Obywatelstwo (cz.2) + zmiana dokumentów

Tutaj część 1, a teraz jak obiecałem będzie kontynuacja.
Czekałem tak sobie od stycznia, nastały czasy korony, całe tygodnie wolnego, byłem całkiem pewien, że nie przedłużą mi umowy. A jednak! Moja umowa została przedłużona, więc czym prędzej dosłałem ten dokument. I czekałem kolejne ponad 2 miesiące aż dostałem maila (wcześniej telefon, ale nie mogłem odebrać), że mój wniosek o obywatelstwo został rozstrzygnięty pozytywnie, proszą o kontakt w celu ustalenia terminu odbioru. Zadzwoniłem, umówiłem się (akurat zaraz potem miałem mieć urlop, ale udało się jeszcze wcisnąć przed nim ten odbiór). Normalnie akt nadania obywatelstwa odbiera się na uroczystości wraz z innymi kandydatami, gratulacjami itp. ;) ale w tym roku przez pandemię jak wiadomo nic nie jest normalnie, dlatego ja swój odebrałem po prostu w urzędzie. Trochę nie wiedziałem jak się na to ubrać ;) to niby tylko zwykła wizyta w urzędzie, więc garnitur to chyba nie bardzo, a z drugiej strony jednak jest to jakaś podniosła chwila… więc wybrałem najlepsze jeansy i sportową marynarkę oraz koszulę – tak pomiędzy strojem codziennym, a eleganckim :P I chyba był to dobry wybór. Była to też moja pierwsza wizyta w urzędzie od czasu korony – z maseczkami, dezynfekcją rąk na wejściu do pokoju itp. Oczywiście najpierw labirynt – to wiadomo ;) (ale wychodząc tym razem mi się chyba udało nie błądzić), potem miła pani znów pytała o Freizügigkeitsbescheinigung (w sumie przez telefon facet z którym umawiałem termin poprosił żebym to przyniósł jeśli jeszcze mam, jeszcze miałem więc przyniosłem), oddałem – od lat nieważny dokument, ale to chyba miało być tak uroczyście, że oddaję go, bo już mi nigdy nie będzie potrzebny – teraz jestem obywatelem i mam prawo tu przebywać dożywotnio bez żadnych warunków ;) Następnie zakomunikowała mi, że nabywam dzisiaj obywatelstwo, moje drugie (co ma swoje plusy i minusy np. takie że w kraju, którego obywatelstwo pozostawiam ambasada mi nie pomoże i podlegam jego ustawodawstwu – kiwam głową na co pani: „Ale to pan pewnie wie” – nie wiem czy wiem, ale to w sumie logiczne ;) ), wytłumaczyła mi, że zanim wystąpię o dowód koniecznie mam przeczytać załączone strony dotyczące dopasowania nazwiska do ustawodawstwa tego kraju. Potem miałem jeszcze powtórzyć po niej, że „Przyrzekam uroczyście przestrzegać konstytucji i wartości RFN…” Na końcu spytała czy mam konstytucję, chciałem mówić, że nie ale jest w internecie, ale po „nie…” dostałem ją po prostu w prezencie ;) No ok. I to by było na tyle. Mało uroczyście wyszło, no ale cóż, takie czasy ;)

Tu by opis mógł się kończyć i kończyłby się (no może jeszcze napisałbym o dowodzie) gdyby nie te imiona i ich zmiana…
A więc potem miałem urlop – przez 3 tygodnie nie robiłem nic. A potem umówiłem się do miejscowego Urzędu Stanu Cywilnego dopasować imiona i nazwisko. Bo to jest tak, że mam dwa imiona w sumie całkiem tutaj zrozumiałe, zapis drugiego nawet też przechodzi bez problemu (chociaż tutaj pisze się raczej inaczej), ale w pierwszym ludzie zawsze robią błąd – właśnie dlatego, że różnica miedzy polską, a zagraniczną formą jest minimalna… ale jest. Jako że ZAWSZE mi robili błąd, a ja jednak zamierzam tutaj spędzić życie, a nie w Polsce (gdzie z resztą jest to na tyle rzadkie imię, że połowa też je z błędem zapisuje ;) swoją drogą tutaj jest to