Obywatelstwo (cz.1)

– Oglądam sobie czasem na YT jakieś wspomnienia z okresu IIWŚ. I strasznie mnie przeraża, że dla tych zacietrzewionych ludzi komentujących najważniejsze jest to, żeby pięć razy podkreślić że to robili Niemcy, zamiast to, że to ludzie ludziom robili (i broń Boże nie naziści, „bo to sztuczne pojęcie” – tak mi ostatnio jeden napisał, „tylko Niemcy!!!!!11!!1”). Pewnie się uważają za lepszych i będących ponad to. A przeraża mnie to, bo „Eksperyment” i „Efekt Lucyfera” ale gdzie tam na takim poziomie można porozmawiać z jakimś pieniaczem… Jak się wdałem w dyskusję, to już prawie usłyszałem, że Hitler był lewakiem :] I że jestem lewacką pizdą i… jakieś takie określenie na zboczeńca ale już nie pamiętam :D (to nie była jedna dyskusja i nie tylko na YT, raz nawet ktoś do mnie na FB napisał! czujecie to? mnie by było wstyd pod własnym nazwiskiem takie rzeczy pisać). Oczywiście ja nie kłócę się, jak tylko ktoś zaczyna mnie wyzywać, to kończę tą „dyskusję” w myśl zasady: „Nigdy nie kłóć się z głupkiem – ktoś mógłby nie zauważyć różnicy”. I oczywiście za każdym razem konsekwentnie zgłaszam treść do zablokowania (na FB też zgłosiłem, co nie jest aż tak intuicyjne ale posiedziałem nad tym i znalazłem).
„Konfederacja: Rozdzielimy LGBT od państwa. Wprowadzimy ustawę anty-LGBT”: „Konfederacja na pewno nie będzie wysyłać funkcjonariuszy policji, bezpieki, przeciwko normalnym ludziom po to, żeby osłaniali parady dewiantów.” A to są ci normalni ludzie: [link]. I jeszcze ten jest bardzo normalny: „Korwin-Mikke znów szokuje: Trzeba ich wyrżnąć”.
Jap**… na jakim świecie ja żyję… no na szczęście ja nie w Polsce XD A potem słyszę pytanie jakie korzyści ma mi dać przyjęcie obywatelstwa kraju, w którym mieszkam. No może właśnie takie – posiadanie obywatelstwa państwa, które szanuje swoich obywateli, wszystkich? To chyba dość duża korzyść, tak myślę. Więc jak jeszcze ktoś chciałby zadać mi pytanie po co mi to obywatelstwo, to uprzejmie proszę jeszcze raz przeczytać ten wstęp, a potem wyciągnąć wnioski.
Bo już nie wspomnę o tym, że chcę głosować w wyborach tu gdzie mieszkam, i że po prostu zawsze chciałem tu być i być obywatelem.

Po tym przydługim wstępie (aczkolwiek uważam, że koniecznym), przejdę teraz do rzeczowego opisu procedury (wzbogaconego o moje doświadczenia ;) ).
Kiedy minęło mi 8 lat zamieszkania tutaj… to nie od razu poleciałem do urzędu, bo jakby to wyglądało ;) Odczekałem jeszcze dwa miesiące :D A tak poważnie: akurat byłem 1,5 miesiąca przed końcem umowy o pracę i chciałem poczekać aż mi przedłużą, tak też się stało. Wyszukałem więc sobie w internecie godziny otwarcia urzędu… i nie było jasne czy trzeba mieć termin czy nie trzeba – napisałem więc maila i odpisali że obecnie jest mało klientów i nie trzeba mieć terminu. Więc poszedłem.
Na dole siedzi pan i rozdziela kto gdzie i rozdaje numerki (pytał czy wstępna rozmowa czy chcę złożyć wniosek, mówię, że wstępna). Chyba mi nawet powiedział, że drugie piętro więc ok – budynek labirynt ale tam nawet jakoś trafiłem (tylko z powrotem zabłądziłem :D ), bo to nie jest tak, że są windy i klatka schodowa, tylko windy owszem, a poza tym tu jakieś schody, tam na środku korytarza takie kręte okrągłe schody… poszedłem nimi, a potem dłuuugim i zakręcającym korytarzem – trafiłem. Usiadłem w poczekalni aż się zaświeci mój numerek z numerem pokoju do którego mam się udać. Miły pan wręczył mi tam wniosek do wypełnienia na kilkanaście stron z zakreślonym tym, co mam wraz z nim donieść… łuu… tonę papieru :P (ale pan powiedział, że np. wynik Einbürgerungstest mogę donieść później, i że procedura trwa kilka miesięcy). Więc cóż zabrałem papiery i wyszedłem (i jak już wspomniałem – zabłądziłem gdzieś po schodach pożarowych :P ale akurat ktoś wyszedł z jednego pokoju i mi otworzył te drzwi otwieralne tylko w jedną stronę), w końcu jakoś wyszedłem aczkolwiek po drugiej stronie budynku – żeby wrócić na parking, obszedłem budynek (bo nie ryzykowałem przechodzenia przez niego ;) ).

Teraz zaczęła się faza zbierania papierów:
– dowód osobisty/paszport – wiadomo;
– zdjęcie jak do dowodu – to też;
– odpis zupełny aktu urodzenia i tłumaczenie (przez tłumacza zaprzysiężonego tutaj! nie może być z Polski), to zamówiłem sobie przez internet i odebrałem przy następnej wizycie w PL (można też zamówić na polski adres ale nie miałem aż tak daleko, a nie chciałem za przesyłkę dopłacać ;) ). Odpis zupełny, powiadam Wam, w naszym przypadku (tzn. ts po korekcie) wygląda słabo – wszystko jest po staremu i tylko z tyłu jakiśtam dopisek, że mocą wyroku sądu została zmieniona płeć i imiona. No słabo ale co począć ;) Pani tłumacz się przez chwilę zdezorientowała (no bo pisałem, że akt mój a tu widzi jakieś obce dane na stronie głównej :D ), ale za to potem zagęszczenie „Panów” w rozmowie było x2 ;) (zauważyłem coś takiego już nie pierwszy raz, w sumie przy odbiorze odpisu aktu w PL też :D jak ktoś poznaje moją przeszłość, to zwraca się poprawnie z podwójnym natężeniem ;) no ale to spoko). Btw. tłumacza znalazłem… na mojej ulicy – aż nie mogłem uwierzyć że tak mi się udało :P Także super, fajnie mieć tłumacza przysięgłego za prawie że sąsiada, przydaje się ;)
– historię ubezpieczenia emerytalno-rentowego w tym kraju – to akurat było najłatwiejsze do zdobycia – trzeba było na pewien (podany tam) numer telefonu zadzwonić i zamówić, dostałem pocztą chyba za 3 dni;
– umowę o pracę;
– trzy ostatnie odcinki wypłaty;
– pozytywnie zaliczony Einbürgerungstest – no spoko tylko weź się umów na to :D Tylko jedna instytucja je przeprowadza (dostałem w urzędzie namiar) – z miesiąc trwało nim się tam w ogóle dodzwoniłem, bo pierwszy raz ferie, potem zadzwoniłem za późno, innym razem coś tam jeszcze… Jak się w końcu dodzwoniłem to pani mi powiedziała: „tak, mamy jeszcze ostatnie miejsca na grudzień, proszę przyjechać do końca tygodnia (bo trzeba się osobiście zarejestrować i zapłacić), a najlepiej to jeszcze dzisiaj, bo ostatnie miejsca szybko znikają…”, a dzwoniłem z pracy na pierwszej zmianie. Otwarte do 15:00. No to pędem gnałem tam żeby zdążyć i pięć minut przez zamknięciem się udało ;) To był koniec września albo początek października. Termin testu: 13 grudzień…
– zaświadczenie o znajomości języka na poziomie co najmniej B1 – tu następna przeprawa. Najpierw moje wątpliwości, że ja to może jednak w sumie B2 bym zaliczył… aaa jak nie? Z pisaniem to u mnie tak trochę słabo ;) resztę bym pewnie zaliczył. No i tak rozkminiałem (tu z urzędu też dostałem namiary), a wiecie jak to z moim dzwonieniem jest żeby się gdzieś umówić – no nie lubię ;) i już tylko z tego powodu miałem się nawet rejestrować do Goethe Institut, bo tam można było się zapisać przez neta :D W końcu jednak wątpliwości co do ceny wzięły górę i… napisałem parę maili do tych szkół :D I dobrze, bo się okazało, że mogę zrobić ten test za 100€ czyli ponad połowę taniej niż bierze Goethe :) Tam też się umówiłem (btw. ten sam budynek gdzie chodzę na grupę wsparcia :P ). No ale tam też trzeba było pojechać, odczekać swoje w kolejce z numerkami (no pół godziny to minimum tam spędziłem – pół godziny żeby się tylko na test zapisać…), zapłacić i dostałem termin na listopad.

Potem było czekanie ;)

W listopadzie był test – słuchanie, czytanie – to proste. Pisanie – o dziwo też poszło mi tak gładko, że się tego wcale nie spodziewałem :D (no ale napisanie listu, to jednak najprostszy chyba możliwy list ;) wiadomo że tam trzeba zawrzeć pewne informacje, ale wyjątkowo jakoś proste to było). Na drugi dzień poszedłem na część ustną. Tam trafiła mi się partnerka, która ja nie wiem na co zdawała ale chyba nie na B1 ;) bo mówiąc delikatnie, to nie bardzo można było z nią porozmawiać, ale prowadzące coś mi tam podrzucały i porozmawiałem z nimi :P Jeśli się zaciąłem to tylko z powodu ogólnej tej mojej słabej kreatywności ;) ale ogólnie poszło ok, panie powiedziały, że teraz czekać na info listowne, a certyfikat pewnie trzeba będzie odebrać osobiście (nie trzeba było, dostałem pocztą jeszcze w grudniu, krótko przed świętami, zdałem wszystko na max, poza mówieniem – tam miałem punkt mniej ;) więc no tak, teraz myślę, że to było dla mnie za proste i pewnie bym jednak B2 zaliczył ;) ).
W grudniu Einbürgerungstest – to w sumie tylko formalność, na 33 pytania trzeba mieć dobrze połowę, więc ciężko byłoby tego nie zaliczyć ;) no aaale mieć 15 błędów, to trochę wstyd ;) Ja miałem (rozwiązując przez internet, o tutej) zwykle 5-6 (też niezbyt ;) ), taki wynik łatwo jest osiągnąć bez przygotowania, bo ustrój polityczny tego kraju nie różni się przecież specjalnie od Polski, a historię każdy Europejczyk mniej-więcej zna, więc przynajmniej dla nas Europejczyków to tylko formalność. No ale żeby mieć jeszcze mniej błędów… dzień przed testem przeczytałem wszystkie pytania raz jeszcze i w końcu miałem tylko 2 błędy :) (tzn. wynik przychodzi też pocztą, straszyli że do 9 tygodni, ja dostałem po jakichś 4).

