„Dziewczyna z portretu” – David Ebershoff

Dziewczyna z portretu - David Ebershoff (okładka) Czy znacie to uczucie ulgi, kiedy kończycie czytać… nudną książkę? Czuję je teraz bardzo wyraźnie ;)
„…liryczna, subtelna, wręcz intymna historia…” – ok, czyli już wiem, że nie lubię lirycznych historii… bardzo.
Nie no, książka na początku bardzo mnie wciągnęła, ale niestety potem było już tylko gorzej. No ciężko mi się to czytało… to nie jest moja forma, no po prostu nie. I serio nie wiem co mógłbym jeszcze o tej książce napisać? Napisałbym coś jeszcze, ale autor na końcu napisał, że prawie w całości to jego fantazja, fikcja literacka – tym gorzej. Wolałbym przeczytać tą drugą książkę o Lili („Man Into Woman”).

Nie widzę też za bardzo sensu przytaczać cytatów, skoro to fikcja, ale jeden mi się spodobał:

„Wyobrażenie Lili o samej sobie mogło się bowiem radykalnie zmienić w jednej chwili: patrzyła w lustro i czasem oddychała z ulgą, czując w duszy spokój i wdzięczność, a czasem widziała dwupłciową istotę, (…). Greta i Hans powiedzieli jej, żeby tak nie myślała, ale kiedy była sama opadały ją wątpliwości.”
(s.339)

– brzmi znajomo ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

„Zostać Nicole. Metamorfoza amerykańskiej rodziny” – Amy Ellis Nutt

Zostać Nicole - Amy Ellis Nutt (okładka) Ostatnio przeczytałem kolejną transową książkę – jak w tytule. Ta książka była nieco inna, bo Nicole miała to szczęście posiadania rodziców (zwłaszcza mamy), którym zależało na szczęściu swoich dzieci. Już kiedy miała kilka lat, jej matka szukała przyczyn jej zachowania i znalazła. I robiła wszystko dla jej szczęścia. Takich rodziców można życzyć każdej osobie transseksualnej. Ojcu było trudniej się z tym pogodzić ale przynajmniej nie przeszkadzał (i w końcu też zaczął aktywnie wspierać).
Książka jest też o tyle inna, że opowiada historię Nicole jakby z perspektywy obserwatora, a nie jej samej, no i nie jest to historia kilkudziesięciu czy iluśtam lat życia w złej roli, bo ona od początku żyła praktycznie jak dziewczynka.

Ja jak zwykle cytaty + komentarz:

„Jedna z koleżanek Wayne’a była zdumiona tym, jak jej dziecko zareagowało na Wyatta, gdy obie rodziny wybrały się razem na weekendową wycieczkę do Bostonu. W drodze powrotnej spytała swoich synów, którzy byli mniej więcej w wieku bliźniąt, co sądzą o „synach Mainesów”.
– Masz na myśli dzieci Mainesów? Mają chłopca i dziewczynkę – odparł jeden z chłopców.
– Nie, mają dwóch chłopców.
Dzieci upierały się jednak, że Wyatt jest dziewczynką.
– Byliście razem w łazience. Czy Wyatt miał siusiaka? – spytał w końcu mąż kobiety.
Zapadła długa cisza. W końcu jeden z chłopców się odezwał:
– Wiem, że chłopcy mają siusiaki, a dziewczynki nie, ale Wyatt jest dziewczynką. Z siusiakiem.”
(s.61)

Czasami dzieci dużo łatwiej przyjmują pewne rzeczy :)

„Największy lęk?
– Pójść do szkoły ubrany jak chłopak.”
(s.99)

Znam to, oj znam… dlaczego to właściwie wzbudza aż taki lęk? (tzn. ubranie się niezgodnie do płci przeżywanej). Nie wiem dlaczego AŻ taki, nie umiem wyjaśnić i tego chyba nie zrozumie nikt kto tego nie czuł… ale gdybym miał spróbować, to trochę jakby Wam ktoś kazał iść do szkoły przebranym za teletubisia albo coś takiego :P

Kolejny fragment jest dość długi, ale ponieważ bardzo dobrze opisuje kształtowanie się płci biologicznej oraz psychicznej, zamieszczam w całości w formie zdjęć:


„Lekcja numer jeden:
– Orientacja seksualna określa to, z kim idzie się do łóżka – powiedział lekarzowi pacjent. – Tożsamość płciowa określa zaś to, kto idzie do łóżka.”
(s.124)

Fajnie ujęte :P

„Lektura niektórych negatywnych artykułów zdopingowała Wayne’a. Długo mu zajęło zrozumienie, że Nicole potrzebuje go, by wystąpił w obronie jej praw. Zbyt dużo czasu zmarnował na opłakiwanie straty syna, nie dostrzegając zalet posiadania córki. Pewnego razu zabrał dzieci na zakupy do Walmartu, żeby kupić prezent dla Kelly. Gdy Jonas wyskoczył z samochodu i chciał przejść przez ulicę, Wayne odruchowo wyciągnął rękę. Jonas, tak samo odruchowo, zabrał swoją dłoń, zawstydzony opiekuńczością ojca. Jednak Nicole wyskoczyła z samochodu i od razu wzięła tatę za rękę. Przez całą drogę do sklepu machali złączonymi dłońmi. Wayne uśmiechał się z myślą, że posiadanie córki ma wiele zalet, bo dziewczynki są bardziej niż chłopcy chętne do przytulania ojców i chodzenia z nimi za rękę.”
(s.169)

Słodkie :) ale… wiem! Dlatego właśnie też chciałbym mieć córkę! :D Ale poważnie, no chciałbym mieć córkę, świadomie raczej na taki powód nie wpadłem ale podświadomie myślę, że wiedziałem i że to jest faktycznie jeden z kluczowych powodów dla których wolałbym mieć córkę niż syna :P

I znów trochę o biologii:


„Transmężczyźni najczęściej twierdzą, że wolą studiować na żeńskiej uczelni, bo czują się tam bezpieczniej zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Niektóre żeńskie college’e przeformułowały swoje statuty tak, by zawierały zaimki neutralne płciowo, inne przestały określać się jako zgromadzenie sióstr.”
(s.189)

A tego to już przyznam nie rozumiem. Nie mógłbym się czuć męsko gdyby mnie przyjęli do żeńskiego college’u :/ Ani nawet bym nie poszedł (to jak bycie mężczyzną specjalnej troski), to już nie ma koedukacyjnych? A co do bezpieczeństwa… są przecież słabsi faceci i też muszą sobie radzić. Albo jesteś facetem – no niestety za byciem facetem idzie bycie częściej ofiarą napaści, morderstw, kradzieży itp. (jedynie ofiarami gwałtów częściej padają kobiety) – albo… To znowu jest jakby ktoś chciał zjeść ciastko i mieć ciastko ;)

„Przeprowadzili się, porzucili przyjaciół i pracę, wydali wszystkie oszczędności i żyli w ukryciu – wszystko to dlatego, że Nicole była dyskryminowana i nie pozwolono jej korzystać z toalety zgodnie z jej własnym życzeniem.”
(s.225)

Czujecie to? Przeprowadzili się na gorsze warunki, wydali setki tysięcy dolarów „tylko” dlatego że nie pozwolono Nicole korzystać z damskiej ubikacji, nie że kazano jej korzystać z męskiej, nie, miała korzystać z tej dla personelu ale dla niej i jej rodziny to było za mało. Myślę, że dla wielu ludzi w Polsce (nawet ts) to jest niepojęte… ale gdzieś w książce jest takie wytłumaczenie, że korzystanie z toalety wraz z koleżankami jest pewnym rodzajem integracji i trudno odmówić temu logiki. Aż mi sę tu nasuwa pewien cytat z innej niedawno przeczytanej książki: „Jeśli człowiek raz łyknie gówno, często staje się ono nieodłącznym składnikiem jego diety.” (S. King, „Bazar złych snów”). Więc w sumie warto dbać o swoją „dietę” od początku, bez ustępstw…
Ale to się nazywa rodzina, której zależy na dobru dziecka… Jest w książce też fragment o jeszcze wcześniejszych latach, kiedy matce wydawało się, że może jednak Nicole zainteresowali męscy bohaterowie kreskówki i kupiła figurki dla obu dzieci na siódme urodziny. Jonasowi bardzo się spodobały ale Wyatt był zawiedziony, więc matka zapytała go czy nie podobała mu się kreskówka. Odpowiedział, że owszem ale jemu się podobał nie bohater tylko ładny dom, w którym mieszkał. Więc:

„Nie mogła sobie wybaczyć, że zawiodła Wyatta w jego urodziny, ten najważniejszy z dni. Chrzanić to, powiedziała w duchu, nie kupię mu już więcej chłopięcej zabawki tylko dlatego, że Wayne uważa ją za odpowiednią, to po prostu okrutne. Nazajutrz poszła do sklepu i kupiła zestaw zabawkowy z syrenką Ariel, o którym Wyatt tak marzył, i wszystkie Kopciuszki, Wendy i Dorotki, jakie znalazła na półce.”
(s.65)

Jakżeż mnie rozwalają internetowe komentarze wszelkich znaffców wychowania kiedy piszą jak to rodzice powinni „wybić dzieciom genderowe bzdury z głowy” – a niby jak? Czego mają zabronić kilkuletniemu dziecku, które mówi, że nie chce żyć? Co mają zrobić kiedy dziecka nie cieszą zabawki „właściwe” dla jego płci? Kiedy płacze zmuszone do ubrania się w określony sposób? Patrzeć na cierpienie własnego dziecka i w żaden sposób mu nie ulżyć, to nie jest dobre wychowanie, to raczej sadyzm.
I kolejny fragment w temacie:

„Jedna z osób zamieściła następujący komentarz: ‚(…) Przykro mi, ale nigdy nie pozwoliłbym pięcioletniemu synowi nosić sukienek. (…)’.
Wayne i Kelly spotkali się już wcześniej z takim stanowiskiem. Zajęło im obojgu trochę czasu, zanim zdali sobie sprawę, że nie ma znaczenia, czy będą zachęcać Nicole do dziewczęcych zachowań, czy ją do nich zniechęcać. Prawda wyjdzie na jaw niezależnie od wszystkiego. Wayne przypomniał sobie coś, co jego żona powiedziała, gdy „życzliwa” przyjaciółka zasugerowała, że być może Nicole dlatego stała się transpłciowa, że dawali jej w dzieciństwie do zabawy lalki.
– Żartujesz, prawda? – odparowała Kelly. – Naprawdę uważasz, że wystarczy lalka, żeby mężczyzna stał się kobietą?”
(s.229)

„Na początku sierpnia 2013 roku Wayne przeczytał coś, co Nicole napisała na Facebooku:

‚Obejrzyj odcinek Family Guy, w którym Brian uprawiał seks z osobą transpłciową. Gdy się o tym dowiaduje, krzyczy i wymiotuje. Patrząc na to, myślę sobie: na zawsze sama.

(…)

Wayne’owi ścisnęło się serce. Wiedział, że nei zapewni córce całkowitej ochrony przed obelgami, złym traktowaniem, nieufnymi spojrzeniami, bolesnymi komentarzami czy afrontami. Chciał, żeby Nicole wiedziała, że to rozumie, więc napisał własny komentarz na jej tablicy na Facebooku:

Do mojej pięknej córki,

kocham Cię z całego serca. Moją misją życiową jest Cię chronić od krzywd i pomagać Ci dorastać. Martwię się o Ciebie codziennie, ale rzadko martwiłem się, że zostaniesz sama. Nigdy nie byłaś sama. Tak wielu ludzi Cię podziwia. Jesteś piękna, nieprzeciętnie inteligentna, dojrzała jak na swoje lata i zabawna. Wiem, że któregoś dnia pojawi się ktoś, kto mi Ciebie odbierze. Któregoś dnia, bo jeszcze nie jestem gotowy na to, że dorośniesz

Piękne :)

Na końcu jest słowniczek gdzie pod hasłem: „Operacyjna korekta płci” pisze, że „Obecnie preferuje się termin „operacja potwierdzenia płci”” – no spoko, podoba mi się :P (aczkolwiek „korekta” jest też ok, coś jak korekta krzywych zębów na przykład).

Kiedy szukałem jednego z cytatów (którego sobie nie zapisałem, a jednak w trakcie pisania notki zechciałem dołączyć), przeczytałem jeszcze coś z początku, z prologu:

„Godność, szacunek, prawo do równego traktowania – to elementarne potrzeby wszystkich ludzi. Du Bois zdawał sobie jednak sprawę, że ci, którzy spotykają się z ostracyzmem ze względu na kolor skóry (czy też – dodajmy ze względu na orientację seksualną i płeć), mają do przejścia dużo trudniejszą drogę. Jako obcy, jako odmieńcy dźwigają bowiem ciężar niewypowiedzianego pytania, cisnącego się na usta nawet najuprzejmiejszym przedstawicielom społeczeństwa, w którym żyją: Jakie to uczucie być dla innych kulą u nogi?”
(s.15)

Właśnie. Ch***we – tyle mogę powiedzieć.

Książka jest dobra, odrobinę nużące było czytać o tych przeprawach prawnych, ale poza tym poszerza spojrzenie, jest to coś innego niż wspomnienia osoby ts… Polecam, przeczytać warto, choć ja osobiście wolę wspomnienia ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

‚praca nad sobą’

10 kwietnia „rozwaliłem” mój folder na pulpicie o nazwie „praca nad sobą” ;) miałem tam materiały z psychoterapii, zadania domowe, opisy moich problemów (fobia społeczna), teksty motywacyjne… ale stwierdziłem, że to już nie jest mi potrzebne, znaczy ten folder, to już nie są moje problemy (w dużej mierze, bo nie bądźmy przesadni ;) ). Miałem tam np. swoje posty z forum o fobii społecznej (tylko te najważniejsze) jak zacząłem je czytać, to stwierdziłem, że już tak nie mam. Oczywiście nie wyrzuciłem tego wszystkiego (np. te posty chcę zachować, bo nawet jeśli już zapominam jak to było, to tym lepiej, to może się przydać aby czasem przypomnieć sobie – albo opowiedzieć komuś jak to jest). Stworzyłem wiec kolejny folder „psychologia”, gdzie trafią takie rzeczy do zachowania, a reszta do „rozwój duchowy” :) Ale to już nie na pulpicie.
Teraz będę miał folder „bieżące zadania”, a w nim pewnie jakieś afirmacje itp. też się trafią, ale to już nie będą ćwiczenia psychologiczne, czy jakieś rzeczy do przerobienia – bardzo jestem z tego zadowolony, z tego że nie czuję już potrzeby zajmowania się takimi rzeczami. Czuję się dość uwolniony :) A w „bieżących” będzie więcej rzeczy typu materiały do moich profili „randkowych”, jakieś ćwiczenia, medytacje… ale też materiały do napisania podania o pracę, ubezpieczenia do przejrzenia no i budżet domowy… bo znów prowadzę, muszę się zorientować w moich faktycznych wydatkach… ale to historia na zupełnie inny wpis ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

Transseksualne dzieci – film. Czyli okiem starego transa ;)

Polecam dobry film o transpłciowych dzieciach: „Dzieciństwo w nie swoim ciele”. Film jest dobry… do momentu kiedy wypowiada się 19 letni Isaac… no po prostu jakoś… nie. Skoro nie żałuje, to jak „Trudno mówić o byłej płci bez pewnego poczucia straty” – kę?! żee… co? „Marzę o przerwie, przynajmniej od przyjmowania testosteronu” – … I jak: „to ciało nie jest moje” – mam złą wiadomość – innego nie dostaniesz. Czy jestem teraz bardzo złośliwy? No bo po prostu chciałbym jakoś umieć oddać jakie uczucia wzbudza we mnie gdy ktoś takie rzeczy mówi, ale nie wiem jak… Chłopak ma ogromne szczęście, bo wcześnie zaczął itp, to wyskakuje z pomysłem że zmęczony jest lekami… Ciekawe że cukrzycy jakoś masowo nie użalają się nad swoimi lekami… a może i są także zmęczeni codziennymi zastrzykami – ja to rozumiem, to nawet nie chodzi o to, że nie można być zmęczonym tylko… to jest film pokazujący pewien problem, a ktoś wyskakuj w nim że zmęczony jest co brzmi jakby miał wątpliwości (i jeszcze jakiś laik gotowy jest pomyśleć, że to powszechne u ts). „Trudno mówić o byłej płci bez pewnego poczucia straty” – serio? A jakiejżto straty? Ludzie przestali się oglądać, wyśmiewać i obgadywać, a ci taktowniejsi nie muszą już reagować konsternacją i nie ma niezręcznych sytuacji. Do tego można spojrzeć w lustro, a nie czuć wstręt na każde takie spojrzenie. Rzeczywiście, to taka strata. Wiecie co mi to przypomina? Jak na grupie jeden chłopak, młody, przystojny, też wyskoczył z czymś takim… (no nie będę powtarzać dokładnie, bo nie wynosimy poza grupę)… *attention-whore-alert* – po prostu. Od razu i momentalnie wewnętrznie wszystko mi wtedy spłynęło na tej grupie i przestałem słuchać (myślę, że rzadko widać po mnie uczucia tak wyraźnie, ale wtedy na pewno było widać zniecierpliwienie i niesmak). Naprawdę wydaje mi się, że niektórzy ludzie się nudzą i nie mają już czego wymyślać… Na szczęście reszta nie daje się zwariować i odpowiedzi raczej były: „Yyy… nie, tak nie miałem/nie mam.”

I to jest kolejny punkt, w którym wydaje mi się, że się starzeję… jak czytam niektóre wątki na transowych forach… to myślę, że moje życie jednak było prostsze ;) nie że nie miałem wątpliwości, tylko one były jakieś… inne.
Z takich podobnych, pamiętam jak jakiś czas temu mnie rozwaliło, po prostu powaliło na łopatki takie zdanie: „Niektórzy przestają (brać testosteron) bo zaczynają łysieć i im to bardzo przeszkadza.”… I znów: nie jestem pewien czy potrafię znaleźć tutaj komentarz, który oddałby to co myślę. Dla mnie to by było jakby przestać brać leki konieczne do przeżycia (albo przynajmniej życia w zdrowiu), bo mi pryszcz wyskoczył… No bo naprawdę, włosy? No włosy? Wszystko wszystkim ale… są chyba jakieś priorytety w życiu… Ale spoko, czyimś priorytetem mogą być w sumie włosy. Ale mnie to przypomina uzależnienie od operacji plastycznych.
Wcześniej zacytowane zdanie poprzedzało: „To nie znaczy, że chcą detranzycji.” Odpowiedziałem:
„Nie, to znaczy że chcą zjeść ciastko i mieć ciastko. A gdyby urodzili się jako cis-faceci to co by zrobili gdyby zaczęli łysieć? Usnęliby sobie jądra, bo włosy na głowie są ważniejsze?
No już naprawdę, ale głupszego argumentu niż ten z łysieniem nie słyszałem. Łysienie jest częścią życia sporej części (żeby nie powiedzieć większości) mężczyzn, jeśli ktoś tego nie akceptuje to tak jakby nie akceptował tego, że faceci są na ciele bardziej owłosieni albo że mają niższy głos. No to ej, chcemy wyglądać męsko czy nie chcemy w końcu?”