jedno z 10 najpopularniejszych co roku imion :D także rozrzut spory ;) ), postanowiłem dopasować formę do obowiązującej tutaj. A ponieważ zrobiłem to z pierwszym imieniem, uznałem że drugie zostawiać przy tym po staremu to jakoś tak głupio i drugie też zdecydowałem dopasować. Takie czasy, że termin trzeba wszędzie, więc umówiłem go i poproszono mnie o przesłanie mailem aktu nadania obywatelstwa i aktu urodzenia wraz z tłumaczeniem. Spoko – akt obywatelstwa to nie problem, a co do aktu ur., to pewien byłem że urzędnik nie doczyta… i oczywiście dostałem maila zwrotnego, że mam przynieść prawidłowy akt na termin, bo przesłałem niewłaściwy :D Chciałem nawet odpisać i tłumaczyć, ale dałem sobie spokój, zabrałem ten sam akt i osobiście wytłumaczyłem, że to niestety jest prawidłowy akt, a ja jestem ts i tak to w Polsce wygląda, po czym wskazałem drobny druczek na drugiej stronie i tłumaczenie, pani się wczytała: „Ach tak.” i na tym się skończyło :) Ale zanim to nastąpiło to opiszę sobie drogę – bo to tym razem był inny urząd (ten, w którym wszystko dotychczasowo w tym mieście załatwiałem to tzw. „Urząd do spraw obywatelskich” – meldunki, obywatelstwa, sprawy imigracyjne, prawa jazy, karty pojazdu itp… ale imiona w USC, a to inny budynek, w innej części miasta). Trochę stresowało mnie to, że aby się dostać do tamtej części miasta, muszę kawałek przejechać, zwłaszcza że przez takie spore rondo którego nie lubię ;) W dodatku nie bywam tam i nie wiedziałem jak wygląda sprawa parkingu – stanąłem wzdłuż głównej ulicy, było przed 8:00, więc za darmo, ale już od 8:00 płatne. No nic, stanąłem i patrzę na ten urząd, a może ma swój parking? I miał, tylko trzeba było na tyły przejechać – wróciłem do auta i przejechałem. Potem wejście też nie było całkiem proste, bo korona i niektóre wejścia pozamykane. Ale dotarłem, załatwiłem. Aha, mogłem zmienić też nazwisko. I co ciekawe – jako że moje nazwisko jest dość polskie, mógłbym chyba wybrać sobie całkiem dowolne nazwisko! :P Ale jednak jako tako jestem do mojego przyzwyczajony, więc na początku chciałem zostawić jak jest, a w końcu usunąłem tylko polski znak (i tak nikt tu go nie pisze poza może urzędem meldunkowym). W sumie to było tak, że mówię, że chcę zmienić imiona. Ona pyta o nazwisko, a ja pytam czy powinienem :D ona że jak chcę i to moja decyzja, ja pytam czy to problem jak zostanie polski znak, ona że nie powinien być, po prostu nie będzie przez większość instytucji zapisywany – tak jak dotychczas, ja że ok. Wypisała dokument, czytamy, patrzy że zrobiła błąd w moim mieście urodzenia, poprawia, ja myślę nad tym nazwiskiem dalej ;) wydrukowała nowy papier, czytamy, ja stwierdzam że jednak usuńmy ten polski znak :D znów poprawia :D ale bez problemu, to jednorazowa decyzja, której nie można zmienić, więc lepiej zdecydować świadomie, a nie potem żałować, że bez sensu – zmieniłem imiona, a nazwisko z polskimi znakami nie wiadomo po co zostało ;) Ciekawostka: zmiana imienia i/lub nazwiska tutaj nie pociąga za sobą żadnych konieczności w Polsce – z tego wynika, że można nosić tam zupełnie inne imię i nazwisko niż tu i wszystko będzie legalnie, zgodnie z prawem :D Ja z resztą chyba nawet nie zamierzam zmieniać tego zapisu w Polsce, nie chce mi się ;) poza tym fajnie może mieć tu tak, a tam po staremu ;) Z resztą u mnie akurat to naprawdę drobna zmiana była.
Koszt: 38€.

Ok, jak już miałem imię, zrobiłem termin na złożenie wniosku o dowód (to znowu w tym urzędzie ds. obywatelskich, na szczęście). Noo terminy to tam są odległe… znaczy właściwe, to może w ciągu 2-3 tygodni ten termin miałem. Poszedłem, nawet było bliżej niż z papierami po to obywatelstwo (obywatele mają lepiej – nie muszę iść przez cały budynek żeby załatwić swoje sprawy XD ale jak myślicie, że trafiłem do wyjścia na stronę parkingu, to oczywiście nie tym razem :D ). Wątpliwości miałem takie, że mam już ponad roczne zdjęcie, którego użyłem też do polskiego dowodu – jak pani to zauważyła, to mówi, że już trochę stare i nie powinna go przyjąć… ja oczywiście wcześniej wsio poczytałem i wcale nie ma takiego wymogu żeby zdjęcie było nowe – polecane jest nie starsze niż 3 miesiące lecz to nie jest wymóg – ale akurat to zdjęcie mnie się podoba, a poza tym naprawdę się nie zmieniłem, więc mówię pani, że wyglądam dokładnie tak samo – nawet zdjąłem na moment maseczkę żeby się przyjrzała, westchnęła i przyznała mi rację i zdjęcie przyjęła bez dalszych dyskusji ;) Dalej: czy chcę z odciskami palców, dla formalności zapytałem co mi to daje (kwestie bezpieczeństwa, lepsza weryfikacja), oczywiście ja naczelny „nie wierzę w inwigilację i nie boję się podawać swoich danych, ile wlezie!” ;) tylko dla formalności zapytałem, bo od początku zamierzałem zostawić odciski ;) Na koniec dostałem karteczkę i informację, że jak dostanę list z PINem, to za około tydzień dowód będzie do odebrania. Ok, po 2-3 tygodniach list dostałem, aaaale dowód nie był do odebrania za tydzień, bo terminów na za tydzień to nie było :D terminy na odbiór dowodu (5 minut) dostałem na za chyba 6 tygodni… Nawet zadzwoniłem telefonicznie mając nadzieję, że może jakiś się zwolni wcześniej albo jest jakaś możliwość… nope, takie są terminy i koniec (dostałem termin na 16 grudnia…). Jednocześnie umówiłem termin na zmianę dowodu rejestracyjnego i karty pojazdu (na 24 listopada na 11:15) – czy się uda bez dowodu to mi miły pan na infolinii sam nie potrafił powiedzieć, ale powiedział, że powinno się udać, a jak będą robić problemy, to mam powiedzieć, że nie moja wina, że ten termin był szybciej i niech się skontaktują z urzędem od dowodów (znajdującym się z resztą w tym samym budynku), bo mój dowód tam sobie już leży. No racja, tak zamierzałem zrobić, ale ponieważ terminy ogólnie można umówić i odmówić przez internet, zamierzałem też polować, a nóż się uda szybciej. Polowałem, raz już mi się prawie udało – o widzę termin na następny dzień! Klikam, że chcę zarezerwować, trzeba czekać na maila, w którym jest link, który trzeba kliknąć by potwierdzić, a następnie odsyłają potwierdzenie. Czekam więc na maila, w którym trzeba kliknąć… – jest, klikam by potwierdzić, przychodzi mail: niestety nie udało się. No super :/ Polowałem wytrwale i w końcu, 23 listopada wieczorem widzę termin na następny dzień rano! Znów klikam, mail, potwierdzenie, tym razem się udało! Termin: 8:20 rano :D (a więc jak zwykle na drugiej zmianie około 5:00 poszedłem spać na niecałe 3 godziny, wstałem, pojechałem do urzędu po dowód, wróciłem spać na niecałe 2 godziny, wstałem, pojechałem do urzędu zmienić dowód rej., wróciłem spać na jakąś godzinę :D ). Niestety spanie na raty to u mnie nic nadzwyczajnego… No ale wracając do załatwiania: to ten bliski urząd, jakby to było lato, to szkoda by było samochodem, bo spokojnie można rowerem, ale nie było lato poza tym ja chcę spać ;) więc samochodem to chwila. Wchodzę po odbiór dowodu, pokazuję numerek rezerwacji, pani na recepcji wskazuje gdzie iść, tam poczekalnia (z szeroko rozstawionymi krzesłami), potem wchodzę do pokoju (też blisko, zaraz obok poczekalni), dowód odebrałem dość szybko, chociaż chwilę pani szukała, bo na akcie inne imiona, ale pokazałem też zaświadczenie o zmianie, dowód odebrałem! I cóż mogę powiedzieć? Ładna kolorystyka, ale czcionka nie dla niedowidzących ;) (polskie dowody mają brzydszy kolor, ale o wiele wyraźniejszą i ładniejszą czcionkę).
Po tych dwóch godzinach wróciłem wymienić dowód rejestracyjny i kartę pojazdu – wchodzę do tej samej recepcji, pytam tych samych pań :D ale mnie pokierowały do innej recepcji, półpiętro wyżej. No fakt, tam też wyrabiałem prawo jazdy w zeszłym roku i dowód rej. parę lat temu. Skoro dowód już mam, to dumnie mogłem podać :D i nie martwić się, że coś będzie nie tak. Karty pojazdu wymieniać nie musiałem, bo jest miejsce na drugi wpis, więc tylko dopisała. Też sympatyczna pani mówi, ze nieźle mam zachodu z powodu jednej litery, mówię, że tak, ale w duchu myślę sobie że to jednorazowo, a potem będzie spokój na zawsze ;) Prawa jazdy nie wymieniam, bo nie trzeba (nawet w przypadku większych zmian jak np. ślub – nie trzeba tutaj zmieniać danych w prawie jazdy, jedynie przy wyjazdach za granicę może być to polecane… no ale jak mówiłem – u mnie zmiana jest na tyle mała, że i tak widać że ja to ja ;) więc szkoda pieniędzy i czasu na taką zmianę), zresztą naprawdę – nie dokonałem zmiany zapisu imion żeby wszędzie świecić nowymi (i że taki jestem tutejszy ;) ), tylko żeby nie musieć wiecznie tłumaczyć i literować.

No i strasznie się cieszę, że mam już ten dowód, bo jak wcześniej zadzwoniłem do banku zapytać jak mogę zmienić dane (bank internetowy), to usłyszałem, że muszę się zweryfikować na poczcie – znaczy ja znam to postępowanie, tak samo zakładało się w nim konto, no ale to nie jest możliwe bez dowodu :/ Problem w okresie przejściowym polegał na tym, że taki tutejszy ZUS od razu mi wysłał coroczne rozliczenie z nowymi danymi (widać do nich trafia to automatycznie), więc chciałem jak najszybciej poinformować pracodawcę – to też nie problem, bo zaświadczenie o zmianie imienia wystarczy, ale jak informuję pracodawcę, to wypadałoby i bank, a bank… jak wyżej :/ Także jedne instytucje nie mają problemu z samym zaświadczeniem (kasa chorych na przykład – mieli formularz „załącz dokument” i zaświadczenie bez problemu przeszło, tak samo spółdzielnia od której wynajmuję mieszkanie – ci to mi jeszcze nawet ładnie zadzwonili potwierdzić, że przyjęli zgłoszenie ;) ), inne „prosimy skan dowodu listem lub faksem” (LOL – Payback chciał ode mnie skan dowodu, no komedia :D poważna firma, nie pogadasz ;) podczas gdy inny taki podobny program partnerski umożliwiał zmianę danych ot tak po prostu na stronie internetowej). Teraz jestem w trakcie załatwiania tej weryfikacji z bankiem – identyfikacja na poczcie była potrzebna jakby podwójnie – na imię i na obywatelstwo – sama kwestia obywatelstwa nie ma większego znaczenia dla większości urzędów, ale akurat banki warto poinformować, bo ma się podobno lepszą zdolność kredytową wtedy, co jest skądinąd zrozumiałe), ale to jeszcze nie wystarczy – zaświadczenie o zmianie imion też chcą :D (więc po jakiego grzyba była w ogóle ta poczta, od razu mogli poprosić o wszystkie skany listem, skoro i tak muszę im tą kopię listem przysłać). Drugi bank (ten akurat mam stacjonarnie – po co mi dwa banki, zapytacie? bo ja oszczędny człowiek jestem i bank musi być darmowy ;) ten pierwszy jest ale trudno tam pieniądze wpłacać /w ogóle się nie da za darmo/ a robię zakupy znajomemu i często zostaję z nadmiarem gotówki, więc jak znalazłem bank też darmowy ale z wpłatomatami, to założyłem drugie konto i nie – nie zamknę pierwszego, bo spodziewam się, że to drugie kiedyś przestanie być darmowe i to wcześniej niż pierwsze i będę musiał je zamknąć ;) ) odwiedziłem więc osobiście. Mówię co jest, pan na to: „O, to tak można?” ;) nawet mu chciałem powiedzieć, że wręcz trzeba ;) ale powiedziałem tylko, że tak, trzeba się zdeklarować i wtedy imiona zmienić można jeśli są nietutejsze. Pisał coś tam, pisał i trochę w tym banku spędziłem, podpisałem znów z milion podpisów (no ok, tylko 3 lub 4), zapytał czy koniecznie chcę zmieniać kartę, bo jak nie muszę, to możemy starą zostawić – jasne, szkoda zasobów środowiska marnować, więc oczywiście zostawić. W moim pierwszym banku też nie będę zamawiał nowej, a chyba automatycznie też nie przyślą.

Co tam jeszcze… w wielu miejscach już zmieniłem, ale w wielu jeszcze muszę zmienić… ubezpieczenia, abonamenty… ale to zdecydowałem zrobić jak już zmienią mi dane w banku – bo jednak zlecenia zapłaty itp… niech to wszystko ma ręce i nogi.
Oczywiście będę chciał kiedyś wyrobić także paszport, ale na razie korona, to szkoda, oszczędźmy termin ważności ;) ale po nowym roku pewnie wyrobię (zwłaszcza jeśli te terminy też są tak odległe jak na dowód…). Jedyne co mnie zdruzgotało, to kiedy się dowiedziałem z internetów, że i tak muszę mieć polski paszport jeśli chcę latać gdzieś z Polski :( Ponieważ dla celników w Polsce jestem obywatelem Polski… no niby ma to sens ale i tak mnie to przybiło bo wiecie, ja sobie wymyśliłem, że nie będę w ogóle polskiego paszportu odnawiał i jaka to będzie oszczędność! XD A tu lipa. No mógłbym np. nie latać z Polski, ale to tym bardziej nie będzie oszczędność, to już chyba wolę zrobić ten paszport jednak ;) Albo zrzec się obywatelstwa polskiego – w sumie wyszłoby najtaniej :D (to drugi raz kiedy mi ten pomysł przyszedł do głowy ;) trzeci to sytuacja z poprzedniej notki, a pierwszego już nie pamiętam ale też było to coś politycznego…). Ale twardy będę, nie miętki, już trudno, wyrobię te dwa paszporty ;)

Koszty:
– zmiana imienia/imion/nazwiska (zawsze tyle samo): 38€
– dowód osobisty: 28,80€
– dowód rejestracyjny: 12€
– (jak na razie) dwa listy: 2×0,80€ ;)

Tyle w kwestiach formalnych. A w emocjonalnych… nie poczułem się jakoś inaczej ;) właściwie odbierając akt nadania obywatelstwa niczego nie poczułem (poza radością, ale nie aż tak dużą jak się kiedyś spodziewałem), dopiero odbierając dowód to bardziej… Ale i tak nic aż tak silnego ;) Z drugiej strony jest to osiągnięty jakiś kolejny duży (jeden z najważniejszych, które sobie wymyśliłem) cel mojego życia – korekta, potem zamieszkanie tutaj, w końcu obywatelstwo… Mam takie poczucie, że coś osiągnąłem, co było dla mnie ważne. A z drugiej strony mam teraz wrażenie, bardziej niż kiedykolwiek, że życie to gra… wymyśliłem sobie cel – zdobycie obywatelstwa i świat się do tego dostosował, z pozytywnym finałem przeszedłem tą grę. A ta zmiana imion to już w ogóle – drobiazg, ale taki do którego jest się jednak jakoś „nakierowanym”. Drobiazg, bo to w moim przypadku tylko kilka liter (w końcu nie miałem na imię „Zdzisław” czy „Władysław” które to imiona chcąc się dopasować musiałbym chyba zmienić całkiem ;) ), a jednak z powodu tych kilku liter multum urzędów, instytucji czy firm musi mnie obsłużyć… I tak się kręci ten świat, i na tym to polega…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.