Jak już więc miałem komplet tych papierów (łącznie z kserem wszystkiego – 1cm plik papieru, a może i 1,5cm), to zacząłem wypełniać wniosek. A tam następne niespodzianki – a bo to ja pamiętam adres, pod którym mieszkałem od urodzenia? :P mama też nie pamiętała ;) ale dogrzebałem się do mojej książeczki zdrowia dziecka… Potem historię miejsc pracy z ostatnich 8 lat, ile zarabiam, jakie mam wydatki – no kuźwa z 10 stron ma ten wniosek :D (albo i więcej… ale trzeba też podać żonę, męża jak się ma i dzieci, no to wiadomo – u mnie puste). Inne niejasności to jak wpisać szkoły (zostawiłem puste, pani w urzędzie mi wpisała – wpisać je trzeba „po niemiecku” tzn. niemieckie odpowiedniki), co zaznaczyć w punkcie czy jestem gotowy zrzec się obecnego obywatelstwa… I pięć stron podpisów dotyczących jakichś RODO itp. ;) (nie no, jeszcze są też oczywiście deklaracje, że zobowiązuję się przestrzegać konstytucji, prawa itp.). Zarwałem noc żeby to wypełnić :D
Rano w poniedziałek pojechałem do urzędu – znów pan w recepcji, znów numerek, znów labirynt… Pani wzięła wniosek, zaczęła sprawdzać („Tu nie wypełniłem, no bo nie muszę się zrzekać obywatelstwa…” – „No tak, tak” /sama coś tam dopisała, że EU i cośtam/), sprawdzać papiery z kserami i z listą tego, co miałem przynieść („A pozwolenie na pobyt pan ma?” – „Mam stare Freizügigkeitsbescheinigung ale z tego co wiem, to już jest nieaktualne i nie trzeba…” – „Tak, tak, nie trzeba, tak tylko pytam…” /bez sensu :D/, „A robił pan test poziomujący?” jak zobaczyła ten mój B1 – „No nie, myślałem o tym, ale… tak jakoś…” – „Ok, B1 wystarczy.” /no ale fakt, mogłem się postarać może gdzieś o ten poziomujący/), podpisałem jeszcze kilka kartek „Bo się prawo zmieniło odnośnie danych osobowych” – czyli dodatkowe tam jakieś pierdoły, na oko to to samo co było pod moim wnioskiem ale niby nie, dostałem potwierdzenie złożenia wniosku z numerem sprawy (trzeba zgłaszać wszystkie zmiany jakie ewentualnie zajdą – przeprowadzki, zmianę pracy, stanu cywilnego itp., rozpatrzenie trwa około 6 miesięcy) i kartę do zapłaty za złożenie wniosku – to jest karta do kasy, miałem zejść na dół, włożyć do automatu, zapłacić i karta zostaje w automacie, potwierdzenie jest dla mnie, a czy zapłaciłem pani sobie sczyta w systemie (wiem jak to działa, bo podobnie to działało jak za wydanie prawa jazdy płaciłem, a wcześniej rejestrację samochodu, tylko wtedy musiałem wrócić po zapłacie, tu na szczęście nie, bo ja dziękuję pokonywać ten labirynt po raz kolejny :D swoją drogą tak to powinni w polskich urzędach też załatwić, a nie te kasy do których się czeka… a czasem kasjer(ka) wyjdzie na papierosa i se możesz czekać…). Ruszyłem wiec do kasy i tym razem pomny błądzenia za pierwszym razem, postanowiłem sobie, że czekam na windę i nie schodzę na pieszo bodaj miałbym pół dnia stać ;) na szczęście winda była szybko i w miarę nawet trafiłem do tych automatów, a potem do wyjścia też już nie było daleko.

Coś o kosztach:
– odpis zupełny aktu urodzenia: (nie pamiętam ceny, internet pisze: 33zł)
– tłumaczenie: 42€
– Einbürgerungstest: 38€ (eee… czy 28€? nie, chyba 38€ ale nie jestem pewien ;) )
– test na B1: 100€
– opłata za złożenie wniosku o obywatelstwo: 255€
– no i tona kser ;)
koszt całkowity: około 450€

No to czekam :) Problem jest w tym, że akurat za te ok. 6 miesięcy mi się umowa kończy i jak tak patrzę na kondycję mojej firmy, to chyba nie zostanie przedłużona. I chociaż prywatnie to spoko (bo to przynajmniej wykop ze strefy komfortu i szansa na jakąś, mam nadzieję pozytywną, zmianę dla mnie ;) ), to urzędowo nie zadziała na korzyść… no cóż, zobaczymy…

Koniec części 1, na razie jedynej ;) Jak decyzja będzie pozytywna, to kiedyś opiszę co dalej.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Podsumowanie 2019

Tradycyjne podsumowanie coroczne :) Jest to dla mnie dość ważne i świetnie się to robi w formie wpisu na bloga – z tym zerkaniem na notkę sprzed roku, gdzie można zweryfikować co się udało…

A więc… bardzo nie chcę „brudzić” tego wpisu pracą, więc przejdę od razu do innych tematów ;)
Udaje się utrzymywać wagę! :)
Urlopowe plany to właściwie nie wyszły ;) ale wycieczka po Niemczech też była planowana od dawna i to wyszło (noo i przecież dwa inne wypady dodatkowe!). A te plany opisane przed rokiem są nadal – na ten rok ;) z tym, że teraz to już dość konkretnie na ten pierwszy kwartał „gdzieś, gdzie jest ciepło”, ale to opiszę jak się uda ;)
Otrzymanie obywatelstwa potrwa dłużej niż się spodziewałem :P ale najważniejsze kroki w tym kierunku zostały już poczynione, teraz czekam tylko na potrzebne zaświadczenia – ale to już raczej tylko formalność ;) właściwie brak mi już tylko jednego, więc zaraz po nowym roku wybieram się złożyć wniosek (to jedno mogę donieść). Szerzej też opiszę kiedyś, wszystko w całości, więc nie będę się tu dziś rozpisywać.
Przeczytałem 42 książki. Nadal dobry wynik mimo, że nic tu nie robię na siłę. Po prostu długie przerwy w pracy się przydają :D (jedyne do czego takowa aktywność /czyt.: praca/ się przydaje XD ).
Z ćwiczeń niewiele wyszło ;) ale raczej już nie chcę narzucać sobie nic wyczerpującego… może prędzej jakieś rehabilitacyjne, bo kręgosłup co raz częściej boli i zimne stopy, a na to też są ćwiczenia… takie rzeczy.
Kolejne plany? Nadal odpuszczać – to mi nawet wychodziło przez pierwszą część roku, a potem to już średnio ;) ale lepiej jest, a będzie jeszcze lepiej, bo graty niestety czasy świetności mają raczej za sobą (chciałem bardzo żeby to się inaczej potoczyło, ale są takie kwestie, na które nie mogę nic poradzić…), a aukcje WOŚP to też już nie to samo, zwłaszcza po ostatniej zmianie… W ogóle Allegro ma co raz bardziej wywalone na okazyjnych sprzedawców nie będących firmami. Trzeba więc chyba mieć wywalone na Allegro i sprzedawać rzeczy gdzie indziej. W ogóle ja bym był za tym żeby rozpromować Ebay, bo 10% prowizji dla Allegro to już jest przesada! Ale dajmy temu dziś spokój też. Więc wracając do odpuszczania – święta spędziłem całkiem fajnie, tak jakoś udawało mi się dobrze zarządzać czasem – na wszystkie przyjemności i nawet bez poczucia braku czasu (choć teraz czuję się pod tym względem trochę gorzej ;) ).
Co jeszcze wyszło? Było trochę mniej rękodzieła i „robienia wszystkiego” (no do pewnego czasu, bo listopad i grudzień były bardzo napięte – chcę to zmienić). W ogóle chcę przestać być „multizadaniowym”, potrzebuję uspokojenia i odprężenia, chcę żyć wolniej. I więcej spać (co się też wiąże z poprzednim – podobno multizadaniowcy mają problemy ze snem często, no nie dziwię się, też zacząłem miewać ostatnio…). No muszę się jakoś przestawić żeby trochę wcześniej w ciągu dnia robić rzeczy, które „muszą być zrobione”, tak żeby potem mieć spokojne wieczory, a nie odwrotnie – że 10 minut przed planowanym pójściem spać przypomina mi się, że koniecznie miałem zrobić coś, co zajmuje godzinę…
Nie było niestety mniej „jedzenia syfu” ;) ale to też chcę zmienić i może się nawet uda, bo po raz pierwszy czuję prawdziwie wewnętrzną potrzebę jedzenia czegoś innego niż nadmiaru słodyczy… (no bo święta, to wiadomo…)
Co do innych rzeczy, to w sumie plany z zeszłego roku nadal aktualne ;) czyli: więcej ćwiczeń, medytacji, relaksacji, nauki języka/-ów, aktywności na stronach xxx też :D (choć w tym roku było trochę więcej ;) ) i za rysowanie nadal się nie wziąłem ;) (ale nadal chcę).

Na koniec jeszcze M… pewnie sprzedał ten samochód, w tym roku go nie widziałem…
I w ogóle… dlaczego mam wrażenie, że to taka dosyć smutna notka? Może dlatego, że ja mam jakoś ostatnio taki melancholijny nastrój… myślę o przeszłości, która nigdy nie wróci i o przyszłości, która boję się, że nigdy nie nadejdzie… Ale nie, nie chciałem żeby było smutno :) tylko że chyba muszę ten temat rozwinąć kiedy indziej. A na razie to cieszmy się, przełom nowego roku, to fajny czas – na nowe i świeże, itp. ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Berlin 20.12

Przed notką podsumowującą, opiszę sobie jeszcze krótką wycieczkę po drodze do domu ;) Czyli znów Berlin, bo jak wspominałem – jest tam jeszcze trochę miejsc, które chciałbym zwiedzić.
No więc tak: droga do Berlina była w porządku, ruch średni ale nie było tragedii (to był piątkowy poranek). Dojechałem tak około 11:30, może trochę wcześniej. Ciężko z miejscem parkingowym, o tej porze to już nie było miejsca tam gdzie kiedyś stałem :D wjechałem dalej, to takie w sumie osiedle mieszkalne, ale przy ulicy, z jednej i drugiej samochody „poprzyklejane” :P Wjechałem w jedną taką ulicę, a tu patrzę z naprzeciwka nadjeżdża babka – musiałem się cofnąć, bo dwa by się nie zmieściły, no i już tam wjeżdżać nie chciałem, zawróciłem. Gdzieś tam widziałem przy zakręcie był kawałek wolnej przestrzeni, dla mnie za ryzykowny ale w sumie się nad nim zastanawiałem ale zaraz ta babka zajęła, wjechałem w inną ulicę. Tam też pełno, ale były takie wjazdy na parkingi prywatne, więc przynajmniej miejsce żeby na chwilę kogoś przepuścić ;) W końcu znalazłem kawałek miejsca przy takim wjeździe :P tzn. jeszcze wzdłuż ulicy, tylko tak na styk tam mój samochód się zmieścił przed tym wjazdem. No ale tam zostałem. No i ruszyłem na pobliski dworzec, to jest Wannsee ale nie korzystam z tego horrendalnie drogiego P+R ;) tylko że szukać tego miejsca wśród mieszkańców to też słabo, następnym razem chyba zapytam w necie gdzie można zaparkować żeby nie zajmować miejsca też mieszkańcom, nawet daleko od centrum, bo i tak kupuję bilet całodzienny. Bilet kupiłem w automacie.
Najpierw pojechałem do tego muzeum muru berlińskiego – w sumie to nie tyle muzeum, co takie „miejsce pamięci”, ale jest budynek z wystawą… no i cóż tu rzec – wszystko ciekawe tylko trzeba by mieć czas żeby to wszystko poczytać, bo to raczej do czytania niż oglądania. Potem miałem jeszcze czas, więc pojechałem na Alexanderplatz, bo tam był Weihnachtsmarkt, chociaż tam chyba zawsze są stragany itp., bo latem też pamiętam ;) Ale aż taki duży ten Weihnachtsmarkt tam nie był, kupiłem sobie Schmalzkuchen, bo nic innego mnie specjalnie nie zainteresowało (no były Churros z fajnymi sosami, ale to naprawdę jest taki syf, że lepiej nie :D chyba najbardziej tłusta przekąska jaka istnieje – tłuszcz i cukier i nic więcej, ale smaczne – niestety ;) ), mała porcja Schmalzkuchen za 3€ ale nie była aż taka mała i Polacy sprzedawali :D
Potem ruszyłem na termin do Bundestagu (bo chcąc zwiedzić trzeba się zainteresować przez internet, co zrobiłem kilka dni wcześniej, chociaż trochę za późno, bo gdybym to zrobił jeszcze wcześniej to mógłbym wybrać zwiedzanie budynku z przewodnikiem np. w kontekście historycznym, albo chociaż lepszą godzinę niż 15:45) i to była masakra… Trafiłem na dworzec główny i ok – stamtąd można było albo dojść albo podjechać U-Bahn 55. Najpierw znalazłem peron dla U55, więc myślę sobie, że fajnie, podjadę i będzie z głowy, miał być za 3 min. Ale czekam i czekam… i czekam, a tam ciągle „za 3 min.” i zaczęli mówić, że jest jakiś techniczny problem i na razie nie jeździ… uu, no to już gorzej, bo co raz mniej czasu, a ja nie wiem w którym kierunku wyjść… No ale ruszyłem – trudno było już choćby wyjść z dworca, bo da się chyba tylko na jedną stronę (tą niewłaściwą :P ), z niej obejść dworzec też ciężko, bo z jednej roboty i całkowicie zastawione (oczywiście żeby się o tym przekonać musiałem tam podejść, co dało kolejną stratę czasu). Obszedłem z drugiej i było już późno bardzo, ale pomyślałem, że jak się trochę spóźnię, to może i tak wejdę, bo niby aż tak ściśle tych godzin nie przestrzegają. No i byłem o 15:32 (a miałem o 15:30 być, więc tragedii nie ma :D ), ale żeby tak dojść, to się zgrzałem bardzo, potem w budynku też gorąco, a na kopułę już chłodno (na szczęście udało się nie rozchorować). No więc zwiedzanie kopuły, widoczki itp., ściemniło się oczywiście jak tam byłem. Stamtąd poszedłem (bo żeby jechać to za blisko było, tzn.musiałbym z przesiadkami, objazdami – więc bez sensu) na inny Weihnachtsmarkt (na Gendarmenmarkt) – tu wstęp był płatny 1€. Ogólnie co mogę powiedzieć… wydaje mi się, że więcej straganów z rzeczami do kupienia niż w moim miejscu zamieszkania, a mniej z żarciem. Zdecydowanie mniej Schmalzkuchen, bo tego jest pełno „u nie”, a tutaj to na cały obszar może ze 2-3 stragany z tym były :P Z towarów do kupienia za to różnorodne rzeczy: i torby i ciuchy, i jakieś chusty, wisiorki, biżuteria, lampiony, szklane jakieś ozdoby, z bombkami była cała budka i fajne rzeczy – wszystko :D bombki ogórki też oczywiście :D inne warzywa, ale też motory, zwierzątka, przedmioty (aparaty fotograficzne, buty, butelki ;) ), flagi (też flaga tęczowa :D nawet chciałem kupić ale za 4,95€ to niezbyt ;) ). Bombki ładne ale drogie. Tak ogólnie ze wszystkiego spodobał mi się piernikowy ludzik :P Pytam po ile, taki większy był po 7€, mniejszy 5€. Pomyślałem że drogo i poszedłem dalej, ale później myślę sobie że przecież mogę sobie taką pamiątkę kupić, bo czemu nie, nic innego nie kupuję i wróciłem po tego ludzika za 7€ :D
Nie mogłem się zdecydować czy tam coś zjeść czy jechać na najpopularniejszego w Berlinie kebaba ;) ale tam to jedynie Kaiserschmarrn mnie zainteresowało ale 5,50€ za taką małą porcyjkę, to słabo :P Więc się wybrałem na kebaba („Mustafa’s Gemüse Kebap”) myśląc, że moooże jak te Weihnachtsmarki tak ludzi przyciągają, to może tam będzie mniejszy ruch no i jak przyjechałem to kolejka wydała mi się nie aż tak duża, ale nie szło to szybko :D (choć można zrozumieć – mięso musi się upiec w sumie), więc stałem tak te z 50 minut i też zmarzłem ;) (chociaż jak widzę, to ludzie piszą, że i po 2 godziny tam stali, więc w sumie chyba mam szczęście, ale takie coś nie jest w moim stylu, więc jeśli się jeszcze kiedyś tam wybiorę, to w mniej uczęszczanych godzinach). A w ogóle nie od razu to miejsce znalazłem, bo z oddali nie było w ogóle widać – widać tylko lokale z chińszczyzną itp., a to jest taka mała budka za tą chińszczyzną… Po prostu buda blaszana, dziwię się że się nie dorobili czegoś lepszego :D A co do samego kebaba… to mają tylko z kurczaka, co mnie trochę rozczarowało, no bo tyle stać po kebab z kurczaka? ;) Ale był naprawdę smaczny. Co go odróżnia od kebabów, to że warzywa są w nim grillowane, więc trafia się też ziemniak (ale bez przesady ze 3 małe kawałki tylko), fajnie przyprawione ziołowo (mięso też fajnie), trochę serka białego i gdzieś tam mały listek mięty, co się może wydać dziwne, ale to naprawdę nie psuje smaku tylko go czyni bardziej oryginalnym. No naprawdę fajnie to smakowało :) (ale czy warto godzinę za tym stać… no może latem można sobie postać ;) ). Nie no, może warto, był naprawdę smaczny i za 4,30€ – cena też bardzo w porządku jak na taką sławę :P
Potem ruszyłem do samochodu i dalsza podróż też była ok, bez większych korków.