– dziś myślę, że tutaj się po prostu pojawia dla ts opcja większej ingerencji w swój organizm niż mają osoby cis, albo raczej: niż przyjdzie do głowy osobom cis. I w sumie może dlatego tak mnie to zdanie rozwaliło – ja tam nie chcę mieć nic inaczej niż każdy inny facet. Nawet jakichś dziwnych możliwości. Całkowicie rozumiem walkę z wypadającymi włosami – też ją podejmowałem (i nawet czasem jeszcze nadal coś próbuję), tylko no… no to jest po prostu część życia wielu facetów, moja też akurat i dlatego nie jest mi z tym się jakoś szczególnie trudno pogodzić.

W tym sam poście napisałem jednak też:
„ja np. uważam, że człowiek powinien mieć prawo się zaćpać, zachlać, zabić, pociąć, amputować sobie co tam chce, jeżeli nikogo innego przy tym nie krzywdzi… Co nie zmienia faktu że działania takie są tym czym są… Uważam np. że wszelkie narkotyki powinny być legalne, a hormony dostępne bez recepty – a przy tym nadal uważam, że branie hormonów, potem odstawianie itp. jest zwyczajnie nierozsądne.”
– dokładnie tak uważam. Nie widzę powodu by człowieka z grubsza poczytalnego trzeba było bronić przed samym sobą. (A może taka jest jego lekcja na to wcielenie? Może musi umrzeć z przepicia przedawkowania narkotyków żeby coś zrozumieć?) Tak więc niech tam sobie ludzie oczywiście biorą hormony i odstawiają jeśli chcą – ja uważam to za nierozsądne, ale ludzie mają prawo robić nierozsądne rzeczy. To że w tej kwestii wyrażę swoje zdanie nie jest hejtem (jak ktoś tam zarzucał), jest raczej troską, chęcią wskazania komuś że to może jednak trochę nierozsądne co planuje zrobić… I z drugiej strony rozwalają mnie też opinie jak to nie powinno się dostawać za szybko hormonów itp… No jasne, przed hormonami powinno się odczekać pięćset lat diagnozy i osiągnąć 200% płci docelowej ;) A są przecież kraje gdzie hormony dostępne są bez recepty i jakoś ludzie nie umierają na zmianę płci, i nie robią ani tego ani detranzycji jakoś masowo… „Alles kann, nichts muss” – jak to się mówi po niemiecku. A przynajmniej tak powinno być.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | 1 komentarz

chyba się starzeję…

Ostatnio na trans-forum ktoś wkleił linka z pytaniem co sądzimy: „Bioetyczny Labirynt: transseksualizm.” – oto co odpisałem:
No to czytam. Pierwszy akapit bardzo dobry, co Wy chcecie? Drugi też dobry (jestem pod co raz większym wrażeniem). Trzeci też jest dobry – no sama „zmiana płci” nie czyni, poczucie płci czyni. Akapit też więc nie jest niezgodny z prawdą :P Czwarty… no tu już gorzej, bo czytamy: „Jakkolwiek są one formowane z żywych tkanek, pozbawione są struktury i cech właściwych prawdziwym organom” – ekhm… jeżeli dr Jacek Roik jest dostatecznie przystojny, to mu mogę zaprezentować cechy, których rzekomo nie ma :D (dobra, cofam to, nie mój przedział wiekowy, już wygooglałem XD ). Prokreacja – bez komentarza. To jest dopiero uprzedmiotawianie człowieka, co nie? :P Akapit piąty – i tak i nie. No tak, fakt że dużo nam niestety przeszłość przypomina, ale… co on ma z tymi protezami? I te okaleczenia… no jeżeli blizny to okaleczenia, to cóż, okaleczeni są w takim razie wszyscy ludzie, którzy np. przeszli przeszczep – straszne, takie okaleczenie… Akapit szósty – „zaburzone zostają relacje społeczne (przez proces zmiany płci)” – a to dobre, dobre dobre! :D Typowe mylenie przyczyny ze skutkiem… I akapit ostatni: „Chora jest bowiem psychika, która – z nieznanych nam powodów – odrzuca ciało jako nieprawidłowe płciowo.” – szczerze? ani mnie ziębi ani grzeje taka opinia, za stary już chyba jestem żeby się czymś takim przejmować. Jak dla mnie to autor tego artykułu może nawet uważać, że z transseksualizmu można się wyleczyć zakładając na głowę koronę cierniową i skacząc na jednej nodze do Częstochowy, serio, co to zmienia w moim życiu? :D
Aa, to nie pan z nagłówka jest autorem tego „artykułu” tylko ks. Piotr Kieniewicz – to tym bardziej ani mnie ziębi ani grzeje skoro to nawet nie doktor medycyny. Natomiast… To ten? – http://www.xpk.kienio.com/ ? to może… jakby bardzo chciał miałby szansę zobaczyć XD

I tak jak napisałem – naprawdę mnie takie newsy w ogóle nie ruszają, nawet już nie czuję jakiegoś pociągu do czytania ich, no ale że ktoś wkleił na forum… ktoś napisał, że takie artykuły wzbudzają złość… serio? We mnie nie, może już nie no ale nie wzbudzają, są mi obojętne zupełnie. Może się zestarzałem? Nie wiem, ale nie mają wpływu na moje życie… i chyba nigdy nie miały, tylko kiedyś wydawało mi się, że mają…

A jeśli ktoś chce chrześcijańskie tematy, to mam coś lepszego: „Przykrość szczególnej dezorientacji” (YT) jak na chrześcijańskie podejście, bardzo ładnie :)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 2 komentarze

Metoidioplastyka – animacja

Taka dość fajna animacja (tylko trochę słabo czytelna, musiałem zatrzymywać…):

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Epiteza („proteza” penisa)

Tą notkę miałem ochotę napisać od razu… ale nie napisałem i teraz pewnie pozapominam… No nic, opiszę co pamiętam.
Jakiś miesiąc temu mieliśmy nadzwyczajne spotkanie grupy wsparcia ;) nadzwyczajne, bo w sobotę wczesnym popołudniem, bo mianowicie przyjechała babka, która wykonuje epitezy. Fajnie, że znów nas odwiedziła, bo półtora roku temu jak przyjechała na grupę pierwszy raz, to mnie się nie udało być… A i tym razem lewo (bo pracowałem ale udało mi się zwolnić trochę wcześniej), a więc skoro byłem, opiszę co pamiętam.

W ogóle dlaczego „epiteza” a nie „proteza” penisa? Bo (jak to ona tłumaczyła) – protezą jest to co się znajduje w środku (np. proteza zębów – w ustach), a to co na zewnątrz to epiteza (ucha, oka, sutków, penisa…). Najpierw opowiedziała ogólnie, potem o epitezach penisa, a potem mogliśmy pomacać :D To było nawet śmieszne, bo przywiozła kilka modeli, leżały sobie na stole, a tu nagle do pokoju wchodzi jakaś babka w chuście (tego dnia w tym samym budynku i nawet na tym samym piętrze chyba, był jakiś test językowy i różni imigranci się tam kręcili), szybko się zorientowała że to nie tu chciała wejść ale jak zdążyła zerknąć na stół, to musiał być niezły widok :D stół, wokół niego skupieni ludzie, a na nim z dziesięć sztucznych penisów różnych wielkości itp. :D
No ale do rzeczy – epitetyczka (w ogóle to jej strona epitrans.de i ją samą też można zobaczyć na jednej podstronie, nawiasem mówiąc bardzo sympatyczna babka, tak jak koleżanka, bardzo otwarta i na luzie, z dużym zrozumieniem dla naszych problemów) mówiła, że istnieje możliwość wykonania albo epitezy służącej do oddawania moczu i wypełnienia spodni albo takiej do seksu (i wypełnienia spodni). Na pytanie dlaczego nie da się zrobić jednej i do sikania i seksu, i wypełnienia odpowiedział rzeczowo, że kiedyś próbowała takie robić i wie, że niektórzy takie robią (FreeToM) ale to nie zdaje egzaminu, bo jeśli ma być do sikania, to musi mieć odpowiednio dużą przestrzeń na mocz (żeby cały wyciekł, a nie zalegała choćby odrobina), co jednocześnie sprawi, że nie będzie dość sztywny do seksu… (nadal nie byłem przekonany – pomyślałem, że można by coś zrobić żeby dziura była dość duża, a do seksu po prostu jakieś usztywnienie wkładałoby się w nią… – no tak ale wtedy trzeba by epitezę i tak odkleić, więc już równie dobrze można jednak wymienić). A jakby kogoś ciekawiło jak to jest możliwe, że ten drugi nadaje się do seksu, a jednocześnie można nosić jak zwykłego pakera – materiał z którego jest wykonany jest na tyle miękki, że da się ułożyć, a jednocześnie na tyle twardy, że zdolny do penetracji (to jest też trochę inna, hmm… siłą nacisku ;) albo kierunek – wtedy się „sprasowuje” ten silikon i staje się wystarczająco twardy), no ogólnie mogliśmy pomacać i ponaciskać :P Są oczywiście różne rozmiary, tzn. ona współpracuje z pacjentem – można wybrać sobie wszystko: kolor, wygląd żył itp. wykończenia, jądra (mogą być równe, lub różnej wielkości itp.), długość napletka (kolejny moim zdaniem punkt powodujący, że paker „wszystko w jednym” to tak niezbyt – no bo sorry, ale kto w naszym obszarze geograficznym jest obrzezany? no właśnie… więc takiego wyciągać do sikania, to tak trochę bardzo niewiarygodnie), a także miękkość (ci panowie, którzy są homoseksualni mogą wybrać trochę twardsze – tą odpowiednią do seksu analnego twardość też podobno wypracowała przy współpracy z takimi k/m, którzy wolą chłopców :P /tu mi się od razu nasunęło → to znaczy że trochę ich było i jeszcze byli aktywni, no nieźle…/).
Epitezę przykleja się do ciała specjalnym klejem nietoksycznym i takim, który można stosować stale – nie podrażnia ani nic (nie może podrażniać, epitezy stosuje się często na twarzy i też używa się tego kleju, więc musi być zupełnie nieszkodliwy), ale – i tu niezła ciekawostka – są już w produkcji także takie na magnes… że po prostu wszczepia się w ciało magnesy, drugie są w epitezie i wtedy wystarczy tylko przyłożyć… to dopiero bajer :P (i wtedy to dopiero szybko można wymieniać między epitezą do oddawania moczu, a tą do seksu…).
Co ja w ogóle robiłem na tym spotkaniu, skoro jestem po III? Ano można oczywiście zrobić sobie taką po metoidioplastyce (nawiasem mówiąc po falloplastyce jeśli ktoś nie zdecydował się na protezę, to też można wykonać taką usztywniającą nakładkę do seksu) bo i tak (zawsze) wszystko jest robione na miarę (i to kolejna przewaga nad FreeToMem). No nie powiem, bajery, nawet się napaliłem… ale potem mi przeszło, bo tak jakoś nie wiem… w sumie nie po to robiłem operację żeby mimo to jeszcze coś sztucznego w spodniach nosić :P (mimo, że oddawanie moczu byłoby z pewnością łatwiejsze), nie wiem, ale może taka do seksu by się mogła kiedyś przydać ;) (a póki co planuję trochę popracować nad moim starym pakerem – jeszcze go mam, a to taka rzecz, której i tak nie odsprzedam, to myślałem żeby przerobić go na takiego do oddawania moczu – mam pewne pomysły, mogę się pobawić skoro i tak od lat nie używam, może zacznę na jakieś wyjazdy jak mi się uda coś fajnego zrobić, a jak nie to najwyżej wyrzucę).
Co do kosztu… to mnie interesowało, bo zastanawiałem się czy to nie mogłaby być tańsza alternatywa np. dla Polaków, którzy nie decydują się (bo np. nie mają tyle kasy) na operację… ale chyba nie :P Jedna taka epiteza kosztuje 3-4 tyś €… (to ja już bym wolał za tyle zrobić meto na Białorusi), a tutaj może być refundowana – jedna, ale babka mówiła że ostatnio co raz więcej pisze podań do kas chorych od razu o dwie i też się udaje taką refundację dostać. Trochę niejasności było co do tego, że chodzi taka plotka, że jak ktoś wystąpi o refundację epitezy, to nie dostanie (już wcale nigdy) refundacji na III operację, ale ona wyjaśniła, że nic podobnego – że generalnie na taką epitezę przysługuje refundacja co dwa lata! (bo może się zużyć i po prostu trzeba nową), więc albo na nową epitezę albo na operację można w dalszym ciągu dostać refundację (teraz mój polski umysł wyliczył sobie ile może kosztować kasę chorych taki jeden trans pacjent :P ale tu jakoś nikt w takich kategoriach nie myśli tylko wszyscy przyjmują zupełnie naturalnie, że im się należy – i słusznie!) Tu znowu było trochę zabawnie jak opowiadała jak wygląda ta korespondencja z kasą chorych… jak odpisują z kas chorych czasem: „Życzył pan sobie…” (to prawda, „Wunsch” to takie standardowe sformułowanie w odpowiedziach kasy chorych), a ona na to: „Życzył sobie? Też coś! ‚Życzę sobie mieć genitalia?’ – to nie jest życzenie, tylko konieczność!” :D Takie zabawne to było ale taka prawda.
Co tam jeszcze mogę powiedzieć? Dla tych bez operacji odlew na miarę sprawia, że ma się większą przyjemność w czasie seksu (nawiasem mówiąc ciekawe jak się to osiąga u tych po meto – ja nie wiem, ten odlew to by musiał być zrobiony chyba w stanie erekcji, bo jednak noo… jednak to jest różnica :P ale nic, zapytam jak się kiedyś zdecyduję na prywatne konsultacje ;) ). Ach, i jeszcze – zaprojektowała też bieliznę w której można nosić pakera wygodnie (w kieszonce z przodu, ma podwójny materiał) i… poprosiła mnie o prezentację :D (nie wiem czemu w sumie chciała żebym właśnie ja, bo jestem po meto przymierzył), potem chłopaki mówili że im się szkoda mnie zrobiło (no wiecie, wyjście na środek itp. :D ) ale jak dla mnie to właśnie fajnie, że ja mogłem sobie przymierzyć, bo tam gacie jak gacie, ale takiego pakera i jakby to było :P (oczywiście nie w samej bieliźnie tam na środku stałem, tylko normalnie w spodniach :D o prezentację chodziło wyciągania pakera z tej bielizny tak jakby do oddawania moczu).

Wkrótce może przyjdzie na grupę logopeda, też bardzo chciałbym na tym spotkaniu być…

P.S. – A w sumie mogę przecież dodać skany ulotki (pomijając fakt, że nie umiem skanować moim nowym skanerem, sorry za jakość…)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | 7 komentarzy

ad. poprzednia notka / blog uporządkowany / inne porządki

Nawiązując jeszcze do poprzedniej notki… bo chyba faktycznie o tym na blogu nie pisałem… ale na samym początku jak sobie te profile założyłem, to odwiedził mój profil pewien facet, nie napisał do mnie, ale ja do niego pierwszy napisałem kiedy złożyłem mu rewizytę i zobaczyłem, że ma w opisie, że lubi małe penisy i facetów k/m. Tak mnie jakoś tknęło żeby go zapytać co mu się w nich podoba. Odpisał mi grzecznie i uprzejmie, że nasze owłosienie, libido, penisy i blizny i jego poprzedni facet też był k/m po metoidioplastyce. Zwłaszcza z tymi bliznami, trochę dziwnie zabrzmiało, trochę fetyszystycznie :P ale ogólnie… ogólnie zetknąłem się z nim potem jeszcze raz w internecie, na tym porno-portalu z tym, że on nie wiedział że to też ja (bo różne nicki mam, a on tego samego) i też zrobił na mnie jednak dobre wrażenie. Cóż, może ma po prostu takie specyficzne preferencje…
A druga sprawa – nadal piszą :D chyba muszę te profile pokasować, bo dziś dostałem wiadomość na jednym portalu, na którym nawet nie pamiętam żebym jakieś zdjęcia wrzucał, a najwyraźniej wrzuciłem, bo jakiś komentarz do zdjęcia dostałem XD (plus wiadomość ale nie przytoczę, bo nawet nie umiem tego sensownie na polski przetłumaczyć XD ).

***

Noo udało mi się przenieść wszystkie stare wpisy tutaj i teraz mam porządek itp. :) może pedantycznie nie jest i formatowanie niektórych notek pozostawia trochę do życzenia, ale treść jest najważniejsza, a resztę może kiedyś dopracuję.

Zanim przejdę do tematu sprzątania innego rodzaju, przyjrzę się jeszcze szybko postanowieniom noworocznym i napiszę jak idzie:
Praca – nie jest źle. Nowa, niestety nie bezpośrednio, ale za to rodzaj pracy chyba nie mógłby być lepszy.
Facet – bez komentarza :D (ale btw. i jeszcze raz nawiązując do poprzedniej notki – zdecydowałem, że nadszedł już czas przeredagować profile /przynajmniej te na PlanetRomeo czy Fellow, bo nie mówię o porno portalach ;) / na bardziej poważne, nastawione na szukanie czegoś poważniejszego, a do tego czas na usunięcie informacji o byciu ts – ciekaw jestem co teraz się stanie… taka informacja była potrzebna jak się szukało czegoś na jedną noc, a na poważnie… to chyba inne rzeczy się bardziej liczą – a przynajmniej zobaczymy czy się liczą ;) ).
Z instagramem nie wyjdzie, chociaż już nawet myślę, że jedno zdjęcie tygodniowo też byłoby ok. Ale instagram na moim telefonie się rozkracza, w związku z tym to żadna przyjemność dodawać zdjęcia, raczej nerwy. Pewnie bo Windows Phone…
Co do ćwiczeń to… rok się jeszcze nie skończył! :D A co do zdrowego odżywiania – jest odwrotnie, doszedłem do wniosku, że muszę się trochę niezdrowo poodżywiać, to może zrobi mi się lepiej ;P
A medytowanie… czasem wychodzi :D Na pewno częściej niż w zeszłym roku.
Także nie wiem jak to brzmi z zewnątrz ale ja jestem… zadowolony nawet.

Prawie rok temu przeczytałem „Magię sprzątania” Marie Kondo. Rok trwało zanim się z wszystkim rozprawiłem i wszystko (prawie) co chciałem posprzedawałem lub porozdawałem :P Pamiętam jak napisałem że gdyby mi się udało wszystko sprzedać, to mógłbym sobie kupić zagraniczną wycieczkę – sprawdźmy :D (bo liczyłem)
Na książkach, w większości Kinga ale też innych, zarobiłem prawie 1000zł (i to mimo, że niektóre poszły za dosłownie 4-6zł, no ale były też takie, których cena absolutnie mnie powaliła – „Sztorm stulecia”, którego początkowo nie chciałem sprzedawać ze względu na dedykację, ale jak zobaczyłem jaką cenę osiągnął na innej aukcji, to zmieniłem zdanie, sprzedałem za 160zł, a „Mein Kampf” Hitlera za prawie 100zł), bo dodam że ogólnie miałem konkurencyjne ceny – najczęściej jak sprzedaję coś, to patrzę po ile chodzi na Allegro i daję cenę (liczoną wraz z przesyłką) o 1-2zł niższą niż najtańsza jaka jest dostępna (liczona wraz z przesyłką). Ale że ja pakuję tanio (znaczy nie liczę za opakowanie, bo używam używanych) i wysyłam też listami zwykłymi jak ktoś chce, to mogę być konkurencyjny ;-) (chociaż to też nie tak – patrzę też żeby cena samej książki nie była wyższa niż cena samej książki na jakichś aukcjach już wystawionych, bo jednak ten najbardziej wytłuszczony parametr też musi przyciągać uwagę).
Karty telefoniczne sprzedałem za 180zł, to się wydaje sporo, ale kiedyś kosztowały mnie dużo więcej, więc zysk to niby żaden ;) ale życia tak też nie można przeliczać… kiedyś moja kolekcja dawała mi duuużo radości, więc była warta tych pieniędzy. A teraz mam 180zł, to też fajnie. Ostała się jeszcze jakaś biżuteria, głównie moja chociaż od dawna była u mamy (a teraz i ona stwierdziła, że po co jej tyle…), za to wyszło 75zł. Oczywiście były też inne rzeczy typu torba do aparatu, nagrywarka, pamięć RAM wyjęta z poprzedniego laptopa, stary tablet… Podliczając wszystko, wyszło mi że zarobiłem ok 1635zł… ale odliczmy prowizję, nie wszystko wprawdzie poszło na Allegro ale powiedzmy że 1560zł na czysto wyszło. Reasumując: za same książki to może nie, ale za wszystko – tak, mógłbym sobie za to kupić zagraniczną wycieczkę spokojnie ;-) (ale mam inne wydatki niestety…)

Dla WOŚP zarobiłem w tym roku na aukcjach ponad 1480zł i to też jest mój rekord (ale nie, to tak nie działa, że gdybym sprzedał te rzeczy nie na WOŚP, to miałbym tą kasę, bo nie, ludzie nie byliby tak hojni gdyby to nie było na WOŚP ;) ).
A ile rzeczy oddałem za darmo, to nawet nie liczę :D

Upraszczanie i eliminowanie nadal daje mi sporo radości, choć już chyba osiągam stan równowagi, ten w którym nie mam już nadmiaru. Fajnie. To bardzo wyzwalające uczucie, poczuć że nie ma żadnych rzeczy, którymi jeszcze trzeba by było się przejmować. Już w tej chwili lepiej zarządzam swoim czasem, udało mi się też od początku roku pozamykać wszystkie karty otwarte w przeglądarce – tzn. jeszcze czasem mam dwie czy trzy otwarte kiedy ją gaszę, ale 2-3 to nie 20-30 czy choćby 15 ;) To wszystko uwalnia. Fajnie jak się siada do kompa (albo w ogóle no siada na kanapie po pracy) i czuje się tą wolność i można zająć się czym tam ma się akurat ochotę. Ale dziś jeszcze obiecałem sobie na wszystkie zaległe wiadomości poodpisywać…

Na koniec jeszcze taki fajny tekst: Sztuka bycia chujową :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Życie seksualne Homo Sapiens ;)

Poprzedni miesiąc jest pierwszym w historii mojego bloga miesiącem, w którym nie napisałem ani jednej notki! (wy nie będziecie widzieć notek w jeszcze którymś tam miesiącu, ale tam jest jedna ukryta, więc się nie liczy ;) ). Dlatego też teraz czas na jakąś ważną…

Przez ostatnie pół roku obserwowałem… Obserwowałem kręgi erotyczno-pornograficzne, portale z tym związane i w ogóle wszystko co się tylko dało. Obserwowałem ale z pozycji uczestnika. Planowałem taką notkę od samego początku, a myślę, że pół roku to taki okres czasu, gdzie pewne wnioski można wyciągnąć, poza tym ostatnio mi libido tak spadło, że już mi się nie chce :P poważnie – ani mnie już nie ryrają te tematy ani nie chce mi się już obserwować. A może po prostu osiągnąłem to co chciałem i się nasyciłem? Może. A może to tylko zima ;)

Ostatnio jak przenosiłem archiwum bloga w obecne miejsce, to jak to zwykle w takich okazjach czytałem trochę notek… i gdzieś tam np. pisałem że sobie w ogóle nie wyobrażam pewnych rzeczy i nie wiedziałem jak to przeskoczyć i porównałem to z moim stanem sprzed korekty – gdzie też mi było źle i byłem pełny obaw i nie wiedziałem jak to zmienić. I tak porównując zastanawiałem się czy kiedyś do tej kwestii związków/seksu będę miał taki sam stosunek jak pisząc to miałem już do korekty – że to wcale nie było takie trudne, jak się obawiałem. I dziś chyba mogę to właśnie powiedzieć – jednak znalezienie zainteresowanych facetów też wcale nie było takie trudne jak się spodziewałem :D
To pół roku bardzo mnie zmieniło. I ogólnie jest to bardzo ważna kwestia w moim życiu. Niczego z tego pół roku również nie żałuję. Co zrobiłem? Wiele rzeczy, wiele dla niektórych gorszących rzeczy :D a ja jestem szczęśliwy, że to osiągnąłem. Wręcz dumny. Że mi się w końcu udało! Hej, jestem z siebie dumny! – a to rzadko się zdarza :D niektórzy powiedzą, że mam pokiepane wartości :D Ale nigdy nie byłem tak pewny siebie, jak teraz.
Założyłem profile na gejowskich portalach, dzięki nim poznałem dobrego przyjaciela i dwóch kochanków ;) (a właściwie to ostatnio odezwał się kolejny facet) i to praktycznie bez mojego wysiłku – to oni się zainteresowali. I wszyscy, mimo że na profilu wprost napisałem, że jestem ts i po jakiej operacji. Mam więc już teraz potwierdzenie – że mimo wszystko mogę być dla kogoś atrakcyjnym partnerem seksualnym. Że w łóżku nie liczą się małe niedoskonałości (duże w sumie też nie, ale o tym już tam pisałem), że waga jest bez znaczenia, czasem nawet wygląd… Ale też, że ludzie którzy spotykają się tylko dla seksu mogą być mimo tego bardzo mili i sympatyczni, i ogólnie wszystko może odbywać się w sferze przyjaźni i pełnej szacunku.

Założyłem tumblra pornograficznego – osiągnąłem ponad 200 followersów po zaledwie kilkunastu notkach – ale to tam nie aż taki wyczyn, bo tam siedzi sporo innych ts k/m i masturbują się (mentalnie mam na myśli :P ) sobie podobnymi (chociaż niekoniecznie, napisało do mnie też kilku cisów). Założyłem profil na porno stronie – i po zaledwie kilku zdjęciach i ze dwóch filmach osiągnąłem kilkudziesięciu friendsów/followersów. I cały czas dochodzą, na jednym i drugim portalu. Parę razy nawet transmitowałem nagranie na webcam.
Spotkałem się z najróżniejszymi preferencjami i fetyszami: dwóch z tych ponad 200 followersów na tumblr było fanami scatu (zawsze zerkam jakie treści zamieszczają ludzie, którzy mnie dodali do obserwowanych), kolejny jest facetem z biustem – dosłownie, jest facetem z ginekomastią i lubi to (i zamieszcza zdjęcia podobnych itp.), nie pamiętam już czy ten sam czy jakiś inny ma dziwny fetysz na męską laktację – zdjęcia, a bardziej rysunki, facetów z tryskającym mlekiem z piersi ;) Znałem już wiele fetyszy, ale tego akurat wcześniej nie (bo fantazje kastracyjne, to i owszem – jeden tumblr był chyba o facetach bez jąder, ze zdjęciami itp.). Tak, tumblr to przegląd dziwności, ale dzięki temu można wyrobić sobie obraz jak wielu jest takich „dziwnych” (np. tych facetów bez jąder pozujących do porno fotek, to trochę było… tych z biustem z resztą też). Ale nie tylko tumblr. Na tym porno portalu napisała do mnie raz kobieta, którą bardzo podniecają k/m, nie powiem – nawet tak fajnie napisała, że jakby tylko mieszkała gdzieś bliżej, a nie w USA… :P (to jest kolejna z resztą rzecz – ja się też zrobiłem otwarty…). Inna z kolei miała na profilu napisane (tak, tu też patrzę kto mnie followuje), że ją podnieca myśl o byciu k/m – nie jest ale podnieca ją taka fantazja. To tyle z nieco dziwnych fantazji kobiet, ale ogólnie to wiadomo – jednak faceci wiodą prym (także w obserwowaniu mnie – to akurat cieszy :P ). Z ciekawych przypadków – na PlanetRomeo jest jeden tv co się stylizuje na muzułmankę – zdjęcia w chuście itp., a najbardziej mnie rozwalił jego opis: „z pewnych powodów przeszłam na islam” – se myślę: wiem nawet z jakich – fetyszystycznych :D (ale fetysz transwestytyczny tego typu mnie akurat nie dziwi – kobieta w islamie=maksymalna uległość, to może podniecać).
To chyba tyle z największych ciekawostek ze świata (choć pewnie o tym i owym zapomniałem, bo mam wrażenie, że było tego więcej), ale i w Polsce jest lepiej niż się spodziewałem. Założyłem profil na datezone i już pierwszego wieczoru miałem dwóch chętnych na seks i to nie z Warszawy czy Wrocławia, a z mojego miasta wojewódzkiego w PL (skąd w ogóle rzadko gdziekolwiek kogokolwiek widzę :P ). A ostatnio znalazłem nawet faceta z miasta powiatowego… (znaczy to on mnie znalazł, ja do nikogo nie musiałem pisać pierwszy). Dodam że tam na profilu zamieściłem wyłącznie zdjęcia genitaliów – btw. hitem to była wiadomość zaczynająca się od słów: „ciekawy penis” XD z pięć minut się śmiałem, tak mnie to rozbawiło, takiego określenia jeszcze nie słyszałem :D Ogólnie polecam datezone, spodobało mi się, bo jest tak wieeelu facetów otwartych – takich co to na co dzień są pewnie hetero, ale na profilu chętnie szukają też facetów (baa, znalazłem takich nawet z mojego miasteczka). Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, że jest na świecie (nawet w Polsce) aż tylu takich mężczyzn. W sensie takich zwyczajnych, otwartych na seksualność po prostu, różną. A może nie tyle nie zdawałem sobie sprawy (zdaję sobie, sam twierdziłem, że większość ludzi jest bi :P ale nie sądziłem że polscy mężczyźni będą aż tak odważni by się do tego przyznawać :) tam większość chyba facetów szuka po prostu seksu – wszystko jedno z kim :P ).

Ogólnie mówi się, że na seksie nie buduje się poczucia własnej wartości, bo… właściwie nie wiem dlaczego, bo to kruchy fundament? Cóż, nie zgadzam się z tym – to zależy od osoby. Ja jestem taką osobą, której wystarczy, że raz przekona się, że coś jest możliwe. A teraz już się przekonałem. Teraz wiem, że jeśli chcę, mogę znaleźć sobie chętnego na seks faceta mimo moich wad. I to mi wystarczy. Bo już mi chyba przeszło :D wreszcie, po latach, mam tak niskie libido jak chyba jeszcze nigdy od czasu rozpoczęcia HRT – to bardzo praktyczne podsumował niedawno mój znajomy z grupy wsparcia TS :D i ma rację, mogę się zająć innymi rzeczami. A nawet jak mam ochotę, to filmik, pięć minut i spokój ;) Seks jest naprawdę… przereklamowany :D Ale nie zawsze tak myślałem, na początku miałem ochotę i chciałem częściej. Może z czasem jednak się nasyciłem? Może przestało mi wystarczać spotykanie się z kimś, kto mi się w ogóle nie podoba? pewnie faktycznie z M. to by było inaczej :P W każdym razie nie żałuję niczego i cieszę się, że wszystko potoczyło się, tak jak się potoczyło :) S. to chyba powiem oficjalnie – że przerwa, bo mi się po prostu nie chce (póki co powstrzymuje mnie to, że czasem mi się jednak chce :D ).
W ogóle mi się wielu rzeczy ostatnio nie chce i w końcu wychodzi na to, że spędzam swój czas dokładnie tak samo jak przedtem, jak przed terapią psychologiczną. Wygląda jakby nic się nie zmieniło, ale ja się zmieniłem. Teraz już wiem, sprawdziłem to wiem, że ja po prostu tak lubię spędzać swój czas – nawet jeśli to oznacza parę godzin durnych filmików na YT. Zniknęła jakaś taka presja, że chcę, a nie mogę. Bo mogę ale nie chcę :D Jestem dużo bardziej świadomy. I pewny siebie. Tak, bo dziś nie poczułbym się głupio gdyby mnie ktoś zagadał o związki czy seks. Nie czuję się gorszy od innych, bo też już mam swoje doświadczenia :) A jeśli spędzam swój czas w domu, przed komputerem, to nie mam wyrzutów sumienia. Nie mam, bo wcześniej pytam się jakie są moje potrzeby, i kurcze najczęściej są właśnie takie :D
Nie mówię, że już nigdy, mam jeszcze kilka fantazji, które zamierzam spełnić ;) ale to… kiedyś, może :D

„A jak ja mam to przeskoczyć, nie wiem.” – teraz już wiem – po prostu skoczyć, jakkolwiek banalnie to brzmi :) I wynik jest rzeczywiście pozytywny, dokładnie tak jak o tym pisałem :)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | 4 komentarze

Podsumowanie 2016

Podsumowanie piszę tradycyjnie ale Wujek Lucyfer ma rację, że warto.
Niestety o tym roku nie mogę powiedzieć, że był lepszy niż poprzedni… był gorszy. Tak, znowu ocenę mą definiuje praca. To znaczy moja „główna” praca w tym roku była ok, ale to nie to co 2014 i 2015… Z resztą „była ok”, a teraz już za długo tam pracuję i zaczyna się pieprzenie z odmeldowywaniem, powrotami, odmeldowywaniem… Powiem szczerze i dobitnie: wkurwia mnie to niemożebnie i trzeba pomyśleć jak to zmienić. Trzeba wreszcie przestać radośnie sobie prokrastynować i wziąć się za siebie. Ale na jutro mam zamówioną wizytę u fryzjera, a potem robię sobie zdjęcia portretowe – specjalnie do CV. Jeszcze tylko muszę napisać podanie do poprzedniej firmy… I w ogóle zacząć przeglądać ogłoszenia, a nóż znajdzie się coś jeszcze ciekawego.
Jedno mi się w tym roku udało – osiągnąć życie seksualne ;) (gdybym tylko przy tym miał fajną pracę, to byłby najlepszy rok, a tak to jedynak nie przebija). To ważne, bo teraz już nie czuję, że jest jakaś dziedzina życia dla mnie niedostępna. Żyłem tym jakiś czas a teraz już mnie tak nie ciągnie… ale o tym będzie inna notka.
Co jeszcze? Jedna skromna wycieczka… z braku czasu itp. Chociaż na nadmiar środków też nie narzekam :/
Książkowo natomiast dużo lepiej – ostatnio nie szaleję i wyznaczam sobie cel przeczytania tylko jednej książki na miesiąc, czyli 12 książek w roku. Wprawdzie mój Reading Challenge na goodreads pokazuje cel 16 książek, ale to tylko dlatego, że jak mówię „czytać” to chodzi mi o czytanie, a nie słuchanie audiobooków itp., nie chcę więc do celu wliczać (nie chcę żeby mi zawyżały statystyki) audiobooków, jakichś dziwnych ebooków, krótkich drobiazgów i książek, które w dużej mierze polegają na przeglądania zamiast czytaniu od deski do deski, więc stąd 4 więcej podane jako cel. Więc 12 książek byłoby ok, a wszystko co ponad, to już tylko na plus. Przeczytałem 34, nieźle, naprawdę nieźle :) (też bez szału – książka tygodniowo, czego nie osiągnąłem, to by było coś, ale jak mówiłem – daję sobie na luz, więc jak na luz, to poszło mi świetnie).
No i co jeszcze mam napisać? Szczerze, to nie mam ochoty więcej pisać o tym roku, liczba „2016” nawet nie bardzo mi się podoba :P ale za to „2017” podoba mi się bardziej, więc mam też nadzieję, że i będzie lepiej…
I o tym właśnie chcę napisać – o planach i postanowieniach. Postanowień nigdy nie robiłem… a teraz mam kilka! I chcę je zrobić.
Ale jeszcze zanim o nich napiszę, jedno jeszcze muszę napisać: kończę psychoterapię! :) Tak mniej-więcej z końcem roku, bo nie urywam jej z dnia na dzień, tylko teraz będziemy się spotykać raz w miesiącu, potem może co kilka… co bardzo mi pasuje, tak uważam jest idealnie, nie jakoś drastycznie przerwać tylko tak stopniowo… W każdym razie najgorsze już za mną i oczywiście, że mi ta psychoterapia ogromnie dużo dała. No hej, bez tego raczej by nie było największego osiągnięcia tego roku :D I chociaż sam też dużo nad sobą pracowałem, to psychoterapia przypomina pracę z trenerem :) No i teraz mam więcej narzędzi… Szczerze mówiąc, od kilku miesięcy nie mam żadnych negatywnych myśli na swój temat. No nie powiem, to duża ulga. I mimo, że być może nie osiągnąłem wszystkich celów jakie na początku zakładałem… to po prostu gdzieś w trakcie zdałem sobie sprawę, że nie potrzebuję ich (już teraz) osiągać.

Plany i cele? Tak, mam. Ten chyba najważniejszy: znaleźć stałą, bezpośrednią pracę – najlepiej wrócić do mojej ulubionej, albo chociaż znaleźć coś, co by mi się co najmniej tak samo podobało i chociaż prawie tak samo dobrze było płatne i o podobnych warunkach.
Mieć faceta do ślubu kuzyna :D (mam jeszcze parę miesięcy do tego czasu…)
Codziennie wrzucać jedno zdjęcie na Instagram! Tak ambitnie, ale chciałbym się podjąć takiego wyzwania, może to by jakoś obudziło moją artystyczno-kreatywność ;) (no dobra, może co drugi dzień…)
Może zdobyć obywatelstwo jak się uda… (nie wiem co to za szczególne warunki, które pozwalają na to o dwa lata szybciej niż standardowo).
I ćwiczyć regularniej… może. Ale z pewnością zdrowiej się odżywiać. I tym razem to już nie mówię tylko tak sobie aby sobie pogadać. Bo tak w ogóle, to podejrzewam u siebie nietolerancję laktozy albo jakąś inną nietolerancję i nawet noszę się z zamiarem wybrania się do lekarza z tym, bo jednak tak strzelać w ciemno to może trochę słabo…
I chciałbym jeszcze regularnie medytować.

Co jeszcze… to już rok jak nie widziałem M… Skłamałbym mówiąc, że mnie to nie boli. Nie, nie zapomniałem o nim, u mnie to tak szybko nie działa. Nie zapominam właściwie nigdy, tylko czasem pojawia się ktoś, kto podoba mi się bardziej. W tym przypadku będzie o to ciężko, z różnych przyczyn… (choćby z takiej, że to pierwszy realny facet, który mi się spodobał…). Przykra jest myśl, że on ma jakieś życie, do którego ja nie mam dostępu. Ale najgorsze jest to, że nie wiem jakie jest to życie. Gdybym wiedział, że jest szczęśliwy, choćby z kimś innym, to choć początkowo zabolałoby bardziej, to potem byłbym spokojniejszy. A tak nie wiem czy przypadkiem nie marzy też o czymś i czy nie mógłbym jakoś się przyczynić do spełnienia tych marzeń…

Szczęśliwego nowego roku, oby był lepszy niż mijający…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 2 komentarze

takie tam sprzątanie pliku z notatkami przed podsumowaniem roku ;)

Rok do końca się zbliża, a ja mam znów ambitny plan wyczyścić mój pliczek z notatkami – ale żeby nie było, jeszcze nigdy nie wykonałem tego planu, więc nie to że to nowe rzeczy ;) niektóre dłużej leżakują (nawet całe lata), ale tym razem naprawdę go wyczyszczę.

***

Na początek luźno, takie nasze żarciki z TS-forum:

– a czy buk jest cisem?

– ROTFL ! :)
Teogo to akurat nikt nie wie, ale podobno kiedyś powiedział, że:
– „Cisi posiądą Ziemię” :p (Mt 5, 5)

A: A ja zrobiłam sobie zdjęcie o 3 rano, na którym wyglądam trochę jak dziewczyna
2: Tylko „trochę” ?
l: o 3 rano to każda ciska wygląda tylko trochę na dziewczynę :D
2: hehehehe święta prawda :P Ale pociesz się tym, że faceci wyglądają zawsze i wszędzie
E: Czasami jak orkowie, a innym razem jak gobliny.

:D :D :D

***

Teraz nieco poważniej, ale też w tematach LGBT. Kiedyś na jakimś portalu natrafiłem na ciekawą dyskusję. Najpierw padło pytanie:

Czy ktoś może mi wyjaśnić dlaczego osoby LGTB komuś przeszkadzają? czy ktoś, kto nienawidzi takich ludzi mógłby mi to wyjaśnić? nie bluzgać, tylko rzeczowo wyjaśnić w czym istnienie takich ludzi mu konkretnie przeszkadza?

i o dziwo nie pojawiła się fala hejtów (mimo że to było chyba forum na Onecie czy innej Interii), tylko dwie całkiem mądre (co się rzadko zdarza) odpowiedzi:

1. Powodów jest pewnie wiele, ale myślę, że to jeden ze sposobów, żeby dowartościować swoje zakompleksione ego. Że się chociaż w tej dziedzinie „lepszym i normalnym”.
Bo w innych to kicha.
I to się potwierdza: ludziom na poziomie, którzy do czegoś doszli, są pewni siebie, szczęśliwi – LGBT (na ogół) nie przeszkadzają. Homofobia to przejaw infantylności, kompleksów, niskiej pozycji społecznej (=> kibole) jak też i materialnej (która jest konsekwencją poprzednich ułomności).

2. Gdzieś znalazłam opinię, że faceci hetero boją się gejów, bo myślą że tamci potraktują ich tak, jak oni kobiety. Druga rzecz to „najciemniej pod latarnią” – paru znanych homofobów znaleziono w łóżku z mężczyznami.
Homofobia jest sposobem na odwrócenie uwagi od siebie, a czasem walki z „grzeszną skłonnością”
Najbardziej ubawiła mnie historia wysoko postawionego faceta z Ku Klux Klanu, którego znaleziono w łóżku z Afroamerykaninem – tłumaczył się, że przyszedł go pobić no i tak jakoś wyszło.

:D

***

Jeszcze o czymś chciałem napisać w tym roku, ale właściwie nie jest to coś takiego, co by mi ciążyło przechodząc na nowy rok ;) a mianowicie chodzi o „okołoerotyczne” moje wnioski… Nie ciąży ale też już chyba nadszedł moment, kiedy i tą kwestię będę chciał jakoś podsumować, także pewnie będzie to jedna z pierwszych notek w nowym roku. Dziś za to mogę zaglądając w stareńkie notatki odnośnie mojego horoskopu, powiedzieć, że… a właściwie nic nie powiem, wkleję tylko te luźne fragmenty które kiedyś zanotowałem :D (kiedyś chciałem rozwinąć, ale teraz po prostu wkleję)
– gotowość do przyjmowania porażki – szczególnie w miłości
– wiele przeszkód w realizacji zainteresowań zawodowych
– miłosne tęsknoty nie związane z konkretnym obiektem
– Uran w 8 domu – kłopoty z racji osobliwego popędu seksualnego
( XD )
– „węzeł księżycowy” w 12 domu – WH (Właściciel Horoskopu) utrzymuje intymne kontakty, które ukrywa przed innymi, /wg tradycji/: niemoralne kontakty, które szkodzą reputacji WH. (zanotowałem to z parę lat temu, wtedy trochę głębiej siedziałem w astrologii, musiały minąć lata, ale teraz to chyba właśnie pasuje XD ale szczerze mówiąc ja już wtedy czułem, że jeśli tylko się odważę, to tak będzie…)

I jeszcze miałem taki fajny (już nie związany ze mną) cytat z forum zapisany pod tym, także też już wkleję: (…) dlatego też uważam że astrologia potrafi dużo więcej powiedzieć o człowieku, niż jakakolwiek inna forma ezoteryki. W astrologii mamy 12 znaków * 10 planet * 12 domów * 6 głównych aspektów * 3 jakości * 4 żywioły * 360 stopni * 1440 minut – to już na wstępie daje nam 53 747 712 000 (czyt. 53 miliardy 747 milionów 712 tysięcy ) różnych charakterów ludzkich.”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | 1 komentarz

Kontrola endokrynologiczna 2016 ;)

Opiszę sobie kolejną wizytę u endokrynologa, bo może jednak szykuje się zmiana (jeszcze tylko nie wiem czy lekarstwa czy lekarza XD just kidding ;D ).
No więc najpierw mi się wszystko fajnie układało, czasowo idealnie, zajechałem, doszedłem, dzień dobry – na recepcji… A skierowanie? No heloł… specjalnie nie wziąłem XD chciałem sprawdzić czy będą potrzebować, bo teoretycznie nie powinni wymagać. W sumie nie rozumiem dlaczego go wymagają, czytałem że wg prawa po tym jak odpadła opłata 10€ kwartalnie za pierwszą wizytę u lekarza, (i właśnie po to było głównie skierowanie – żeby dwa razy nie płacić), skierowania nie są wymagane… No ale nic, też nie jest to aż taki problem, doślę.
Poczekałem chwilę, pani mnie zawołała na pobranie krwi – co roku inna :P to uczniowie chyba się tym zajmują… a potem znów czekanie… i czekanie… i czeeekaaanie… nie no, serio, tym razem spędziłem tam z godzinę (czyli łącznie z pobieraniem krwi i wcześniejszymi minutami, to z półtora) zanim mnie endo przyjął. Czekałem półtorej godziny na wizytę 5 minutową… No to jest akurat wada tego lekarza, że sprawdził że wszystko za mną, zapytał czy dobrze się czuję, a ponieważ czuję się dobrze, to „do widzenia” i już jest przy drzwiach :D Aaaale halo, halo, ja mam pytanie. Zacząłem wyjaśniać, że w zeszłym roku mi wyszła tak podwyższona ilość czerwonych krwinek… (a nie, to jeszcze zacząłem mówić od razu, jak jeszcze siedział ;) ), to pozaznaczał jakieścośtam na wydrukach i stwierdził, że wszystko sprawdzi i „zajmiemy się tym” (i pytał czy palę i czy chrapię. Nie palę i chyba nie chrapię), to może mieć coś wspólnego z płucami i trzeba to sprawdzić. No spoko, faktycznie komentarz do wyników mam zawsze rzetelny i obszerny, więc… ten lekarz chyba po prostu nie lubi pracować z pacjentami, woli z wynikami :D No w każdym razie już przy tych drzwiach (pół wizyty spędziliśmy na stojąco przy drzwiach ale spoko) mówię, że mi ostatnio napisał, że jak się nie poprawi, to mam przejść na żel… Przyznał, że tak, żel jest trochę łagodniejszy, że zobaczy, bez hormonów oczywiście nie mogę zostać, a ja na to że ja to bym nie bardzo chciał się tym żelem codziennie smarować… On, że rozumie, ale są takie preparaty w kulce, którymi się po prostu po wewnętrznej stronie ramienia przejeżdża… (no ok, to brzmi nawet nie tak źle). A jeszcze zapytałem czy bym nie mógł robić jak kolega – dalej zastrzyki i od czasu do czasu na upuszczenie krwi. Powiedział, że tak można zrobić ale nie uważa tego za najrozsądniejsze wyjście, bo – i tu się zaczyna ciekawe wyjaśnienie – bo wtedy wprawdzie krew będzie w porządku, ale to w czym jest rzecz, to oleistość testosteronu w zastrzykach – drobinki olejku osadzają się w płucach i na to nie pomoże upuszczanie krwi… Mhm… No jak tak, to cóż zrobić, najwyżej trzeba będzie się smarować… Ogólnie usłyszałem jeszcze (gdzieś tam na początku rozmowy o tej nadkrwistości): „Nie chciałbym żeby pan dostał udaru, a co raz młodszy też pan nie będzie”. Coo? Jak już się taki tekst słyszy, to można się staro poczuć :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Tak to działa na świecie

Jest jeszcze druga, zupełnie inna kwestia, w której chciałem nawiązać do Serafina. Mianowicie Dominik Szymański – pomijając już fakt, że on sam w swoich filmikach wyśmiewa ludzi ze względu na wygląd ;) – te akurat mnie niezbyt bawią, ale i ogólnie jego kanał w sumie opiera się na wyśmiewaniu (niekoniecznie ludzi, choćby sytuacji itp. ale jednak). I to hmm, to też mi dało trochę do myślenia. Stwierdziłem, że… chyba inaczej się nie da.
I to jest bardzo ważne, powiedziałbym, że to jeden z moich najważniejszych życiowych wniosków. Inaczej się nie da, taki jest świat i… nie ma nic w tym złego. Tak dziś uważam. Tak, wiem że kiedyś pisałem coś innego, najwyraźniej się zmieniłem. Może zrozumiałem coś, co moi rówieśnicy rozumieli już w podstawówce i dlatego łatwiej im było żyć? A może nie rozumieli, bo o tym nie myśleli (ale żyć i tak im było łatwiej ;) ). To że kogoś wyśmiewamy nic nie znaczy, dokładnie tak – nic (choć z pewnością są i tacy, którzy przesadzają…), ani to nie znaczy że go nie lubimy, ani że go lubimy, różne takie rzeczy po prostu się dzieją, bo coś się musi dziać. Dzisiaj myślę, że wiele sytuacji z mojego dzieciństwa, czasów szkoły itp. to nie była wina ani moja ani rówieśników i nie robili czegoś, bo mnie naprawdę nie lubili, robili żeby było wesoło – to ta wielka prawda, którą dane mi było w końcu zrozumieć. Dziś by mnie to nie obeszło.
Ale i nadal nie uważam żeby dzieci nie miały problemów. Uważam, że mają więcej niż dorośli i to jest nadal straszne. Dziś faktycznie bym tych problemów nie miał ale to jest dziś, a wtedy było wtedy i nie wiem, może byłem zbyt młody i nie umiałem inaczej patrzeć na świat. Dlatego oczywiście Serafin ma rację w tym co mówi na tym filmiku ale mówi to człowiek dorosły do dzieci bądź nastolatków… wątpię czy trafi.
W ostatnim, krótkim miejscu pracy, gdzie byłem tylko kilka dni (jak i 8 innych osób, bo to tak nadzwyczajnie nas tam potrzebowali tylko na te kilka dni), był wśród nas taki Pakistańczyk. Ogólnie było wesoło i luźno i on dużo śmiesznych rzeczy mówił. Kiedyś by mnie ktoś taki wkurzał :D teraz też czasami był już męczący ale ogólnie uważam, że zabawny. W każdym razie był taki moment kiedy coś tam powiedział, a ja na to coś odpowiedziałem (wow, zabłysnąłem, to też postęp :D ), a on wtedy podszedł i mnie dwa razy podniósł nawet dość wysoko (choć sam nie był aż tak znacznie wyższy ode mnie ;) ), wiecie jakie echo na hali daje takie „stąpnięcie” butami roboczymi? :D Ogólnie cała sytuacja tym bardziej mnie rozbawiła ale zaraz wróciłem do pracy i zapomniałem. Po chwili rozejrzałem się za kartonami, a on akurat nadchodził i mówi: „Ten się już ogląda żebym nie podszedł.” Roześmiałem się ale pomyślałem, że właśnie nie, w ogóle o tym nie pomyślałem, a kiedyś by tak pewnie było :P
A o tym porównaniu problemów dzieci do dorosłych pisałem już kiedyś. Ale to też jest bardzo ważne, bo lubię te momenty kiedy np. po pracy uwalam się przed komputerem (tak, bo najczęściej siedzę w pozycji pół-leżaącej, nie, nie używam biurka, siedzę na kanapie) i myślę: jakież ja mogę teraz mieć problemy? Że nie mam pracy? – to mogę żyć z zasiłku (no ok, tu przyznaję – w Polsce nie jest tak lekko ;) więc powiedzmy: to mogę szukać). Że praca jest do dupy? – to mogę szukać innej. Że mnie ktoś w pracy wyśmiewa? – a cóż on mi może tym zrobić? zaraz i tak każdy z nas pójdzie do swojego domu i on i ja mamy to w gruncie rzeczy w d*** (i siebie nawzajem też ;) ). Że jestem samotny? – no nie jestem, internet stoi otworem (a na wiele znajomości i tak nie mam czasu, fora się same nie przeczytają! XD ). Że źle mi tu jest? – zawsze mogę się przeprowadzić (to tylko przykład, mnie akurat jest bardzo dobrze), to samo jeśli w zasięgu kilku km nie ma fajnej pracy. I tak dalej i tak dalej. Dziecko oczywiście nie ma tych wszystkich możliwości (lub ma je bardzo ograniczone – czasem można zmienić szkołę, a czasem praktycznie nie można jeśli to jedyna w mieście…). I jeszcze zadania domowe albo konieczność nauki… ja wiem, niektórzy ludzie biorą pracę do domu ale to… sami są sobie winni, trzeba było się inaczej urządzić :P To czym się różni sytuacja dziecka i dorosłego, to możliwości. Kiedyś zupełnie ich nie widziałem, uważam że nie miałem ich wcale, lub bardzo niewiele. A największym problemem, w zasadzie to chyba jedynym, który popycha ludzi do samobójstwa jest bezsilność… no a chyba nikt mi nie powie, że dziecko nie odczuwa jej częściej niż dorosły (chyba że ma szczęście o tym nie myśleć).

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

O blogowaniu i vlogowaniu itp.

Na początek mały wstęp.
Na tym wordpressie czuję się jak sześciolatek. Tak właśnie, jakbym nic nie umiał i do wszystkiego musiał mieć ułatwienia w postaci wtyczek. Bo tak jest – nic nie umiem, bo wszystko jest za skomplikowane. Tylko problem jest w tym że korzystając z wtyczek nadal niczego się nie nauczę…
Żeby zmienić kolejność stron na belce pod obrazkiem musiałem zainstalować wtyczkę… WTYCZKĘ ZAINSTALOWAĆ żeby zrobić pierdołę, którą powinno się robić przenosząc po prostu odrobinkę kodu… Nawet nie chcę patrzeć jak wygląda źródło strony wordpressa skoro jak w edytorze chciałem dodać linka otwieralnego w nowym oknie, a on mi „target=”_blank”” wstawił… (niezgodne z xhtml 1.1).
Potem też musiałem zainstalować wtyczkę, bo inaczej nie dało się wyłączyć zamieniania emotikon tekstowych na obrazki…
Potem ktoś musiał mi jak krowie na rowie powiedzieć co zrobić żeby mi się przy poście wyświetlała godzina, a nadal nie wiem jak wywalić mój nick żeby go nie było obok daty (ale to już powiedzmy nie takie ważne, bo po raz kolejny kogoś męczyć o to już nie mam siły).
Już nie mówiąc o tym, że dodając jedną z pierwszych notek w html-u nie wyświetliła się tak jak powinna tylko musiałem kursywę zrobić zaznaczając w edytorze wizualnym i mi jakieś swoje akapity potworzył… Ech, nie mam siły do tego, ale jednocześnie nie mam też innego wyjścia :( Kto mi powie jak się nauczyć robić swoje szablony na wordpressa? A najlepiej od początku, tak żebym wiedzał co czym jest i skąd się wzięło…
To samo z komunikatorami – mam wrażenie, że te ułatwienia odmóżdżają. Gadu-Gadu jest co raz mniej popularne, ale na GG mogłem otworzyć pięć okien rozmów na pasku i włączać odpowiednie (wiem, potem scalili w jedno ale i tak dało się odcalić, mam tak do dziś z resztą), na Skype natomiast jak ktoś do mnie napisze, to muszę otworzyć okno, a potem jeszcze wybrać osobę jeśli nie ją akurat mam aktywną, dlatego kurwica mnie bierze dyskutując na raz z więcej niż jedną osobą na Skype (a nie, sorry, zwracam honor! właśnie się nauczyłem, że da się, trzeba tylko wybrać „Widok dzielony”, właśnie w tej chwili to odkryłem!). To samo z resztą jest na FB i wszystkich innych genialnych wynalazkach :/ Ja nie wiem ludzie, czy wy nie macie nic innego do roboty tylko rozmawiać z innymi i tylko na tym spędzacie czas w internecie? w przeciwnym wypadku nie wiem jak można nie dostać białej gorączki używając do komunikacji Skype (no dobra, to już powiedzmy mniej aktualne, ale i tak uważam GG za czytelniejsze), Facebooka czy podobnych (które nie pozwalają rozdzielać okien rozmowy ani odłączyć ich od przeglądarki). Dokąd ten internet zmierza… Koniec wstępu.

Kiedy słyszę, że ktoś utrzymuje się z bycia blogerem (lub youtuberem), to taki mam lekki… (niesmak?) A już totalnie nie rozumiem podniecania się youtuberami (te wszystkie zloty fanów, zbieranie autografów… walka o bluzy), nie no, spoko – ja rozumiem, że można kogoś na YT bardzo lubić, oglądać regularnie i nawet jakoś podziwiać ale… no ludzie, przecież to jest taki sam człowiek jak Wy. Ty możesz spokojnie być na jego miejscu. Znaczy ok, wiem, youtuberzy lubią sami mówić jaką ciężką pracą jest nagrywanie (niektórzy tylko z tego żyją) i nie chcę całkiem tego negować, ale oni kiedyś zaczynali z pozycji, na której w tej chwili jest większość z nas – czyli no po prostu kiedyś byli zwykłymi internautami, którzy stanęli przed kamerą i zaczęli nagrywać. Nic nie stoi na przeszkodzie żebyś i Ty zaczął zamiast przeżywać życie kogoś innego AŻ TAK. Z resztą dla mnie to wszystko jest takie jakieś… no takie jak wyżej – trochę niesmak. Tzn. z jednej strony rozumiem, że jeśli ktoś znalazł sobie sposób na życie w postaci bycie youtuberem (czy bycia blogerem), to jego szczęście i nie ma nic w tym złego. Z drugiej jestem tym zawiedziony, bo… No właśnie zawsze jak mam takie uczucia, zadaję sobie szczere pytanie: czy to z zazdrości? (przecież może i tak być). Zadałem je sobie i tym razem i odpowiedziałem: nie, to nie z zazdrości. Postawiłem się na miejscu takiej osoby i stwierdziłem, że nie chciałbym na takim miejscu być. Nie miałbym nic przeciwko dorabianiu na blogu czy YT (hej, ja też kiedyś zarobiłem 50$ od wytwórni muzycznej na swoim filmiku na YT) ale nie chciałbym w ten sposób zarabiać na życie. Bo po prostu nie. Bo uważam, że pewne rzeczy powinny zostać w sferze hobby. Bo uważam, że wtedy wkłada się w nie więcej serca i że wtedy są jakoś „jakościowo lepsze”. Bo cenię moją wolność. Bo nie chciałbym mieć świadomości, że jak z jakiegoś powodu stracę popularność, to będę musiał szukać sobie innego zajęcia itp. A poza tym ja już swoją wymarzoną pracę znalazłem i jest to praca na produkcji :P Tak, wiem że jestem dziwny. Główny powód, to jednak ten dotyczący jakości.
No i jeszcze mnie trochę wkurza to: „ja się tak męczę i nagrywam film, to obejrzyj chociaż dla mnie te reklamy”. Ja tam żadnych reklam na YT nie widzę, widać mam dobre filtry ;) ale na takie zdanie chciałbym odpowiedzieć: to się nie męcz i przestań to robić, naprawdę nic się nie stanie jak Twój film nie ujży światła dziennego, znajdzie się dość ludzi robiących takie rzeczy dla samej wyłącznej przyjemności, a nie dla kasy z wyświetleń.
Ale każdy może robić co uważa za stosowne, tylko że… mam wrażenie, że zawsze jak się nagrywa dla kasy, to jest to gorsze niż kiedy się to robi dla samej satysfakcji. Widzę to po samych klipach wideo… (przed chwilą obejrzałem: to… i serio? 2 miliony subskrypcji?! jak dla mnie tego się nie da oglądać, facet jest tak sztuczny, że aż boli).

Czemu mnie tak naszło na ten temat? Bo przez ostatnie dni obejrzałem wszystkie filmy Serafina, to chyba mój ulubiony youtuber :D Chociaż zastrzeżeń mam do niego nawet sporo (te „daj łapkę, subskrybuj” itp. po kilkadziesiąt sekund w każdym filmiku… no on jest przykładem tego czego generalnie nie lubię i to widać), nie we wszystkim się z nim zgadzam, nie zawsze nawet pasuje mi jego humor, to jednak jedną „rzecz” ma, która mi bardzo pasuje – sposób wypowiedzi. To jest właśnie to co mnie tak bawi i całe życie bawiło chyba najbardziej.
To teraz kilka moich ulubionych:
(2:57-3:41) XD
Jak zostać syreną – „już kiedyś i nawet jeszcze dzisiaj” XD (ale najgorsze jest to, że ja w jej wieku miałem podobny głos i nawet podobnie mówiłem :D dobrze, że wtedy nie było internetu :D )
Promocja w Lidlu – to nie są zwykłe klapki, to są paskudnie brzydkie klapki XD
Kurtki z Lidla – za te filmiki go lubię XD („po co nam jedna kurtka w naszym rozmiarze, no przecież wiadomo, że weźmiemy pięć kurtek nie w naszym rozmiarze” :D )
Chińskie zamówienie
Chińskie zamówienie 2 – te dwa ostatnie są naj :D „czajna kontakt” XD „tak nie damy rady” XD to jest wlaśnie to co bawi mnie najbardziej, nie sytuacje itp., tylko jak ludzie zabawnie potrafią coś powiedzieć (zabawnie coś nie aż tak zabawnego sam w sobie). To po takich momentach w szkole ja potrafiłem śmiać się całą lekcję, a nawet do końca dnia, kiedy inni już dawno zapomnieli o zabawnej chwili :P A potem przychodziłem do domu i ze szczegółami mamie opowiadałem – nie wiem czy dla kogoś z zewnątrz też to było takie śmieszne, zwłaszcza w opowieści, pewnie nie :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 4 komentarze

Liebster Blog Award 2016

Oook, skoro noemi mnie nominowała, to odpowiadam :)

1. Twoje 10 mocnych stron? (Jeśli masz problem z tym pytaniem, pomyśl, co często doceniają u Ciebie inni).
Niech no zajrzę w ten plik…
1) opanowanie
2) empatia
3) sumienność
4) idealizm (choć to może być czasem wada :D )
5) taka hmm, stanowczość w pewnych sprawach (taka, że ja mówię co i jak zrobię i jestem przekonany że tak będzie dobrze, a inni potrafią się nad tym rozwodzić i kombinować i nie mają tej pewności)
/mimo zaglądania do pliku trudno odpowiedzieć na tak sformułowane pytanie jednak :P /
6) grzeczność
7) niezależność
8) odwaga (to nie mój pomysł jakby co :D )
9) cierpliwość (zwykle…)
10) odpowiedzialność

2. Bohaterka literacka (bohater), która Cię ukształtowała i jako pierwsza przyszła Ci do głowy?
Jako pierwszy to przyszedł mi do głowy Bart Dawes z „Ostatni bastion Barta Dawesa” Stephena Kinga :D ale to dlatego że się jakoś utożsamiłem kiedyś :D a jednak nie można powiedzieć żeby mnie ukształtowała (i szczerze mam nadzieję, że się od tamtego czasu zmieniłem ;) ). Więc odpowiadając na pytanie… nie ma takiego chyba, nikt mi nie przychodzi do głowy, jednak kiedyś nie czytałem tak chętnie książek i żaden bohater nie wywarł na mnie raczej żadnego takiego wrażenia w dzieciństwie/młodości… A przynajmniej nie takie żebym pamiętał… Trochę szkoda.

3. Cel na 2017 rok, który absolutnie MUSISZ zrealizować, żeby w Sylwestra uznać, że wykorzystałaś/eś swój czas?
Następne trudne pytanie… Nie mam celu. Może to błąd? Może to hamuje rozwój… Ale nie lubię stawiać sobie celów, bo nie lubię presji. Czego bym chciał? no chyba jakiejś kolejnej fajnej wycieczki – teraz się uparłem zobaczyć Koloseum, więc może zwiedzić Rzym?
Tylko że to chyba nie o to chodzi, cel kojarzy mi się z jakimś osiągnięciem… Więc może… no chciałbym dostać pracę, która by mi się podobała i była stała (a najlepiej żeby to była znów moja poprzednia praca, żeby udało mi się tam wrócić), ale… to będzie trudne i niestety w obecnej sytuacji na rynku pracy to nie tylko ode mnie zależy…
Po namyśle znowu: nie, nie lubię celów. Bardzo sobie cenię to, że żyję bezstresowo :P nawet gdyby ktoś miał powiedzieć, że mało ambitnie – a tak, nie jestem ambitny i bardzo mi z tym dobrze ;)

4. Co w swoim ciele lubisz najbardziej?
Twarz, zdecydowanie. I moje tatuaże :) (to przynajmniej było łatwe pytanie :D ).

5. Umysł, emocje, ciało, energia, dusza – który z tych aspektów działa u Ciebie najmocniej, a który wymaga rozwinięcia?
Emocje działają najmocniej. A energii chyba często mi brakuje…

6. Co myślisz o prowadzeniu budżetu domowego?
Szczerze? Strata czasu na dłuższą metę. To znaczy sam to robiłem przez pierwsze trzy miesiące emigracji – nowe miejsce, nowe ceny, nowe wydatki, więc chciałem się zorientować ile kosztuje mnie utrzymanie. Zorientowałem się i tyle, myślę, że trzy miesiące to na tyle optymalny okres czasu żeby się zorientować w swoich wydatkach i potrzebach. Robić to cały czas? Bez sensu – jeśli skrupulatnie (no dzięki żebym nadal w Excela wklepywał każdy bilet, każdą świeczkę, każdą bułkę czy każde zapałki, no soorry… ;) ). Oczywiście dobrze jest orientować się w wydatkach, ale mnie wystarczy ogólny ogląd: jeśli wiem, że np. zakupy spożywcze robię raz w tygodniu (w piątek lub sobotę) i wydaję na nie 20€, to łatwo policzyć, że na miesiąc wydaję około 80€, więc zaokrąglam sobie do 100 (bo tam czasem coś się w środku tygodnia przypomni, czasem wydam nie 20 a 25€, a czasem mam ochotę zamówić pizzę czy coś takiego) i już wiem ile wydaję na jedzenie. Resztę wydatków i tak mam na koncie: za mieszkanie, rachunki, internet i telefon, ubezpieczenia – to wszystko idzie poleceniem zapłaty ale wiem ile to kosztuje co miesiąc. Także można powiedzieć, że ja mój budżet domowy mam w głowie w każdej chwili ;)

7. Za co z minionego tygodnia jesteś najbardziej wdzięczna/y? Podaj przynajmniej trzy powody.
Uch, miniony tydzień był naprawdę paskudny… jeśli już muszę cokolwiek z niego wybrać, to chyba jednak spotkanie z S. A trzy powody? 1.) przyjemność seksualna :D 2.) było to jakieś oderwanie się od dołującej codzienności, 3.) fajnie się gadało, został troche dłużej, więc było więcej czasu na rozmowy i okazało się, że mamy podobne zdanie na całkiem sporo tematów.

8. Jaka piosenka najlepiej oddaje Twoje życie? (możesz podać maksymalnie 3)
Kolejne pytanie z cyklu trudnych :P Nie wiem, jakoś tak nie mam żeby porównywać swoje życie do piosenek… Kiedyś powiedziałbym, że „Szklany człowiek” – Myslowitz – ale to nie jest zbyt konstruktywne :D (i to raczej przeszłość :P ).
Dalej… „Beniamin” – Wilki – ale to chyba podobnie jak wyżej :D
No nie wiem, mogę podać 10 piosenek doskonale opisujących to co czuję do mojego ostatniego obiektu westchnień :D ale tak żeby o swoim życiu to nie…

9. Gdzie widzisz siebie za 10 lat? Co wtedy mieliby o Tobie do powiedzenia ludzie, którzy Cię cenią?
No to tak… Pracuję na stałe w L. i moim mężem jest M. (i nie „mężem” tylko właśnie po prostu mężem, bo do tego czasu to już tu chyba będą legalne małżeństwa jednopłciowe, a nie tylko związki partnerskie :P ) i mamy dwójkę dzieci (jego i jakiejś kobiety, która by się zgodziła nam urodzić), i mieszkamy parę ulic dalej (nad rzeką). No to się rozmarzyłem :D A druga część pytana… chciałbym żeby mówili, że miałem swoją wizję życia i udało mi się ją zrealizować :)

10. Jaką inspirującą książkę ostatnio przeczytałaś/eś?
No właśnie tak jakoś to żadnej ostatnio… Ostatnio czytam więcej powieści, ostatnie nie-powieści to: „Mapy świadomości” Osho, ale szczerze to nie powaliła – albo to już nic nowego dla mnie albo jakoś do mnie nie przemówiła akurat taka forma; „Potęga twoich emocji” Hicksów – no bardzo ok, ale to też jeszcze nie to; kilka innych ale też nie… i w końcu: „Magia sprzątania. Japońska sztuka porządkowania i organizacji.” – Marie Kondo – no ale to było w lutym :P trochę dawno ale naprawdę polecam, każdemu (nawet jak nie jest minimalistą i nie interesuje się sprzątaniem), bo jest też zabawna i rozrywkowa :) no po prostu super.

11. Czego nauczył Cię Twój ulubiony nauczyciel?
Chyba nie odpowiem dokładnie na to pytanie ale powiem tak: pokazał mi, że można zachować równowagę, np. być nauczycielem, który wymaga realizacji programu ale nie zastrasza, tylko potrafi to zrobić w taki sposób, że się go mimo wszystko lubi. Że można być ludzkim przy jednoczesnym wykonywaniu swojej pracy sumiennie.

Ja nie pociągnę dalej, miałbym może pomysł na kilka pytań ale zbyt mało osób… przychodzą mi do głowy 2-3 osoby, które mógłbym nominować, może 4-5 ale z tych 5 to może dwie czytają mnie, więc to chyba nie bardzo tak :P (brak mi blogów, które chciałbym czytać, brak mi tych znajomości, które były kieeeedyś, jak więcej ludzi pisało blogi-pamiętniki)…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | 4 komentarze

Kalendarz LGBT

W związku z tym artykułem na forum pojawiła się taka dyskusja. Aż mnie naprawdę wzięło i wymyśliłem swoją wersję :D

Na kartę tytułową można wziąć slajd szósty z kalendarza, bo jest bardzo dobry :P
Styczeń: Para około 35-40 lat, kobieta (długowłosa blondynka) i mężczyzna z dwójką dzieci. Kobieta zjeżdża z synkiem na sankach, mężczyzna z córką ciągną sanki. Podpis: „Anna* z mężem i dziećmi. Anna jest po korekcie płci.”
Luty: Młody mężczyzna z długimi włosami i gitarą (albo jakiś inny, może nawet ten z kalendarza ze slajdu 8). Podpis: „FIlip, 24l. Filip jest gejem.” (może być też bez podpisu)
Marzec: Dwie młode dziewczyny (w sumie te ze slajdu 7 są ok, mogą być takie trochę kolorowe, ewentualnie jedna może być bez makijażu, taka bardziej „męska”, krótkie włosy itp. żeby też nie było że pomijam butch). Podpis: „Maja i Paulina, są studentkami, są parą.”
Kwiecień: Warsztat samochodowy. Dwóch mężczyzn, jeden około 40l., drugi około 30l., obaj w ubraniach roboczych, jeden pisze coś przy blacie roboczym, drugi pochyla się nad samochodem z podniesioną maską. Podpis: „Marek i Paweł, prowadzą razem warsztat samochodowy. Są także parą od ośmiu lat.”
Maj: Dwie młode kobiety o długich włosach, bardzo kobiece, jedna w garsonce, druga ubrana swobodniej. Rozmawiają patrząc na bawiącą się na placu zabaw obok dziewczynkę, uśmiechają się do siebie i do niej. Podpis: „Aleksandra i Renata z ich córką.”
Czerwiec: Jakaś mocno wymalowana i kolorowa roześmiana Drag Queen. Podpis: „Dominique przed występem.”
Lipiec: Para, kobieta i mężczyzna około 25-30 lat. Mieszkanie jeszcze nie urządzone, kobieta niesie karton z rzeczami uśmiechając się do mężczyzny, który rozpakowuje kolejny, nowo się wprowadzili do mieszkania. Podpis: „Robert z dziewczyną. Robert jest po korekcie płci.”
Sierpień: Dwóch chłopaków około 20-25l., chlapią się wodą na plaży. Podpis: „Rafał i Paweł. Są parą od roku.”
Wrzesień: Dwie starsze kobiety, jedna około 45l, druga około 50-55l. Jedna siedzi na balkonie, druga właśnie przyszła przynosząc doniczkę z wrzosami, patrzą na kwiaty i na siebie uśmiechając się lekko. Podpis: „Maria i Edyta. Są parą od piętnastu lat.”
Październik: Dwóch mężczyzn w wieku 60-70l. idzie alejką w parku trzymając się za ręce. Podpis: „Jan i Adam. Są parą od trzydziestu pięciu lat.”
Listopad: Młoda kobieta o krótkich włosach (może być jak ta z kalendarza z kluczem naprawiająca zlew – tylko na trochę naturalniejszym zdjęciu). Podpis: „Alex, 28l. Alex jest lesbijką.” (lub też bez podpisu)
Grudzień: Dwóch starszych mężczyzn około 60-70l., jeden gotuje, drugi siedzi przy stole z młodą, około 30l. kobietą, mężczyzną w podobnym wieku i małą dziewczynką (albo i dwójką dzieci). Gdzieś w tle widać choinka itp. nastrój świąteczny. Podpis: „Artur i Szymon z ich córką i jej rodziną.” (lub: „Artur i Szymon z ich córką, zięciem i wnuczką/wnukami.”)

Mam nadzieję, że się podoba, bo mnie by się podobał :D

* – imiona przypadkowe, wpisałem pierwsze jakie mi przyszły do głowy, można zmienić.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | 2 komentarze

niewiarygodne jest możliwe ;)

Napisałem to na forum, napiszę i tutaj, bo to przecież jest ważne. Akurat do pamiętnika, akurat wokół tematów, które teraz są mi bliskie ;) Tak… bo ten blog towarzyszył mi w przechodzeniu przez różne doświadczenia w moim życiu i to mi bardzo dobrze robiło, więc nie chcę teraz pomijać i tych seksualnych. Zwłaszcza jak to jest takie specyficzne :D (chociaż więcej będzie tych tematów, jeśli kogoś to razi no to… no trudno, to część mojego życia… aż chciało by się rzec: wreszcie XD ).

Od czasu do czasu spotyka mnie coś takiego co jakoś tak mną wstrząsa (pozytywnie). Pierwsze takie nigdy-nie-myślałem-że-to-możliwe było wtedy, kiedy pisałem z przyjaciółką wspominajac dzieciństwo i zapomniałem co było ze mną nie tak w dzieciństwie :P Przez tamte cudowne ileśtam minut całkowicie zapomniałem że byłem ts ;)

A ostatnio… Właściwie od początku. Z „tym drugim” (wspominanym tutaj, nazwijmy go „S.”), faktycznie udała się jakaś stała relacja, bo spotykamy się od czasu do czasu… Drugi raz spotkaliśmy się krótko po mojej korekcie mastektomii, więc wcześniej mu napisałem że 2-3 tygodnie nie mogę, bo miałem operację, korektę blizn – bez wdawania się w opisy ale też bez ukrywania. Wyszedłem po niego na przystanek i idziemy ulicą i gadamy, znów coś tam wspomniałem, a on mi na to: „A co ci jest? taki się urodziłeś?” – myślę sobie no co jest, nie przeczytał profilu dokładnie? (mam napisane w profilu, że jestem ts i po meto /i to pełnymi słowami napisane/, a jak ktoś nie rozumie to niech sobie wygoogla – dopisałem), ale idziemy ulicą, więc średnio mam ochotę tłumaczyć :P więc powiedziałem: „Czytałeś mój profil…” i jakoś zmieniłem temat, a on: „No tak, tak…” (no niby czytał bo w pierwszej wiadomości nawiązał do innej treści profilu).
To jednak jeszcze nic :D Kolejne kilka spotkań później, (przedostatnie spotkanie), leżymy, gadamy, jakoś zeszło na temat narządów płciowych, zadał mi takie pytanie, że już myślałem że już się doedukował (aczkolwiek jak teraz o tym myślę, to właśnie nie, to ja to pytanie tak zinterpretowałem w pierwszej chwili jakby on wiedział :P ), a potem znowu pyta: „Taki się urodziłeś?” No jakoś nie chce mi przejść przez gardło nawet „urodziłem się z ciałem kobiety”, więc powiedziałem raczej coś w rodzaju: „eeyy… tak?” :D No jakby nie kuma, że ja jestem ts… a myślałem, że po tamtym moim tekście o czytaniu profilu przeczyta chociaż jeszcze raz… Nie wiem, może przeczytał ale nie wchodzi, nie łapie, nie rejestruje… co dla mnie jest właśnie takim „wow„… Jakby to ująć żebym to dobrze wyraził… To ważne. Bo to jest coś, w co nie tylko nie wierzyłem w stosunku do siebie ale w ogóle w stosunku do każdego ts k/m, spotkało mnie coś, w co bym nigdy w życiu nie uwierzył że jest możliwe! :P Mimo, że widzi blizny (po poprawce jeszcze świeże, czerwone), mimo że widzi całą resztę, mimo że pisze na profilu… on dalej bierze mnie po prostu za faceta. I to jest właśnie to wow! (to się chyba nazywa mieć passing w łóżku :D metoidioplastyka – polecam! ;D ).

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 5 komentarzy

dzieci

Gadałem sobie wczoraj z przyjaciółką i tam wiadomo – rozwijamy swoje fantazje :D Ona o swoim obiekcie westchnień i gromadce ich wspólnych przyszłych dzieci, ja o swoim i dwójce naszych przyszłych córek ;D I kiedy ona mi opisała jak by sobie nasze wyobrażała, to tak mnie nagle tknęło i pomyślałem sobie… ja bym chyba nie zniósł mieć biologicznej córki, zwłaszcza jakby była podobna do mnie z dzieciństwa (#traumatakbardzo ;) ), tak – nawet nie to, że mi nie przeszkadza nie móc mieć biologicznych tylko bym wręcz nie chciał! (może dlatego tak bardzo nie rozumiem parcia ludzi, a zwłaszcza osób ts, na posiadanie biologicznych dzieci…), jak biologiczne, to już raczej wolę syna :P (ale ogólnie wolałbym córki, nie wiem czemu w sumie, tak jakoś bez powodu).
No wiem, wiem, niby nie ma w ogóle o czym mówić, bo już jestem bezpłodny ale wiecie – ja już myślę na przyszłość, a może kiedyś będzie można mieć dziecko z dna innej komórki niż rozrodczej (więc i będzie można mieć dziecko z osobą płci dowolnej :P ), także pierwsze to jeszcze pewnie nie, ale to drugie dziecko, to kto wie, kto wie, może jednak będzie wspólne ;D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | 2 komentarze

Poprawka mastektomii, gojenie i kamizelka (i zmiana lekarza rodzinnego)

Czas się w końcu wziąć w garść (bo już dwa miesiące minęły) i napisać relację z poprawki mastektomii :) Oczekiwanie na decyzję o refundacji, konsultacje i rejestrację w szpitalu na tydzień przed już opisywałem, więc przejdę do rzeczy.
W dzień operacji musiałem wstać o jakiejś 4:00 czy podobno nieludzkiej godzinie, dostać się na dworzec i dalej pociągiem… Pierwszy raz jechałem „międzymiastowym” pociągiem, więc zakup biletu itp. atrakcje… no są automaty, nawet obsłużyłem bez problemu, wchodzę na peron i widzę kasownik… dobrze że go zauważyłem, bo przecież skąd ja miałem wiedzieć, że ten bilet muszę skasować zanim wsiądę do pociągu? :P No nic, skasowałem, pojechałem, niecała godzinka drogi, wysiadłem, oczywiście do szpitala z buta, bo jakbym jeszcze tam miał ogarniać miejskie autobusy… ale to nie było tak daleko, akurat ładnie dotarłem do celu o czasie. I nawet trafiłem na ten mój oddział! :D
Pani kazała usiąść w poczekalni, było jeszcze kilka osób, ale najpierw przyszła po mnie, bo „pierwszy pan jest na dziś”. No ok, zaprowadziła do sali (dwuosobowej ale z zastrzeżeniem, że może po operacji będę w innej), kolejne parę papierów musiałem podpisać, krótki wywiad, dała koszulę szpitalną oraz majtki i wkładkę, które miałem ubrać. Chociaż „majtki” to za dużo powiedziane :D daje mi takie coś, co wygląda jak kawałek bandaża, wziąłem to i w końcu głupio pytam: „Ee, a jak to się zakłada?” XD To mnie poinstruowała, że to jest tak sprasowane i normalnie się rozciąga… no ok :D Poszedłem się przebrać, poszedłem z nią przymierzyć kamizelkę uciskową, którą miałem nosić po operacji. Potem do sali dołożyli mi jakiegoś starszego dziadka ale go nie poznałem, bo gdzieś wyszedł, do mnie przyszedł mój chirurg i porysował klatę itp. I się pyta czy mam pytania, ja już wcześniej papiery przejrzałem i nie widziałem tam wzmianki i uzupełnianiu tłuszczem, więc się pytam specjalnie: „skąd będzie tłuszcz pobrany do uzupełnienia tej prawej strony?” Dr zajrzał w papiery i mówi, że nie ma tego zapisanego ale faktycznie pamięta, że o tym rozmawialiśmy i dopisał. A skąd to zapytał czy wolę z brzucha (tzn. z boków to jest pobierane) czy z uda. Wolałem z brzucha (co może jednak niekoniecznie było dobrym pomysłem ale myślałem, że może chociaż ociupinkę będę szczuplej wyglądał XD ). Potem jeszcze trochę poczytałem książkę i zaraz zabrali mnie na salę (na łóżku), przejażdżka była całkiem przyjemna i zabawna, zwłaszcza jak pielęgniarka tłumaczyła że tu czy tam musi wziąć rozbieg :D Potem stanąłem (znaczy łóżko stanęło XD ) w jakiejś części, która wyglądała jak korytarz z aparaturą, przyszedł jakiś lekarz, wypytał o oczywistości typu imię i nazwisko i jaką mam mieć operację (ale to tak specjalnie, było też w papierach o tym, że będą takie pytania zadawać kilka razy, po to aby… a nie pamiętam a nie chce mi się sprawdzać :P w każdym razie nie dlatego że sami tego nie wiedzą ;) ). Tam też wbili mi wenflon itp. no i zaczęło się usypianie. Zdążyłem policzyć ze trzy-cztery numery i odpłynąłem.
Przebudziłem się chyba z raz na sali pooperacyjnej, pamiętam jakieś głosy, trochę tam ludzi było ale nawet jakoś się nie rozejrzałem przez tą senność. Drugi raz obudziłem się już na mojej sali, ale nowej – jednoosobowej. Bólu nie było prawie wcale i czułem się całkiem dobrze. Pierwsze wstawanie było trochę chwiejne, kolejne już całkiem ok (ale i tak przez cały dzień kazały mi dzwonić jak będę chciał wstać do toalety – moim zdaniem to było zbędne, bo ani tam ze mną nie wchodziły ani mnie nawet nie trzymały po drodze, a toaletę miałem w pokoju, no ale ok :P ). Jeszcze tego samego dnia dostałem kolację – bułka z szynką i serem oraz kromka chleba z tym samym, jakiś jogurt na deser, do picia herbata: „zwykła, rumiankowa, miętowa, owocowa, kawa, kakao?” – co tylko sobie życzę ale tu tak jest z wyżywieniem :P Kolejnego dnia dostałem już kartki z wyborem menu na dzień jeszcze następny – na obiad zupa tak lub inna, drugie danie kurczak, ryba albo wegetariańskie, na śniadanie/kolację bułka (lub dwie), chleb (kromka lub dwie), z serkiem, szynką, serem żółtym, chleb razowy, biały, albo płatki, do picia jak wyżej, do wyboru – full serwis, menu jak w restauracji :D (no ale w końcu też płaci się 10€ za dobę w szpitalu w tym kraju). Jeszcze tego pierwszego dnia po południu miałem mały problem – mianowicie przed operacją zamknąłem w szafce/stoliku cenne rzeczy (komórkę, portfel), klucz oddając pielęgniarkom – według instrukcji. Potem poprosiłem o klucz, oczywiście przyniosła mi tylko nie mogła zamka otworzyć :P I poszła po kogoś, ale chyba w międzyczasie zapomniała o mnie :D ale to nic, bo jak tak obserwowałem jej zmagania, to tak mi się zdawało, że robi coś źle i faktycznie jak wyszła, to usiadłem sam, trochę poruszałem szufladą i otworzyłem bez większych problemów ;) (trzeba było docisnąć czy cośtam). Tak więc potem już umilałem sobie czas komórką na zmianą z książką (którą to przeczytałem i tak szybciej niż się spodziewałem…). Tak minęły sobie trzy dni, potem trochę z wyjściem było chaotycznie (odebrała mnie znajoma), no bo rano przyszedł jakiś młody lekarz (już nie pamiętam który) i powiedział, że wygląda dobrze i mogę wyjść dzisiaj i szybko się zmył. No to zacząłem pielęgniarkę wypytywać o zmianę opatrunków itp., a ona mi na to, że lekarz prowadzący jeszcze przyjdzie – a w końcu nie przyszedł, no ale dostałem list z zaleceniami przy wyjściu. List do lekarza rodzinnego, ale sam też przeczytałem. Dowiedziałem się z niego że nie tylko z prawej strony uzupełnili tłuszczem ale z lewej też (tylko mniej). Kamizelki uciskowej w końcu nosić ie musiałem, a wręcz nie mogłem, bo przy lipofilingu (tak to się chyba nazywa?) nie wolno wywierać nacisku na miejsce operowane – aby tłuszcz się jak najlepiej przyjął (i jeszcze obłożyli mnie tam jakąś watą, bo niby ma to być w cieple – o tym jeszcze nigdy nie słyszałem :P ), ahaa no i oczywiście gwiazda następnych tygodni – pas ściągający (miejsca po pobraniu tłuszczu). I właśnie dlatego zacząłem żałować, że się na brzuch zdecydowałem… noszenie tego pasa przez kilka tygodni nie było wygodne :( (bo brzuch się zgina, uda nie – pewnie jakieś coś uciskowe na udach nie było by aż tak nieprzyjemne).

Tu właściwie następuje przerwa w opisie przebiegu rekonwalescencji, bo od razu sobie opiszę jak zmieniałem lekarza rodzinnego… Pisałem już bowiem, że po ostatnim razie noga ma nie postanie u niego więcej ;) To nie problem – po prostu nie przychodzisz. Ale pójście do nowego lekarza okazało się nie tak proste… Ale na zmianę byłem zdecydowany też z powodu odległości i możliwości dojazdu (do niego mogłem tylko samochodem, a w pierwsze dni po operacji to nie było zbyt komfortowe, lub autobusem + tramwajem – a to by było jeszcze mniej komfortowe). Postanowiłem więc iść do takiej jednej lekarki, która podobno ma dużo pacjentów ts, bo trochę się na tych sprawach zna (np. na hormonach), a przy okazji mam do niej bliżej. Na dzień przed planowaną kontrolą udałem się tam beztrosko… a pani w rejestracji mi mówi, że obecnie nie przyjmują nowych pacjentów – noo to już zaczęło się robić nieprzyjemnie, faktycznie nie przewidziałem, że to spore miasto, centrum, że inni lekarze mogą być zawaleni… No nic, myślę sobie, innego wyjścia nie ma jak pójść do najbliższego mi lekarza, obadamy, zobaczymy jaka będzie ta pani. Tylko że w domu przeczytałem o niej takie opinie (jeszcze gorsze niż o moim dotychczasowym lekarzu :P ), że całkiem mi się odechciało. Postanowiłem zwyczajnie na drugi dzień od rana wyjść na polowanie i zaliczyć jeszcze kilku najbliższych lekarzy, może któryś będzie miał miejsca… i wtedy przyszło mi do głowy, że mógłbym jeszcze spróbować do polskiej lekarki zadzwonić, sprawdzić, a może a nuż będę miał szczęście i znów przyjmuje nowych? Dzwonię więc z samego rana nazajutrz, z duszą na ramieniu, pytam się czy pani dr przyjmuje może nowych pacjentów? Na co pani w rejestracji: „Ależ oczywiście!” No ale się ucieszyłem! :D Ale no ja nie wiem czy to jest takie oczywiste skoro dwa lata temu nie przyjmowała :P (ale teraz zmieniła przychodnię, teraz przyjmuje w jakimś centrum medycznym wręcz, jednak jest to tak samo blisko, a że więcej lekarzy to może i zaleta – gdyby kiedyś miała urlop czy coś, nie ma potrzeby daleko szukać zastępstwa). No ale ok, zapisałem się czym prędzej, znaczy powiedziałem że przyjdę. Poszedłem.

(i tu już się zaczyna dalej relacja rekonwalescencji ;) )
Przedstawiłem się, że jestem nowym pacjentem, i co i jak, i że po takiej operacji. Bardzo miła pani dr! Sympatyczna i zaangażowana. I jeszcze sobie trochę na Polskę w tej kwestii ponarzekaliśmy :P Także jestem przeszczęśliwy, że mi się tak udało – zmienić lekarza, też na polskiego, o wiele bliżej i wygodniej i w ogóle, i w ogóle. [A ostateczny test przeszła w tym tygodniu, bo poszedłem na zastrzyk :P Jak już przy nabieraniu stwierdziła, że gęste, to ja mówię, że tak i że mi czasem lekarze za szybko robią ten zastrzyk, i potem boli itp. – tak żeby się nie wymądrzać ale zasugerować :P no i faktycznie, zrobiła mi wolno, z przerwami /jeszcze pytając czy ok/, no nie mam zastrzeżeń. Zastrzyk był chyba igłą 0,8 ale kłucie nic nie bolało – bo to pewnie nie chodzi o jedną dziesiątą milimetra grubości różnicy, tylko bardziej o miejsce wkłucia, ale to akurat nikt nie przewidzi czy się uda pomiędzy czy akurat w komórkę nerwową ;) grunt żeby wpuszczanie nie bolało /za bardzo/.]
No więc chodziłem na zmianę opatrunków, po 2 tygodniach dała mi jeszcze tydzień zwolnienia i tak to wyglądało. W międzyczasie umówiłem się na kontrolę u „operatora”, ale wcześniej dostałem uzupełniony list, że po 3-4 tygodniach mam nosić kamizelkę z kompresami silikonowymi na blizny. Następny jakże radosny news… Po 3-4 tygodniach to mi nawet nie wyszło, bo to nie taka prosta sprawa (z resztą trochę mi się paprało przy gojeniu, przy sutkach się troszeczkę rozeszło /choć nie tak jak po pierwszej operacji/, szwy niby rozpuszczalne wyłaziły… no właśnie, bo szwy miałem prawie w całości rozpuszczalne, jeszcze takiego sposobu szycia nie widziałem – w ogóle nic nie było widać od samego początku… wyłazić to niektóre zaczęły później, większość takie przeźroczyste żyłki, ale jeden czy dwa niebieskie). No w każdym razie jak mi się w końcu udało umówić na kontrolę, to się okazało, że kamizelka musi być na miarę… więc kolejny tydzień czekania na gościa, który się tym zajmuje…
Poszedłem w końcu do niego, obejrzał mnie i mówi: „Mhm, ginekomastia?”, potwierdziłem, bo co się będę rozdrabniał :P Z resztą zaraz też zapytał jaka to ma być kamizelka, o czym oczywiście nie miałem żadnego pojęcia :P – na szczęście lekarz w tym samym budynku na dole, więc poszedł i zapytał. Wrócił i pokazuje mi w katalogu: „Już wszystko wiem, to będzie taka.” No… to co mi pokazał, to raczej „zbroja” byłoby odpowiedniejszym określeniem niż „kamizelka” XD No nic no, jak trzeba… Czekać musiałem następne dwa tygodnie, boo to oczywiście znowu korespondencja z kasą chorych (co by wyrazili zgodę na refundację), na szczęście tą korespondencję załatwił za mnie, ja tylko dostałem info o zgodzie… w którym był zawarty koszt kamizelki – jak to przeczytałem, to myślałem że z krzesła spadnę – no zgadnijcie ile może kosztować? 100? 200€? Tak obstawiałem. Ale niee… ponad 1400€… :D ale zgodę dostałem (no trudno żebym nie dostał, skoro dostałem na operację, to i na wszelkie tego konsekwencje zgoda na refundację jest raczej tylko formalnością). Ale poważnie – myślę, że ci technicy, którzy to przygotowują troszeczkę naciągają kasy chorych… toć nie złoto tylko kawałek materiału i silikonowe kompresy. Z tą miarą to też tak… na metce mam „XS”, więc albo ta miara polega na dobraniu standardowego rozmiaru, który najbardziej pasuje, albo może doszycie metki do uszytej na miarę? (choć obstawiam to pierwsze – kamizelka sięga mi do kolan XD nie no, przesadzam ale nie aż tak bardzo ;) podwijam, w końcu to i tak chodzi tylko o przytrzymanie kompresów). Kompresy są za to na miarę, ale też wyobrażałem je sobie zupełnie inaczej… myślałem, że może to będą jakieś plastry czy no nie wiem, „woreczki” z silikonem? Podczas gdy to są normalne kawałki materiału (po jednej stronie – po tej od strony kamizelki, pewnie żeby nie jeździły jest ten materiał), a po drugiej mają ten silikon – to nie jest coś, co trzeba uzupełniać, to jest po prostu silikon jak do foremek do ciasta albo zabawek erotycznych :D który się przykłada na blizny… serio nie wiem jak to ma działać, ale podobno działa :P facet poinstruował mnie, że przy takich kompresach nie potrzebuję już żadnych maści ani niczego innego. I w ogóle to odebranie kamizelki było też dość zabawne (się złożyło, że ten facet z mojego miasta, więc tu się umówiliśmy, jedna podróż mniej), pokazał mi jak się to zakłada (najpierw rzepy, potem zamek – czuję się jak trans przed operacją, to prawie jak binder :D ), „Brzucha pan już nie ma” – mówi. „Bardzo mnie to cieszy” – odpowiadam XD (ale poważnie, chciałbym mieć taką figurę jak w tym :D pułapka polega niestety na tym, że nosząc to nie widzę jak tyję faktycznie, więęęęc trzeba się pilnować :P ). 10€ (aha, 10€ to jest mój wkład własny w te 1400 :P to aż śmiesznie wygląda przy takiej sumie). Tak więc noszę tą „zbroję”, jakoś super wygodne to nie jest, ale można się przyzwyczaić (lepiej niż do tamtego pasa, z którego dr prowadzący uwolnił mnie nawet trochę wcześniej niż te 6-8 tygodni, z czego ucieszyłem się też bardzo, ale boki jeszcze są lekko takie… dziwne w dotyku), chyba że ją akurat zdejmę na dłużej (ogólnie mam to nosić cały czas… przez 3 do 6 miesięcy :/ /a może nawet dłużej/, ale tragedii nie będzie jak zdejmę od czasu do czasu – zwłaszcza, że te kompresy trzeba raz w tygodniu wygotować /a codziennie przemyć/, a kamizelkę czasem wyprać), to wtedy jak zakładam ponownie, przeszkadza dwa razy bardziej :P I jeszcze swędzi. W ogóle ciało, nie wiem, może po pierwszym praniu będzie lepiej albo to szwy kamizelki tak łaskoczą… I pod kompresami – swędzi tak, że pierwszego dnia pod prysznicem gąbką się nieźle rozdrapałem (znaczy tak szorowałem, że blizny zamiast zblednąć, zrobiły się przekrwione :P no ale nie mogłem wytrzymać… teraz już się bardziej pilnuję). Albo to włoski przylegające do ciała pod kamizelką… no to na to nic nie pomoże, mam nadzieję, że to nie jest powód swędzenia :P No i nic, czekam, teraz tylko czas…

Ale w sumie nic nie napisałem o efekcie, a więc tak: jest ładniej niż było, ale do idealności to nadal trochę brakuje (ale zdaję już sobie sprawę, że tej nie da się osiągnąć, nigdy chyba nie widziałem idealnego efektu mastektomii). Klata już nie „zgina” się na bliznach aż tak, ale troszkę nadal – to jest niestety takich urok cięć od sutków w boki, osobiście uważam, że paradoksalnie chyba lepiej mieć większy rozmiar – taki w którym konieczne są cięcia pod biustem, moim zdaniem takie blizny wyglądają lepiej, ale przy małym rozmiarze tak się nie da. A te takie do pewnego stopnia „wgłębienia” wzdłuż blizn, to nie jest błąd chirurga – na grupie o tym gadali, to taka tendencja po prostu tych cięć… Lewy sutek wyszedł bardzo ładnie, nie wiem jak ten chirurg to zrobił, ale już mi faktycznie nie sztywnieje tak w całości (razem z otoczką), tylko mniej-więcej tak jak powinno być. Prawy kształtem wyszedł trochę gorzej (i w ogóle taki jest jakiś nieruchliwy :P ale już lepiej tak niż tak jak było wcześniej), chociaż też nie tak jak to wyglądało zanim się zagoiło. W każdym razie jeśli coś będzie nie tak z wielkością, to pomyślę o tatuażu medycznym (pomyślę i tak, bo mam bardzo blade sutki, co mi się nie podoba i wygląda mi to jakoś dziwnie, ludzie na ogół mają ciemniejsze…), więc to nie aż taki problem. Ta prawa strona, w której było to wgłębienie… wygląda lepiej. W porównaniu z lewą, to nadal jest tam dołek (chociaż teraz to mi się wydaje, że wolałbym aby lewa wyglądała tak jak ta prawa niż odwrotnie :P ), ale to już chyba też jest do skorygowania ćwiczeniami (wcześniej był za duży żeby same ćwiczenia mogły tu pomóc), a zresztą nie wiem, gojenie się jeszcze nie skończyło, jeszcze pewnie parę razy się z lekarzem zobaczę (miałem przyjechać jak odbiorę kamizelkę, tylko się zaś nie mogę dodzwonić żeby umówić termin).
Reasumując: jestem oczywiście zadowolony (choć idealnie nie jest ale jak wyżej – chyba nie jest to możliwe), jest lepiej, jeszcze tylko żeby faktycznie te blizny się nie rozrastały dzięki tym kompresom, to już będzie dobrze :) Zwłaszcza, że nic mnie to nie kosztowało (nie licząc dojazdów, no parę razy tam byłem, to powiedzmy jakieś 50€ łącznie, 3 dni w szpitalu to 30€ i tych 10€ dopłaty do kamizelki), ale to tam nic biorąc pod uwagę, że polscy chirurdzy za taką operację chcą od kilkunastu do kilkudziesięciu tyś zł. (tak, taka poprawka jest podobno droższa niż pierwotna mastektomia…).
A to mój chirurg (choć tu widzę też jakąś nową sesję zdjęciową se zrobili :D ).

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | 2 komentarze

Zabezpieczony: Kopenhaga – 1-2.10.2016 (ukryta z czasem)

Ta treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, podaj hasło poniżej:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Jakość życia

Teraz czas na wpis, który chciałem dodać kiedy się zorientowałem, że mylog umiera ;) chociaż ten wpis to też tak niejako na zastępstwo, bo… chociaż mam o czym pisać, to dopadł mnie leń… w końcu nadrobię (relację z poprawki itp.). A dziś taka bardziej wklejka. Jest to mój komentarz do notki na blogu minimalistki, a tematyką było pytanie czym dla nas jest jakość życia. To był konkurs ale nie napisałem swojego komentarza w wyścigu o wygraną, tylko po prostu chciałem wyrazić swoje zdanie (nieco inne od przewodniego). Jako że jednak 30 osób miało być nagrodzonych to też się załapałem :P W sumie trochę też sobie uświadomiłem tym wpisem, więc i u siebie chcę go mieć, toteż po małych poprawkach i dodaniu komentarzy (te numery w nawiasach) zamieszczam tutaj. Ogólnie ludzie pisali dużo o zdrowym odżywianiu i jak to bardzo dodaje jakości ich życiu… meeeh, eee, nie mój klimat ;) ja żyję jakościowo po mojemu :D

A ja się chyba trochę wybiję z tego nurtu jakość=zdrowy styl życia ;) bo… niekoniecznie się z nim zgadzam ;) (to znaczy zgadzam się, że dla wielu ludzi to się sprawdza, ja jednak skupiam się trochę na czymś innym). Ale do rzeczy.

Jakoś to wartość, żebym mógł cenić moje życie, musi mi ono dawać radość.

1. Wygoda i piękno.
Jestem singlem, emigrantem, na co dzień mieszkam za granicą gdzie wyjechałem nie „za chlebem”, tylko bo taki był mój wybór, tu chciałem mieszkać od dzieciństwa, ten kraj mi się podoba, tu jest mi dobrze. Nigdy nie stawiałem na dorobienie się, bo nie taki był/jest mój cel, moim celem jest wygodne, spokojne życie. Wynajmuję dwupokojowe mieszkanie w mieście, nie zdecydowałem się na pokój ani współlokatora (co byłoby z pewnością tańsze) ponieważ cenię sobie wolność i wygodę jaką mi daje mieszkanie tylko dla siebie.
Otaczam się tylko rzeczami, które mi się podobają, trzy miesiące spałem na dmuchanym materacu zanim kupiłem odpowiednie łóżko, ale nie kupowałem pierwszego z brzegu (bo było od ręki czy było najtańsze), nie, najpierw wymyślam sobie meble jakie chcę mieć, a potem szukam ich i jeśli są w przyzwoitej cenie, dopiero wtedy kupuję :) Równie długo obywałem się bez meblościanki aż ujrzałem moją obecną w internecie i stwierdziłem: to ta! ;) Wiele godzin spędziłem przeglądając oferty z garderobami do przedpokoju, aż dobrałem odpowiednią. Ale dziś wszystko w moim mieszkaniu jest dokładnie takie jakie chciałem żeby było, łącznie z kolorem gąbki do mycia naczyń :D (żeby była pod kolor rolety i krzeseł oczywiście ;) ).

2. Wygoda i piękno w stroju.
Też już porzuciłem koncepcję noszenia znoszonych i byle jakich ubrań po domu – oczywiście ubiór po domu może i powinien być luźniejszy i wygodny, np. dres jest ok, ale to musi być ładny dres! I koszulka, taka którą lubię i taka, która mi się podoba – komu wszak mam się podobać jeśli nie przede wszystkim sobie! :) Więc wszystko co nie spełnia tych dwóch kryteriów opuściło moją szafę.

3. Czas.
Kiedyś przeczytałem takie zdanie i wbiłem je sobie w pamięć: „Zawsze możesz zarobić więcej pieniędzy ale nie możesz dostać więcej czasu” – trudno się z tym nie zgodzić… Dlatego pilnuję żeby mój czas pracy nie był dłuższy niż 40 godzin tygodniowo (a jeszcze chętniej 35) i nie biorę nadgodzin jeśli nie są obowiązkowe. Minimalizuję denerwujące czynności: kupiłem zmywarkę kompaktową – na jedną osobę idealna i odpada denerwujące zmywanie, sprzątam kiedy mam na to ochotę a nie koniecznie codziennie czy co tydzień (aczkolwiek jak już widzę, że trzeba to nabieram tej ochoty – w końcu patrz punkt pierwszy: piękno musi być ;) ).
Nie biorę na siebie nadmiaru zobowiązań, nauczyłem się odmawiać lub przynajmniej mówić: mogę się tego podjąć ale kiedy będę miał na to ochotę, miej na uwadze, że to może być za kilka miesięcy(1). I to się sprawdza.
Ale i nie mam do siebie pretensji jeśli spędzę dwie godziny przeskakując z filmiku na filmik na YouTube(2). Czy spędziłem przyjemnie ten czas? Owszem, więc widocznie to było mi w danym momencie potrzebne jako rozrywka.

4. Smaczne jedzenie (i przyjemności).
Smacznie, nie zawsze znaczy zdrowo ;) Oczywiście staram się zachować zróżnicowaną dietę (choć skłamałbym mówiąc że jem same zdrowe rzeczy ;) ), choćby dla własnej satysfakcji, że potrafię to zrobić. Ale zawsze też w moim domu znajduje się zapas słodyczy i pozwalam sobie na deser w postaci kawałka ciasta czy ciasteczka lub dwóch albo batonika. Ale to nie jest po prostu „coś słodkiego” aby było. Nie kupuję czegokolwiek, a tylko i wyłącznie słodycze, które są moimi ulubionymi. Tylko takie, które wiem że zjem z prawdziwą przyjemnością, a nie z wyrzutami sumienia, że szkoda było pochłaniać te kalorie, a nawet nie smakowało. No i chipsy – właściwie to wszystkie te, nawet ulubione, słodycze mogłyby dla mnie nie istnieć, ale paczka ulubionych chipsów na tydzień musi być ;) Nie żadnych innych, tylko tych właśnie i nie przekraczam „dawki tygodniowej”(3), tym bardziej wydają mi się uprzyjemniać życie :)

5. Kosmetyki.
Z kosmetykami jest podobnie – używam tylko kilku sprawdzonych i moich ulubionych. Poprosiłem o nierobienie mi prezentów kosmetykowych(4), gdyż sam wiem najlepiej czego chcę używać i co lubię. Wszystko inne byłoby nadmiarem.

6. Radość życia zamiast wyścigu szczurów.
Nie wiem czy chcę kupować mieszkanie na własność. Nawet jeśli z kimś się zwiążę, raczej nie będę się budować. Nie potrzebuję sprzętu za tysiące Euro ani samochodu prosto z salonu. Moje przeciętne kilkuletnie auto znakomicie spełnia swoje zadanie przewiezienia mnie z punktu a do punktu b, a przecież do niczego innego samochód nie jest potrzebny. Mój używany sprzęt grający znakomicie współgra z meblami (patrz punkt pierwszy ;) ) a nie kosztował mnie nawet 50 Euro… I dobrze mi się mieszka tu gdzie mieszkam.
Nie mam więc wygórowanych potrzeb finansowych na które musiałbym oszczędzać, dzięki temu nawet nie pracując szczególnie dużo, mogę sobie pozwolić od czasu do czasu na jakiś wyjazd czy jakiś większy zakup…

7. Małe przyjemności dnia codziennego są najważniejsze.
Nawiązując do poprzedniego punktu – drogie egzotyczne urlopy, może i są świetne ale jeśli mam dla nich pracować co dzień godzinę więcej, to ja wolę co dzień tą godzinę poczytać książkę albo pojechać rowerem nad rzekę – też świetne i spotyka mnie codziennie, a nie przez dwa tygodnie raz na rok… A weekend w jakimś europejskim mieście z lotem upolowanym na tanich lotach może być równie ekscytujący!

8. Jestem taki, żebym nie miał sobie nic do zarzucenia.
Czasami jednak zgadzam się poświęcić swój czas na coś, na co nie mam tak naprawdę ochoty… robię tak, jeśli stwierdzę, że odmowa byłaby dla mnie niekorzystna, sprawiłaby że źle bym się czuł z taką decyzją. Bo czasem po prostu chcemy komuś pomóc nawet jeśli nie lubimy tego co właśnie mamy zrobić :)

To są moje zasady :)


(1) – raczej właśnie jednak zamiast odmawiania mówię: „ok ale jak naprawdę będę miał czas i ochotę, a na razie nie mam, więc naprawdę nie wiem kiedy to zrobię…” – i zazwyczaj okazuje się że nigdy ;)
(2) – jak spędzę trzy to też nie ma, ale przy czterech to już zaczynam sobie robić wyrzuty :D – just kidding ;D
(3) – no czasem dochodzą do tego jeszcze prażynki :P
(4) – tylko że nie wszystkim powiedziałem to tak wprost i nadal zdarzają się takie prezenty…

***

Jak już wpis-wklejka, to jeszcze całkiem fajny test polityczny, mój wynik: kosmopolityczny socjaldemokrata – fajne określenie, jak najbardziej pasuje! ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | 4 komentarze

Trzecia, i ostatnia przeprowadzka (bloga)

Ze trzy dni temu chciałem ja dodać sobie notkę… jakież było moje zirytowanie kiedy się okazało, że nie da się zalogować do panelu myloga… No co tu dużo mówić: mylog był fajny, ale jeśli nie naprawili tego od trzech czy czterech dni, to źle to wróży… Nawet jeśli naprawią, to jest już zbyt ryzykowne pisać tam… Tak więc nadejszła wiekopomna chwila kiedy zdecydowałem się wykupić hosting i postawić bloga na swoim serwerze. Nie jest to jakiś wielki koszt także spoko (zwłaszcza, że przemykało mi to przez głowę już dawno). Niezaprzeczalnym plusem tego jest, że mam teraz taki ładny adres: wendigo-blog.pl, czyli prawie jak na początku, tylko zamiast kropki jest myślnik :P Mała rzecz na osłodę całej tej sytuacji. Drugim plusem będzie to, że zamierzam zamieścić tu całe archiwum – w jednym miejscu, w jednym archiwum, z jednymi tagami (brzmi niezbyt gramatycznie ;) ), a że jest tu też wyszukiwarka, to będzie chyba łatwiej przeszukiwać archiwum. Oczywiście to nie będzie tak już zaraz, bo to pracochłonna robota będzie… tzn. całe archiwum z blog.pl może uda mi się importować (ale nawet jeśli, to i tak muszę poprawić każdy wpis ręcznie, bo się przecież wykrzaczyły jak blog.pl zmienił interfejs), ale resztę to już ręcznie… no może jakoś stopniowo dam radę ;) Oczywiście smuci mnie to, że nie mogę pisać bloga jak dotychczas – w sposób prosty, gdzie mogłem napisać szablon praktycznie z głowy, bez miliona funkcji, klas i zmiennych, które w ogóle nie są mi potrzebne… no ale idziemy z duchem czasu przecież :/ więc tak żeby było po staremu to się już chyba w dzisiejszych czasach nie da… Oczywiście będę się starał uzyskać wygląd starego bloga na ile to możliwe…  Póki co doprowadziłem przed chwilą ten szablon (wybrany jako jeden z niewielu szablonów na wordpressa, które można zaakceptować) do stanu jako takiej używalności (dla mnie) i jestem po prostu tak dumny z siebie, że aż chyba dzisiaj nie zasnę XD a jak się namęczyłem żeby zmienić kolor linka „Dodaj komentarz”… dopiero po chwili mnie oświeciło, że muszę dodać tą klasę, bo nie dość, że arkusz stylów ma pięć kilometrów, to jeszcze nie ma tam wszystkiego jak się okazuje… Oczywiście jeszcze sporo rzeczy chciałbym tu zmienić… a kiedy to nastąpi, to hmm… może jednak nie będę pisał swojego szablonu od nowa, bo może jestem za stary i za leniwy :P Ten w sumie ujdzie (najwyżej zmienię obrazek, co akurat można prosto zrobić z poziomu opcji w kokpicie bloga, hmm… może to nawet fajne – szablon jeden, tylko obrazek można sobie podmieniać zależnie od pory roku, nastroju a nawet tematu notki ;) /chociaż w sumie mogłem to samo robić na starym szablonie, więc żadne to tam wow/). No w każdym razie jestem zadowolony, że mam znów gdzie pisać, bo jednak jestem uzależniony od bloga i nawet jak czasem tygodniami nie piszę, to mimo wszystko muszę go mieć ;)

W najbliższych planach mam jeszcze zainstalowanie disqusa jako systemu komentarzy.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | 1 komentarz

taki cytat (do poprzedniej notki)

Że to akurat tak pasuje trochę do poprzedniej notki, z ostatnio przeczytanej książki („Susza” Mastertona, ale w sumie nie polecam, za dużo polityki, za mało horroru), to chcę sobie chcę tu zamieścić ten cytat (ten pierwszy, a drugi bo też jest dobry):

„Nie można przejść przez życie, bojąc się śmierci. (…) Jeżeli całe życie będziesz bać się śmierci, to nie będziesz żyć nigdy. Nie naprawdę… nie tak, jak Bóg chciał, abyś żył. A smutne w tym jest to, że i tak się umrze, prędzej czy później.”

„Możesz uciec przed światem, jak daleko tylko chcesz, ale nigdy nie uciekniesz przed sobą. Gdziekolwiek pójdziesz, tam, kurwa, jesteś.”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

następny level

Kiedy parę miesięcy temu rozważałem zacząć angażować się w seksualne znajomości, zastanawiałem się jak w ogóle tego dokonać (bo jak to, ja?) i że to takie niebezpieczne (bo przecież każdy poza mną to szaleniec ;) )… doszedłem do wniosku, że ok, to może być niebezpieczne. Ale…

Ale życie to gra. Jakby nie spojrzeć, to gra. Jeśli nie zagram, mogę tylko do siebie mieć pretensję, że zmarnowałem partyjkę.
Tak jak ludzie molestowani. Czy zgwałceni. Dostali kiepskie karty, tak jak ja tylko w różne gry gramy. I albo się pozbierają albo przegrają tą grę. Ja nie chcę przegrać mojej gry. Albo może inaczej: ja nie chcę odpuścić sobie tej partyjki nawet gdybym miał ją przegrać.

– życie przypomina przejścia do nowych plansz w grze – wtedy to napisałem.
Nie odpuściłem sobie, dokonałem tego, przeszedłem do nowej planszy. Pierwsza rozgrywka zdecydowanie jest wygrana ;) Jestem z siebie dumny i co jeszcze mogę powiedzieć? W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że nic się nie zmieniło… ale zmieniło się, dużo się zmieniło. Już nie czuję żeby mi czegoś brakowało (w sensie, że coś mnie w życiu ominęło, ale w tym drugim sensie też mi chyba niczego nie brakowało ;) ).
Zmieniło mi się też postrzeganie swojego ciała. Wygląda na to, że jest kompletne, takie jakie jest. I może mi dawać tyle przyjemności (i nie tylko mi ;) ), czego chcieć więcej? Falloplastyka nic by tu nie pomogła, a pewnie by tylko popsuła (moje czucie, bo lepsze to już z pewnością nie może być, a skoro nie może być lepsze, to może być gorsze). A niektóre moje „wady” okazują się dla innych zaletami (np. wzrost – są faceci 170-coś cm, a jeśli oni do tego lubią niższych… to jestem idealny ;) ).
Ale jestem też szczęśliwy, że mam te operacje za sobą. W tej sytuacji (będąc TS) naprawdę nie mogłoby być lepiej… Nigdy jeszcze nie czułem się tak „kompletny” jak teraz… A jednocześnie, że transseksualizm to może nie być kwestia, nie była, w ogóle jej nie było, facet mi powiedział co lubi w mężczyznach i pasowałem do tego opisu. I tyle. Tylko tyle. Transseksualizmu w ogóle nie było. I było zajebiście ;)
Trochę to trwało, bo psychicznie musiałem długo sobie w głowie układać, ale cieszę się, że mogę realizować swoją seksualność właśnie tak! Tak jest idealnie i nigdy nie chcę inaczej.

Jedyny problem jest taki, że seks nie zaspokaja, raczej rozbudza jeszcze bardziej :D Chociaż w sumie po drugim mi trochę przeszło ;) Ale ogólnie kompleksy moje zmalały. Inni faceci też nie wyglądają jak z katalogu ;) Po drugie niektórzy (tak samo jak ja) patrzą tylko na twarz i reszta nie bardzo ich interesuje :) Po trzecie niektóre z moich wad faktycznie okazują się zaletami (żaden z nich by prawdopodobnie do mnie nie napisał gdybym nie był niski :P ). Po czwarte nadwaga (czy niedoskonałości cery itp.) to tam już w łóżku nie mają żadnego znaczenia i nikt nie zwraca uwagi :D
Jeszcze tylko tak sobie myślę… większości facetów z wiekiem spada testosteron, nam nie jeśli będziemy pilnować ustalonych dawek – ale nie wiem czy to tak dobrze :D całe życie z takim libido? toż to szok… ;)

Także fajnie fajnie, z tym drugim może będzie jakaś stała relacja… Tylko już się pojawiają problemy powiedzmy logistyczne… Że niby gdzie jestem i co w tym czasie robię? I to jest właśnie kwestia, w której nikt nie nie rozumie i czytelnik myśli sobie teraz pewnie: „O co w ogóle chodzi? Przecież nie musisz się spowiadać mamie, jesteś dorosły!” Oczywiście, że nie muszę… tylko że zawsze chciałem. Jestem z tych, którzy rzucali plecak przed kuchnią po powrocie ze szkoły i opowiadali każdą lekcje ze szczegółami. Gdyby mnie mama powiedziała: „wychodzę dziś, po prostu wychodzę” to chybabym zawału dostał. Po prostu tak się nigdy nie zdarzyło, choć ona tym bardziej nie musi się tłumaczyć. Przez całe życie nie zdarzyło się żeby moja mama wyszła gdzieś, nie mówiąc MI gdzie wychodzi. Ja dzisiaj nawet wiem kiedy i gdzie wychodzi choć nie mieszkamy razem od 5 lat i dzielą nas setki km. Bo mi po prostu zawsze pisze np. informując że jej nie będzie online, bo gdzieś idzie czy coś robi. Ja zresztą też tak robię. Tak, jak nie jestem w pracy (albo ona), to mamy praktycznie cały czas komputery włączone i albo gadamy godzinę na Skype, albo 10 minut za to co pół godziny przez cały dzień ;) Bo mi się np. przypomni że pranie mam zrobić i muszę zapytać ile proszku, albo gotuję coś i nie wiem, albo ma mi coś sprawdzić w moim pokoju… I tak to leci, tak leciało dotychczas.. I tylko ja zaczynam kombinować: „wyłączam się, bo może poczytam albo wcześniej się położę…”

Kiedyś też zacznie być podejrzane (dla wszystkich), że ja się tylko z mężczyznami spotykam, w moim życiu przewijają się jakoś sami faceci. Jak to kolega z poprzedniej pracy to jeszcze zrozumiałe (żonaty ;) ), ale reszta… Ilu można mieć, nagle, kolegów? :D A teraz będę jeszcze chodził na „kółko zainteresowań”. Jakich? Wszelakich XD Taki szczegół, że z samych gejów złożone XD

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Termin poprawki

To trzeba opisać, bo to nie do uwierzenia co wczoraj przeżyłem :P Na rano miałem wizytę na umówienie terminu poprawki mastektomii, więc pomyślałem sobie, że po nocnej zmianie akurat się umyję i spokojnie sobie pojadę, zajmie to może ze 3 minuty bo przecież już z chirurgiem mam wszystko omówione i będę miał resztę dnia dla siebie, to załatwię jeszcze dwie sprawy i się prześpię, bo wieczorem grupa… Zamiast 3 minut, spędziłem tam prawie 3 godziny… Ale po kolei.
Jak zwykle zjechałem z autostrady, jak zwykle nie skręciłem we właściwą uliczkę ;) (ale tam naprawdę wygląda jakby nie było wolno) i trochę objechałem, ale na parking trafiłem. Potem twardo przez park nowymi alejkami waliłem (znaczy takimi, którymi wcześniej nie szedłem), faktycznie wyszło jeszcze krócej, zdążyłem na czas. Na miejscu wszystko fajnie, pani w recepcji jakimś dziwnym trafem zapamiętała moje nazwisko :P skserowała zgodę z kasy chorych, poczekałem, wszedłem do gabinetu, przywitał mnie lekarz, krótkie streszczenie że dostałem decyzję o refundacji, pogratulował, zapytał czy rozmawialiśmy o silikonowych… czymśtam :P nie wiem, okładach? ja że nie… obejrzał jeszcze raz miejsce do poprawki i mówi że tak, w tym przypadku to będą te silikonowe… wszystko mi jedno co, dowiem się jak będę po XD W końcu mówi:
– To kiedy pan chce operację?
– Yyy, no nie wiem, a kiedy mogę mieć?
– Kiedy pan chce, np. w przyszłym tygodniu to nie ale w kolejnym akurat ktoś odmówił z poniedziałku.

Ja na to że super, idealnie, pasuje. Potem mnie pyta o jakiś papier, a ja na to że nic o tym nie wiem, okazało się, że czyjś skan do mojej dokumentacji wkopiowali :P Przyszła ta babka z recepcji, powiedział jej żeby to skorygowała, potem coś jeszcze pytał o jakiegoś lekarza czy będzie w ten następny poniedziałek, bo: chciałbym z nim operować, to właściwie coś dla niego, i miała zadzonić by się dowiedzieć (ale chyba będzie skoro mi nie przełożyli terminu ;) ).
I wtedy się zaczęło.
– Zaraz przygotuję dokumenty, kolega z panem wypełni ankietę, potem pójdzie pan na górę do sekretarki i ona panu wszystko wytłumaczy co do przyjęcia.
Wszystko super, brzmi jasno i logicznie :) Zaraz przyszedł ten kolega (chyba jakiś młody stażysta), wyjaśnił ryzyko (że możliwe infekcje, krwiaki, blizny mogą zmienić kształt, takie tam blabla jak zwykle), odpowiedziałem na pół tysiąca pytań na co nie choruję, na koniec mówi:
– Teraz pójdzie pan do sekretarki na górę i do końca korytarza w prawo z tymi papierami ale najpierw tu w rejestracji wydrukują panu skierowanie.
Ja się pytam gdzie w ogóle są schody na górę XD mówi, że przy wejściu, no faktycznie były tylko jak się nigdy nie zwraca uwagi, to się nie widzi :P No ale najpierw podszedłem do tej rejestracji i mówię co potrzebuję (na ten moment już chyba miałem przesyt tych ich długich słów i może skracałem, ale babka wiedziała o co mi chodzi :P ). Wchodzę na tą górę, nie było źle, faktycznie znalazłem sekretariat i mówię że miałem tu przyjść żeby pani mi powiedziała… Ona się patrzy pytająco, a ja przecież też nie wiem co ona mi miała dokładnie powiedzieć XD więc w końcu coś tam zacząłem dukać, że no to co trzeba ma mi powiedzieć XD No to wzięła te papiery, zapytała o adres telefon, jeszcze parę papierów dołożyła, zapytała czy mam dziś czas na rozmowę z anestezjologiem, no co mam nie mieć, jak już tam jestem to mam.
– To pójdzie pan z tym skierowaniem, do budynku głównego, przez główne wejście i trochę tak po prawej jest rejestracja. Potem na rozmowę z anestezjologiem, a potem na Stację 15, na której pan będzie leżeć – wtedy się domyśliłem, że to jednak nie będzie ambulatoryjnie tylko pójdę do szpitala.
Ja stoję i wyglądam na zielonego, powtarzam te trzy punkty żeby zapamiętać (choć zapisała mi to).
– Dokładnie. Najpierw rejestracja. Da pan sobie radę. (:D) A wie pan gdzie jest wejście główne?
– Nie…
– Tutaj wyjść z budynkublablanalewoiprostoblabędzieapteka,minąćjąblablablawśrodkuwprawoblablaodinformacjiblablabla…
– tak mi to brzmiało mniej-więcej XD No i jeszcze że potem do anestazjologa. – Ale to panu w rejestracji powiedzą.
No ale nic, domyśliłem się z której strony szpitala (a raczej który budynek, bo to jeszcze różne budynki), bo pierwszym razem od tamtej strony przyszedłem (ale wejście główne jest jeszcze dalej więc i tak pobłądziłem, ale relatywnie szybko trafiłem). Wchodzę ja tym wejściem głównym i się rozglądam, widzę informację, do której jak podszedłem to zobaczyłem i rejestrację ale i tak dobrze, że zapytałem o nią, bo mi pani uprzejmie odpowiedziała (w tempie karabinu maszynowego):
– Tamwisitakaskrzyneczkatrzebwyciągnąćnumerekipoczekaćażsięwyświetli, apotemtunaprawopododpowiedniestanowisko.
Pani, przecież ja muszę to przerobić w głowie XD do mnie dociera z półsekundowym opóźnieniem, plus pół sekundy na przetłumaczenie w głowie ;) Tak też zrobiłem, na szczęście prawie od razu mój numer się zapalił, to chyba zawsze tak szybko idzie jak nie ma ludzi. Wchodzę, mówię, podaję papiery, pani znów sprawdziła adres i telefon, zapisała osobę kontaktową, zadała parę pytań, coś podrukowała, coś zabrała z papierów, jeszcze więcej dodała, dodała mi drugą teczkę z jakimiśtam informacjami dla mnie (i ogólnymi, np. o parkingach w pobliżu), w tym momencie mógłbym założyć nowy segregator z papierów które miałem w ręce XD no może trochę przesadzam ale teczkę, taką konkretną, na pewno. Na koniec powiedziała, że w dzień przyjęcia mam od razu iść na Stację 15, bo tu z resztą nikogo tak wcześnie nie będzie.
– Teraz pan pójdzie na anestezjologię, to jest tu w kierunku lekko w prawo, potem w lewo, schodami piętro wyżej, tam będą szklane drzwi, za nimi na lewo, do końca korytarza i będzie napisane dr. Xxxx.
Starałem się zapamiętać chociaż połowę tej drogi XD jednak było ciężko, w dodatku gdzieś w okolicy półpiętra mój język cofnął się do poziomu „Kali mieć krowa” więc kiedy gdzieś tam po drodze miła pani (chyba pielęgniarka) zapytała czy może w czymś pomóc, to zdołałem tylko wykrztusić:
– Eee… Anestesjologia? (zamiast jakoś ładniej zapytać)
Znów mi zaczęła tłumaczyć i znów miałem wrażenie, że to jakieś jeszcze z pięćset km XD ale jakoś na ślepo trafiłem (a wcześniej, ale już na tym korytarzu jeszcze raz zapytałem, ale to już była ta pani od rejestracji).
Wspomniana pani od rejestracji wzięła moje papiery, podała mi inne i mówi:
– Czy byłby pan tak miły i już wypełnił taką ankietę? (i jeszcze cośtam wcisnęła żebym se poczytał, o jakimś programie który mają teraz, cośtam że wprowadzają razem z aparaturą do oddychania, żeby tego węża wzmocnić /?/).
Jakbym wiedział, że będę musiał pisać w tym języku, to bym z notatkami przyjechał XD a tak to żem pewnie też na poziomie „Kali…” napisał kilka słów (do pytań, gdzie trzeba było odpowiedzieć). Ale no trudno. Wypełniam z ciężkim trudem tą ankietę (ale jakoś podobna była do tej pierwszej co ten młody stażysta ze mną robił), a obok przyszedł jakiś lekarz po jakiegoś starszego gościa – ja się tak patrzę i przysłuchuję, ten lekarz sprawiał mi wrażenie upośledzonego, aż się przestraszyłem że to ma być i mój anestezjolog, ale nie (z resztą może dostosował się do pacjenta ;) ). Mnie za chwilę wzięła miła pani, bardzo sympatyczna, wesoła nawet. Opowiedziała że nie jeść, nie pić itp. – jak zwykle. Zerknęła w papiery:
– Mhm, to trochę pan już tych narkoz miał, zawsze bez problemu?
Ja że tak. Zaproponowała słabą tabletkę uspokajającą w dzień operacji, ja tam się nigdy nie denerwuję (aż tak ;) ) takimi rzeczami, ale tak jakoś, a niech będzie. Ona:
– Taak, to nic złego ;)
Potem jeszcze o tym programie, czy wyrażam zgodę, nic to nie zmienia, nie ma na nic wpływu, to proszę bardzo.
Po rozmowie jęła mi tłumaczyć jak mam dojść na tą „Stację 15” (bo powiedziałem oczywiście, że nie wiem gdzie to jest, nie, nigdy u nich nie byłem :P ):
– To właściwe jest tutaj na wprost, ale jak pan widzi tam jest zakaz przejścia, trzeba wyjść tutaj w dół i w prawo i przejść parterem, albo górą i wrócić na ten sam korytarz.
Och, jakże to znowu prosto zabrzmiało. Wyszedłem, w dół, na prawo, kolejne schody i eee… jakbym już to miejsce widział. No to jeszcze raz, na prawo… ja już tutaj byłem! Przed chwilą. Dwa razy XD Poważnie, tam mają takie schody że się wychodzi w to samo miejsce, że można chodzić w małe kółeczko XD Więc jak wróciłem w nie drugi raz już chciałem znów kogoś pytać ale patrzę, no przecież stąd wyszedłem, nie wrócę pytać raz jeszcze bo obciach, więc idę tym jakimś długim korytarzem, który pozostał, najwyżej dalej zapytam. Faktycznie gdzieś doszedłem, znów zapytałem, chyba to była ta dobra droga ale jeszcze był kawał. Dobra, widzę pokoje od 14… więc to chyba „Stacja 14”, więc piętnasta musi być gdzieś obok, znalazłem! Kolejnym cudem (idąc po prostu z braku lepszego pomysłu prosto) znalazłem sekretariat. Tam nikogo, tylko obok jakieś dwie młode kobiety (pracowniczki?) zapamiętale o czymś dyskutują po jakiemuś (rosyjsku?), to się pytam nieśmiało jednej z nich w końcu czy tu ktoś przyjdzie. Przyjdzie, już idzie. Faktycznie przyszła jakaś młoda kobieta:
– Ktoś wie, że pan tu jest?
– Eee, nie wiem, miałem tu przyjść, no to jestem.
(oto jestem! XD )
– Dobrze, to ja już to (papiery) wezmę, proszę poczekać kawałek dalej w poczekalni.
No to siedzę w tej poczekalni i czekam… W końcu przychodzi jakaś starsza kobieta i mówi do mnie:
– Właściwie to może pan już iść. Do widzenia.
o.O alejakto? przecież ja nic się nie dowiedziałem jeszcze XD no to ją pytam co ja mam ze sobą wziąć do tego szpitala (znowu wiecie: „Kali-mode-on”, więc nie od razu mnie zrozumiała XD ), ale się w końcu dowiedziałem, że ręcznik, bieliznę i łatwo zdejmowalne buty/kapcie. I:
– Do zobaczenia za tydzień.
No to do zobaczenia. Tylko potem się zorientowałem że za dużo papierów tam zostawiłem… zwłaszcza ten jeden z numerem telefonu, na który mam potwierdzić termin dzień przed :/ i teraz będę musiał po niedzieli wydzwaniać na informację (ale tą kartkę akurat na szczęście mam, to mam nadzieję, że nie będzie problemu i mi podadzą gdzie mam potwierdzić).
Wyjście stamtąd na zewnątrz też mi poszło średnio – niby pisało „Ausgang” ale jakimś cudem trafiłem do piwnicy XD ale chyba nikt mnie nie widział, potem jeszcze w jakiś korytarz aż w końcu trafiłem. Czarno widzę poranek dnia przyjęcia :D Szczerze mówiąc już bym chciał tam leżeć, najlepiej na stole albo na sali wybudzeń…
Stamtąd ruszyłem do samochodu (najpierw w złą stronę oczywiście :D ), z głupkowatą miną adekwatną do mojego ówczesnego IQ, które spadło z pewnością o 50% ;) Serio nie umiałem myśleć o niczym przez całą drogę do samochodu i czułem się jakby przejechał po mnie walec, a jednocześnie niebezpiecznie blisko szaleństwa :P Pamiętacie z filmu animowanego jedną z dwunastu prac Asterixa, kiedy miał zdobyć formularz? Jeśli nie to zapraszam tutaj (40:57) (a te schody to niczym z 44:02 minuty), tylko że dziś to nie wydaje mi się już takie śmieszne XD (ale pewnie swoją cegiełkę dołożyło do tego całego chaosu moje niewyspanie).

W domu po prostu musiałem odsapnąć chociaż godzinę. Jak pojechałem następne sprawy załatwiać, to oczywiście doradcy podatkowego nie zastałem (no jakże to tak może być żeby pracować jeszcze o 15:00 w piątek…), za to w mojej firmie pośredniczącej poszło gładko i sympatycznie. Wprawdzie nie do końca zadowalająco wyjaśniłem pewien jeden dzień gdzie mi wpisali urlop, a za to wpisali jakbym pracował w święto, ale zbyt mało przytomny byłem żeby zadać jeszcze jakieś pytanie inaczej sprawę ujmując. Ale za to jak powiedziałem o operacji, to ok, nie ma problemu, dobrze że mówię wcześniej, tylko jeszcze żebym w miejscu pracy powiedział, bo mogą kogoś za mnie na zastępstwo posłać, zwolnienie nie ma problemu – dostarczę po wyjściu ze szpitala. Także pozytywnie.
Potem (chyba z tej głupoty swojej tego dnia ;) ), wybrałem się do centrum handlowego, do którego dojechać komunikacją miejską jest ciężko (i długo), bo korki. Ja nie wiem co to jest, zadupie jakieś mojego miasta, a korki gorsze jak w centrum, dobrze że tam nie mieszkam i będę pamiętał żeby nigdy nie mieszkać ;) Tak więc do domu już nie zdążyłem tylko od razu na grupę, która tego dnia byłą bardzo kameralna (6 osób) ale i tak sympatycznie (nawet w pewnym sensie bardziej).
Oczywiście Kali-mode utrzymywał się przez resztę dnia, jeszcze nigdy nie byłem tak bardzo świadomy błędów które popełniam w mowie, oczywiście 20 sekund po tym kiedy je wypowiedziałem XD

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz