasem boli…) nie cierpiałem jakoś mocno ale przyjemne to nie było (a mama tylko Apap miała, wziąłem, nie wiem czy coś tam pomógł czy samo przeszło potem, w każdym razie muszę pamiętać, żeby sobie wozić Iboprofen, bo mama już wcale żadnego w domu nie ma i się cieszy że ją już głowa nigdy nie boli :P jej nie boli na starość, a mnie dopiero zaczyna boleć co raz częściej ;) ale może to tak jest, że w średnim wieku ludzi boli, a na starość już znowu mniej ;) ). W każdym razie jak dojechaliśmy do tego Gniezna, to raczej miałem ochotę iść spać niż zwiedzać dalej ;) Ale posiedzieliśmy chwilę w samochodzie (nie tak długo 10-15 minut) i zrobiło mi się lepiej i poszliśmy do Muzeum Początków Państwa Polskiego. Co mogę powiedzieć o tym muzeum? że jakbym nie przeczytał opinii że duże puste sale, to bym nie zwrócił uwagi :D no faktycznie sale duże i tylko raczej na około eksponaty (i to w dużej mierze kopie), ale na środku miejsca żeby usiąść i w jednej sali puszczali jakiś film, w drugiej jakieś eksponaty z rzutników, więc ja bym się nie czepiał. Ogólnie to no może d*** nie urywa to muzeum ;) ale cóż jak jest mało eksponatów, to jest mało do pokazania i co można na to poradzić ;) lepiej mało niż wcale ;) Na koniec poszliśmy w stronę miasta, tzn. do katedry (ale nie wchodziliśmy), potem jeszcze kawałek na deptak ale mamie się już nie chciało, mnie też nogi już dość bolały, więc tylko kawałek obeszliśmy i wróciliśmy do samochodu.

A potem jeszcze na Śląsku byłem, ale to już nie w celach turystycznych ;) Nie chciało mi się jak nie wiem tych kolejnych 350km x2 robić, ale jak już przejechałem tam i nazad (choć nie jednego dnia) to stwierdzam, że to jednak różnica między teraz, a kiedyś i podróż była tak szybka, że nawet męcząco jej nie odczułem.

To tyle jeśli chodzi o mój tegoroczny urlop. Na koniec dostałem takiego bólu w nodze jak jeszcze nigdy w życiu, poważnie się zastanawiałem czy w ogóle dam radę wrócić z tego urlopu (dałem, po Ketonalu), był dzień kiedy nie mogłem wstać, baa – nie mogłem nawet obrócić się w łóżku, tak bolało… kompletnie nie wiem skąd to się wzięło (ani co to było), bo to już było na koniec urlopu, gdzie dużo nie chodziłem. Ale może ogólnie… no ogólnie to mnie jeszcze w Norymberdze też bardzo nogi rozbolały – każdy krok bolał, a tak też wcześniej nie miałem, nie aż tak. Może po prostu ogólnie muszę zacząć planować moje zwiedzanie trochę mniej intensywnie… bo umysł by chciał, ciało się do tego chcenia nagina ale może je nadwyrężam jednak…

Na przyszły rok nie planuję już raczej 3 tygodni ciągiem (bo to ma plusy ale ma też minusy), planuję wziąć tydzień na początku lipca i dwa tygodnie w sierpniu. Dwa tygodnie to w domu w PL, a ten tydzień lipca to planuję tym razem pojechać nad Jezioro Bodeńskie! i ogólnie tamten obszar :) Może nawet Włochy, Szwajcaria, Lichtenstein… no np. Mediolan nie jest aż tak daleko… (a stamtąd może nawet Wenecja…) tyko trochę mnie przeraża jeżdżenie samochodem po Włoszech, bo te drogi płatne jakoś, nawet nie wiem jak ;) ale jeszcze pomyślę. Tyle miejsc, tak mało czasu ;)
A może nawet w tym roku jeszcze się coś uda, mam do wykorzystania trochę zł na Flixbusa, o Mediolanie w sumie myślałem też na weekend tylko to by bardzo spięty weekend był ;) Myślałem też o Szwecji… aaale najrozsądniej to by chyba było wybrać jakieś miasto w Niemczech ;) Albo może Holandia (może Rotterdam albo Haga). No i Mittelbau-Dora – jak już raz wymyśliłem, to bym się wybrał (choć tam to samochodem), ale najpierw muszę mieć pewność, że przez koronę nie jest tam połowa obiektów zamknięta.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.