Koszty:
7€ – bilet dzienny
3€ – Schmalzkuchen
7€ – piernikowy ludzik
1€ – wstęp na Weihnachtsmarkt
4,30€ – kebab
łącznie: 22,30 + 20-30km więcej, czyli nie więcej niż 25€ łącznie ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Cztery filary sensu (życia)

dobre to jest :) i zgadzam się, zwłaszcza ten czwarty filar – to naprawdę robi różnicę jak opowiedzieć własną historię… przeżyłem taką zmianę – można powiedzieć :)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Zabezpieczony: Praga, Legoland, Bawaria i Saksonia… (24.02, 7-8.06, 18-21.08)

Ta treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, podaj hasło poniżej:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

O seksie znowu ;)

Tą notkę zacząłem wieki temu, jakoś nie skończyłem, może nie chciałem za często się powtarzać ;) Potem notka u Panny Lumy też mnie zainspirowała, ale jednak nadal nie dokończyłem swojej. Teraz doszło nowe doświadczenie, więc teraz jest odpowiedni czas, na jej opublikowanie.
Choć będzie to zlepek różnych moich wniosków w tematyce okołoseksualnej. Coś może się czasem wydawać wyrwane z kontekstu… ale jednak jakoś na to wpadłem ;)

Pamiętam z moich rozmów z psychologiem jego częste pytanie: „Co ci to robi, że ktoś…?” – no właśnie, co mi to robi? Otóż właściwie to nic mi to nie robi :D Potrzebowałem miesięcy żeby to zrozumieć, a może i lat; nadal mam z tym problem w innych kategoriach, ale w tematach okołoseksualnych akurat już nie. Co mi to właściwie robi, że jakiś napalony facet myśli, że byłby szczęśliwszy jakby miał dwie „dziury” zamiast jednej i penisa? (takiego spotkałem jakiś czas temu na jednym poro-portalu, stąd też użycie przeze mnie akurat takich słów, oni takich używają – „holes” – ja tylko spalszczam ;) ) Nic. Niech sobie ma swoje małe fantazje :D jeśli go to uszczęśliwia… nawet jeśli są takie niecodzienne :D Powiem nawet więcej – nic mi to nie robi że ktoś sobie wyobraża, że ja mam dwie dziury, z których mógłby zrobić użytek. Niech i tutaj ma swoje małe fantazje. Ale nie mam – i może w tym jest klucz (bo gdybym miał, to byłoby mi z tym gorzej). Tak czy inaczej, w którymś momencie nauczyłem się nie brać tego wszystkiego do siebie i nie cierpieć z powodu fantazji innych osób. To bardzo przydatna umiejętność jak się jest ts. Ale może do tego trzeba lat po tranzycji.
Ludzie fantazjują o gwałtach, choć jednocześnie każdy wie, że gwałt to nic przyjemnego. A dla mnie to fantazje tego samego rodzaju :D – czyli z rodzaju tych, których nikt by nie chciał spełnić (nawet jeśli mu się wydaje, że by chciał).

Mogę być dumny z mojej tranzycji – ktoś mi kiedyś napisał. Nie jestem dumny, bo to znowu coś… no ok, może trochę na to wpływ miałem przynajmniej, bo jednak trzeba było wykazać się jakąś aktywnością. Ale wcale nie aż tak dużą jakby się mogło wydawać ;) A w kwestii wyniku, to dumny może powinien być mój chirurg w końcu to jego zasługa :P

Teraz nawiązanie do wyżej wspomnianej notki – ciałopozytywność itp., hmm…
Serio, jakbym mógł wymienić jedną rzecz, która mnie w życiu najbardziej pchnęła w rozwoju (uwolniła, odblokowała), to było to rozpoczęcie aktywności seksualnej (a mówiąc jeszcze bardziej wprost: umówienie się na przygodny seks). Dlatego mam potrzebę po raz kolejny o tym napisać – właśnie dlatego, że mało kto o tym mówi, że ludzie uważają to za coś nagannego (często). A dla mnie to był chyba najbardziej pozytywny przełom w życiu.

Czasem słyszę opinie jakie to bardzo jest… brak mi słowa… jak nisko trzeba upaść żeby budować poczucie własnej wartości na swoim ciele (albo „puszczaniu się” – o, to brzmi jeszcze dobitniej :D ), ale powiem coś wszystkim mądralom ;) otóż nie miałem od dawna potrzeby budowania poczucia własnej wartości na niczym innym gdyż na wszystkim innym już jest dawno zbudowane :D to właśnie ta kwestia była moim kamieniem milowym, serio – ja nie wiedziałem jak tą przepaść przeskoczyć… po czym okazało się, że wystarczy zrobić krok – i żadnej przepaści tam nie ma :P To kolejny powód, dla którego o tym piszę – pewnie inni mają też takie swoje przepaści… czasem warto w nie wejść żeby się tak właśnie przekonać, że żadnej przepaści tam nie ma…

Mogę do końca życia płakać nad tym, że nie mam penisa 20cm (ani nawet połowy z tego, a nawet do tej połowy duuużo brakuje :P ) albo rzeczywiście spróbować z tej cytryny zrobić lemoniadę – i to się może nawet udać ;) A pewność siebie można zbudować tylko na pozytywnych doświadczeniach. I to nie jest coś, co może z powrotem lec w gruzach – o tym z kolei rozmawiałem z jednym kolegą wracając do domu po grupie kiedyś. Że po tylu pozytywnych komunikatach, nawet jakby ktoś mi teraz coś niemiłego napisał, chamsko skomentował mój wygląd – no to cóż z tego, będzie tylko jednym (z niewielu), reszcie się podoba, a wszystkie te wyrazy uznania, to jest coś, czego nikt nie może mi zabrać. I to jest świetne!

Na koniec opiszę sobie ostatnie doświadczenie. Mianowicie na (również wyżej wspomnianym) portalu porno kieeedyś napisał do mnie facet. Facet z „drugiego końca świata” właściwie. Ale szybko się okazało, że pochodzi z miasta nie tak bardzo oddalonego od mojego obecnego miejsca zamieszkania i bywa w nim kilka razy do roku. I chciałby się spotkać. No hmm… Powiem szczerze: nie taki był cel mojego zakładania tam profilu i nigdy tego nie chciałem. Nie chciałem mieszać mojego życia w realu z fantazjami, które sobie tam spełniam, wyobrażam, nagrywam… No ale cóż, życie bywa nieprzewidywalne i ryzyka tak całkiem nie da się ominąć. Zgodziłem się i spotkaliśmy się w miniony weekend. Nowym doświadczeniem jest bycie pasywnym w seksie oralnym i cóż mogę powiedzieć… ;) nooo, noo… tak, poproszę częściej ;D (na to to akurat jest wielu chętnych, tylko… nie ze mną XD oni by wszyscy chcieli jak największe rozmiary :P ).
Ale właściwie coś jeszcze wyniosłem. No bo znaliśmy się z wymienianych wiadomości, może jakichś mniejszych fetyszów… a potem przychodzę i spotykam faceta, który… na pierwszy rzut oka wydaje się tak samo nieśmiały jak ja :P i to było takie: „no hej, wszyscy naprawdę jesteśmy podobni”. Fajna świadomość, fajne doświadczenie, które również sobie zapamiętam i które pomga w rozwoju. Tak jak w tej notce. A swoją drogą facet był jeszcze starszy niż poprzedni, ale szczerze mówiąc nie odczułem tego, może się przyzwyczaiłem ;) Poza tym starsi są generalnie chyba jednak grzeczniejsi od dzisiejszej młodzieży, a ja lubię grzecznych ;)
Choć przyznam, że na spotkanie wychodzić mi się bardzo nie chciało, podekscytowania też specjalnie nie czułem – rozleniwiam się co raz bardziej ale to temat na inną notkę ;) (ale oczywiście dobrze, że poszedłem i wszystko super).

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Polskie gazety i takietam wnioski

Poszedłem ostatnio do polskiego sklepu i niestety w drodze do kasy mijam regały z gazetami (a kolejka tam potrafi być na kilka metrów i chcąc, nie chcąc człowiek stoi tam i musi na to patrzeć), a tam takie kwiatki:

Ale miałem ubaw. Przez chwilę.
Jakbym kiedykolwiek chciał sparodiować prawicowe/konserwatywne media, to dokładnie takie tytuły dałbym im na okładki (i grafiki w sumie też), bo uważam że śmieszniej się nie da. A to jest chyba tak na poważnie. Jak to w ogóle skomentować? „Chcą zniszczyć cywilizację. Rozdeptać wszystko, czym byliśmy (…)”, „Idzie potężny atak (na Polskę)” – ja się pytam: co ćpali redaktorzy? To jest po prostu nie do uwierzenia, że można aż tak odlecieć. To byłoby śmieszne, gdyby nie było takie straszne.
Wystarczy jeden rzut oka na te regały i od razu sobie przypominam dlaczego mieszkam tu, a nie w Polsce…
Ja staram się wszystko zrozumieć: 123 lata zaborów, wojna I i II, potem ZSRR… ale no gdzieś są granice tego absurdu chyba.
Innym takim smaczkiem są gazety typu: „Czego lekarze ci nie powiedzą”. Czekam jeszcze na gazety omawiające płaskość Ziemi.

Jeszcze na YT też się wdałem w dyskusję… w której ktoś mnie usiłuje przekonać, że marsze równości są bez sensu bo kiedyś nie było i on nie słyszał o LGBT, a teraz słyszy i po co to :D i nie wiem czy w końcu dotarło, że właśnie po to żeby usłyszał. Ale chociaż ta dyskusja (jak na razie) jest kulturalna, a to warto podkreślić, bo to się rzadko na YT zdarza…
Choć i ja się zastanawiam czy to warto dyskutować w ogóle. Bo trafiłem na film: youtube.com/watch?v=DYdVtT12lpg a tam gdzieś w komentarzach… że to tylko kobieta z trzeciorzędowymi cechami męskimi – aż chciałoby się zapytać kim jest dla niego kobieta i mężczyzna. Czy tylko kariotyp? a gdzie jest ta granica? Ale nie wiem czy chcę zaczynać taką dyskusję, bo się czuję jakbym z małpą gadał – coś tam niby podobieństwa do istot ludzkich jest, ale nie podyskutujesz XD (bo ci sensownie nie odpowie nawet). Ludziom się naprawdę wydaje, że wszystkie rozumy pozjadali – jak odsyłam do definicji płci do encyklopedii (czy do jakiejś innej definicji, np. definicji choroby w dyskusji o osobach homoseksualnych), to nie, bo on przecież wie najlepiej co jest NORMALNE (i co mu tam naukowcy będą opowiadać XD ). Jak dyskutować z wymyślonymi definicjami? Coś czuję, że taka gazeta o płaskiej Ziemi trafiłaby na podatny grunt…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

„Twój dziadek by to zaakceptował?”

Właśnie trafiłem na artykuł i aż muszę skomentować. Link: Maciej Musiał skrytykowany za poparcie Parady Równości. Opublikował oświadczenie

Te komentarze: „Twój dziadek by to zaakceptował?”
Normalnie aż muszę skomentować, bo ze wszystkich „argumentów” ten jest chyba najgłupszy :D A spotykam go nie po raz pierwszy!
Mój pradziadek pewnie strzelał do Polaków na wojnie. A drugi pradziadek był polskim partyzantem. Ciekawe czy jeden by drugiego zaakceptował XD
Ludzie, co ma człowieka obchodzić jakiś dziadek? Co to przodkowie nasi to jakieś guru czy coś? Głupota tego „argumentu” jakby miała skrzydła to by odleciała… Pewnie jakiś mój prapraprapraprapraprapradziadek myślał, że Ziemia jest płaska, i co mam teraz z szacunku do przodka też tak uważać?
Pewnie, ważne żeby dziadek, babcia, tata, mama, ciocia Klocia i sąsiadka z naprzeciwka akceptowali nasze poglądy, bo przecież najważniejsze jest zdanie wszystkich innych, a nie nasze własne :D
Gratuluję światopoglądu.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | 1 komentarz

Notre Dame

Pożar katedry Notre-Dame – straszne… wieży Eiffla nie byłoby tak szkoda, bo co tam wieża Eiffla – można wyciąć i postawić na nowo i będzie to samo… a katedra to było coś… najważniejszy moim zdaniem zabytek Paryża… nie powiem, ruszyło mnie to i sam się prawie popłakałem… (może dlatego, że moja wycieczka do Paryża jest dla mnie jakimś takim symbolem początku nowego życia… a może nie, bo innych też ruszyło bardzo…)
To dla mnie prywatnie, ale wracając do ujęcia tego takiego ogólnoświatowego, podobało mi się co napisał szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker: „Minuta po minucie śledzę pożar, który trawi katedrę Notre-Dame. To miejsce, które należy do całej ludzkości. Cóż to za smutny spektakl. Cóż za smutek.”
Natomiast nie podoba mi się, to co powiedział Andrzej Duda: „(…) jestem przekonany, że odbudowa Katedry może stać się symbolem odbudowy Europy. Odbudowy Europy na jej prawdziwym, historycznym, judeo-chrześcijańskim fundamencie” i Kardynał Dziwisz: „To (pożar Notre-Dame) symbol płonącej Europy.” Czy zawsze trzeba pierdolnąć coś w duchu chrześcijańskim? (jeszcze coś tak paranoicznego). Uważam, że taka budowla jest czymś dużo więcej niż chrześcijańską świątynią – jest kawałkiem historii ludzkości.
Ale dla mnie… cieszę się, że mogłem zobaczyć Notre Dame zanim to się stało… cała ta historia dla mnie osobiście jest znakiem, że warto podróżować i zwiedzać, a nie odkładać coś na później tylko dlatego, że mi szkoda dwieście euro (czy nawet pięćset), bo tego „później” może już nie być… I lepiej zobaczyć coś dwa razy niż wcale.

Więc śledziłem wczoraj serwisy informacyjne i, niestety, zaglądałem także na komentarze… Jaki to trzeba mieć naprawdę zryty beret… nic jeszcze nie jest jasne ale polscy internauci oczywiście już wiedzą, że to muzułmanie/uchodźcy zrobili! Bo oni WIEDZĄ! Oglądali na jutubie! (nigdzie indziej pewnie z resztą muzułmanina/uchodźcy nie widzieli). W sumie to ja nie wiem po co sobie to robię, po co w ogóle zaglądam na sekcję komentarzy – jakoś jeśli chodzi o LGBT to nie zaglądam, a jak mi się trafi, to co najwyżej się uśmiecham z politowaniem i spływa to po mnie bez jakichkolwiek emocji, nawet bez irytacji. Ale ci „oświeceni” („przebudzeni” – tak siebie nazywają) jakoś mnie irytują jeszcze nadal, trzeba nad tym popracować. (Btw.: Meczet Al-Aksa w Jerozolimie płonął w tym czasie co katedra Notre Dame – ciekawe czy też jakiś „mondry” powie, że to też spisek muzułmanów…)
Natomiast już tak racjonalniej: teraz pewnie szukać będą winnego, bo nawet jeśli to nie było podpalenie tylko wypadek, to ludzie już jakoś tak mają – znaleźć winnego (albo przynajmniej kogoś kogo da się do winy pociągnąć), ukarać i… i właśnie nie wiem co? Ulży to komuś? Ok, nawet jeśli pożaru winny jest jakiś błąd człowieka, to czasu nic nie wróci, a jesteśmy tylko ludźmi… i mówię to nawet mimo, że też jest mi bardzo szkoda.
Oglądałem również wczoraj program jakiś kryminalny o zgwałconej i zamordowanej dziewięciolatce – dokonał tego 16 latek, dość spontanicznie jak mu się taka okazja trafiła (właściwie dwa dni więził ją związaną pod łóżkiem i prawdopodobnie kilkukrotnie gwałcił) i, jak to określili, chciał zaspokoić fantazję… A potem jeszcze były różne inne „ciekawe” komentarze. Tak jakby to cokolwiek zmieniało. Dobrze, że to chociaż był program w tv, to nie było komentarzy, które znowu skusiłoby mnie czytać, bo pewnie bym się jak zwykle w takich sytuacjach naczytał o ucinaniu, przypalaniu oraz mordowaniu na tysiąc możliwych sposobów tym razem tego mordercy. TAK JAKBY TO COKOLWIEK ZMIENIAŁO. Nic nie zmienia poza tym, że wzbudza moje obrzydzenie. Do komentujących. Bo jeśli ktoś nie ma oporów przed napisaniem takiego komentarza, to nie wiem czy nie miałby przed popełnieniem podobnej zbrodni w sprzyjających okolicznościach (a raczej niestety wiem…). A oni (ci komentujący) się jeszcze uważają za takich bohaterów. Cóż, prawda jest taka, że różne straszne zbrodnie zawsze będą się wydarzały. Będą się wydarzały nawet jeśli wszystkie rodziny będą idealne i w idealny sposób będą wychowywały dzieci, a wszyscy ludzie będą żyli w dostatku i szczęściu. A to choćby zwyczajnie dlatego, że tak jak rodzą się syjamskie bliźnięta, kobiety bez macicy albo dzieci z rozszczepem podniebienia, tak zawsze w naturze może pójść coś nie tak i wystąpić jakaś nieprawidłowość w mózgu… Tak po prostu jest. Czasami nie ma winnych. A czasami są ale ukaranie ich niczego nie zmieni (nie mówię, że nie należy karać za takie zbrodnie, w tej ww. sprawca dostał dożywocie, prawdopodobnie słusznie). Ale jeżeli pożar Notre Dame wyniknął z czyjegoś błędu, a nie złej woli, to karanie winnego nie ma moim zdaniem sensu.

Na koniec jeszcze takie coś: Łukasz Orbitowski: Katedra Notre Dame zgasła zalana potokiem bzdur – nie żebym się z całą wypowiedzią tego gościa zgadzał, ale z tym się zgadzam:
„Bredzi się o symbolicznym końcu starej Europy (której dawno już nie ma), albo o miejscu na nowy meczet. Każda awantura, każda tragedia pozwala stwierdzić, jak wielu ludziom rozum odjęło.
i z tym:
„Średniowieczna katedra, moim zdaniem, ucieleśnia wszystko co w nas, ludziach, najlepsze: miłość do piękna, wyrażoną w projekcie, potęgę techniczną konieczną do wzniesienia tak imponującego budynku (używając do tego sprzętu sprzed ośmiuset lat), siłę ciała i woli robotników, którzy pracowali przy budowie solidarnie i wspólnotowo, tracąc nieraz życie.”

Ale o ile wczoraj było mi bardzo przykro, tak dzisiaj myślę, że widać taka kolej rzeczy… Ogień to też natura i widocznie tak musiało być, wszystko się zmienia, nawet to co stoi od setek lat…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Komentator prasowy #1 – Biskupi o warszawskiej deklaracji LGBT

Ponieważ zbyt często tutaj nie piszę – w moim życiu nie ma jakichś pasjonujących zwrotów akcji, ale co najważniejsze nie ma też jakichś dramatycznych, więc jestem całkiem zadowolony :P Ale no ponieważ mniej piszę o sobie, pomyślałem sobie, że z komentowanych artykułów zrobię jakąś „serię”, czyli po prostu będę te notki oddzielnie numerować (znaczy razem też ;) po prostu też osobno, z jakimś nagłówkiem np. „komentator prasowy” żeby mi potem też było łatwiej wyszukiwać itp.). Artykuły będą różne. No i oczywiście nie jest to pierwszy raz kiedy komentuję jakiś artykuł, ale no trudno, numerować zaczynam od teraz ;)

Link: Biskupi pokazali, co myślą o deklaracji LGBT+. Straszą gender i demoralizacją dzieci
Jak zwykle cytaty z moimi komentarzami:

„A potem dodali, że „proponowane alternatywne wizje człowieka nie liczą się z prawdą o ludzkiej naturze, a odwołują się jedynie do wymyślonych ideologicznych wyobrażeń”. „

– hit! jestem „alternatywną wizją człowieka” XD – to będzie mój nowy nick, jak będę musiał gdzieś się zarejestrować: „alternatywna wizja człowieka” :D
A tak poważniej… przez jakąś chwilę całkiem na serio się zastanawiałem czy by nie przeszukać jakichś mądrości Adolfa Hitlera i nie znaleźć czegoś podobnego o „prawdzie o ludzkiej naturze” w kontekście rasy, to by odniosło lepsze wrażenie, a znalazłbym na 100% bo to po prostu jest podobna „argumentacja”, ale mi się nie chce, bo szkoda czasu na polemizowanie z bzdurami. Już nie powiem kto tu ma ideologiczne wyobrażenia.

„Nie tylko są całkowicie obce europejskiej cywilizacji, ale – gdyby miały stać się podstawą normy społecznej – byłyby zagrożeniem dla przyszłości naszego kontynentu”

– jak wyżej… zagrożeniem dla przyszłości kontynentu… pewnie takim samym jak rasa semicka dla rasy aryjskiej przed II WŚ :D
Ktoś również trafnie skomentował ten sam fragment:
„Ciężko ich stanowisko nawet skomentować. Zagrożenie dla kontynentu, deprawacja komórki społecznej jaką jest rodzina, niszczenie dziecięcej psychiki. Brzmi jak jakaś broń masowego rażenia!”
XD

„Według przedstawicieli Kościoła, dokument może doprowadzić do „oswojenia dzieci z różnymi formami relacji płciowych”

– straszna sprawa… to najlepiej żeby dzieci z różnymi formami relacji płciowych oswajał pedofil? Czy w ich głowach nie przewiało przynajmniej myśli, że właśnie dlatego aby ochronić dzieci przed czymś, czego mogłyby sobie nie życzyć, treba zapoznać je z tym wszystkim?

Na szczęście społeczeństwo już ich zastrzeżeń nie łyka, a wręcz skupia się na czym innym ;) Jeszcze takie były np. komentarze:

„Chcą żeby było jak zawsze: religia w szkole a wychowanie seksualne w parafii?”

„To jest temat, który tak naprawdę podnieca mężczyzn w sukienkach.”

:D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Karta LGBT

Trafiłem ostatnio na takie dwa artykuły i po prostu nie mogę sobie odmówić komentarza:
„Można obronić dzieci przed zapisami Karty LGBT”

„- Podpisana przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego Karta LGBT stanowi zapowiedź działań ograniczających wolność ludzi; wprowadza indoktrynację od pierwszych lat życia – przekonuje w rozmowie z portalem tvp.info dr Tymoteusz Zych z Instytutu Ordo Iuris.”

– tak tak. Bo przecież jak ludzie (hetereonormatywni) obrażają nie-ludzi-LGBT to wtedy jest wolność ludzi, a jak nie mogą obrażać nie-ludzi-LGBT to wtedy nie ma wolności ludzi.

„Karta LGBT narzuca pewien ideologiczny kanon poprawności, (…)”

– no nie! A np. w Konstytucji jest zapis że zabronione jest znieważanie ze względu na kolor skóry – no jakżeż LUDZIE mogą znieść taki ideologiczny kanon poprawności!

„„Latarnik” ma być w zamierzeniu rzecznikiem popierającym osoby, u których dopatrzy się preferencji LGBT i ma takie osoby „popierać”. To ewidentnie funkcja o charakterze politycznym. Nie wiadomo dokładnie, na czym miałoby polegać to „popieranie”.”

– nie „popierać” tylko „pomagać” (ale też na „po!”), czytać też nie umieją?

„Nie wiadomo, dlaczego faworyzowanie ma jedynie rozwiązywania konfliktów przez faworyzowanie jednej strony.”

– po jakiemu to jest? Dalej jakiś dziadek z powstania (link), no cyrk na kółkach.

Artykuł drugi: „Patryk Jaki o karcie LGBT w Warszawie: To wprowadzanie deprawacji do szkół” – zajebiste zdjęcie, z lewej godło, z prawej krzyż – sto punktów do lansu.

„– W zamian za to wprowadza nam tramwaj różnorodności, będziemy mieć hostele dla LGBT… co to w ogóle jest? – pytał gość radiowej Jedynki.”

– czuję pewne zażenowanie… wiceminister sprawiedliwości, kandydat na prezydenta Warszawy, który chwali się tym, że ćwierć miliona ludzi na niego głosowało – więc nie jest to jakiś Kowalski ze szwagrem tylko człowiek jakośtam szerzej rozpoznawalny, nie wie o czym rozmawia!
Mnie by było wstyd.
A jemu nie jest, jeszcze się tym szczyci. Cóż, mnie jest wstyd za niego.

Najlepszym komentarzem jest chyba komentarz z forum Transpomocy, który pozwolę tu sobie zacytować:

A: Wicie rozumicie, Ordo Iuris chce mieć monopol na indoktrynację dzieci i som zazdrośni x:

– trudno się nie zgodzić :D

A gdyby ktoś chciał coś bardziej rzeczowego w temacie poczytać:
Warszawska Deklaracja LGBT+
„Zobaczyli przy Karcie LGBT słowo „masturbacja” i krzyczą „ratujmy dzieci!”. Czysta ignorancja [WYJAŚNIAMY]”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

co ludzie powiedzą i inne dramy ;)

Dramy, wszędzie dramy. Na forum Transpomocy to nawet nie wiem o co ludziom chodzi, więc pozostawię to bez komentarza :D Napiszę lepiej kilka słów o mojej pracy. Albo o ludziach. Albo o tym, że znowu ich nie rozumiem ;) Niektórzy ludzie, mam wrażenie, sami sobie szukają problemów. Jest taki jeden facet z logistyki, jak tylko wchodzi do kantyny, od razu robi mi się gorzej :D bo wiem że zaraz się zacznie wzdychanie, prychanie, jęczenie i cokolwiek on mówi, to mówi takim tonem, że robi się gorzej. I nie, że go nie lubię, to mógłby być całkiem sympatyczny facet, gdyby nie był tak negatywny we WSZYSTKIM co robi. On wszędzie widzi tylko to co złe, a jak nie ma nic złego, to wyszukuje na siłę jakieś artykuły w gazecie („Bild” leży często na stole – no to tam nietrudno jakieś negatywne pierdoły znaleźć :D ). Śmieję się ale poważnie – ciężko jest to znieść. W czasie pracy jak ma uzupełniać nam regały, to też już na pięć metrów słyszę te westchnienia albo jakieś beblanie pod nosem. I szczerze, to już choćby ze względu tylko na niego, wolałbym pracować na innej zmianie… Tym niemniej, i tak mi go żal, bo przecież to musi być straszne życie. Niektórzy mówią, że on jest samotny i dlatego w pracy musi sobie pogadać… hmm, ja też byłem samotny i jakoś nie musiałem (a już na pewno nie w takim tonie). On jest po prostu inny i tylko można współczuć. Narzeka że to jest nienormalne jak dużo ma pracy (jakoś inni jeśli wykonują te same obowiązki, nie narzekają ;) ), ale kiedy brygadziści mu mówią: nie musisz uzupełniać regałów dwa razy, nam wystarczy na całą zmianę, wystarczy jak zrobisz to pod koniec… jego odpowiedź: „to co mam robić?” – tak jak mówię: on po prostu musi narzekać, taki typ, bo gdyby nie miał na co, to by sobie problemy wymyślił.
Co gorsza, jest jeszcze jeden taki przypadek, tym razem na naszym dziale, a co jeszcze gorsza… odwożę go do domu (płaci, jasne, ale po kilku tygodniach stwierdzam, że wolałbym nie mieć tej kasy i jeździć sobie sam). On jest najlepszy, najszybszy, wszystko umie i wszystko robi najlepiej, a jeśli nie to i tak wystarczająco, a jest taki niedoceniany – oczywiście jego zdaniem. I że jak to może tak być, że ludzie umieją o wiele mniej, a dostali umowę, a on nie (pracuje przez firmę pośredniczącą). A kiedyś, kiedyś jak mi przeżywał (chyba przez cały tydzień), że ktoś powiedział że on jest pupilkiem jednego brygadzisty – no jak śmiał ktoś tak powiedzieć! :D To była drama na całą firmę, gdzieś go tam brali z nim rozmawiać na osobności (btw. jak z kolei przy ostatnim rozdawaniu umów on nie dostał, to też jego niezadowolenie zaskutkowało jakąśtam rozmową i podobno mu powiedziano, że mu nie ufają przez tamtą sytuację /co mnie wcale nie dziwi, ja bym mu też nie ufał/ ), jak się dowiedział, kto najprawdopodobniej „go pomawia” to rozważał całą drogę do domu czy go nie oskarżyć – poważnie :D Pomawia… heh… To był z pewnością tylko zwykły żart, ot tak jak tam ludzie sobie gadają, gdyby ktoś powiedział to o mnie, nie wziąłbym tego na poważnie nawet, prychnąłbym najwyżej wzruszając ramionami i za minutę o tym zapomniał, a nie robił aferę na całą firmę jakby mi ktoś rodzinę zabił. Uznałbym to za żart o którym nie pamiętałbym po dwóch minutach! A on wraca do tych „pomówień” od trzech czy czterech miesięcy… Ale ile razy on powiedział choćby mi coś, o co też mógłbym się obrazić to nawet nie zdaje sobie sprawy :D (jestem pewien, że gdyby ktoś powiedział to jemu, byłaby następna drama). Takich ludzi ciężko znieść, przynajmniej mi ciężko i w sumie to są takie zakłócacze całkiem spoko płynącego, spokojnego życia. Jasne, że mnie też coś czasem w pracy zirytuje, jak muszę po kimś poprawić, jak komputer kontrolujący odwala jakieś nic nie mające wspólnego z rzeczywistością błędy… ale no… wychodzę z pracy i zapominam, bo po co to roztrząsać? Nic by mi to nie dało ani w niczym nie pomogło. Z resztą praca to nie jest sens mojego życia.
Piszę o tym, bo tak sobie uświadomiłem, że ja właśnie jestem obok, generalnie nic nie mówię i w nic się nie angażuje, wykonuję po prostu zadane obowiązki (a na przerwach nadal czytam tylko książki :P ), ale tym razem to pozytywna inność i tak mi pasuje. Tak jak napisałem – praca nie jest sensem mojego życia. Więc tym razem chętnie stoję poza nawiasem społeczeństwa ;) (choć też bez przesady, negatywność tych dwóch wyróżnia się szczególnie, inni też to widzą).
Jeszcze jedna historia co do tego drugiego. Jedziemy raz i gadamy na temat zarostu, bo pozazdrościł innemu i postanowił zapuścić brodę. Ja tam nie wiem, nie zazdroszczę XD No w każdym razie jakoś tak zeszło na zarost u kobiet (nie chodziło o Conchitę ;) raczej o kobiety z zaburzeniami hormonalnymi) i na raz słyszę: „Ja bym nie mógł być z taką kobietą… co by ludzie powiedzieli?!” …haa… XD po prostu mnie zatkało :D w pierwszej chwili pomyślałem, że to żart, ale nie. Facet dziesięć lat starszy ode mnie się przejmuje co by ludzie powiedzieli :D (ale czy powinno mnie to dziwić w obliczu przejmowania się „pomówieniami”?) Zupełnie nie wiedziałem co na to odpowiedzieć, ale jakoś od razu temat się zmienił, i dobrze, bo gdyby drążył to już bym mu chyba powiedział, że ja mam trzydzieści lat, a nie trzynaście żeby mnie obchodziło co ludzie o mnie powiedzą XD No dobrze no, nie preferuję zarostu ani u mężczyzn ani u kobiet, ale no bez przesady ;)
Tak sobie myślę… być może straciłem pierwsze 20 lat życia, bo to w mojej opinii nie było życie, ale z drugiej strony może dzięki temu co przeżyłem w tamtym czasie, tak skumulowane na te 20 lat, teraz mam inną mentalność i nie muszę już czegoś takiego przeżywać. Nie muszę i nie będę i dzięki temu mam resztę życia na luzie, a niektórzy ludzie będą się męczyli ze swoimi stresami Bóg jeden raczy wiedzieć jak długo…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | 2 komentarze

Podsumowanie 2018

Pisząc podsumowanie jak zwykle zerkam na notkę sprzed roku – to dobry wyznacznik żeby sprawdzić co się udało, co nie… Więc odniosę się do tego, o czym pisałem rok temu.

Na kolejną poprawkę już się nie zdecydowałem. Oczywiście idealnie nie jest ale w sumie już mnie nic nie razi na tej klacie, nie zwracam nawet uwagi przez większość czasu, więc dajmy sobie spokój ze szczegółami ;)

Tradycyjnie o pracy – ta sama, od 6 miesięcy bezpośrednio… no cóż, na wypłacie to widać, a samopoczucie… takie, że nadal nie chce mi się o tym pisać ;) Nie no, nie jest źle, mogło być gorzej z pewnością… ale jakieś ekscytacji zbytniej to też nie ma. To nie L. i nie ma M…
Wyjazdowo – jeden krótki wyjazd do Włoch… w ogóle mało miałem urlopu przez tą zmianę umowy… ale nadrobię w pierwszym kwartale nowego roku, chciałbym chociaż na tydzień gdzieś gdzie jest ciepło ;) ale i żeby coś zobaczyć, zwiedzić… (i to drugie to jest jak zwykle priorytet, jak nic lepszego nie wymyślę, to albo Ateny albo jeszcze raz Włochy tylko inne miasta – może tak kilka miast i w każdym po jednym dniu… albo coś takiego). Taki jest plan, żeby nie było zbyt drogo booo… bo w tym roku zamierzam nabyć nowe obywatelstwo ;) i w drugiej połowie roku może tak wyjazd do USA sobie fundnę w prezencie z tej okazji ;) (a tam jak wiadomo dopiero tanio nie jest…).
Przeczytałem w tym roku 38 książek (no może 35 + 3 audiobooki), to bardzo dobry wynik, zwłaszcza, że już nie celuję w powyżej 12.
Warto jeszcze wspomnieć, albo możę po prostu chcę się jeszcze raz pochwalić :D – schudłem 8kg w 3 miesiące – wyczyn życia :D ciekawe ile przytyłem przez święta, mam nadzieję, że nie więcej niż 2kg :P (a i te 2 będzie trzeba jak najszybciej zrzucić…). Ale piszę o tym też dlatego, że z tego tematu łatwo przejdę w plany na rok przyszły – bo mianowicie no schudłem i fajnie ale nadal to nie jest to co chciałbym widzieć na swoim brzuchu ;) W pozycji pionowej jeszcze tam widzę za dużo, a jak się pochylę to skóra mi wisi :P (nie tylko na brzuchu z resztą…), faktycznie widzę to już pewne oznaki starości ;) albo też może wyraźniejsze zarysowanie mięśni by pomogło… Także ćwiczenia – to jest plan, tylko że to taki plan na czas, kiedy już nie będę miał innych rzeczy do zrobienia… aczkolwiek mam nadzieję, że to wkrótce nastąpi bo:
Moje główne postanowienie/plan na przyszły rok jest taki: żeby robić mniej i mieć więcej czasu wolnego (i na te ćwiczenia itp.) i być mniej produktywnym – wiem jak to brzmi :P wiem, ludzie zazwyczaj chcą czegoś przeciwnego, ale ja czuję się przytłoczony… A głównym moim problemem jest to, że no minimalizm fajnie, tylko że ja od człowieka żyjącego w świecie (wielu) przedmiotów, dotarłem do człowieka, który chce i dąży do tego żeby mieć mniej (i faktycznie ma), tylko że teraz ma obsesję szukania tym przedmiotom nowych domów :P I to samo w sobie jest fajne, spoko i godne pochwały, tylko no… nie do przesady. Sam ten proces oddawania przedmiotów (bo sprzedaję raczej mało i chyba już sprzedałem co do sprzedania było, teraz tylko oddaję lub sprzedaję ale na WOŚP) jest męczący… a mam wrażenie, że nigdy się nie kończy… Więc muszę się nauczyć po pierwsze więcej wyrzucać, a po drugie bardziej upraszczać. Bo czasem to wręcz jest mi wstyd jak ktoś pyta czy na urlopie odpocząłem, a ja no może i jakoś odpocząłem bo zmiana środowiska, to też jakiś odpoczynek, ale jednocześnie zmęczyłem się w inny sposób bo cały urlop fotografowałem, wystawiałem i wysyłałem albo coś takiego (nie mówiąc już o innych rzeczach, remontach, porządkach w domu rodzinnym bo też się różne graty, nie moje osobiste, nagromadziły)… Ja po prostu chcę mieć więcej spokoju i więcej lenistwa… (bo to jest zdrowe lenistwo uważam, takie wyluzowanie a nie to ciągłe napięcie, które ja mam). Może nawet nie tyle lenistwa, co czasu na inne rzeczy niż dotychczas (naukę języka, ćwiczenia…). Dziś np. od 9:00 rano do 16:00 fotografowałem i przerabiałem zdjęcia, układałem potem te przedmioty (nie wiem ile ich było – jeszcze nie policzyłem, ale zdjęć 350 /ale w tym ze 40 innych, nie przedmiotów/ ), kadrowałem zdjęcia… jeszcze to wystawić trzeba, a potem kontakty z nabywcami obsłużyć… Ale to już ostatni raz, na taką skalę ostatni. I o tym właśnie mówię. I to jest moje postanowienie. I w sumie od teraz, bo obiecałem sobie jedenak ten sylwestrowy wieczór spędzić na rozrywce i jutro też wyluzować :) Może coś tam zrobię, ale ogólnie -> relaks.

To jeszcze napiszę coś o M… btw., chce ktoś kupić Audi? :D bo sprzedaje, a jakby ktoś chciał to miałbym pretekst żeby się z nim umówić XD (dla siebie to niee, takie auto, ponad 20 tyś. € za używany, bałbym się dotknąć żeby nie zepsuć XD ). A tak swoją drogą… rok temu pisałem że go nie widziałem… w tym roku go parę razy widziałem :) albo raczej bardziej ten samochód właśnie :P (teraz będzie problem jak zmieni, będzie trzeba nowy wyśledzić ;) ).

Aale tak jakoś chaotycznie napisałem o planach i celach, to może tak podsumuję w skrócie. Mniej: robienia (wszystkiego, wszystkiego na raz), produktywności, rękodzieła, czytania książek, jedzenia syfu, stresu (przez dokładanie sobie samemu zajęć) itp. Więcej: ćwiczeń, medytacji, relaksacji, nauki języka/-ów, aktywności na stronach xxx :D iii… chcę się wziąć za rysowanie :)

P.S. – Ale g… się z tym wordpressem porobiło… nie mogę już pisać w html-u, bo jakiś edytor mądrzejszy ode mnie :/ szkoda tylko że nie rozróżnia akapitu od zwykłej nowej linijki :[ niee no, coś muszę na to wymyślić…
P.S.2. – Już wymyśliłem, na szczęście jest wtyczka przywracająca stary edytor (a do tego może jeszcze zadziała wtyczka pozwalająca pisać w html-u…)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 4 komentarze

Autystyczne dziewczynki.. i jeszcze inny link

„Dziewczynki z autyzmem do perfekcji opanowują sztukę kamuflażu. Prześlizgują się przez niedoskonałe procedury diagnostyczne” – ciekawy link… i wydaje mi się, że u k/m jakieś spektrum autyzmu mogłoby się podobnie objawiać…

***
A drugi link jest już zupełnie w innej tematyce ale też ciekawy:
„Transseksualna prostytutka Hanna”

Czyli prostytucja była dla ciebie koniecznością? Po zmianie płci nie znalazłabyś innej pracy?
Przeciwnie. Prostytucja jest moim świadomym wyborem. Wiele osób w Niemczech parających się taką pracą, robi to, bo musi. To jeden z nielicznych zawodów, który nie wymaga wykształcenia, za to daje dobre pieniądze. Mój przypadek jest inny, ponieważ w prostytucji spełniam swoje fantazje seksualne.
W jaki sposób?
Moje fantazje seksualne są związane z potrzebą uległości. Realizuję się seksualnie, gdy jestem traktowana przedmiotowo.”

– uważam, że warto to zauważać i podkreślać, że to nie musi być tak, że ktoś się zajmuje prostytucją bo musi i jaki on biedny itp., tylko że właśnie można to lubić i ta praca może być też przyjemna.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Prezydent D…

Co powiecie o dwudniowym święcie Niepodległości? Cóż, skoro to jednorazowo, to jeszcze można przeżyć ten absurd, więc nie będę się znęcał (a chciałem ;) ), może tylko uzupełnię sobie notkę o kilka grafik ;)

Ale nasuwa mi się pytanie czy nie lepiej byłoby zrobić święto np. osób prześladowanych przez nacjonalizm?
Mam tu jednak jeszcze lepszą perełkę: „Andrzej Duda zainteresowany ustawą zakazującą „propagandy homoseksualnej””.
Prezydent wszystkich Polaków*

* – ale tylko białych, heteroseksualnych nacjonalistów (zapomnieli dopisać gwiazdki, więc uzupełniłem).

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Zabezpieczony: Rzym, Włochy – 20.10 – 24.10.2018 (+ zdjęcia)

Ta treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, podaj hasło poniżej:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

The Dark Factor of Personality (test)

Daaawno już nie zamieszczałem tu żadnych testów – bo i też żadnych dawno nie robiłem, nie trafiłem na nic ciekawego. Ale ten jest ciekawy.
Moje wyniki (wklejam wszystką, łącznie z linkami, bo może będę chciał do nich kiedyś wrócić):

If you like to know more about the Dark Factor of Personality, take a look at darkfactor.org or get informative summaries at Scientific American and Psychology Today.

Please find your score(s) on the D-factor and the specific dark traits (if you completed the longer version) below. For all scores, the scale ranges from 1 (very low) to 5 (very high). Below the score, your relative position (rank) compared to the other 53184 participants of this study is shown. For example, a rank of 80% means that your score is equal to or higher than the score of 80% of the participants.

In interpreting the results, please note that the participants of this study are not representative for the general population, so that the ranks are certainly inaccurate. Also note that the results can only be reliable to the extent that you responded seriously and honestly.

_Your D-Score_

The Dark Factor of Personality (D) specifies the basic principle underlying all dark traits. D is the tendency to maximize one’s individual utility — disregarding, accepting, or malevolently provoking disutility for others —, accompanied by beliefs that serve as justifications. Put simply, individuals high in D will ruthlessly pursue their own interests, even when it negatively affects others (or even for the sake of it), while having beliefs that justify these behaviors.
Your Score: 2.2
Your Rank: 25%

_Scores on specific dark traits_

D can be evident in quite different more specific dark characteristics. People with high scores on D will generally score high on various, if not all, of these traits.

Egoism
Egoism is the excessive concern with one’s own pleasure or advantage at the expense of community well-being.
Your Score: 2.14
Your Rank: 16%

Greed
Greed is the dissatisfaction of not having enough, combined with the desire to acquire more, i.e. an insatiable desire for more resources, monetary or other.
Your Score: 1.4
Your Rank: 6%

Machiavellianism
Machiavellianism is characterized by a cynical world view, manipulativeness, strategic-calculating orientation, and callous affect.
Your Score: 2.7
Your Rank: 43%

Moral Disengagement
Moral Disengagement describes a set of cognitive processing styles of decisions and behavior (e.g., dehumanization, misattribution of responsibility and blame) that allows to behave unethically without feeling distress.
Your Score: 2.17
Your Rank: 36%

Narcissism
In Narcissists, ego-reinforcement is the all-consuming motive, leading to the tendencies to approach social admiration by means of self-promotion and to prevent social failure by means of self-defense.
Your Score: 1.8
Your Rank: 9%

Psychological Entitlement
Psychological Entitlement describes a stable and pervasive sense that one deserves more and is entitled to more than others.
Your Score: 2.56
Your Rank: 53%

Psychopathy
Psychopathy is characterized by deficits in affect (i.e., callousness, lack of remorse or concern for others) and lack of self-control (i.e., impulsivity).
Your Score: 1.78
Your Rank: 14%

Sadism
Sadism is the tendency to engage in cruel, demeaning, or aggressive behaviors for one’s own pleasure and/or dominance.
Your Score: 1.55
Your Rank: 24%

Self-Centredness
Self-Centredness is the indifference or insensitiveness to the suffering and needs of others.
Your Score: 1.75
Your Rank: 18%

Spitefulness
Spitefulness is the tendency to harm others for pleasure, even if this entails harm to oneself.
Your Score: 2.17
Your Rank: 33%

_Your Honesty-Humility Score_

Honesty-Humility describes the tendency to avoid manipulating others for personal gain, feel little temptation to break rules, be uninterested in lavish wealth and luxuries, and to feel no special entitlement to elevated social status.
Your Score: 3.7
Your Rank: 72%.

I w sumie podobnych wyników się spodziewałem ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

o orientacji

Znów mi się kilka rzeczy w pliku zebrało, więc dziś taka dosyć wklejka. Z forum, które już zdążyło zniknąć (transprzyjaźń) ;) ale taki dobry post, niestety nie pamiętam autorki:

„uważam, że określenie orientacji seksualnej prostym „homo” „bi” „pan” „hetero” to jak określanie całej głębi ludzkiej osobowości określeniami „choleryk” „sangwinik” „flegmatyk” „neurotyk”. może się wydawać, że to przydatne uproszczenie, ale według mnie faktycznie takie postawienie sprawy jest oparte na stereotypach binarystyczno-amatonormatywnych. orientację podzieliłabym na kilka kategorii z których każda mogłaby zawierać w sobie jakąś skalę. na początek przychodzą mi do głowy:

preferencja genitalna (jakie partner/ka/rzy/rki posiadają cechy płci fizycznej)
preferencja tożsamości (jak partner/ka/rzy/rki się utożsamiają)
preferencja roli (jaką pełnię rolę w stosunku)
preferencja ekspresji (jaką ekspresję posiada/ją partner/ka/rzy/rki)
preferencja formy stosunku (jaki kształt przybiera stosunek, na który jestem zorientowana)
preferencja formy relacji (czy chcę uprawiać seks z osobami, które kocham, lubię szanuję, obcymi itd)
preferencja ilości partnerów (czy chcę uprawiać seks z wieloma partnerami na raz, czy z wieloma oddzielnie, czy z jedną osobą, czy chcę kontrolować ilość/wybór partnerów itd)

w ten sposób postawiona sprawa mogłaby zarazem znormalizować napiętnowane heteryckie orientacje nieheteronormatywne (np poliamoryczne, czy rozwiązłe) i pokazać, że nie ma jasnej granicy między „normalną większością” i „anomalią”, a raczej zachodzi między nami naturalna różnorodność. ludzie określający się w ten sposób nie musieliby się ranić dobierając się na podstawie preferencji genitalnej przy pełnej rozbieżności pozostałych czynników orientacji.

ale się zgadzam. Bo to tak się trudno czasem określić prostymi hasłami „homo, hetero, bi” ;)

A tak przy okazji, jak już kiedyś powiedziałem: ech, że też ten świat tak wygląda, że nie można po prostu facetowi powiedzieć: „hej, chcesz iść ze mną do łóżka?”
zamiast jakieś podchody robić :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

#1336 – o diecie, aktualizacja ;)

Jakiś czas temu napisałem: „są dalsze postępy – już mi się waga waha nawet do 52,8kg tylko nadal to nie wygląda tak jak bym chciał ;)” i nie dokończyłem notki ;) Teraz to się waha nawet 50,5-51,5kg (bo już jem 1700-1800kcal co jest moim zapotrzebowaniem właściwie) i… heh… być może to już skóra na brzuchu mi została i trzeba by coś zrobić żeby ją ujędrnić… ale do ćwiczeń ciężko się zabrać, bo… bo to jest tak, że strasznie nie lubię tych wszystkich czynności związanych z „obsługą” mojego ciała. Najgorsze, najgorsze ze wszystkiego jest zdecydowanie mycie zębów – mycie zębów jest najgorsze nawet jeśli liczyć spomiędzy wszystkiego: mycia, sprzątania, gotowania… nie ma gorszej czynności. Te dwie minuty odczuwam jak dwie godziny nie robienia niczego. I w dodatku efekt jest też żaden, bo jak sprzątam, to mam przynajmniej spokój na kilka dni, a to cholerne mycie zębów trzeba powtarzać codziennie… (już nie mówię dwa razy dziennie…). Więc to jest najgorsza czynność, potem długo długo nic i drugie jest golenie się.
I jak jeszcze mam do tego dodać ćwiczenia – kolejne minuty (a może i godziny!) czasu „straconego”…, bo ja zawsze sobie myślę ile można by wtedy książek przeczytać :P to ciężko. Ale no czytam „You are you own gym” i autor proponuje w miarę krótkie ćwiczenia, więc myślę, że się w końcu zbiorę…
Podsumowując: tak, chyba wreszcie porównując się do większości ludzi mogę powiedzieć, że jestem nawet szczupły – zawsze chciałem to powiedzieć :D Ale taka prawda, w obecnych czasach prawie wszyscy ludzie mają nadwagę.
Dzisiaj tylko taka krótka aktualizacja, mam jeszcze trochę notatek ale i tak rzadko piszę ostatnio, to nie ma już powodu ściskać wszystkiego w jednej notce ;)

***

Jakiś czas temu wypełniałem jakiś test typu MMPI, a tam takie pytanie:
„I have a daydream life about which I do not tell other people.”
– i tak się zastanawiam czy to miało być pozytywne czy nie :D

***

vismaya-maitreya.pl/zakryte_zagadki_zniewolona_rasa_ludzka_cz1.html – przeczytałem to może za dużo powiedziane, raczej „przejrzałem” to coś… i… to niesamowite! jaki ludzki umysł jest niesamowity! potrafi tworzyć takie historie, wszystko mu się jakośtam układa w logiczną (?!) całość… Nudno by było na świecie bez tego, prawda? ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

trochę wspomnień, trochę o tym co u mnie i trochę (dużo) o diecie ;)

Jakoś tak sporo ludzi oddaje się sentymentom za latami szkolnymi w ostatnim czasie… To i mnie tak jakoś natchnęło… choć w większej mierze dlatego, że mam koło domu akacje i kiedy ostatnio widziałem ich opadnięte płatki, przypomniało mi się jak mi mama zawsze mówiła, że akacje to znak wakacji (skądś w końcu wzięły swoją nazwę – tzn. chyba wakacje od akacji, a nie odwrotnie ;) ). I owszem, faktycznie tęsknię za dniami wakacyjnymi, kiedy nie trzeba niczego, kiedy mogłem z mamą chodzić do miasta, albo nad wodę… i owszem, czasami chciałbym żeby to wróciło, ale abym ja miał świadomość jaką mam dzisiaj… ale w sumie tylko za tym tęsknię :P A jak sobie przypominam szkołę i porównuję ją z dzisiejszym życiem… to naprawdę, dziś chyba nawet nie mam 1/10 tego stresu, który miałem wtedy (a tym razem nie liczę nawet rówieśników! gdybym zaliczył to dziś nie mam nawet 1/50 XD ). Nie wiem jakim trzeba być „dorosłym” żeby stresować się życiem bardziej niż dziecko szkołą… (przecież to był permanentny stres – a to klasówka, a to zapowiedziane odpytywanie, a to jakieś wypracowanie do napisania…). Ale może to tak jest – jak ktoś był dzieckiem zdolnym wszystko olewać, to w dorosłym życiu „się budzi”, a jak ktoś się wszystkim przejmował/stresował, to z czasem dochodzi do wniosku, że można wyluzować… I to bardzo można.

Ale ten mój sentyment do tego co minione, to czasami mnie jednak dopada… Choć nie tyle do sytuacji (bo do nich mam stosunek jak wyżej – coś mogłoby wrócić tylko pod warunkiem, że ja mógłbym to przeżywać z moją dzisiejszą świadomością, a nie taką, jaką wtedy miałem), bardziej do ludzi… co raz więcej ludzi odchodzi i przykro mi z tego powodu… mam na myśli choćby np. sąsiadów… więc ludzi z którymi w sumie relatywnie luźno byłem związany, a jednak pamiętam ich – pamiętam ich ton głosu, pamiętam niektóre rozmowy… To przykre, że coś się kończy i już nigdy nie wróci – w takich momentach mi przykro, tak jakbym coś tracił… Ale z drugiej strony gdyby czas się zatrzymał, to zostałbym tam, w tamtych chwilach, nigdy nie zamieszkałbym tutaj, nie poznał M… Czy chciałbym żeby tak się potoczyło? No nie chciałbym…

A więc lipiec, pół roku za nami… czas napisać co tam u mnie, bo nie pisałem – dawniej niż pół roku… w ogóle dawno nie pisałem tak typowo pamiętnikowo…
Bo tak naprawdę kiedy pod koniec 2015 skończyłem pracę w miejscu, w którym naprawdę mi się podobało) i gdzie był M…), to poczułem się jakbym coś dużego stracił. Nadal się tak czuję, chociaż właśnie dostałem nową umowę, w miejscu w którym pracowałem ostatnie 1,5 roku przez firmę pośredniczącą. To miejsce jest trochę podobne, fizycznie praca jest nawet lżejsza, ludzie są ok (chociaż wielu mnie męczy ale o tym za chwilę) i nawet jesteśmy podwykonawcą tego samego producenta ;) Tylko, że mnie się tam podobało i tamta praca, mimo że cięższa… I tak się czuję – jakbym dostał coś dobrego (wszak nie każdy dostał umowę), ale jednak nie najlepszego… jakby to co najlepsze nie było dla mnie… I to mnie smuci…
Ale pewnych rzeczy się nie przeskoczy – dziś przyszedł do nas nowy, był tam dwa lata – też mu nie przedłużyli… czyli to co najlepsze jest chyba dla nikogo.

A z tymi męczącymi ludźmi to jest tak… że dlaczego ludzie po prostu nie mogą poleźć do pracy, zrobić swoje i iść do domu? Dlaczego chcą ze sobą rozmawiać?! ;) Przecież to straszne! Ja bym chciał w świętym spokoju poczytać sobie na przerwie książkę, a nie być rozpraszanym przez jakieś rozmowy – nie nawet że do mnie, ale obok… W pracy też – jakoś nie chce mi się skupiać żeby zabawiać innych rozmową… Ale poważnie: może miałem w życiu okresy gdzie żałowałem swojej samotności, ale na chwilę obecną zdecydowanie bym ją preferował. To mam na myśli mówiąc, że ludzie mnie męczą.

A na koniec coś weselszego – „robię” dietę i schudłem! :) I jeszcze nigdy tak łatwo mi się to nie udało… Ale od początku (bo patrzę że chyba nie pisałem nigdy o tym szerzej – albo nie otagowałem).
Pierwszy raz na dietę postanowiłem przejść z początkiem hormonów, była to „dieta Shangri-La” (w artykule nie zaznaczono jednej bardzo ważnej rzeczy! przez godzinę przed i po oleju/wodzie z cukrem nie tylko nie wolno jeść ani pić /znaczy wodę samą można pić/, nie wolno w ogóle mieć w ustach niczego smakowego! ani pasty do zębów, ani gumy, ani błyszczyka do ust – organizm nie może skojarzyć tej wody/oleju po smaku z jakimkolwiek innym pokarmem, bo nie zadziała). To w sumie nie dieta a sposób na „oszukanie” organizmu by czuł się syty po małej ilości kalorii z pokarmu. Mogę polecić (nie na wszystkich działa), ale odkryłem przy okazji obecnej diety coś jeszcze (dla siebie) lepszego :)
Potem miałem krótką przygodę z South Beach – nie polecam, źle się czułem, bo to nie dieta zgodna ze mną :P
Po kilku latach zrobiłem dietę 12 dniową – i byłem zadowolony. Nie schudłem jakoś spektakularnie ale 2-3kg mniej w 12 dni to już coś. Dlaczego takie dziwne diety wybieram? To bardzo proste – jestem wybredny, wielu rzeczy jeść nie lubię :) a „Shangri-la” niczego nie ogranicza, a ta 12 dniowa nie zawiera niczego, czego bym nie lubił. Lecz gdy znów chciałem ją zrobić 2-3 lata później, poległem niestety na kurczaku (no cóż, ok, tego aż tak bardzo nie lubię, zwłaszcza jak muszę sam sobie przygotować i to bez panierki…), nie dałem rady.
Ostatnio jednak moja waga wchodziła już w 59kg, co przy moim wzroście oznacza za dużo (56kg to mój „punkt równowagi” a to i tak też jeszcze nadwaga), spodnie się prawie nie dopinały itp., więc wiedziałem już, że coś muszę zrobić. Wcześniej trafiłem jeszcze na tą książkę: „Eat. Stop. Eat” i od czasu do czasu robiłem dzienną głodówkę (jak się dzień wcześniej najeść i nastawić psychicznie, to nie jest trudno wytrzymać), ale jednak za rzadko to robiłem (bo też jednak nie jeść cały dzień nie jest zbyt przyjemnie ;) ). Aż jakimś przypadkim trafiłem na dietę militarną! bez problemu do znalezienia w polskim necie, ja jednak wkleję sobie ten link, z którego ja korzystałem: dieta militarna – ta przykuła moją uwagę też tym oczywiście, że produkty lubię (poza tuńczykiem – nie przepadam ale mogę zjeść, i grejfrutem – to było najgorsze z całej diety, paskudny owoc). I tu się tak naprawdę zaczyna moja obecna dieta. Najpierw zrobiłem sobie jednodniową głodówkę, potem 3 trzy dni umiarkowanego jedzenia, następnie trzydniową dietę militarną (po niej na wadze było już 56,6kg!), a od tej pory po prostu dietę „ŻP” ;) (Żryj Połowę – jakby ktoś nie wiedział :D ), a tak poważnie – po prostu liczę kalorie :) Kalkulatory mówię, że przy mojej niezbyt ciężkiej pracy i ogólnie małej aktywności fizycznej (i niskim wzroście i ogólnie masie ciała) moje dzienne zapotrzebowanie kaloryczne wynosi około 1810 kcal, co oznacza, że jeśli chcę w bezpieczny sposób schudnąć, powinienem dziennie zjadać 1310-1410 kcal i tak też czynię. I ludzie… nie wiedziałem że odchudzanie może być takie proste! :) Wystarczy tylko liczyć te kalorie (kupiłem sobie piękny kalendarz i notuję ;) ), nie odmawiam sobie niczego (w odpowiednich ilościach). Nie czuję żadnego ograniczenia, a wiecie co mówią: jeśli nie widzisz siebie stosującego jakąś dietę przez dłuższy czas, to ta dieta nie jest dla Ciebie – a w tym ja siebie widzę! To liczenie kalorii to nawet fajna zabawa! (i zaspokaja potrzeby mojego wewnętrznego księgowego :D jak już schudnę, to chyba i tak ciężko mi będzie się od liczenia odzwyczaić :D ). Nie rozumiem czemu niektórzy ludzie mają z tym taki problem… ja dzięki temu wiele sobie uświadomiłem, sensowniej decyduję o tym co jem itp. Oooczywiście nie będę mówił, że się nagle zdrowo odżywiam, bo to jednak nie w moim stylu ;) znaczy jasne – staram się nie przesadzać z niezdrowym żywieniem, z resztą jak masz do dyspozycji 1300 kcal, to musisz tak wybrać, żeby się najeść, a wiadomo, że słodycze mają dużo kcal na mało masy… Ale nie znaczy to, że nie możesz zjeść kebaba i drożdżówki w jeden dzień – dokonałem tego :D (po prostu jesz na śniadanie pół drożdżówki podwójnej, na obiad kebaba, na kolacje drugie pół drożdżówki – całość ma właśnie miedzy 1300 a 1400 kcal, ale musiałem tak zrobić bo drożdżówki z PL przyjeżdżają do polskiego sklepu tylko jednego dnia tygodnia, a w pracy też chciałem kababa zamówić i akurat tego samego dnia zamawiali). Zmieniłem jednak o tyle nawyki żywieniowe… że nagle się okazało, że wcale nie muszę w pracy (przynajmniej na II i III zmianie) żreć bułki (300 kcal), a wystarczy jogurt (100 kcal) z łyżeczką… i tu się pojawia kolejny trick – łyżeczka łuski babki do tego jogurtu (to jest właśnie to „coś lepszego” od oleju i wody z cukrem – babka ma mniej kalorii a też pomaga osiągnąć uczucie sytości :) /a jeszcze jak sobie rozrobię z Danonkiem – czyli z jedynie 50g jogurtu, to robi się takie gęste jakbym ciasteczko jadł :D i naprawdę mi smakuje!/). I nagle się okazało, że po nocnej zmianie nie muszę rano w domu: „a krakersy sobie przekąszę, bo co tam 3/4 paczki krakersów, to takie nic…” (to „nic” ma ponad 750 kcal :D). Także zmiana II i III bez problemu, trochę gorzej jest wytrzymać na pierwszej… (znaczy w domu po pracy tyle godzin do wieczora itp.), ale też bez przesady, wiadomo że 1300 kcal to się za dużo słodyczy nie zmieści ale – inna zmiana nawyków – zamiast Grześka Maxi, ten mniejszy :D 36g – 190 kcal i wystarczy, a to nie jest aż tak dużo żeby tego nie można było w dziennej dawce 1300 kcal zmieścić :) Także wszystko się da, trzeba tylko mieć świadomość ile czego się zjada. I na całe szczęście moja Cola Light jest bez kalorii :D W ogóle wszystkie napoje powinny być bez kalorii, bo co to ma być, dostarczam ich z jedzeniem, to nie jeszcze z piciem ;) W każdym razie podsumowując: dziś rano 54,1kg! Chciałbym do 52 dobić… z resztą zobaczymy jak się będzie moja sylwetka kształtować… kiedyś w końcu wezmę się za ćwiczenia też ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Niekończąca się historia…

O, przypomniało mi się, że jeszcze nie napisałem o przedostatniej grupie (wsparcia)… (na ostatnią nie poszedłem, bo praca…)
Mianowicie rozmawiali o efekcie falloplastyki i jeden z chłopaków, który właśnie niedawno prawie skończył – czyli miał robioną plastykę żołędzia (na protezowanie chyba się nie będzie decydował), opowiadał jakie to praktyczne – idziesz, stajesz, sikasz przy pisuarze (podobno plastyka wygląda naprawdę dobrze), kończysz – proste, bardzo praktyczne :D No aż się zacząłem znowu zastanawiać czy by może… jednak… nie pójść w tym kierunku skoro to takie praktyczne :D Bardzo poważnie zacząłem się zastanawiać… aale potem… bo rozmawiali z chłopakiem, który raczej w ogóle nie planował tej operacji… jak zaczęli mu przedstawiać wizję możliwości typu: „możesz zostawić pod spodem to co masz teraz…” to już odechciało mi się słuchać :D (tak, dwa penisy sobie zostawiać… co ja mutant jakiś jestem? XD już nie mówiąc o tym, że po co w takim razie w ogóle coś dorabiać). Ale nie no, to nie o to chodzi że takie poboczne tematy mnie zniechęcają, bo domyślnie się przecież robi „normalną” falloplastykę. Po prostu czasem takie poboczne zniechęcające tematy przywołują mnie do rzeczywistości ;) czyli tego, że nie przekonuje mnie falloplastyka (najgorsze to chyba jest: https://www.youtube.com/watch?v=qaJCnMJvV60 – całe to pompowanie, a to genetyczny jest! a i tak dla mnie wygląda to po prostu… przykro – inaczej tego nie umiem określić, znaczy wiadomo że u nas każda opcja jest jakoś przykra ale dla mnie chyba jednak mikropenis jest najmniej przykry z dostępnych opcji ;) ).
No właśnie – nie przekonuje mnie. Ale… ale zawsze jest to „ale” i pewnie do końca życia będę się zastanawiał czy może jednak powinienem… Chciałbym mieć spokój od tego tematu ale spokoju chyba nigdy nie będzie (chyba że nastąpi jakieś przełomowe odkrycie i jakaś jeszcze inna opcja, na którą się zdecyduję).
Bo na razie to i pompowanie jest przykre i ryzyko jest mi niepotrzebne. Nie żeby to było aż takie ważne – zrobiłbym srs bez względu na ryzyko oczywiście, ale po prostu skoro u mnie tak dobrze poszło (nie mówię o rozmiarze :D ), to teraz już bym nie podjął każdego ryzyka ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

space cake

W poprzedni weekend byłem w Amsterdamie. Szkoda, że chyba tylko taka wycieczka w tym roku mnie czeka, bo miałem dużo wolnego, ale nie „urlop” i chyba takowego już nie będzie w najbliższym czasie… No ale nic, było też fajnie. I byłem w muzeum seksu :D Kupiłem sobie też kawałek ciasta, przywiozłem do domu, zjadłem tak jak zalecają i… nic szczególnego nie poczułem :D może odrobinkę rozkojarzenia jak po alkoholu i może większe odprężenie niż zwykle (np. zwykle jestem dość niezadowolony kiedy widzę moją listę zadań do zrobienia nie realizowaną, a tamtego dnia nic nie czułem w związku z tym :D ). Ale jak na kawałek ciasta za 7€, to jestem dość rozczarowany (zwłaszcza jak to ludzie pisali jakie to mieli silne efekty). A nie, sorry – byłem głodny jak cholera, głodny na tłuste (chipsy) i słodycze. Więc nie dość, że nic ciekawego to jeszcze na minus :P
Możliwości obstawiam dwie: a) podobno niektórzy są zupełnie niepodatni (no ale jednak głodny byłem bardzo…); b) jest tak jak z alkoholem – trzeba sobie „fazę wkręcić”. Tutaj nawet pisze: ” Inaczej czuje się introwertyk a inaczej ekstrawertyk pod wpływem maihuany”. Skłaniam się ku drugiej opcji (a nie zamierzam nic sobie wkręcać). Ale może jeszcze kiedyś, raz, dam szansę…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

nieporównywalne

Na ostatniej grupie (wsparcia) rozmawiali o tym jaki jest sens oglądania przez biegłego zdjęć z dzieciństwa – przecież nie każdy k/m ma zdjęcia na których jest super męski (czy raczej chłopięcy) i to z różnych przyczyn, a więc zdjęcia właściwie nic nikomu nie powiedzą. W sumie racja. Ale kiedy tak o tym gadali, tak się trochę zastanawiałem i zastanowiłem nad czymś innym – że właściwie nic innym niczego nie powie, nie odda, bo np. takie uczucie (które w dzieciństwie towarzyszyło mi bardzo silnie, dosyć długo) – ten strach przed wiszącą w szafie sukienką (że będę musiał ją ubrać)… Dlatego myślę, że ile by nie było w ludziach nawet dobrej woli, to jest coś, czego nikt nie zrozumie – dlatego że ja dziś też nie umiem tego uczucia z niczym porównać! W tej chwili (ani od ostatnich 10 lat) niczego nawet podobnego nie odczuwałem, serio, tego się nie da do niczego porównać… a jak się mocno zastanowić, to może trochę do chodzenia do znienawidzonej pracy – chociaż w tym stanie od dyskomfortu rodzi się raczej gniew niż przerażający strach.
Taka krótka refleksja na dziś, bo w kolejnej notce będę chciał do zrozumienia też nawiązać.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

social anxiety – wideo

1:18
1:37 (albo i całość od 1:18 do 1:46)
2:00
2:35
3:13 (i to wcale nie tylko w obliczu randek)
4:17 (z tym że to nie tylko lęk, ale też brak pomysłów na gadki-szmatki, a nawet nie tyle pomysłów co w ogóle o tym nie myślę :P )

Nie no, już tak źle nie jest, czasem nawet zamówię ta „kawę” bez ćwiczenia tego godzinami :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Ts i smutne narracje. Oraz trochę o życiu.

Kilka dni temu na forum pojawiło się pytanie: „jak postrzegacie „reprezentację” osób ts w mediach, obecnie, (…) uważacie, że takie smutne narracje są ok?” i się zaczęła dyskusja. Od kilku lat jest tendencja żeby nie było smutno, bo… argumentów nie chce mi się przytaczać ;) (no żeby nie robić z ts cierpiętników i takie tam), cóż, ja tu popieram zdanie A., który skomentował: „To nie są smutne narracje. To jest samo życie. Nasze życie.”
Ale potem zacząłem nad tym myśleć, jaka narracja byłaby najbardziej właściwa… Odpowiedziałem:

„Myślałem chwilę nad tym… i wymyśliłem! :) Proponowałbym przedstawić zwykłe życie spełnionej osoby, tak z 10-20 lat po tranzycji i do tego robić takie mega smutne wstawki z przeszłości – o, to by było moim zdaniem idealne odwzorowanie życia transa :P”

– tak właśnie uważam. A rozwijając tą myśl… myślę, że takie przedstawienie byłoby bardzo właściwe – osoba, która żyje normalnie („żyje normalnie” to mi się nie podoba, to określenie, raczej powinno być: która po prostu sobie żyje bez problemów na tle kwestionowania własnej płci), co najmniej normalnie, a może właśnie coś szczególnego osiągnęła, jest szczęśliwa (mnie uszczęśliwia właśnie to zwykłe życie, poprzez porównanie do tego co było, to… no nie ma porównania), więc generalnie szczęśliwa i pozytywna narracja. Ale dla kontrastu takie jakieś mocno smutne wstawki z przeszłości… taka historia miałaby wszystko co potrzebne – nadaje się na scenariusz filmowy :PP
Chociaż trochę się obawiam że nie udałoby się oddać tych smutnych momentów. Bo to są takie rzeczy, których osoby cis mogłyby nie zrozumieć…
Ale uważam, że najważniejsze to aby przedstawić kontrast – o tym też kiedyś na forum pisałem… że teraz nawet jak jest źle, to i tak jest o niebo lepiej niż kiedyś, więc teraz właściwe nigdy nie jest tak źle żebym sobie nie pomyślał, że i tak jestem szczęśliwy ;)

Ostatnio rzadko piszę właśnie dlatego – że jak jest dobrze, to właściwie nie mam o czym pisać, nie chcąc powtarzać się jak dobrze jest ;) Z resztą od zawsze odczuwałem większą potrzebę pisania kiedy było źle, niż kiedy było dobrze… I w ogóle nie chcę się powtarzać z jednej strony, ale z drugiej… to jednak jakąś potrzebę pisania mam nadal. Bo przecież jakaś moja droga samorozwoju nie skończyła się, właściwie to ona dopiero się rozwija, po prostu jest łatwiej i nie ma już na niej transseksualizmu… I chociaż nadal będę poruszał takie tematy jak w pierwszej większej połowie tej notki, to chcę chyba też pisać o innych rzeczach… i chociaż niby zawsze to robiłem, to jednak teraz mam potrzebę napisać o tym wyraźniej. Bo jest jeszcze ta kwestia, że trudno mi pisać teraz, że coś jest źle (a bywa, bo przecież jak u wszystkich, np. w pracy), bo po prostu – no to porównanie z przeszłością, w tym porównaniu co by się nie działo teraz, to będzie to cudowne i wspaniałe :P Taki to kontrast, tak – aż taki. Ale nie chciałbym o tym w kółko pisać, tylko czasem mi się wydaje, że muszę to w kółko powtarzać, bo bardzo by źle było jakby ktoś źle zrozumiał :P ), ale chcę się postarać jednak tego nie robić ;) Bo chciałbym więcej wpisów poświęcić jakimś zupełnie nie związanym tematom…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz