Berlin – 13.08 (+Gross-Rosen, +Ślęża, +OTM…)

Zanim mi znowu zaległości urosną w kosmos (choć już zaczęły rosnąć), opiszę sobie kolejną „wycieczkę”. Choć właściwie trudno to nazwać wycieczką, skoro po prostu zboczyłem lekko z drogi do PL i zatrzymałem się na jeden dzień w Berlinie żeby pozwiedzać, to to nie był wielki wysiłek (ani koszt) :P
Jak zwykle do PL się dosyć spieszyłem, chciałem do Berlina zajechać w sobotę, ale za punkty PayBack zamówiłem sobie powerbank i oczywiście nie zdążył przyjść… z dużymi wątpliwościami postanowiłem z tego powodu poczekać do soboty (może przyjdzie) i już bez dalszej zwłoki jechać w niedzielę. To był dobry wybór, bo powerbank przyszedł (i się przydał). Kolejne moje wątpliwości dotyczyły wyjazdu – czy na noc ruszyć i przespać się na parkingu pod miastem, czy wyspać się w domu ale wcześnie rano wstać i ruszyć… Osobiście uważam pierwszą opcję za lepszą, bo w jej przypadku wstaję i od razu zwiedzam, a nie zwiedzam po 3-4h jazdy (gdzieś tyle mam do Berlina). Ostatecznie zrobiłem jak zwykle jeszcze inaczej ;) mianowicie trochę pomiędzy: ruszyłem w środku nocy i tyko krótko przespałem się rano na parkingu… Potem wstałem i ruszyłem już na parking P+R przy samym Berlinie. Wcześniej oczywiście w necie obadałem wszystkie okoliczne P+R parkingi (tak, wszystkie z tej strony na mapie sprawdziłem) pod kątem tego, który by mi najbardziej pasował – to znaczy żeby był możliwie jak najdalej od centrum, a jak najbliżej autostrady A10 kierunku Hannover-Berlin (i w ogóle najbliżej jakiejś autostrady). Wybrałem kilka (zawsze tak robię, w razie gdybym na pierwszy nie trafił albo coś mi nie pasowało), jako pierwszy „P+R Wannsee” i na nim zostałem (bo trafiłem i wszystko było ok). Poza tym, że on nie jest tam gdzie pokazuje mapa (tam też jakiś parking jest ale płatny i to nie P+R), P+R jest wzdłuż Nibelungenstrasse, ale nie było trudno znaleźć, bo był szyld na Potsdamer Chaussee, którą nadjechałem (a wcześniej z A10 na A15 i to już było bardzo blisko). Więc odetchnąłem z ulgą, że tak łatwo poszło i nie wpakowałem się w jakieś centrum… Wprawdzie stałem prawie na skraju i trochę to takie było dla mnie średnie, ale wszystko było ok. Ruszyłem na stację… czegoś, żeby dojechać do centrum :D Najbardziej polecany był S-Bahn i to też wybrałem. Na przystanku automat biletowy, kupiłem bilet dzienny za 7,70€ (ale wystarczyłby ten za 7€, bo to była druga strefa jeszcze, nie trzecia, ale że nie byłem pewien, to nie chciałem ryzykować o 70 centów), trzeba go tam było też skasować – znaczy tak myślę :D na wszelki wypadek skasowałem ;) Plan na zwiedzanie miałem taki, żeby się dostać na Tiergarten i dalej spacerem w kierunku Bramy Brandenburskiej, Reichstagu itd… I tak też zrobiłem (S-Bahn na Tiergarten, dalej na pieszo). Na pieszo Kolumna Zwycięstwa, Brama Brandenburska, Reichstag, Pomnik Pomordowanych Żydów, (do tego momentu doszedłem jak zwykle z mapką wydrukowaną, ale już od chwili wcześniej zacząłem myśleć, że czemuż ja nie wydrukowałem jednak też mapki komunikacji miejskiej… nie wydrukowałem, bo zawsze jak do tej pory znajdowałem mapę gdzieś na miejscu – w Paryżu na recepcji hotelu, w Londynie chyba dostaliśmy od przewodnika, w Amsterdamie kiedyś mapę znalazłem, w Brukseli też znalazłem na ulicy, więc do Berlina pojechałem z tym samym przekonaniem – że jakąś znajdę na ulicy :D …i znalazłem! :D właśnie w tym momencie odchodząc od jednego pomnika i próbując znaleźć drugi myślałem o tej mapie komunikacji miejskiej i w ogóle wyraźniejszej mapie miasta… i idę i leży! – tak to się robi! ;D), Pomnik pamięci homoseksualistów prześladowanych przez nazizm (mało okazały ;) ) i tam dalej po drodze – Katedra Francuska, Katedra Niemiecka, Sala Koncertowa, Bebelplatz z „Pustą Biblioteką”, Katedra Berlińska, Wieża Telewizyjna, Czerwony Ratusz, aż do Alexanderplatz. A z Alexanderplatz metrem na Potsdamer Platz z jego Sony Center i… i zanim poszedłem dalej, zatrzymał mnie miły pan wyglądający jak z sekty (czarne spodnie, biała koszula :D ), znaczy paru ich tam było przy straganie z furą książek (znaczy jedną książką w różnych językach). I mi coś zaczął gadać o teście na stres. Nie zwykłem uciekać w popłochu od takich akcji (choć to, że będzie próbował coś sprzedać było bardziej niż pewne), to się zgodziłem. Podał mi tam jakieś urządzenie (dwie rurki, czy raczej dwa obłe kształty na kabelkach, które trzymało się w rękach), zadawał pytania (zastrzegając, że nie muszę odpowiadać jeśli nie chcę, nie odpowiedziałem tylko na jedno: „jakie przeżycia z przeszłości wywołują negatywny wpływ na twoje obecne życie” – przecież nie będę tłumaczył facetowi na ulicy kwestii transowych :P bo na pytanie: „czy coś z przeszłości ma negatywny wpływ” niby coś drgnęło na tej maszynie), ogólnie powiedział że jest ze mną nieźle (wiem, lata pracy nad sobą ;) ), jedynie kilka drobnych kwestii, a potem oczywiście przedstawił książkę „Dianetyka” (która na pytanie ile kosztuje, „kosztuje 20€ ale my tu sprzedajemy za 10€”). 40zł jak za książkę (choć grubaśną – przyznaję), to też niemało, ale szybko sobie pomyślałem, że poza tym (trzema widokówkami i tam jakimś Bratwurstem) nic tutaj nie zamierzam kupować, więc niech tam mam choć taką praktyczną pamiątkę z tego Berlina :D i wziąłem (oczywiście po Polsku, a jakże, polską wersję też mieli ;) gratis dostałem jeszcze dvd ale to już po niemiecku /jeszcze nie oglądałem, a do książki też nie zajrzałem, ale przyjdzie czas/). Do tego dostałem ulotkę, odszedłem i czytam: „Scientology Kirche Berlin” – haha, no mówiłem że sekta! :D (ale jako że „‚Sekta’ – oto jak większe religie nazywają mniejsze” to mnie to nie razi wcale, bo nie uważam że religia=dobro, sekta=zło, tylko religia=sekta, a poza tym poznałem Świadków Jehowy, katolicyzm /oczywiście/, satanizm, coś tam liznąłem religie dalekowschodnie, to chętnie poznam i scjentologów, nawet fajnie że się tak złożyło, a może z tej dianetyki da się coś ciekawego wyciągnąć /choć ni cholery nie wierzę w prawdziwość tego testu, zwłaszcza wykonanego w takich warunkach ;) a swoją drogą to był E-metr, można tu o nim trochę poczytać/).
Wracając jednak do relacji z wycieczki – no więc stamtąd poszedłem do muzeum „Topografia Terroru”, które oczywiście interesowało mnie najbardziej ;) i spędziłem tam ponad dwie godziny (przy okazji ładując komórkę z powerbanku – wybrałem w miarę mały, a możliwie dużej pojemności, wystarcza na 2,5 raza ładowania mojej komórki, więc super, na jednodniowe /nawet dwu/ wyjazdy świetna rzecz, jestem zadowolony zwłaszcza że naprawdę za darmo). Następnie udałem się na East Side Gallery gdzie oczywiście najpopularniejszym fragmentem był ten :D (mnie się nie udało zrobić zdjęcia bez nikogo na nim ;) ), a potem to już powrót na parking i w dalszą drogę do PL…
Oczywiście są miejsca, których nie zdążyłem odwiedzić (nawet całkiem sporo), Berlin ma potencjał… np. tam koniecznie chcę się wybrać, tam pewnie jest ładnie no i Reichstag od środka… Ale też nie miałem parcia, żeby wszystko na raz – to miasto mam praktycznie po drodze, zboczenie z trasy kosztowało mnie jakieś może 40km, więc to żaden koszt i żadna droga, można odwiedzić jeszcze nie raz :) I zapewne tak zrobię.
Całkowity koszt „wycieczki” to jakieś 25, może 30€, razem z drogą i zakupami :)

Żeby się nie rozgrabniać na kolejne notki, to powiem jeszcze:
19.08 – Muzeum Gross-Rosen
20.08 – Góra Ślęża
i oba dni bardzo udane :) a:
2.09 – MPS Hamburg i też było bardzo fajnie :)
I to tyle moich tegorocznych wojaży, bo środków na ten cel i na ten rok brak :P Aaale za to w przyszłym… miejmy nadzieję będzie lepiej ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

„Yes, I post naked selfies online – why shouldn’t I?” ;)

Dzisiaj mija rok od pierwszego dnia mojego nowego życia ;) od chwili, od której nie mam żadnych negatywnych myśli na swój temat. To znaczy nie wiem czy można to tak sztywno określić – czy to było dzisiaj rok temu, czy może był to proces, który trwał miesiąc czy dwa, a z resztą jakieśtam mgiełki negatywnych uczuć pojawiały się i później, ale jednak to coś innego, już nie takie jak przed tą datą, dla mnie osobiście to jest pewna rocznica.
I kto powiedział, że na seksie nie buduje się poczucia własnej wartości? ;P

Poza tym, że tak zacytuję znaleziony gdzieś kiedyś komentarz:

„(…) but in seriousness, this is one thing promiscuous sex can do well — bring intimacy and connection between people — truly enjoying them and their company –, and seeing how wonderfully human and beautiful they can be to you, … with people whom you’d normally not ever associate with in „normal” life. personally, i think anything that helps us feel good about each other has something intrinsically good in it.”

Oraz także drugi:

„Dlaczego seks nie może być elementem przyjemności życiowej – tylko wyznacznikiem moralności.”

– DOKŁADNIE! też zupełnie tego nie rozumiem…

Ale wracając do początku notki – poważnie, kolosalny postęp. Wręcz ostatnio stwierdziłem np., że już nie mam potrzeby niczego więcej przepracowywać emocjonalnie – książki jakie miałem na ten temat w folderze „do przeczytania” albo wyrzuciłem, albo przełożyłem do folderu z książkami, które chcę zachować (może kiedyś jeszcze odczuję potrzebę żeby je przeczytać). Chociaż zostało kilka, które mimo wszystko chcę przeczytać – coś o lęku społecznym i coś o akceptacji siebie, ale bardziej z ciekawości niż dlatego, że mam tu jeszcze jakieś potrzeby :) Także super, bardzo się cieszę, że jestem w tym miejscu :)

Skoro już tak tematycznie, to:
„Why I post naked selfies online and you should too” – dobry artykuł, polecam.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Takietam o płci, aktywizmie, ignorancji, preferencjach…

Czasami te tematy płci, zagadnień itp. wydają mi się autentycznie ciekawe i to że inni ludzie się w nie w ogóle nie zagłębiają uważam za pewną ich stratę. Ale czasem (i chyba niestety częściej) czuję tym przesyt. Zwłaszcza jak wchodzą na tematy non-binary/genderqueer i zawartości płci w płci i czuję, że nie nadążam (a co gorsza nadążać nie chcę i już czuję jakie będą do mnie pretensje, że wolałbym być ignorantem ;) ale tak, czasem wolałbym, tak się łatwiej żyje) i tak dalej… to myślę, że wolałbym jednak być poza tym, tylko nie mam tego przywileju. Myślę, że każdy z nas ma gdzieś tą granicę, za którą leży pewna ignorancja i pewne „nie obchodzi mnie” (bo gdyby tak nie było, to człowiek musiałby całe swoje życie poświęcić na altruistyczny aktywizm, a na to nie mam ochoty, moje życie to nie tylko LGBT, chcę też czasem porobić coś innego, skupić się na czymś zupełnie innym).
Ale wracając. Daleki jestem od wspierania takiej postawy braku walki o więcej, bo to mi się kojarzy z „no co już ci homoseksualiści wymyślają – nie wystarczy że są akceptowani, to jeszcze by chcieli jakieś zalegalizowane związki – takich przywilejów im się zachciewa” – no nie, nie idźmy w tym kierunku ;) ale z drugiej strony jest taki temat o którym niedawno na TS forum była dyskusja – mianowicie czy shemale-loverzy są hetero :D Ja już kiedyś o tym pisałem krótko – że orientacja jest psychoseksualna i trudno mówić że facet, któremu się ktoś np. taki podoba jest gejem – no heloł! :D (a w drugą stronę – jak ktoś podał przykład Buck Angela pisząc: „no prześliczna biologiczna kobieta to jest” XD no, już widzę jak hetero faceci na „nią” lecą :D ). Wiem że my ts zaginamy definicje ;) – sorry, większość z nas wolałaby nie ale fakty są jakie są. Zaginamy, no ale heloł – nie aż tak! ;)
Btw. taki cytacik:

D.: „penis schrodingera… jeżeli facet nie wie że masz penisa to seks/masturbacja jest i nie jest hetero”

:D :D :D

Ale to jest jedna strona tematu, druga to jest akceptacja bądź nie. A nawet nie tyle akceptacja co atrakcja. taki link – uważam, że ma rację, taki – uważam, że nie ma. Co to za terror w ogóle, że każdy musi pałać atrakcją do wszystkiego? Jedni faceci lubią duże biusty i małe im się nie podobają – i jest to totalnie w porządku (tak uważam). Masz mały biust i podoba Ci się facet, który lubi duże? masz pecha, to się czasem zdarza, kijem Wisły nie zawrócisz (chociaż możesz powiększyć biust operacyjnie – czy warto tak robić dla faceta? moim zdaniem nie, moim zdaniem warto tak robić tylko dla siebie, jeśli się samemu chce, ale każdy ma prawo decydować o sobie i zrobić tak nawet dla kogoś). Owszem, to może być przykre, no ale trudno. Bo z drugiej strony są przecież ci, którzy lubią tylko małe biusty. Cała rzecz polega na tym, żeby się dobrać wg swoich preferencji (lub iść na kompromis jeśli są rzeczy ważniejsze :) ). Jest jeszcze oczywiście trzecia grupa, dla której wielkość biustu nie ma znaczenia. Podczas gdy mam wrażenie, że dyskusje na transowych forach wyglądają tak, że przychodzi ktoś i pisze, że niee i kobieta bez SRS to już nigdy nie znajdzie faceta, chyba że jest niehetero (tak jakby absolutnie wszyscy patrzyli tylko na wygląd… owszem, faceci są wzrokowcami, sam o tym wielokrotnie pisałem i nie neguję, ale no jednak nie wszyscy są aż tacy straszni ;) ), po czym przychodzi ktoś i pisze tak, jakby w ogóle nie dawał prawa z kolei nie akceptować kogoś bez srs jako partnera seksualnego. A ja uważam, że obie strony są w błędzie. Jak nie lubisz, no to nie lubisz, no trudno, kobieta z penisem musi to zaakceptować. Możesz nie lubić, to całkowicie normalne. Moim zdaniem to preferencja i jak każda inna – może być silna albo nie. Tak jak z tym biustem. Nie inaczej jest z wielkością penisa – żeby nie było że nie mogę odnieść do siebie.

Tak naprawdę to miał być wstęp do czegoś ale zgubiłem wątek i ponieważ nie odnalazłem go przez sporo dni, to już wrzucam to co do tej pory napisałem ;)

Na koniec jeszcze taki mały żarcik z tego samego forum (zamieszczony w Boże Ciało):

J.: Powiedzcie, jakie są postulaty ludzi idących w dzisiejszych paradach?

A.: „Polska katolicka!”, „stop islamizacji europy!”, oraz „równość – czyli równi i równiejsi” :)
Aż wstyd, że nie byłaś.. :D

:D :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 2 komentarze

PlanetRomeo i inne takie…

W sumie to zaplanowałem sobie, że pójdę o 4:00 spać, wstanę dla odmiany o 12:00 (a nie za pięć 13:00), pojadę (samochodem zapewne, bo rowerem to za duży wysiłek o tak wczesnej porze rano ;) /i ‚wogle’ za długo, a ja muszę zdążyć wrócić i zjeść śniadanie przed pracą/) na zakupy, żebym odwalić je w piątek i chociaż raz w sobotę nie musieć wychodzić z domu (i móc się wyspać np. do 14:00 :D bo wstając o tej 13:00 ani razu w tym tygodniu nie byłem wyspany… pomińmy milczeniem tą patologię ;) ), a tu jak widać jest już po 4:00 a ja zaczynam pisać notkę (zaczynam o 4:20). I w sumie tak humorystycznie zacząłem (żeby nie było: dziś to musiałem wstać o 8:00, stąd niewyspanie, aczkolwiek jak już załatwiłem to co musiałem, wróciłem się położyć i w rezultacie znów pobudka o 13:00 i niewyspanie ;) a we wcześniejsze dni albo mnie budziła poczta albo telefony, albo jedno i drugie), a to nie miała być humorystyczna notka w sumie. No ale skoro już tak zacząłem o przyziemnych sprawach, to czuję jak mi brakowało żeby o tym też od czasu do czasu napisać… to już pójdę za ciosem i napiszę, że dziś to byłem na teście na nietolerancję fruktozy (i chyba nie mam, aczkolwiek pewną reakcję dało się zaobserwować), jeszcze dwa przede mną (laktoza i cośtam – jakiś słodzik), dopłacić trzeba było za „materiały”, pani mówi: 2,30€ – Ale za wszystkie trzy? – Tak. – lubię ten kraj :D Tak jak kiedyś poszedłem do apteki z receptą (wtedy – btw. ze 4 paznokcie mi po tej chorobie częściowo zeszły, na jednym mam do dziś fałdkę, bo odrasta wciąż z takim schodkiem w miejscu gdzie stary zszedł ;) ), a pani mi mówi co do jednego leku: „Ja sprawdzę tańszy odpowiednik” – ja już w strachu, to ile to będzie kosztowało, że aż tańszego szukać trzeba? czy ja mam tyle kasy w portfelu? czy ja mam tyle na koncie?! Po czym pani mi mówi: „To będzie razem 4,20€” :D (a ja już się zdążyłem nastawić mentalnie na jakieś 10-20 razy tyle :D ) i jeszcze dostałem wtedy naklejki, karty i magnesy na lodówkę za free. Lubię ten kraj ;D

No ale do rzeczy – nie poszedłem spać, bo przeglądałem PlanetRomeo. Postanowiłem sobie raz a porządnie przejrzeć (żeby niczego nie żałować) i konkluzje są takie: możesz tam wyszukać faceta po kolorze oczu, wzroście i naturalnie wielkości penisa, ale nie możesz po preferencjach – czy jest np. domatorem, czy imprezowiczem, śmiały czy nieśmiały – super :/ Tak więc wczoraj przejrzałem ponad 200 profili facetów w wieku 26-38 lat do 175cm wzrostu z okolicy (no wiadomo, nie wszystkie czytałem, jak któryś miał głupi skrócony odpis to darowałem sobie nawet wchodzenie, ale resztę przejrzałem). Nie podobał mi się żaden (no ale to tam powiedzmy nie aż tak istotne), żaden tekst nie zabrzmiał szczególnie interesująco (z tych, którzy w ogóle mieli jakiś tekst). Dziś wyszukałem tych o wzroście 175-180cm (nie zawężałbym takiej kategorii ale chciałem jakoś podzielić, żeby nie mieć za dużo do przeglądania na raz), przejrzałem… no już nie tak dużo, ale tak z 1/3 i tu mi się nawet kilku spodobało, ale to wyłącznie z wyglądu. I ogólnie to meh… mam takie poczucie, że to nie tak powinno działać. Och, oczywiście na pewno na takich portalach też jest sporo fajnych facetów ale… mnie to jakoś nie przekonuje. Tylko się utwierdziłem w przekonaniu, że nie chce tak, nie chcę poświęcać swojej energii na szukanie igły w stogu siana, nawet jeśli ona tam jest… wolałbym poświęcić tą energię, na dotarcie do kogoś, na kim mi zależy – na przykład na M.
I to tyle co mam dzisiaj do powiedzenia ale temat chyba nie jest zakończony, to pewnie jeszcze zedytuję tą notkę…

Idąc o 5 spać, do 12:00 to i tak 7 godzin, powinienem się wyspać jakby mój organizm był normalny XD

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Taka reklama ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Zabezpieczony: Bruksela – 27.05.2017

Ta treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, podaj hasło poniżej:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Kochać bardziej niż siebie?

Mam właściwie kilka takich krótszych tematów i znów mi się zaczynają zbierać w pliku, więc może dzisiaj o kochaniu nad życie. Zainspirował mnie post na forum pewnej t* m/k, a konkretniej fragment:

A: „ale są na tym świecie ludzie których kocham bardziej niż samą siebie i pozostaje mi trwać w tym stanie który sama sobie przygotowałam.”

Skomentowałem:

„Hmm, a w moim świecie nie ma takich ludzi (i nigdy nie będzie, bo na to nie pozwolę), kocham siebie najbardziej na świecie, (…). Zastanawiam się czy to dobrze czy źle… (już się zastanowiłem – uważam, że to dobrze :P ).”

– to prawda. I długo i ciężko walczyłem o ten stan.
Wielu ludzi myśli, że powiedzenie: „kocham bardziej niż siebie” zasługuje na docenienie i pochwałę oraz podziw, a ja uważam, że to głęboko przykra sytuacja. Chciałbym napisać tu coś mądrego ale nie wiem czy potrafię… Nie wiem… po prostu jak musi być przykre życie złożone w ręce innych? PRESJA jaka na nich spada, na tych niby tak bardzo kochanych – to jest też przerażające. To częste w relacji rodzic-dziecko. I chociaż rodzic może świadomie nie wywierać presji, uważać, że kocha dziecko bezinteresownie, to jednak to tak nie działa. Jeśli ktoś słyszy, że jest kochany przez kogoś bardziej, niż ten ktoś kocha samego siebie, to jak może nie powstać presja? (i jeszcze potem temu dziecku się wydaje, że to normalna sytuacja i też powinno swoje życie złożyć w ręce innych…). I tak się ciągnie takie błędne koło. I bardzo często po latach okazuje się, że jednak nie, że dziecko takie usłyszy pretensje – jak mogło studiować np. malarstwo zamiast prawo. Albo co gorsza w ogóle nie studiować (jak można niszczyć tak życie osobie, która przecież je kochała bardziej niż siebie!) Albo nic nie usłyszy, faktycznie ani słowa skargi. Lecz samo będzie stłamszone i zdecyduje się żyć swoim życiem np. dopiero w wieku 50-60 lat – gdy jego rodzice już umrą.
To samo tyczy się z resztą także dzieci z małżeństw, które trwają tylko „dla dobra dziecka…”
Jakie smutne można zgotować życie osobom kochanym „bardziej niż siebie”, to mnie przeraża. Można nic nie robić, można mieć faktycznie tylko dobre intencje. Co nie zmienia faktu, że to nie jest zdrowe moim zdaniem.
Podobnie ma się sprawa ze związkami – nierzadko widzę wyznania o miłości nad życie, takie teksty w stylu: „gdyby ona mnie zostawiła, to bym się zabił” – faktycznie, fajnie :/
Ludzie, to nie jest postawa godna pochwały, to jest postawa godna zapłakania nad nią (ja wręcz czuję jakiś wstręt do takiej postawy). Coś we mnie krzyczy że bardzo nie tak powinno wyglądać życie ludzkie – że dzieci, żony, mężowie, chłopaki, dziewczyny, rodzice i partnerzy są istotami które nam towarzyszą na różnych etapach życia ale nie są ani przedłużeniem nas, ani naszymi avatarami… Nie po to dostaliśmy (od Boga, Wszechświata czy w cokolwiek wierzysz) samoświadomość, żeby uzależniać swoje szczęście od innych!
Owszem, ja też bardzo chcę mieć dziecko, ale nie wychowam go (a przynajmniej bardzo nie chcę) w taki sposób żeby mieć kogo kochać nad życie, a wychowam (a przynajmniej bardzo chcę) na osobę, która będzie siebie kochała! bo mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach prawdziwą sztuką jest kochać siebie. Pomyślcie tylko: gdyby każdy kochał siebie najbardziej, to każdy byłby kochany przez kogoś najbardziej! I wtedy można wychodzić do ludzi jak równy do równych, pewny siebie, zadbany (w końcu dbamy o naszych ukochanych). Bez deficytu miłości. Nikomu nie być nic dłużnym, od nikogo nie oczekiwać niczego (żadnego poświęcenia).

Jeżeli powołałeś dziecko na świat, to jesteś odpowiedzialny za to aby miało co jeść i atmosferę sprzyjającą życiu w spokoju, żeby mogło się rozwijać. Ale nie za jego szczęście!! Za to jest odpowiedzialne ono samo. A poza tym nie wiesz czym dla niego będzie szczęście (a jeśli uważasz, że wiesz, to znaczy że projektujesz swoje przekonania na nie – co poniekąd ma sens, bo to Twoje dziecko, Ty je wychowałeś/aś więc ono pewnie będzie podobne, ale to nie jest twój klon, zawsze się możesz pomylić). Nie dla wszystkich dzieci szczytem szczęścia będzie pełna rodzina.

Jeżeli jesteś w związku, to mówienie, że kochasz swojego chłopaka/dziewczynę bardziej niż siebie nie brzmi dobrze, nie brzmi, naprawdę.

Edit (29.06, 3:07): I jeszcze taki fajny filmik, wpasowuje się w treść notki:

(btw. Kamila ma piękny głos, bardzo przyjemny dla mnie, bardziej niż wiele kobiecych głosów które są za bardzo „świszczące” ;) ).

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 3 komentarze

#1319

Dawno już nie pisałem niczego tak prywatnie, co u mnie… Ostatnie kilka postów wygląda wręcz jak jakiś transowy przegląd prasy ;) albo blog czytelniczo-recenzencki… no ale tak od początku bloga jest, że jak się dobrze czuję, to właściwie nie mam co pisać. I to dobrze (że się dobrze czuję), a nie chciałbym też pisać o jakichś bzdurach, chociaż też pisywałem ale teraz im pokaźniejsze jest archiwum, to wolę jednak być bardziej rzeczowy. Chcę jednak zanotować sobie, że chyba powoli się ogarniam – znaczy zauważyłem to już jakiś czas temu, a teraz tylko się w tym utwierdzam. Zniknęły wiecznie otwarte karty z przeglądarki (o tym już pisałem), a wcześniej eliminowanie przedmiotów materialnych (pisałem w tej samej notce) i jakoś udało mi się to dalej pociągnąć – mam co raz mniej książek do przeczytania (bo je czytam), co również ogromnie mnie cieszy (chciałbym kiedyś znowu po prostu wybierać co chciałbym przeczytać nie mając nic w kolejce, a nie tylko wybierać z tej kolejki… – to jeszcze trochę potrwa ;) ), ostatnio mam nawet co raz więcej czasu jakby – czuję większy luz… W tym z kolei pomogła wtyczka do przeglądarki, która pozwala nadawać własne style – dawno już „przerobiłem” YouTube tak żeby suwak postępu mi nie znikał (moje małe skrzywienie – lubię widzieć cały czas ile już/jeszcze filmu mam do obejrzenia, inaczej się niecierpliwię, tak… chyba nie umiem w spokoju obejrzeć filmu nie zerkając ile jeszcze do końca), ale ostatnio jeszcze zmodyfikowałem sobie wygląd ukrywając cały prawy panel polecanych filmików oraz wszystkie polecane wyświetlające się po zakończeniu oglądania danego filmu – dzięki temu nie spędzam już całych dni na YT, bo po prostu nie widzę wszystkich tych szalenie ciekawych i „muszęobejrzeć” filmików :D Oglądam tylko subskrybowane, no chyba że mam czas i chcę czegoś posłuchać – wtedy wchodzę przez główną i zwykle znajdę coś ciekawego na pół godziny-godzinę, kolejnych propozycji już nie widzę. Podobnie działa modyfikacja skryptu wikipedii – nie widzę linków w tekście, więc nie klikam w pierdyliard kolejnych haseł :D (chyba, że naprawdę czegoś nie wiem – wtedy jeden klik i wtyczkę wyłączam i już mam linki normalnie). Dzięki tym drobnym zabiegom zyskałem sporo czasu. I zdrowia. Niestety ale po całych dniach na YT stwierdziłem ostatnio, że nie tylko zmarnowałem mnóstwo czasu ale jeszcze czułbym się o wiele lepiej gdybym tych treści nigdy nie obejrzał. Niestety nie da się odzobaczyć niczego – jak to mówią. Tak więc koniec, definitywny koniec z pierdołami typu „mądrości” Atora. Lubię oglądać filmiki o teoriach spiskowych, naprawdę, niesamowitą mi dostarczają rozrywkę – trochę bawią, trochę ciekawią… pod warunkiem że nie ocierają się o uchodźców, islam i związane z tym przepowiednie, bo te mnie tylko czynią chorym psychicznie, zatrutym wewnętrznie, więc… nope.
No nieważne, wracając do meritum – czuję że mam więcej czasu i więcej luzu i ogólnie jest jakoś fajniej. Nawet się wziąłem w końcu sam z siebie za pisanie tego podania (które od półtora roku planuję ;) ). Tym samym odkryłem, że może nie tyle jestem leniwy czy odkładający wszystko na później bez powodu – po prostu jakoś wewnętrznie „nie mogę” się zabrać nawet za takie niby ważne rzeczy, dopóki nie mam przerobionych innych (choćby mniej ważnych). Ale jak przerobię te inne, to się w końcu wezmę i za to co trzeba – tylko to niestety trwa (z podaniem też, bo oczywiście, niestety, każdego dnia od nowa ;) ). Ale idzie ku dobremu.
Z innych rzeczy… duże zobowiązanie finansowe (mój pierwszy kredyt ;) ), ale bardzo się cieszę, że się udało… mimo że mnie właściwie na to nie stać :D (noo ale w planach że mnie będzie stać ;) z resztą to sensowna inwestycja). A tak ogólnie… w wieku 25 lat powiedziałem sobie, że daję sobie 10 lat na zostanie rentierem (a nie miałem ku temu żadnych perspektyw ani nawet pomysłów, po prostu tak sobie postanowiłem, a potem puściłem to życzenie do Wszechświata ;) ale było dość stanowcze, to też muszę przyznać) i wiecie co… to się jeszcze może udać :P W każdym razie teraz już perspektywy mam :]
Tylko, że teraz wolałbym jednak (nadal) wrócić do przedpoprzedniej pracy… Ale jakby co, dobrze byłoby mieć świadomość, że można wszystko rzucić w cholerę. Zwłaszcza jak ludzie irytują mnie – jak od dwóch dni ;) chyba jestem jakiś przewrażliwiony ale nie lubię nie móc się skupić na czytaniu na przerwie tylko słuchać klepania dziewczyn (jeszcze żeby obok siebie siedziały, a nie po przeciwnych krańcach stołu…). Ta jedna, S., jest bardzo ładna ale irytuje mnie niemożebnie. I w takich momentach to myślę sobie, że naprawdę niczego nie przejaskrawiłem ani nie wymyśliłem sobie, tylko M. pasował mi naprawdę pod każdym względem…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

#1318

„World War 2 veteran decides to live as transgender woman at age 90 and begins taking female hormones” – niezła historia :) Myślę sobie, że to jest piękne kiedy ktoś wreszcie decyduje się żyć w zgodzie ze sobą, tak jak tego naprawdę pragnie, nawet w tym wieku :) Na forum mieliśmy małą dyskusję, ktoś napisał że by mu się nie chciało tak „stojąc już nad grobem”, ale mnie tam ona nie wygląda na stojąca nad grobem :P przeciwnie, trzyma się świetnie i wygląda na szczęśliwą :) I komentarze takie pozytywne! to miło poczytać jak ludzie wyrażają słowa poparcia (już sobie wyobrażam jakie by były polskie komentarze :D ), ktoś napisał, że przypomina mu jego babcię :P Mnie przypomina moją prababcię – tak z rąk, postawy, sposobu siedzenia.

***

Norman Spack:
Jak pomagam transpłciowym nastolatkom stać się tym, kim chcą – dobre to, mądrze facet gada.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

„Namaluj mi wiatr: Krosdresing. W poszukiwaniu własnej tożsamości” – praca zbiorowa

Namaluj mi wiatr - praca zbiorowa (okładka) Skoro już tak idę za ciosem, to jeszcze ostatnią książkę tu opiszę i przejdę do innych tematów, bo zaczyna wyglądać jak blog czytelniczy :D ale w sumie to ładnie, no i w ogóle cieszę się, że mi tak czytanie idzie – a to w momencie kiedy odpuściłem, na goodreads ustawiłem cel na ten rok – 12 książek (nawiasem mówiąc już dawno go osiągnąłem ;) ale nie zamierzam podnosić), jak się coś odpuści, to wtedy zaczyna wychodzić. No i fajniej się czyta tak bez spiny. No ale do rzeczy.

Książka dosyć wciąga i czyta się dość szybko, chociaż nie aż tak – za mądre teksty ;) (właśnie, trochę za bardzo „za”, takie nie mój styl do końca, ja prostszy człowiek jestem ;) ).
Składa się z kilku tekstów – ośmiu opowiadań i chyba powinienem ocenić je osobno i jak wyciągam cytaty, to po kolei skąd… i chyba tak to zrobię.

1. „Siestrzeń” – Bogusława Ilnicka
Od początku mi się podobało, ale właśnie jedno z tych „za mądrych” i w końcu zaczęło męczyć ;) No ale dobry cytat (tu dodam, że opowiadanie zostało napisane przez kobietę związaną z transwestytą):

„Dla mnie ogolone nogi i rajstopy są codziennością, dla innych mogą być odświętnością. Dotyk klamerki od pantofla wokół kostki. Wrażenie nóg w pończochach odbite w lustrze. Materiał sukienki, który nie jest ani dżinsem, ani sztruksem. Satynowe albo koronkowe figi. Podzwaniające na przegubach bransoletki. Spinki we włosach. Zapach perfum. Jak odurzający musi być mężczyzna sam dla siebie. Czujący się w domu jak na balu u króla. Odkrywający swoje ciało po raz kolejny. Odkrywający całkiem dosłownie. Mężczyzna pokazujący swoje palce u nóg. A gdy pomalowane, to tak inne. Widzący swoje nogi, aż do połowy ud, a może i wyżej. Widzący swoje ramiona, dekolt, ręce, kark. Widzący swoje nagie ciało, nagie, bo przecież wydepilowane. Mężczyzna odsłonięty, obnażony i cieszący się z pończoch albo sukienek. Albo z nowych kolczyków.
Naprzeciw nagiego mężczyzny przebierająca się kobieta. Co ona czuje? Jak na nią wpływa ubranie? Spodnie – codzienność. Buty na płaskim – rutyna. Brak makijażu – przecież tak jest każdego dnia, kiedy śpi. Brak kolczyków i biżuterii – przecież tak często się ją zdejmuje. Krawat? Koszula? Kapelusz? Toż to typowy element kobiecego stroju. Marynarka – siostra bliźniaczka żakietu. Bojówki? Adidasy? Glany? W tym się chodzi już od podstawówki. Nie dziwię się, że to mężczyźni zazwyczaj mówią o przebierankach, łącząc je z seksem. Czym ma się zachłysnąć kobieta? Co ma poczuć? Może tylko te dwie zwinięte skarpetki…”
(s.36)

– i to jest chyba najlepszy opis transwestytyzmu. Nie dziwię się, że prawie nie ma kobiet transwestytów, bo faktycznie co tu jest podniecającego w męskim stroju? Nie ma czego fetyszyzować po prostu.

2. „Mężczyźni” – Weronika Wilk
Piękne opowiadanie. Taki przypadek, sprzed przecież wielu już lat, gdzie z transwestytą zaprzyjaźnia się dziewczyna, której ojciec też jest transwestytą – i nie ma problemu ani z ojcem ani z przyjacielem. Czyli można, dzieci mogą nie mieć problemu (to tak ku refleksji tym, którzy się boją ze wzglądu na dzieci albo „nie chcą im niszczyć życia”).

„Przyłożyłem sukienkę do ciała, spojrzałem w lustro i… poczułem ogromne rozczarowanie. I już wiedziałem, że wszystkie moje nadzieje były złudne. A przecież tyle sobie po tej sukience obiecywałem. A tu nic. W lustrze dalej widziałem Krzysia. Nie dziewczynę, ale Krzysia. Chłopaka.
Ale jeszcze nie wszystko było stracone. Przecież jeszcze nie założyłem tej sukienki na siebie. I pomyślałem, że może ta sukienka się dopiero zastanawia, że może powinienem dać jej czas do namysłu. Bo przecież nie można tak od razu dać się założyć na chłopaka. To dla sukienki może być szok. I skąd niby ta sukienka miałaby wiedzieć, że to właśnie dzięki niej chłopak ma się zamienić w dziewczynę. A może to jest tak, że ta sukienka nigdy nie będzie na mnie pasowała. Bo ona pasuje tylko na Magdę. Bo to jest sukienka Magdy, a nie moja. Może taka sukienka czuje, że już ma jedną dziewczynę i druga jest jej po prostu niepotrzebna. I może ja powinienem sobie kupić swoją własną sukienkę. Taką, której nie miała jeszcze żadna dziewczyna. Taką, której jeszcze żadna dziewczyna nie założyła. Bo taka nie założona sukienka nie wie jak to jest być założoną na dziewczynę. Bo ona jeszcze nigdy nie była zakładana. Na nikogo. Mogła być przymierzana, ale zakładana nigdy. I taką właśnie sukienkę ja sobie założę. A ona pomyśli, że to ja jestem dziewczyną. A jak tak pomyśli to ja się wtedy naprawdę stanę dziewczyną.”
(s.65)

– to jest takie… sympatyczne ;) Pewnie dlatego podoba mi się aż tak, że sam tak uosabiam przedmioty ;) A co do ciuchów, to i owszem – zdarzało mi się myśleć, że współczuję moim męskim, że muszą być ubierane na tak niedoskonałe ciało i szkoda, że nigdy nie poznają jak by to było być ubranymi na takie porządne :P

„Dzień, w którym ojciec złożył wizytę w szkole był ostatnim dniem moich nadziei. Postanowiłem się zmienić. Obiecałem sobie, że już nigdy więcej nie założę sukienki ani nie będę o tym myślał. W szkole znów zacznę grać w piłkę i nawet nie spojrzę na skaczące w gumę dziewczyny. Już nigdy nie będę chłopcem. Będę chłopakiem. Z szafy wyrzucę bluzeczki z bufiastymi rękawkami, które tak lubiłem.
I przekonany, że tak jak postanowiłem – tak się stanie, poczułem w sobie pustkę. I przestraszyłem się. W tej samej chwili wszedł do mojego pokoju mój ojciec.
(…)
– Jesteś pedałem?
– Nie, ale…
Spojrzał na mnie.
– Ale co!?
– Jestem dziewczyną!
Powiedziałem to. Te słowa były jak dwie kule wystrzelone z karabinu. Sam nie wiem jak to się stało, ale je powiedziałem. I byłem przerażony. Przecież jeszcze chwilę temu zapewniałem sam siebie, że będę mężczyzną! Jakże kruche było to moje zapewnienie i ta cała męskość jakże słaba, skoro wytrzymała jedynie parę chwil. Ojciec trzasnął drzwiami. Zobaczyłem tylko jego zaciśnięte pięści. Bo dla ojca to była śmierć. Te dwa słowa: „jestem dziewczyną” zabiły mojego ojca. I to ja byłem mordercą. A ojciec zacisnął pięści. I tymi pięściami bronił się przed śmiercią i przed dziewczyną. Bo przecież nie mógł się rozpłakać. Bo był mężczyzną.”
(s.68-69)

„Na początku nauczyciele mówili do nas: dzieci – bardzo ładnie przygotowałyście się do dzisiejszej lekcji, zwłaszcza chłopacy – bardzo ładnie przygotowałyście się. Dzieci – jutro musicie przyjść do szkoły odświętnie ubrane, bo mamy uroczysty apel. Słysząc to wierzyłem, że wszystkie dzieci są dziewczynkami. I dopiero później, w dalekiej przyszłości, ci, którzy zechcą zostać chłopcami będą musieli coś ze sobą zrobić. Nie wiedziałem co, ale nie bardzo mnie to interesowało. Ja nie zamierzałem nic robić.”
(s.81)

Ale właściwie też w tej książce widać jak blisko powiązany jest transseksualizm z transwestytyzmem – chociaż nie fetyszystycznym. Właściwie uważam, że transwestytyzm o typie podwójnej roli jest o wiele bliżej transseksualizmu niż transwestytyzmu fetyszystycznego – bo ten to czysty fetysz, jak ubranie pieluchy bądź skórzanej uprzęży. Tak bym to ujął.

3.”Dialog” – Edyta Baker
To mnie jakoś nie porwało… i zmienia się w którymś momencie kursywa, także można się pomylić co kto mówi… (no ale to wada wydania, czy korektora… w ogóle takich błędzików korekcyjnych trochę jest, zwłaszcza chyba w tym „Dialogu”).

4. „Jedno z nas było tu pierwsze” – Wiktor
Cóż, Wiktora znacie… więc z częścią można się zidentyfikować, z częścią nie.

„Wspomnienia transseksualistów z rodziny k/m bardzo niechętnie odnoszą się do zjawiska menstruacji. Weronice kojarzy się ona z zepsutymi wakacjami – pojawiła się dzień przed wyjazdem nad morze.”
(s.111)

– mnie się kojarzy z zepsutym wszystkim :D

„(…) imię, z którym nigdy się nie rozstawała, pierwszy wyrok, jeszcze zanim ciało ją zdradziło – Weronika.”
(s.114)

– „pierwszy wyrok” – o, świetne określenie.

5. „Postać” – Nadia Mod
Tu nie wiem co powiedzieć, co nie znaczy że było złe.

6. „My” – Zzuzzu
Tu nie przytoczę nic w temacie, za to jeden zabawny cytat o podróży do Lwowa:

„Na światła reaguje się tak z grubsza – jeśli miejsce ruchliwe, to czerwone coś znaczy, jeśli ulica pusta, po prostu się jedzie. Przejście dla pieszych jest tam, gdzie pieszy przechodzi przez ulicę, czyli wszędzie.”
(s.149)

:D

7. „Namaluj mi wiatr” – P.I. Kielczan
O tych też jakoś nie mam nic do powiedzenia (poza tym że w siódmym duużo literówek /gdzie był korektor?/, no i piszą „nieubłagalnie” :P /tak jak ja do niedawna/).

8. „Strzępy pamiętnika Alex” – Alka Seltzer
To było najdłuższe opowiadanie i również bardzo ciekawe. Tak fajnie pokazujące, że transwestyta może znaleźć nie tylko kobietę, która to „toleruje”, ale taką, którą to wręcz kręci nawet bardziej niż jego (w sensie – przebieranie jego). To było w pewnym sensie najbardziej fetyszystyczne opowiadanie, ale również pokazujące jakie kobiety mogą mieć podniety.

Podsumowując: to dobra książka, nie wybitna ale mogę chyba polecić :)

Na koniec było jeszcze kilka wierszy. Wkleję jeden:

„Krótkie spięcie” – Ania Aina

W lustrze dziś widziałam
krótkie spięcie,
oczy,
a w nich lustro,
a w nim oczy
i lustro
i… przeszłam
na drugą stronę
rzeczywistości.

Spotkałam życie
bez życia
i śmierć
bez śmierci
i miłość
bez miłości.

Spotkałam siebie
bez siebie

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

„Transseksmisja” – Tatiana Szkapienko

Transseksmisja - Tatiana Szkapienko (okładka) I kolejna książka, no idę jak burza (do tego się akurat moja praca nadaje… żeby czytać książki… to znaczy żeby było jasne: na przerwach, nie w czasie pracy).
Ta właściwie książeczka w temacie transseksualizmu nic nikomu nie da, gdyż wątek ten polega tylko na tym, że autorka wyśmiewa transseksualistki. Dlatego też czytać nie polecam, opisywać tutaj nawet nie chciałem, ale ostatecznie pomyślałem sobie, że jak już przeczytałem, to napiszę o co kaman, żeby inni się nie nacięli ;)
Książka usiłuje być śmieszna, bywa ale i tak uważam, że to dość prosty (prostacki) humor. I w ogóle to uważam, że można to było lepiej napisać – mogło być zabawnie ale bez tego tak trochę chamskiego wyśmiewania swoich klientów… zwłaszcza jak się nie ma za dużego pojęcia o pewnych sprawach. Ale cóż, mam wrażenie, bardzo mocne wrażenie, że książka ta powstała tylko po to aby autorka mogła się pochwalić swoją znajomością języka polskiego (przyznaję, jest imponująca), zwłaszcza, że np. zamieszcza tam felieton napisany do jakiejś gazety, który nie został wydrukowany – felieton pasuje do treści książki tak sobie, ale autorka najwyraźniej musiała się nim pochwalić gdzieś w końcu… (z resztą ona napisała drugą książkę, już wprost chyba żeby się chwalić, nawiasem mówiąc tamta też nie ma dobrych ocen ;) ).
Nie będę tutaj przytaczać fragmentów, bo to naprawdę aż żal czytać, zacytuję tylko jeden:

„Po zakończonej konsultacji medycznej z ciekawością pytam lekarza o jej płeć. Odpowiada nieco dziwnie: „Ona ma tam członek”. Po raz pierwszy przekonuję się, że zmiana płci może być rzeczywiście tragedią, nie zaś wybrykiem chorego umysłu czy wypaczonym sposobem na zarobek.”
(s.84)

– gratulujemy, lepiej późno niż wcale ;) Ale kompletnie nie wiem… nie… nie rozumiem… co tu się wydarzyło? I czemu akurat w tej sytuacji autorka doszła do takiego wniosku? A najśmieszniejsze jest to, że książka została wydana w 2007 roku. No już co jak co ale 10 lat temu powinno się mieć chyba troszkę większe pojęcie…
Już nie wspomnę, że „shemale” przetłumaczono jako „hermafrodyta”… to już nie tylko autorka zawaliła, ale nawet korektorzy? (a może to „tłumaczenie” w ogóle dodała któraś z korektorek…).
Tak więc cóż, napisałem jak jest, a wnioski wyciągnijcie sobie sami ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

„Dziewczyna z portretu” – David Ebershoff

Dziewczyna z portretu - David Ebershoff (okładka) Czy znacie to uczucie ulgi, kiedy kończycie czytać… nudną książkę? Czuję je teraz bardzo wyraźnie ;)
„…liryczna, subtelna, wręcz intymna historia…” – ok, czyli już wiem, że nie lubię lirycznych historii… bardzo.
Nie no, książka na początku bardzo mnie wciągnęła, ale niestety potem było już tylko gorzej. No ciężko mi się to czytało… to nie jest moja forma, no po prostu nie. I serio nie wiem co mógłbym jeszcze o tej książce napisać? Napisałbym coś jeszcze, ale autor na końcu napisał, że prawie w całości to jego fantazja, fikcja literacka – tym gorzej. Wolałbym przeczytać tą drugą książkę o Lili („Man Into Woman”).

Nie widzę też za bardzo sensu przytaczać cytatów, skoro to fikcja, ale jeden mi się spodobał:

„Wyobrażenie Lili o samej sobie mogło się bowiem radykalnie zmienić w jednej chwili: patrzyła w lustro i czasem oddychała z ulgą, czując w duszy spokój i wdzięczność, a czasem widziała dwupłciową istotę, (…). Greta i Hans powiedzieli jej, żeby tak nie myślała, ale kiedy była sama opadały ją wątpliwości.”
(s.339)

– brzmi znajomo ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

„Zostać Nicole. Metamorfoza amerykańskiej rodziny” – Amy Ellis Nutt

Zostać Nicole - Amy Ellis Nutt (okładka) Ostatnio przeczytałem kolejną transową książkę – jak w tytule. Ta książka była nieco inna, bo Nicole miała to szczęście posiadania rodziców (zwłaszcza mamy), którym zależało na szczęściu swoich dzieci. Już kiedy miała kilka lat, jej matka szukała przyczyn jej zachowania i znalazła. I robiła wszystko dla jej szczęścia. Takich rodziców można życzyć każdej osobie transseksualnej. Ojcu było trudniej się z tym pogodzić ale przynajmniej nie przeszkadzał (i w końcu też zaczął aktywnie wspierać).
Książka jest też o tyle inna, że opowiada historię Nicole jakby z perspektywy obserwatora, a nie jej samej, no i nie jest to historia kilkudziesięciu czy iluśtam lat życia w złej roli, bo ona od początku żyła praktycznie jak dziewczynka.

Ja jak zwykle cytaty + komentarz:

„Jedna z koleżanek Wayne’a była zdumiona tym, jak jej dziecko zareagowało na Wyatta, gdy obie rodziny wybrały się razem na weekendową wycieczkę do Bostonu. W drodze powrotnej spytała swoich synów, którzy byli mniej więcej w wieku bliźniąt, co sądzą o „synach Mainesów”.
– Masz na myśli dzieci Mainesów? Mają chłopca i dziewczynkę – odparł jeden z chłopców.
– Nie, mają dwóch chłopców.
Dzieci upierały się jednak, że Wyatt jest dziewczynką.
– Byliście razem w łazience. Czy Wyatt miał siusiaka? – spytał w końcu mąż kobiety.
Zapadła długa cisza. W końcu jeden z chłopców się odezwał:
– Wiem, że chłopcy mają siusiaki, a dziewczynki nie, ale Wyatt jest dziewczynką. Z siusiakiem.”
(s.61)

Czasami dzieci dużo łatwiej przyjmują pewne rzeczy :)

„Największy lęk?
– Pójść do szkoły ubrany jak chłopak.”
(s.99)

Znam to, oj znam… dlaczego to właściwie wzbudza aż taki lęk? (tzn. ubranie się niezgodnie do płci przeżywanej). Nie wiem dlaczego AŻ taki, nie umiem wyjaśnić i tego chyba nie zrozumie nikt kto tego nie czuł… ale gdybym miał spróbować, to trochę jakby Wam ktoś kazał iść do szkoły przebranym za teletubisia albo coś takiego :P

Kolejny fragment jest dość długi, ale ponieważ bardzo dobrze opisuje kształtowanie się płci biologicznej oraz psychicznej, zamieszczam w całości w formie zdjęć:


„Lekcja numer jeden:
– Orientacja seksualna określa to, z kim idzie się do łóżka – powiedział lekarzowi pacjent. – Tożsamość płciowa określa zaś to, kto idzie do łóżka.”
(s.124)

Fajnie ujęte :P

„Lektura niektórych negatywnych artykułów zdopingowała Wayne’a. Długo mu zajęło zrozumienie, że Nicole potrzebuje go, by wystąpił w obronie jej praw. Zbyt dużo czasu zmarnował na opłakiwanie straty syna, nie dostrzegając zalet posiadania córki. Pewnego razu zabrał dzieci na zakupy do Walmartu, żeby kupić prezent dla Kelly. Gdy Jonas wyskoczył z samochodu i chciał przejść przez ulicę, Wayne odruchowo wyciągnął rękę. Jonas, tak samo odruchowo, zabrał swoją dłoń, zawstydzony opiekuńczością ojca. Jednak Nicole wyskoczyła z samochodu i od razu wzięła tatę za rękę. Przez całą drogę do sklepu machali złączonymi dłońmi. Wayne uśmiechał się z myślą, że posiadanie córki ma wiele zalet, bo dziewczynki są bardziej niż chłopcy chętne do przytulania ojców i chodzenia z nimi za rękę.”
(s.169)

Słodkie :) ale… wiem! Dlatego właśnie też chciałbym mieć córkę! :D Ale poważnie, no chciałbym mieć córkę, świadomie raczej na taki powód nie wpadłem ale podświadomie myślę, że wiedziałem i że to jest faktycznie jeden z kluczowych powodów dla których wolałbym mieć córkę niż syna :P

I znów trochę o biologii:


„Transmężczyźni najczęściej twierdzą, że wolą studiować na żeńskiej uczelni, bo czują się tam bezpieczniej zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Niektóre żeńskie college’e przeformułowały swoje statuty tak, by zawierały zaimki neutralne płciowo, inne przestały określać się jako zgromadzenie sióstr.”
(s.189)

A tego to już przyznam nie rozumiem. Nie mógłbym się czuć męsko gdyby mnie przyjęli do żeńskiego college’u :/ Ani nawet bym nie poszedł (to jak bycie mężczyzną specjalnej troski), to już nie ma koedukacyjnych? A co do bezpieczeństwa… są przecież słabsi faceci i też muszą sobie radzić. Albo jesteś facetem – no niestety za byciem facetem idzie bycie częściej ofiarą napaści, morderstw, kradzieży itp. (jedynie ofiarami gwałtów częściej padają kobiety) – albo… To znowu jest jakby ktoś chciał zjeść ciastko i mieć ciastko ;)

„Przeprowadzili się, porzucili przyjaciół i pracę, wydali wszystkie oszczędności i żyli w ukryciu – wszystko to dlatego, że Nicole była dyskryminowana i nie pozwolono jej korzystać z toalety zgodnie z jej własnym życzeniem.”
(s.225)

Czujecie to? Przeprowadzili się na gorsze warunki, wydali setki tysięcy dolarów „tylko” dlatego że nie pozwolono Nicole korzystać z damskiej ubikacji, nie że kazano jej korzystać z męskiej, nie, miała korzystać z tej dla personelu ale dla niej i jej rodziny to było za mało. Myślę, że dla wielu ludzi w Polsce (nawet ts) to jest niepojęte… ale gdzieś w książce jest takie wytłumaczenie, że korzystanie z toalety wraz z koleżankami jest pewnym rodzajem integracji i trudno odmówić temu logiki. Aż mi sę tu nasuwa pewien cytat z innej niedawno przeczytanej książki: „Jeśli człowiek raz łyknie gówno, często staje się ono nieodłącznym składnikiem jego diety.” (S. King, „Bazar złych snów”). Więc w sumie warto dbać o swoją „dietę” od początku, bez ustępstw…
Ale to się nazywa rodzina, której zależy na dobru dziecka… Jest w książce też fragment o jeszcze wcześniejszych latach, kiedy matce wydawało się, że może jednak Nicole zainteresowali męscy bohaterowie kreskówki i kupiła figurki dla obu dzieci na siódme urodziny. Jonasowi bardzo się spodobały ale Wyatt był zawiedziony, więc matka zapytała go czy nie podobała mu się kreskówka. Odpowiedział, że owszem ale jemu się podobał nie bohater tylko ładny dom, w którym mieszkał. Więc:

„Nie mogła sobie wybaczyć, że zawiodła Wyatta w jego urodziny, ten najważniejszy z dni. Chrzanić to, powiedziała w duchu, nie kupię mu już więcej chłopięcej zabawki tylko dlatego, że Wayne uważa ją za odpowiednią, to po prostu okrutne. Nazajutrz poszła do sklepu i kupiła zestaw zabawkowy z syrenką Ariel, o którym Wyatt tak marzył, i wszystkie Kopciuszki, Wendy i Dorotki, jakie znalazła na półce.”
(s.65)

Jakżeż mnie rozwalają internetowe komentarze wszelkich znaffców wychowania kiedy piszą jak to rodzice powinni „wybić dzieciom genderowe bzdury z głowy” – a niby jak? Czego mają zabronić kilkuletniemu dziecku, które mówi, że nie chce żyć? Co mają zrobić kiedy dziecka nie cieszą zabawki „właściwe” dla jego płci? Kiedy płacze zmuszone do ubrania się w określony sposób? Patrzeć na cierpienie własnego dziecka i w żaden sposób mu nie ulżyć, to nie jest dobre wychowanie, to raczej sadyzm.
I kolejny fragment w temacie:

„Jedna z osób zamieściła następujący komentarz: ‚(…) Przykro mi, ale nigdy nie pozwoliłbym pięcioletniemu synowi nosić sukienek. (…)’.
Wayne i Kelly spotkali się już wcześniej z takim stanowiskiem. Zajęło im obojgu trochę czasu, zanim zdali sobie sprawę, że nie ma znaczenia, czy będą zachęcać Nicole do dziewczęcych zachowań, czy ją do nich zniechęcać. Prawda wyjdzie na jaw niezależnie od wszystkiego. Wayne przypomniał sobie coś, co jego żona powiedziała, gdy „życzliwa” przyjaciółka zasugerowała, że być może Nicole dlatego stała się transpłciowa, że dawali jej w dzieciństwie do zabawy lalki.
– Żartujesz, prawda? – odparowała Kelly. – Naprawdę uważasz, że wystarczy lalka, żeby mężczyzna stał się kobietą?”
(s.229)

„Na początku sierpnia 2013 roku Wayne przeczytał coś, co Nicole napisała na Facebooku:

‚Obejrzyj odcinek Family Guy, w którym Brian uprawiał seks z osobą transpłciową. Gdy się o tym dowiaduje, krzyczy i wymiotuje. Patrząc na to, myślę sobie: na zawsze sama.

(…)

Wayne’owi ścisnęło się serce. Wiedział, że nei zapewni córce całkowitej ochrony przed obelgami, złym traktowaniem, nieufnymi spojrzeniami, bolesnymi komentarzami czy afrontami. Chciał, żeby Nicole wiedziała, że to rozumie, więc napisał własny komentarz na jej tablicy na Facebooku:

Do mojej pięknej córki,

kocham Cię z całego serca. Moją misją życiową jest Cię chronić od krzywd i pomagać Ci dorastać. Martwię się o Ciebie codziennie, ale rzadko martwiłem się, że zostaniesz sama. Nigdy nie byłaś sama. Tak wielu ludzi Cię podziwia. Jesteś piękna, nieprzeciętnie inteligentna, dojrzała jak na swoje lata i zabawna. Wiem, że któregoś dnia pojawi się ktoś, kto mi Ciebie odbierze. Któregoś dnia, bo jeszcze nie jestem gotowy na to, że dorośniesz

Piękne :)

Na końcu jest słowniczek gdzie pod hasłem: „Operacyjna korekta płci” pisze, że „Obecnie preferuje się termin „operacja potwierdzenia płci”” – no spoko, podoba mi się :P (aczkolwiek „korekta” jest też ok, coś jak korekta krzywych zębów na przykład).

Kiedy szukałem jednego z cytatów (którego sobie nie zapisałem, a jednak w trakcie pisania notki zechciałem dołączyć), przeczytałem jeszcze coś z początku, z prologu:

„Godność, szacunek, prawo do równego traktowania – to elementarne potrzeby wszystkich ludzi. Du Bois zdawał sobie jednak sprawę, że ci, którzy spotykają się z ostracyzmem ze względu na kolor skóry (czy też – dodajmy ze względu na orientację seksualną i płeć), mają do przejścia dużo trudniejszą drogę. Jako obcy, jako odmieńcy dźwigają bowiem ciężar niewypowiedzianego pytania, cisnącego się na usta nawet najuprzejmiejszym przedstawicielom społeczeństwa, w którym żyją: Jakie to uczucie być dla innych kulą u nogi?”
(s.15)

Właśnie. Ch***we – tyle mogę powiedzieć.

Książka jest dobra, odrobinę nużące było czytać o tych przeprawach prawnych, ale poza tym poszerza spojrzenie, jest to coś innego niż wspomnienia osoby ts… Polecam, przeczytać warto, choć ja osobiście wolę wspomnienia ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

‚praca nad sobą’

10 kwietnia „rozwaliłem” mój folder na pulpicie o nazwie „praca nad sobą” ;) miałem tam materiały z psychoterapii, zadania domowe, opisy moich problemów (fobia społeczna), teksty motywacyjne… ale stwierdziłem, że to już nie jest mi potrzebne, znaczy ten folder, to już nie są moje problemy (w dużej mierze, bo nie bądźmy przesadni ;) ). Miałem tam np. swoje posty z forum o fobii społecznej (tylko te najważniejsze) jak zacząłem je czytać, to stwierdziłem, że już tak nie mam. Oczywiście nie wyrzuciłem tego wszystkiego (np. te posty chcę zachować, bo nawet jeśli już zapominam jak to było, to tym lepiej, to może się przydać aby czasem przypomnieć sobie – albo opowiedzieć komuś jak to jest). Stworzyłem wiec kolejny folder „psychologia”, gdzie trafią takie rzeczy do zachowania, a reszta do „rozwój duchowy” :) Ale to już nie na pulpicie.
Teraz będę miał folder „bieżące zadania”, a w nim pewnie jakieś afirmacje itp. też się trafią, ale to już nie będą ćwiczenia psychologiczne, czy jakieś rzeczy do przerobienia – bardzo jestem z tego zadowolony, z tego że nie czuję już potrzeby zajmowania się takimi rzeczami. Czuję się dość uwolniony :) A w „bieżących” będzie więcej rzeczy typu materiały do moich profili „randkowych”, jakieś ćwiczenia, medytacje… ale też materiały do napisania podania o pracę, ubezpieczenia do przejrzenia no i budżet domowy… bo znów prowadzę, muszę się zorientować w moich faktycznych wydatkach… ale to historia na zupełnie inny wpis ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

Transseksualne dzieci – film. Czyli okiem starego transa ;)

Polecam dobry film o transpłciowych dzieciach: „Dzieciństwo w nie swoim ciele”. Film jest dobry… do momentu kiedy wypowiada się 19 letni Isaac… no po prostu jakoś… nie. Skoro nie żałuje, to jak „Trudno mówić o byłej płci bez pewnego poczucia straty” – kę?! żee… co? „Marzę o przerwie, przynajmniej od przyjmowania testosteronu” – … I jak: „to ciało nie jest moje” – mam złą wiadomość – innego nie dostaniesz. Czy jestem teraz bardzo złośliwy? No bo po prostu chciałbym jakoś umieć oddać jakie uczucia wzbudza we mnie gdy ktoś takie rzeczy mówi, ale nie wiem jak… Chłopak ma ogromne szczęście, bo wcześnie zaczął itp, to wyskakuje z pomysłem że zmęczony jest lekami… Ciekawe że cukrzycy jakoś masowo nie użalają się nad swoimi lekami… a może i są także zmęczeni codziennymi zastrzykami – ja to rozumiem, to nawet nie chodzi o to, że nie można być zmęczonym tylko… to jest film pokazujący pewien problem, a ktoś wyskakuj w nim że zmęczony jest co brzmi jakby miał wątpliwości (i jeszcze jakiś laik gotowy jest pomyśleć, że to powszechne u ts). „Trudno mówić o byłej płci bez pewnego poczucia straty” – serio? A jakiejżto straty? Ludzie przestali się oglądać, wyśmiewać i obgadywać, a ci taktowniejsi nie muszą już reagować konsternacją i nie ma niezręcznych sytuacji. Do tego można spojrzeć w lustro, a nie czuć wstręt na każde takie spojrzenie. Rzeczywiście, to taka strata. Wiecie co mi to przypomina? Jak na grupie jeden chłopak, młody, przystojny, też wyskoczył z czymś takim… (no nie będę powtarzać dokładnie, bo nie wynosimy poza grupę)… *attention-whore-alert* – po prostu. Od razu i momentalnie wewnętrznie wszystko mi wtedy spłynęło na tej grupie i przestałem słuchać (myślę, że rzadko widać po mnie uczucia tak wyraźnie, ale wtedy na pewno było widać zniecierpliwienie i niesmak). Naprawdę wydaje mi się, że niektórzy ludzie się nudzą i nie mają już czego wymyślać… Na szczęście reszta nie daje się zwariować i odpowiedzi raczej były: „Yyy… nie, tak nie miałem/nie mam.”

I to jest kolejny punkt, w którym wydaje mi się, że się starzeję… jak czytam niektóre wątki na transowych forach… to myślę, że moje życie jednak było prostsze ;) nie że nie miałem wątpliwości, tylko one były jakieś… inne.
Z takich podobnych, pamiętam jak jakiś czas temu mnie rozwaliło, po prostu powaliło na łopatki takie zdanie: „Niektórzy przestają (brać testosteron) bo zaczynają łysieć i im to bardzo przeszkadza.”… I znów: nie jestem pewien czy potrafię znaleźć tutaj komentarz, który oddałby to co myślę. Dla mnie to by było jakby przestać brać leki konieczne do przeżycia (albo przynajmniej życia w zdrowiu), bo mi pryszcz wyskoczył… No bo naprawdę, włosy? No włosy? Wszystko wszystkim ale… są chyba jakieś priorytety w życiu… Ale spoko, czyimś priorytetem mogą być w sumie włosy. Ale mnie to przypomina uzależnienie od operacji plastycznych.
Wcześniej zacytowane zdanie poprzedzało: „To nie znaczy, że chcą detranzycji.” Odpowiedziałem:
„Nie, to znaczy że chcą zjeść ciastko i mieć ciastko. A gdyby urodzili się jako cis-faceci to co by zrobili gdyby zaczęli łysieć? Usnęliby sobie jądra, bo włosy na głowie są ważniejsze?
No już naprawdę, ale głupszego argumentu niż ten z łysieniem nie słyszałem. Łysienie jest częścią życia sporej części (żeby nie powiedzieć większości) mężczyzn, jeśli ktoś tego nie akceptuje to tak jakby nie akceptował tego, że faceci są na ciele bardziej owłosieni albo że mają niższy głos. No to ej, chcemy wyglądać męsko czy nie chcemy w końcu?”

– dziś myślę, że tutaj się po prostu pojawia dla ts opcja większej ingerencji w swój organizm niż mają osoby cis, albo raczej: niż przyjdzie do głowy osobom cis. I w sumie może dlatego tak mnie to zdanie rozwaliło – ja tam nie chcę mieć nic inaczej niż każdy inny facet. Nawet jakichś dziwnych możliwości. Całkowicie rozumiem walkę z wypadającymi włosami – też ją podejmowałem (i nawet czasem jeszcze nadal coś próbuję), tylko no… no to jest po prostu część życia wielu facetów, moja też akurat i dlatego nie jest mi z tym się jakoś szczególnie trudno pogodzić.

W tym sam poście napisałem jednak też:
„ja np. uważam, że człowiek powinien mieć prawo się zaćpać, zachlać, zabić, pociąć, amputować sobie co tam chce, jeżeli nikogo innego przy tym nie krzywdzi… Co nie zmienia faktu że działania takie są tym czym są… Uważam np. że wszelkie narkotyki powinny być legalne, a hormony dostępne bez recepty – a przy tym nadal uważam, że branie hormonów, potem odstawianie itp. jest zwyczajnie nierozsądne.”
– dokładnie tak uważam. Nie widzę powodu by człowieka z grubsza poczytalnego trzeba było bronić przed samym sobą. (A może taka jest jego lekcja na to wcielenie? Może musi umrzeć z przepicia przedawkowania narkotyków żeby coś zrozumieć?) Tak więc niech tam sobie ludzie oczywiście biorą hormony i odstawiają jeśli chcą – ja uważam to za nierozsądne, ale ludzie mają prawo robić nierozsądne rzeczy. To że w tej kwestii wyrażę swoje zdanie nie jest hejtem (jak ktoś tam zarzucał), jest raczej troską, chęcią wskazania komuś że to może jednak trochę nierozsądne co planuje zrobić… I z drugiej strony rozwalają mnie też opinie jak to nie powinno się dostawać za szybko hormonów itp… No jasne, przed hormonami powinno się odczekać pięćset lat diagnozy i osiągnąć 200% płci docelowej ;) A są przecież kraje gdzie hormony dostępne są bez recepty i jakoś ludzie nie umierają na zmianę płci, i nie robią ani tego ani detranzycji jakoś masowo… „Alles kann, nichts muss” – jak to się mówi po niemiecku. A przynajmniej tak powinno być.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | 1 komentarz

chyba się starzeję…

Ostatnio na trans-forum ktoś wkleił linka z pytaniem co sądzimy: „Bioetyczny Labirynt: transseksualizm.” – oto co odpisałem:
No to czytam. Pierwszy akapit bardzo dobry, co Wy chcecie? Drugi też dobry (jestem pod co raz większym wrażeniem). Trzeci też jest dobry – no sama „zmiana płci” nie czyni, poczucie płci czyni. Akapit też więc nie jest niezgodny z prawdą :P Czwarty… no tu już gorzej, bo czytamy: „Jakkolwiek są one formowane z żywych tkanek, pozbawione są struktury i cech właściwych prawdziwym organom” – ekhm… jeżeli dr Jacek Roik jest dostatecznie przystojny, to mu mogę zaprezentować cechy, których rzekomo nie ma :D (dobra, cofam to, nie mój przedział wiekowy, już wygooglałem XD ). Prokreacja – bez komentarza. To jest dopiero uprzedmiotawianie człowieka, co nie? :P Akapit piąty – i tak i nie. No tak, fakt że dużo nam niestety przeszłość przypomina, ale… co on ma z tymi protezami? I te okaleczenia… no jeżeli blizny to okaleczenia, to cóż, okaleczeni są w takim razie wszyscy ludzie, którzy np. przeszli przeszczep – straszne, takie okaleczenie… Akapit szósty – „zaburzone zostają relacje społeczne (przez proces zmiany płci)” – a to dobre, dobre dobre! :D Typowe mylenie przyczyny ze skutkiem… I akapit ostatni: „Chora jest bowiem psychika, która – z nieznanych nam powodów – odrzuca ciało jako nieprawidłowe płciowo.” – szczerze? ani mnie ziębi ani grzeje taka opinia, za stary już chyba jestem żeby się czymś takim przejmować. Jak dla mnie to autor tego artykułu może nawet uważać, że z transseksualizmu można się wyleczyć zakładając na głowę koronę cierniową i skacząc na jednej nodze do Częstochowy, serio, co to zmienia w moim życiu? :D
Aa, to nie pan z nagłówka jest autorem tego „artykułu” tylko ks. Piotr Kieniewicz – to tym bardziej ani mnie ziębi ani grzeje skoro to nawet nie doktor medycyny. Natomiast… To ten? – http://www.xpk.kienio.com/ ? to może… jakby bardzo chciał miałby szansę zobaczyć XD

I tak jak napisałem – naprawdę mnie takie newsy w ogóle nie ruszają, nawet już nie czuję jakiegoś pociągu do czytania ich, no ale że ktoś wkleił na forum… ktoś napisał, że takie artykuły wzbudzają złość… serio? We mnie nie, może już nie no ale nie wzbudzają, są mi obojętne zupełnie. Może się zestarzałem? Nie wiem, ale nie mają wpływu na moje życie… i chyba nigdy nie miały, tylko kiedyś wydawało mi się, że mają…

A jeśli ktoś chce chrześcijańskie tematy, to mam coś lepszego: „Przykrość szczególnej dezorientacji” (YT) jak na chrześcijańskie podejście, bardzo ładnie :)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 2 komentarze

Metoidioplastyka – animacja

Taka dość fajna animacja (tylko trochę słabo czytelna, musiałem zatrzymywać…):

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Epiteza („proteza” penisa)

Tą notkę miałem ochotę napisać od razu… ale nie napisałem i teraz pewnie pozapominam… No nic, opiszę co pamiętam.
Jakiś miesiąc temu mieliśmy nadzwyczajne spotkanie grupy wsparcia ;) nadzwyczajne, bo w sobotę wczesnym popołudniem, bo mianowicie przyjechała babka, która wykonuje epitezy. Fajnie, że znów nas odwiedziła, bo półtora roku temu jak przyjechała na grupę pierwszy raz, to mnie się nie udało być… A i tym razem lewo (bo pracowałem ale udało mi się zwolnić trochę wcześniej), a więc skoro byłem, opiszę co pamiętam.

W ogóle dlaczego „epiteza” a nie „proteza” penisa? Bo (jak to ona tłumaczyła) – protezą jest to co się znajduje w środku (np. proteza zębów – w ustach), a to co na zewnątrz to epiteza (ucha, oka, sutków, penisa…). Najpierw opowiedziała ogólnie, potem o epitezach penisa, a potem mogliśmy pomacać :D To było nawet śmieszne, bo przywiozła kilka modeli, leżały sobie na stole, a tu nagle do pokoju wchodzi jakaś babka w chuście (tego dnia w tym samym budynku i nawet na tym samym piętrze chyba, był jakiś test językowy i różni imigranci się tam kręcili), szybko się zorientowała że to nie tu chciała wejść ale jak zdążyła zerknąć na stół, to musiał być niezły widok :D stół, wokół niego skupieni ludzie, a na nim z dziesięć sztucznych penisów różnych wielkości itp. :D
No ale do rzeczy – epitetyczka (w ogóle to jej strona epitrans.de i ją samą też można zobaczyć na jednej podstronie, nawiasem mówiąc bardzo sympatyczna babka, tak jak koleżanka, bardzo otwarta i na luzie, z dużym zrozumieniem dla naszych problemów) mówiła, że istnieje możliwość wykonania albo epitezy służącej do oddawania moczu i wypełnienia spodni albo takiej do seksu (i wypełnienia spodni). Na pytanie dlaczego nie da się zrobić jednej i do sikania i seksu, i wypełnienia odpowiedział rzeczowo, że kiedyś próbowała takie robić i wie, że niektórzy takie robią (FreeToM) ale to nie zdaje egzaminu, bo jeśli ma być do sikania, to musi mieć odpowiednio dużą przestrzeń na mocz (żeby cały wyciekł, a nie zalegała choćby odrobina), co jednocześnie sprawi, że nie będzie dość sztywny do seksu… (nadal nie byłem przekonany – pomyślałem, że można by coś zrobić żeby dziura była dość duża, a do seksu po prostu jakieś usztywnienie wkładałoby się w nią… – no tak ale wtedy trzeba by epitezę i tak odkleić, więc już równie dobrze można jednak wymienić). A jakby kogoś ciekawiło jak to jest możliwe, że ten drugi nadaje się do seksu, a jednocześnie można nosić jak zwykłego pakera – materiał z którego jest wykonany jest na tyle miękki, że da się ułożyć, a jednocześnie na tyle twardy, że zdolny do penetracji (to jest też trochę inna, hmm… siłą nacisku ;) albo kierunek – wtedy się „sprasowuje” ten silikon i staje się wystarczająco twardy), no ogólnie mogliśmy pomacać i ponaciskać :P Są oczywiście różne rozmiary, tzn. ona współpracuje z pacjentem – można wybrać sobie wszystko: kolor, wygląd żył itp. wykończenia, jądra (mogą być równe, lub różnej wielkości itp.), długość napletka (kolejny moim zdaniem punkt powodujący, że paker „wszystko w jednym” to tak niezbyt – no bo sorry, ale kto w naszym obszarze geograficznym jest obrzezany? no właśnie… więc takiego wyciągać do sikania, to tak trochę bardzo niewiarygodnie), a także miękkość (ci panowie, którzy są homoseksualni mogą wybrać trochę twardsze – tą odpowiednią do seksu analnego twardość też podobno wypracowała przy współpracy z takimi k/m, którzy wolą chłopców :P /tu mi się od razu nasunęło → to znaczy że trochę ich było i jeszcze byli aktywni, no nieźle…/).
Epitezę przykleja się do ciała specjalnym klejem nietoksycznym i takim, który można stosować stale – nie podrażnia ani nic (nie może podrażniać, epitezy stosuje się często na twarzy i też używa się tego kleju, więc musi być zupełnie nieszkodliwy), ale – i tu niezła ciekawostka – są już w produkcji także takie na magnes… że po prostu wszczepia się w ciało magnesy, drugie są w epitezie i wtedy wystarczy tylko przyłożyć… to dopiero bajer :P (i wtedy to dopiero szybko można wymieniać między epitezą do oddawania moczu, a tą do seksu…).
Co ja w ogóle robiłem na tym spotkaniu, skoro jestem po III? Ano można oczywiście zrobić sobie taką po metoidioplastyce (nawiasem mówiąc po falloplastyce jeśli ktoś nie zdecydował się na protezę, to też można wykonać taką usztywniającą nakładkę do seksu) bo i tak (zawsze) wszystko jest robione na miarę (i to kolejna przewaga nad FreeToMem). No nie powiem, bajery, nawet się napaliłem… ale potem mi przeszło, bo tak jakoś nie wiem… w sumie nie po to robiłem operację żeby mimo to jeszcze coś sztucznego w spodniach nosić :P (mimo, że oddawanie moczu byłoby z pewnością łatwiejsze), nie wiem, ale może taka do seksu by się mogła kiedyś przydać ;) (a póki co planuję trochę popracować nad moim starym pakerem – jeszcze go mam, a to taka rzecz, której i tak nie odsprzedam, to myślałem żeby przerobić go na takiego do oddawania moczu – mam pewne pomysły, mogę się pobawić skoro i tak od lat nie używam, może zacznę na jakieś wyjazdy jak mi się uda coś fajnego zrobić, a jak nie to najwyżej wyrzucę).
Co do kosztu… to mnie interesowało, bo zastanawiałem się czy to nie mogłaby być tańsza alternatywa np. dla Polaków, którzy nie decydują się (bo np. nie mają tyle kasy) na operację… ale chyba nie :P Jedna taka epiteza kosztuje 3-4 tyś €… (to ja już bym wolał za tyle zrobić meto na Białorusi), a tutaj może być refundowana – jedna, ale babka mówiła że ostatnio co raz więcej pisze podań do kas chorych od razu o dwie i też się udaje taką refundację dostać. Trochę niejasności było co do tego, że chodzi taka plotka, że jak ktoś wystąpi o refundację epitezy, to nie dostanie (już wcale nigdy) refundacji na III operację, ale ona wyjaśniła, że nic podobnego – że generalnie na taką epitezę przysługuje refundacja co dwa lata! (bo może się zużyć i po prostu trzeba nową), więc albo na nową epitezę albo na operację można w dalszym ciągu dostać refundację (teraz mój polski umysł wyliczył sobie ile może kosztować kasę chorych taki jeden trans pacjent :P ale tu jakoś nikt w takich kategoriach nie myśli tylko wszyscy przyjmują zupełnie naturalnie, że im się należy – i słusznie!) Tu znowu było trochę zabawnie jak opowiadała jak wygląda ta korespondencja z kasą chorych… jak odpisują z kas chorych czasem: „Życzył pan sobie…” (to prawda, „Wunsch” to takie standardowe sformułowanie w odpowiedziach kasy chorych), a ona na to: „Życzył sobie? Też coś! ‚Życzę sobie mieć genitalia?’ – to nie jest życzenie, tylko konieczność!” :D Takie zabawne to było ale taka prawda.
Co tam jeszcze mogę powiedzieć? Dla tych bez operacji odlew na miarę sprawia, że ma się większą przyjemność w czasie seksu (nawiasem mówiąc ciekawe jak się to osiąga u tych po meto – ja nie wiem, ten odlew to by musiał być zrobiony chyba w stanie erekcji, bo jednak noo… jednak to jest różnica :P ale nic, zapytam jak się kiedyś zdecyduję na prywatne konsultacje ;) ). Ach, i jeszcze – zaprojektowała też bieliznę w której można nosić pakera wygodnie (w kieszonce z przodu, ma podwójny materiał) i… poprosiła mnie o prezentację :D (nie wiem czemu w sumie chciała żebym właśnie ja, bo jestem po meto przymierzył), potem chłopaki mówili że im się szkoda mnie zrobiło (no wiecie, wyjście na środek itp. :D ) ale jak dla mnie to właśnie fajnie, że ja mogłem sobie przymierzyć, bo tam gacie jak gacie, ale takiego pakera i jakby to było :P (oczywiście nie w samej bieliźnie tam na środku stałem, tylko normalnie w spodniach :D o prezentację chodziło wyciągania pakera z tej bielizny tak jakby do oddawania moczu).

Wkrótce może przyjdzie na grupę logopeda, też bardzo chciałbym na tym spotkaniu być…

P.S. – A w sumie mogę przecież dodać skany ulotki (pomijając fakt, że nie umiem skanować moim nowym skanerem, sorry za jakość…)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | 7 komentarzy

ad. poprzednia notka / blog uporządkowany / inne porządki

Nawiązując jeszcze do poprzedniej notki… bo chyba faktycznie o tym na blogu nie pisałem… ale na samym początku jak sobie te profile założyłem, to odwiedził mój profil pewien facet, nie napisał do mnie, ale ja do niego pierwszy napisałem kiedy złożyłem mu rewizytę i zobaczyłem, że ma w opisie, że lubi małe penisy i facetów k/m. Tak mnie jakoś tknęło żeby go zapytać co mu się w nich podoba. Odpisał mi grzecznie i uprzejmie, że nasze owłosienie, libido, penisy i blizny i jego poprzedni facet też był k/m po metoidioplastyce. Zwłaszcza z tymi bliznami, trochę dziwnie zabrzmiało, trochę fetyszystycznie :P ale ogólnie… ogólnie zetknąłem się z nim potem jeszcze raz w internecie, na tym porno-portalu z tym, że on nie wiedział że to też ja (bo różne nicki mam, a on tego samego) i też zrobił na mnie jednak dobre wrażenie. Cóż, może ma po prostu takie specyficzne preferencje…
A druga sprawa – nadal piszą :D chyba muszę te profile pokasować, bo dziś dostałem wiadomość na jednym portalu, na którym nawet nie pamiętam żebym jakieś zdjęcia wrzucał, a najwyraźniej wrzuciłem, bo jakiś komentarz do zdjęcia dostałem XD (plus wiadomość ale nie przytoczę, bo nawet nie umiem tego sensownie na polski przetłumaczyć XD ).

***

Noo udało mi się przenieść wszystkie stare wpisy tutaj i teraz mam porządek itp. :) może pedantycznie nie jest i formatowanie niektórych notek pozostawia trochę do życzenia, ale treść jest najważniejsza, a resztę może kiedyś dopracuję.

Zanim przejdę do tematu sprzątania innego rodzaju, przyjrzę się jeszcze szybko postanowieniom noworocznym i napiszę jak idzie:
Praca – nie jest źle. Nowa, niestety nie bezpośrednio, ale za to rodzaj pracy chyba nie mógłby być lepszy.
Facet – bez komentarza :D (ale btw. i jeszcze raz nawiązując do poprzedniej notki – zdecydowałem, że nadszedł już czas przeredagować profile /przynajmniej te na PlanetRomeo czy Fellow, bo nie mówię o porno portalach ;) / na bardziej poważne, nastawione na szukanie czegoś poważniejszego, a do tego czas na usunięcie informacji o byciu ts – ciekaw jestem co teraz się stanie… taka informacja była potrzebna jak się szukało czegoś na jedną noc, a na poważnie… to chyba inne rzeczy się bardziej liczą – a przynajmniej zobaczymy czy się liczą ;) ).
Z instagramem nie wyjdzie, chociaż już nawet myślę, że jedno zdjęcie tygodniowo też byłoby ok. Ale instagram na moim telefonie się rozkracza, w związku z tym to żadna przyjemność dodawać zdjęcia, raczej nerwy. Pewnie bo Windows Phone…
Co do ćwiczeń to… rok się jeszcze nie skończył! :D A co do zdrowego odżywiania – jest odwrotnie, doszedłem do wniosku, że muszę się trochę niezdrowo poodżywiać, to może zrobi mi się lepiej ;P
A medytowanie… czasem wychodzi :D Na pewno częściej niż w zeszłym roku.
Także nie wiem jak to brzmi z zewnątrz ale ja jestem… zadowolony nawet.

Prawie rok temu przeczytałem „Magię sprzątania” Marie Kondo. Rok trwało zanim się z wszystkim rozprawiłem i wszystko (prawie) co chciałem posprzedawałem lub porozdawałem :P Pamiętam jak napisałem że gdyby mi się udało wszystko sprzedać, to mógłbym sobie kupić zagraniczną wycieczkę – sprawdźmy :D (bo liczyłem)
Na książkach, w większości Kinga ale też innych, zarobiłem prawie 1000zł (i to mimo, że niektóre poszły za dosłownie 4-6zł, no ale były też takie, których cena absolutnie mnie powaliła – „Sztorm stulecia”, którego początkowo nie chciałem sprzedawać ze względu na dedykację, ale jak zobaczyłem jaką cenę osiągnął na innej aukcji, to zmieniłem zdanie, sprzedałem za 160zł, a „Mein Kampf” Hitlera za prawie 100zł), bo dodam że ogólnie miałem konkurencyjne ceny – najczęściej jak sprzedaję coś, to patrzę po ile chodzi na Allegro i daję cenę (liczoną wraz z przesyłką) o 1-2zł niższą niż najtańsza jaka jest dostępna (liczona wraz z przesyłką). Ale że ja pakuję tanio (znaczy nie liczę za opakowanie, bo używam używanych) i wysyłam też listami zwykłymi jak ktoś chce, to mogę być konkurencyjny ;-) (chociaż to też nie tak – patrzę też żeby cena samej książki nie była wyższa niż cena samej książki na jakichś aukcjach już wystawionych, bo jednak ten najbardziej wytłuszczony parametr też musi przyciągać uwagę).
Karty telefoniczne sprzedałem za 180zł, to się wydaje sporo, ale kiedyś kosztowały mnie dużo więcej, więc zysk to niby żaden ;) ale życia tak też nie można przeliczać… kiedyś moja kolekcja dawała mi duuużo radości, więc była warta tych pieniędzy. A teraz mam 180zł, to też fajnie. Ostała się jeszcze jakaś biżuteria, głównie moja chociaż od dawna była u mamy (a teraz i ona stwierdziła, że po co jej tyle…), za to wyszło 75zł. Oczywiście były też inne rzeczy typu torba do aparatu, nagrywarka, pamięć RAM wyjęta z poprzedniego laptopa, stary tablet… Podliczając wszystko, wyszło mi że zarobiłem ok 1635zł… ale odliczmy prowizję, nie wszystko wprawdzie poszło na Allegro ale powiedzmy że 1560zł na czysto wyszło. Reasumując: za same książki to może nie, ale za wszystko – tak, mógłbym sobie za to kupić zagraniczną wycieczkę spokojnie ;-) (ale mam inne wydatki niestety…)

Dla WOŚP zarobiłem w tym roku na aukcjach ponad 1480zł i to też jest mój rekord (ale nie, to tak nie działa, że gdybym sprzedał te rzeczy nie na WOŚP, to miałbym tą kasę, bo nie, ludzie nie byliby tak hojni gdyby to nie było na WOŚP ;) ).
A ile rzeczy oddałem za darmo, to nawet nie liczę :D

Upraszczanie i eliminowanie nadal daje mi sporo radości, choć już chyba osiągam stan równowagi, ten w którym nie mam już nadmiaru. Fajnie. To bardzo wyzwalające uczucie, poczuć że nie ma żadnych rzeczy, którymi jeszcze trzeba by było się przejmować. Już w tej chwili lepiej zarządzam swoim czasem, udało mi się też od początku roku pozamykać wszystkie karty otwarte w przeglądarce – tzn. jeszcze czasem mam dwie czy trzy otwarte kiedy ją gaszę, ale 2-3 to nie 20-30 czy choćby 15 ;) To wszystko uwalnia. Fajnie jak się siada do kompa (albo w ogóle no siada na kanapie po pracy) i czuje się tą wolność i można zająć się czym tam ma się akurat ochotę. Ale dziś jeszcze obiecałem sobie na wszystkie zaległe wiadomości poodpisywać…

Na koniec jeszcze taki fajny tekst: Sztuka bycia chujową :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Życie seksualne Homo Sapiens ;)

Poprzedni miesiąc jest pierwszym w historii mojego bloga miesiącem, w którym nie napisałem ani jednej notki! (wy nie będziecie widzieć notek w jeszcze którymś tam miesiącu, ale tam jest jedna ukryta, więc się nie liczy ;) ). Dlatego też teraz czas na jakąś ważną…

Przez ostatnie pół roku obserwowałem… Obserwowałem kręgi erotyczno-pornograficzne, portale z tym związane i w ogóle wszystko co się tylko dało. Obserwowałem ale z pozycji uczestnika. Planowałem taką notkę od samego początku, a myślę, że pół roku to taki okres czasu, gdzie pewne wnioski można wyciągnąć, poza tym ostatnio mi libido tak spadło, że już mi się nie chce :P poważnie – ani mnie już nie ryrają te tematy ani nie chce mi się już obserwować. A może po prostu osiągnąłem to co chciałem i się nasyciłem? Może. A może to tylko zima ;)

Ostatnio jak przenosiłem archiwum bloga w obecne miejsce, to jak to zwykle w takich okazjach czytałem trochę notek… i gdzieś tam np. pisałem że sobie w ogóle nie wyobrażam pewnych rzeczy i nie wiedziałem jak to przeskoczyć i porównałem to z moim stanem sprzed korekty – gdzie też mi było źle i byłem pełny obaw i nie wiedziałem jak to zmienić. I tak porównując zastanawiałem się czy kiedyś do tej kwestii związków/seksu będę miał taki sam stosunek jak pisząc to miałem już do korekty – że to wcale nie było takie trudne, jak się obawiałem. I dziś chyba mogę to właśnie powiedzieć – jednak znalezienie zainteresowanych facetów też wcale nie było takie trudne jak się spodziewałem :D
To pół roku bardzo mnie zmieniło. I ogólnie jest to bardzo ważna kwestia w moim życiu. Niczego z tego pół roku również nie żałuję. Co zrobiłem? Wiele rzeczy, wiele dla niektórych gorszących rzeczy :D a ja jestem szczęśliwy, że to osiągnąłem. Wręcz dumny. Że mi się w końcu udało! Hej, jestem z siebie dumny! – a to rzadko się zdarza :D niektórzy powiedzą, że mam pokiepane wartości :D Ale nigdy nie byłem tak pewny siebie, jak teraz.
Założyłem profile na gejowskich portalach, dzięki nim poznałem dobrego przyjaciela i dwóch kochanków ;) (a właściwie to ostatnio odezwał się kolejny facet) i to praktycznie bez mojego wysiłku – to oni się zainteresowali. I wszyscy, mimo że na profilu wprost napisałem, że jestem ts i po jakiej operacji. Mam więc już teraz potwierdzenie – że mimo wszystko mogę być dla kogoś atrakcyjnym partnerem seksualnym. Że w łóżku nie liczą się małe niedoskonałości (duże w sumie też nie, ale o tym już tam pisałem), że waga jest bez znaczenia, czasem nawet wygląd… Ale też, że ludzie którzy spotykają się tylko dla seksu mogą być mimo tego bardzo mili i sympatyczni, i ogólnie wszystko może odbywać się w sferze przyjaźni i pełnej szacunku.

Założyłem tumblra pornograficznego – osiągnąłem ponad 200 followersów po zaledwie kilkunastu notkach – ale to tam nie aż taki wyczyn, bo tam siedzi sporo innych ts k/m i masturbują się (mentalnie mam na myśli :P ) sobie podobnymi (chociaż niekoniecznie, napisało do mnie też kilku cisów). Założyłem profil na porno stronie – i po zaledwie kilku zdjęciach i ze dwóch filmach osiągnąłem kilkudziesięciu friendsów/followersów. I cały czas dochodzą, na jednym i drugim portalu. Parę razy nawet transmitowałem nagranie na webcam.
Spotkałem się z najróżniejszymi preferencjami i fetyszami: dwóch z tych ponad 200 followersów na tumblr było fanami scatu (zawsze zerkam jakie treści zamieszczają ludzie, którzy mnie dodali do obserwowanych), kolejny jest facetem z biustem – dosłownie, jest facetem z ginekomastią i lubi to (i zamieszcza zdjęcia podobnych itp.), nie pamiętam już czy ten sam czy jakiś inny ma dziwny fetysz na męską laktację – zdjęcia, a bardziej rysunki, facetów z tryskającym mlekiem z piersi ;) Znałem już wiele fetyszy, ale tego akurat wcześniej nie (bo fantazje kastracyjne, to i owszem – jeden tumblr był chyba o facetach bez jąder, ze zdjęciami itp.). Tak, tumblr to przegląd dziwności, ale dzięki temu można wyrobić sobie obraz jak wielu jest takich „dziwnych” (np. tych facetów bez jąder pozujących do porno fotek, to trochę było… tych z biustem z resztą też). Ale nie tylko tumblr. Na tym porno portalu napisała do mnie raz kobieta, którą bardzo podniecają k/m, nie powiem – nawet tak fajnie napisała, że jakby tylko mieszkała gdzieś bliżej, a nie w USA… :P (to jest kolejna z resztą rzecz – ja się też zrobiłem otwarty…). Inna z kolei miała na profilu napisane (tak, tu też patrzę kto mnie followuje), że ją podnieca myśl o byciu k/m – nie jest ale podnieca ją taka fantazja. To tyle z nieco dziwnych fantazji kobiet, ale ogólnie to wiadomo – jednak faceci wiodą prym (także w obserwowaniu mnie – to akurat cieszy :P ). Z ciekawych przypadków – na PlanetRomeo jest jeden tv co się stylizuje na muzułmankę – zdjęcia w chuście itp., a najbardziej mnie rozwalił jego opis: „z pewnych powodów przeszłam na islam” – se myślę: wiem nawet z jakich – fetyszystycznych :D (ale fetysz transwestytyczny tego typu mnie akurat nie dziwi – kobieta w islamie=maksymalna uległość, to może podniecać).
To chyba tyle z największych ciekawostek ze świata (choć pewnie o tym i owym zapomniałem, bo mam wrażenie, że było tego więcej), ale i w Polsce jest lepiej niż się spodziewałem. Założyłem profil na datezone i już pierwszego wieczoru miałem dwóch chętnych na seks i to nie z Warszawy czy Wrocławia, a z mojego miasta wojewódzkiego w PL (skąd w ogóle rzadko gdziekolwiek kogokolwiek widzę :P ). A ostatnio znalazłem nawet faceta z miasta powiatowego… (znaczy to on mnie znalazł, ja do nikogo nie musiałem pisać pierwszy). Dodam że tam na profilu zamieściłem wyłącznie zdjęcia genitaliów – btw. hitem to była wiadomość zaczynająca się od słów: „ciekawy penis” XD z pięć minut się śmiałem, tak mnie to rozbawiło, takiego określenia jeszcze nie słyszałem :D Ogólnie polecam datezone, spodobało mi się, bo jest tak wieeelu facetów otwartych – takich co to na co dzień są pewnie hetero, ale na profilu chętnie szukają też facetów (baa, znalazłem takich nawet z mojego miasteczka). Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, że jest na świecie (nawet w Polsce) aż tylu takich mężczyzn. W sensie takich zwyczajnych, otwartych na seksualność po prostu, różną. A może nie tyle nie zdawałem sobie sprawy (zdaję sobie, sam twierdziłem, że większość ludzi jest bi :P ale nie sądziłem że polscy mężczyźni będą aż tak odważni by się do tego przyznawać :) tam większość chyba facetów szuka po prostu seksu – wszystko jedno z kim :P ).

Ogólnie mówi się, że na seksie nie buduje się poczucia własnej wartości, bo… właściwie nie wiem dlaczego, bo to kruchy fundament? Cóż, nie zgadzam się z tym – to zależy od osoby. Ja jestem taką osobą, której wystarczy, że raz przekona się, że coś jest możliwe. A teraz już się przekonałem. Teraz wiem, że jeśli chcę, mogę znaleźć sobie chętnego na seks faceta mimo moich wad. I to mi wystarczy. Bo już mi chyba przeszło :D wreszcie, po latach, mam tak niskie libido jak chyba jeszcze nigdy od czasu rozpoczęcia HRT – to bardzo praktyczne podsumował niedawno mój znajomy z grupy wsparcia TS :D i ma rację, mogę się zająć innymi rzeczami. A nawet jak mam ochotę, to filmik, pięć minut i spokój ;) Seks jest naprawdę… przereklamowany :D Ale nie zawsze tak myślałem, na początku miałem ochotę i chciałem częściej. Może z czasem jednak się nasyciłem? Może przestało mi wystarczać spotykanie się z kimś, kto mi się w ogóle nie podoba? pewnie faktycznie z M. to by było inaczej :P W każdym razie nie żałuję niczego i cieszę się, że wszystko potoczyło się, tak jak się potoczyło :) S. to chyba powiem oficjalnie – że przerwa, bo mi się po prostu nie chce (póki co powstrzymuje mnie to, że czasem mi się jednak chce :D ).
W ogóle mi się wielu rzeczy ostatnio nie chce i w końcu wychodzi na to, że spędzam swój czas dokładnie tak samo jak przedtem, jak przed terapią psychologiczną. Wygląda jakby nic się nie zmieniło, ale ja się zmieniłem. Teraz już wiem, sprawdziłem to wiem, że ja po prostu tak lubię spędzać swój czas – nawet jeśli to oznacza parę godzin durnych filmików na YT. Zniknęła jakaś taka presja, że chcę, a nie mogę. Bo mogę ale nie chcę :D Jestem dużo bardziej świadomy. I pewny siebie. Tak, bo dziś nie poczułbym się głupio gdyby mnie ktoś zagadał o związki czy seks. Nie czuję się gorszy od innych, bo też już mam swoje doświadczenia :) A jeśli spędzam swój czas w domu, przed komputerem, to nie mam wyrzutów sumienia. Nie mam, bo wcześniej pytam się jakie są moje potrzeby, i kurcze najczęściej są właśnie takie :D
Nie mówię, że już nigdy, mam jeszcze kilka fantazji, które zamierzam spełnić ;) ale to… kiedyś, może :D

„A jak ja mam to przeskoczyć, nie wiem.” – teraz już wiem – po prostu skoczyć, jakkolwiek banalnie to brzmi :) I wynik jest rzeczywiście pozytywny, dokładnie tak jak o tym pisałem :)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | 4 komentarze

Podsumowanie 2016

Podsumowanie piszę tradycyjnie ale Wujek Lucyfer ma rację, że warto.
Niestety o tym roku nie mogę powiedzieć, że był lepszy niż poprzedni… był gorszy. Tak, znowu ocenę mą definiuje praca. To znaczy moja „główna” praca w tym roku była ok, ale to nie to co 2014 i 2015… Z resztą „była ok”, a teraz już za długo tam pracuję i zaczyna się pieprzenie z odmeldowywaniem, powrotami, odmeldowywaniem… Powiem szczerze i dobitnie: wkurwia mnie to niemożebnie i trzeba pomyśleć jak to zmienić. Trzeba wreszcie przestać radośnie sobie prokrastynować i wziąć się za siebie. Ale na jutro mam zamówioną wizytę u fryzjera, a potem robię sobie zdjęcia portretowe – specjalnie do CV. Jeszcze tylko muszę napisać podanie do poprzedniej firmy… I w ogóle zacząć przeglądać ogłoszenia, a nóż znajdzie się coś jeszcze ciekawego.
Jedno mi się w tym roku udało – osiągnąć życie seksualne ;) (gdybym tylko przy tym miał fajną pracę, to byłby najlepszy rok, a tak to jedynak nie przebija). To ważne, bo teraz już nie czuję, że jest jakaś dziedzina życia dla mnie niedostępna. Żyłem tym jakiś czas a teraz już mnie tak nie ciągnie… ale o tym będzie inna notka.
Co jeszcze? Jedna skromna wycieczka… z braku czasu itp. Chociaż na nadmiar środków też nie narzekam :/
Książkowo natomiast dużo lepiej – ostatnio nie szaleję i wyznaczam sobie cel przeczytania tylko jednej książki na miesiąc, czyli 12 książek w roku. Wprawdzie mój Reading Challenge na goodreads pokazuje cel 16 książek, ale to tylko dlatego, że jak mówię „czytać” to chodzi mi o czytanie, a nie słuchanie audiobooków itp., nie chcę więc do celu wliczać (nie chcę żeby mi zawyżały statystyki) audiobooków, jakichś dziwnych ebooków, krótkich drobiazgów i książek, które w dużej mierze polegają na przeglądania zamiast czytaniu od deski do deski, więc stąd 4 więcej podane jako cel. Więc 12 książek byłoby ok, a wszystko co ponad, to już tylko na plus. Przeczytałem 34, nieźle, naprawdę nieźle :) (też bez szału – książka tygodniowo, czego nie osiągnąłem, to by było coś, ale jak mówiłem – daję sobie na luz, więc jak na luz, to poszło mi świetnie).
No i co jeszcze mam napisać? Szczerze, to nie mam ochoty więcej pisać o tym roku, liczba „2016” nawet nie bardzo mi się podoba :P ale za to „2017” podoba mi się bardziej, więc mam też nadzieję, że i będzie lepiej…
I o tym właśnie chcę napisać – o planach i postanowieniach. Postanowień nigdy nie robiłem… a teraz mam kilka! I chcę je zrobić.
Ale jeszcze zanim o nich napiszę, jedno jeszcze muszę napisać: kończę psychoterapię! :) Tak mniej-więcej z końcem roku, bo nie urywam jej z dnia na dzień, tylko teraz będziemy się spotykać raz w miesiącu, potem może co kilka… co bardzo mi pasuje, tak uważam jest idealnie, nie jakoś drastycznie przerwać tylko tak stopniowo… W każdym razie najgorsze już za mną i oczywiście, że mi ta psychoterapia ogromnie dużo dała. No hej, bez tego raczej by nie było największego osiągnięcia tego roku :D I chociaż sam też dużo nad sobą pracowałem, to psychoterapia przypomina pracę z trenerem :) No i teraz mam więcej narzędzi… Szczerze mówiąc, od kilku miesięcy nie mam żadnych negatywnych myśli na swój temat. No nie powiem, to duża ulga. I mimo, że być może nie osiągnąłem wszystkich celów jakie na początku zakładałem… to po prostu gdzieś w trakcie zdałem sobie sprawę, że nie potrzebuję ich (już teraz) osiągać.

Plany i cele? Tak, mam. Ten chyba najważniejszy: znaleźć stałą, bezpośrednią pracę – najlepiej wrócić do mojej ulubionej, albo chociaż znaleźć coś, co by mi się co najmniej tak samo podobało i chociaż prawie tak samo dobrze było płatne i o podobnych warunkach.
Mieć faceta do ślubu kuzyna :D (mam jeszcze parę miesięcy do tego czasu…)
Codziennie wrzucać jedno zdjęcie na Instagram! Tak ambitnie, ale chciałbym się podjąć takiego wyzwania, może to by jakoś obudziło moją artystyczno-kreatywność ;) (no dobra, może co drugi dzień…)
Może zdobyć obywatelstwo jak się uda… (nie wiem co to za szczególne warunki, które pozwalają na to o dwa lata szybciej niż standardowo).
I ćwiczyć regularniej… może. Ale z pewnością zdrowiej się odżywiać. I tym razem to już nie mówię tylko tak sobie aby sobie pogadać. Bo tak w ogóle, to podejrzewam u siebie nietolerancję laktozy albo jakąś inną nietolerancję i nawet noszę się z zamiarem wybrania się do lekarza z tym, bo jednak tak strzelać w ciemno to może trochę słabo…
I chciałbym jeszcze regularnie medytować.

Co jeszcze… to już rok jak nie widziałem M… Skłamałbym mówiąc, że mnie to nie boli. Nie, nie zapomniałem o nim, u mnie to tak szybko nie działa. Nie zapominam właściwie nigdy, tylko czasem pojawia się ktoś, kto podoba mi się bardziej. W tym przypadku będzie o to ciężko, z różnych przyczyn… (choćby z takiej, że to pierwszy realny facet, który mi się spodobał…). Przykra jest myśl, że on ma jakieś życie, do którego ja nie mam dostępu. Ale najgorsze jest to, że nie wiem jakie jest to życie. Gdybym wiedział, że jest szczęśliwy, choćby z kimś innym, to choć początkowo zabolałoby bardziej, to potem byłbym spokojniejszy. A tak nie wiem czy przypadkiem nie marzy też o czymś i czy nie mógłbym jakoś się przyczynić do spełnienia tych marzeń…

Szczęśliwego nowego roku, oby był lepszy niż mijający…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 2 komentarze

takie tam sprzątanie pliku z notatkami przed podsumowaniem roku ;)

Rok do końca się zbliża, a ja mam znów ambitny plan wyczyścić mój pliczek z notatkami – ale żeby nie było, jeszcze nigdy nie wykonałem tego planu, więc nie to że to nowe rzeczy ;) niektóre dłużej leżakują (nawet całe lata), ale tym razem naprawdę go wyczyszczę.

***

Na początek luźno, takie nasze żarciki z TS-forum:

– a czy buk jest cisem?

– ROTFL ! :)
Teogo to akurat nikt nie wie, ale podobno kiedyś powiedział, że:
– „Cisi posiądą Ziemię” :p (Mt 5, 5)

A: A ja zrobiłam sobie zdjęcie o 3 rano, na którym wyglądam trochę jak dziewczyna
2: Tylko „trochę” ?
l: o 3 rano to każda ciska wygląda tylko trochę na dziewczynę :D
2: hehehehe święta prawda :P Ale pociesz się tym, że faceci wyglądają zawsze i wszędzie
E: Czasami jak orkowie, a innym razem jak gobliny.

:D :D :D

***

Teraz nieco poważniej, ale też w tematach LGBT. Kiedyś na jakimś portalu natrafiłem na ciekawą dyskusję. Najpierw padło pytanie:

Czy ktoś może mi wyjaśnić dlaczego osoby LGTB komuś przeszkadzają? czy ktoś, kto nienawidzi takich ludzi mógłby mi to wyjaśnić? nie bluzgać, tylko rzeczowo wyjaśnić w czym istnienie takich ludzi mu konkretnie przeszkadza?

i o dziwo nie pojawiła się fala hejtów (mimo że to było chyba forum na Onecie czy innej Interii), tylko dwie całkiem mądre (co się rzadko zdarza) odpowiedzi:

1. Powodów jest pewnie wiele, ale myślę, że to jeden ze sposobów, żeby dowartościować swoje zakompleksione ego. Że się chociaż w tej dziedzinie „lepszym i normalnym”.
Bo w innych to kicha.
I to się potwierdza: ludziom na poziomie, którzy do czegoś doszli, są pewni siebie, szczęśliwi – LGBT (na ogół) nie przeszkadzają. Homofobia to przejaw infantylności, kompleksów, niskiej pozycji społecznej (=> kibole) jak też i materialnej (która jest konsekwencją poprzednich ułomności).

2. Gdzieś znalazłam opinię, że faceci hetero boją się gejów, bo myślą że tamci potraktują ich tak, jak oni kobiety. Druga rzecz to „najciemniej pod latarnią” – paru znanych homofobów znaleziono w łóżku z mężczyznami.
Homofobia jest sposobem na odwrócenie uwagi od siebie, a czasem walki z „grzeszną skłonnością”
Najbardziej ubawiła mnie historia wysoko postawionego faceta z Ku Klux Klanu, którego znaleziono w łóżku z Afroamerykaninem – tłumaczył się, że przyszedł go pobić no i tak jakoś wyszło.

:D

***

Jeszcze o czymś chciałem napisać w tym roku, ale właściwie nie jest to coś takiego, co by mi ciążyło przechodząc na nowy rok ;) a mianowicie chodzi o „okołoerotyczne” moje wnioski… Nie ciąży ale też już chyba nadszedł moment, kiedy i tą kwestię będę chciał jakoś podsumować, także pewnie będzie to jedna z pierwszych notek w nowym roku. Dziś za to mogę zaglądając w stareńkie notatki odnośnie mojego horoskopu, powiedzieć, że… a właściwie nic nie powiem, wkleję tylko te luźne fragmenty które kiedyś zanotowałem :D (kiedyś chciałem rozwinąć, ale teraz po prostu wkleję)
– gotowość do przyjmowania porażki – szczególnie w miłości
– wiele przeszkód w realizacji zainteresowań zawodowych
– miłosne tęsknoty nie związane z konkretnym obiektem
– Uran w 8 domu – kłopoty z racji osobliwego popędu seksualnego
( XD )
– „węzeł księżycowy” w 12 domu – WH (Właściciel Horoskopu) utrzymuje intymne kontakty, które ukrywa przed innymi, /wg tradycji/: niemoralne kontakty, które szkodzą reputacji WH. (zanotowałem to z parę lat temu, wtedy trochę głębiej siedziałem w astrologii, musiały minąć lata, ale teraz to chyba właśnie pasuje XD ale szczerze mówiąc ja już wtedy czułem, że jeśli tylko się odważę, to tak będzie…)

I jeszcze miałem taki fajny (już nie związany ze mną) cytat z forum zapisany pod tym, także też już wkleję: (…) dlatego też uważam że astrologia potrafi dużo więcej powiedzieć o człowieku, niż jakakolwiek inna forma ezoteryki. W astrologii mamy 12 znaków * 10 planet * 12 domów * 6 głównych aspektów * 3 jakości * 4 żywioły * 360 stopni * 1440 minut – to już na wstępie daje nam 53 747 712 000 (czyt. 53 miliardy 747 milionów 712 tysięcy ) różnych charakterów ludzkich.”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | 1 komentarz

Kontrola endokrynologiczna 2016 ;)

Opiszę sobie kolejną wizytę u endokrynologa, bo może jednak szykuje się zmiana (jeszcze tylko nie wiem czy lekarstwa czy lekarza XD just kidding ;D ).
No więc najpierw mi się wszystko fajnie układało, czasowo idealnie, zajechałem, doszedłem, dzień dobry – na recepcji… A skierowanie? No heloł… specjalnie nie wziąłem XD chciałem sprawdzić czy będą potrzebować, bo teoretycznie nie powinni wymagać. W sumie nie rozumiem dlaczego go wymagają, czytałem że wg prawa po tym jak odpadła opłata 10€ kwartalnie za pierwszą wizytę u lekarza, (i właśnie po to było głównie skierowanie – żeby dwa razy nie płacić), skierowania nie są wymagane… No ale nic, też nie jest to aż taki problem, doślę.
Poczekałem chwilę, pani mnie zawołała na pobranie krwi – co roku inna :P to uczniowie chyba się tym zajmują… a potem znów czekanie… i czekanie… i czeeekaaanie… nie no, serio, tym razem spędziłem tam z godzinę (czyli łącznie z pobieraniem krwi i wcześniejszymi minutami, to z półtora) zanim mnie endo przyjął. Czekałem półtorej godziny na wizytę 5 minutową… No to jest akurat wada tego lekarza, że sprawdził że wszystko za mną, zapytał czy dobrze się czuję, a ponieważ czuję się dobrze, to „do widzenia” i już jest przy drzwiach :D Aaaale halo, halo, ja mam pytanie. Zacząłem wyjaśniać, że w zeszłym roku mi wyszła tak podwyższona ilość czerwonych krwinek… (a nie, to jeszcze zacząłem mówić od razu, jak jeszcze siedział ;) ), to pozaznaczał jakieścośtam na wydrukach i stwierdził, że wszystko sprawdzi i „zajmiemy się tym” (i pytał czy palę i czy chrapię. Nie palę i chyba nie chrapię), to może mieć coś wspólnego z płucami i trzeba to sprawdzić. No spoko, faktycznie komentarz do wyników mam zawsze rzetelny i obszerny, więc… ten lekarz chyba po prostu nie lubi pracować z pacjentami, woli z wynikami :D No w każdym razie już przy tych drzwiach (pół wizyty spędziliśmy na stojąco przy drzwiach ale spoko) mówię, że mi ostatnio napisał, że jak się nie poprawi, to mam przejść na żel… Przyznał, że tak, żel jest trochę łagodniejszy, że zobaczy, bez hormonów oczywiście nie mogę zostać, a ja na to że ja to bym nie bardzo chciał się tym żelem codziennie smarować… On, że rozumie, ale są takie preparaty w kulce, którymi się po prostu po wewnętrznej stronie ramienia przejeżdża… (no ok, to brzmi nawet nie tak źle). A jeszcze zapytałem czy bym nie mógł robić jak kolega – dalej zastrzyki i od czasu do czasu na upuszczenie krwi. Powiedział, że tak można zrobić ale nie uważa tego za najrozsądniejsze wyjście, bo – i tu się zaczyna ciekawe wyjaśnienie – bo wtedy wprawdzie krew będzie w porządku, ale to w czym jest rzecz, to oleistość testosteronu w zastrzykach – drobinki olejku osadzają się w płucach i na to nie pomoże upuszczanie krwi… Mhm… No jak tak, to cóż zrobić, najwyżej trzeba będzie się smarować… Ogólnie usłyszałem jeszcze (gdzieś tam na początku rozmowy o tej nadkrwistości): „Nie chciałbym żeby pan dostał udaru, a co raz młodszy też pan nie będzie”. Coo? Jak już się taki tekst słyszy, to można się staro poczuć :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Tak to działa na świecie

Jest jeszcze druga, zupełnie inna kwestia, w której chciałem nawiązać do Serafina. Mianowicie Dominik Szymański – pomijając już fakt, że on sam w swoich filmikach wyśmiewa ludzi ze względu na wygląd ;) – te akurat mnie niezbyt bawią, ale i ogólnie jego kanał w sumie opiera się na wyśmiewaniu (niekoniecznie ludzi, choćby sytuacji itp. ale jednak). I to hmm, to też mi dało trochę do myślenia. Stwierdziłem, że… chyba inaczej się nie da.
I to jest bardzo ważne, powiedziałbym, że to jeden z moich najważniejszych życiowych wniosków. Inaczej się nie da, taki jest świat i… nie ma nic w tym złego. Tak dziś uważam. Tak, wiem że kiedyś pisałem coś innego, najwyraźniej się zmieniłem. Może zrozumiałem coś, co moi rówieśnicy rozumieli już w podstawówce i dlatego łatwiej im było żyć? A może nie rozumieli, bo o tym nie myśleli (ale żyć i tak im było łatwiej ;) ). To że kogoś wyśmiewamy nic nie znaczy, dokładnie tak – nic (choć z pewnością są i tacy, którzy przesadzają…), ani to nie znaczy że go nie lubimy, ani że go lubimy, różne takie rzeczy po prostu się dzieją, bo coś się musi dziać. Dzisiaj myślę, że wiele sytuacji z mojego dzieciństwa, czasów szkoły itp. to nie była wina ani moja ani rówieśników i nie robili czegoś, bo mnie naprawdę nie lubili, robili żeby było wesoło – to ta wielka prawda, którą dane mi było w końcu zrozumieć. Dziś by mnie to nie obeszło.
Ale i nadal nie uważam żeby dzieci nie miały problemów. Uważam, że mają więcej niż dorośli i to jest nadal straszne. Dziś faktycznie bym tych problemów nie miał ale to jest dziś, a wtedy było wtedy i nie wiem, może byłem zbyt młody i nie umiałem inaczej patrzeć na świat. Dlatego oczywiście Serafin ma rację w tym co mówi na tym filmiku ale mówi to człowiek dorosły do dzieci bądź nastolatków… wątpię czy trafi.
W ostatnim, krótkim miejscu pracy, gdzie byłem tylko kilka dni (jak i 8 innych osób, bo to tak nadzwyczajnie nas tam potrzebowali tylko na te kilka dni), był wśród nas taki Pakistańczyk. Ogólnie było wesoło i luźno i on dużo śmiesznych rzeczy mówił. Kiedyś by mnie ktoś taki wkurzał :D teraz też czasami był już męczący ale ogólnie uważam, że zabawny. W każdym razie był taki moment kiedy coś tam powiedział, a ja na to coś odpowiedziałem (wow, zabłysnąłem, to też postęp :D ), a on wtedy podszedł i mnie dwa razy podniósł nawet dość wysoko (choć sam nie był aż tak znacznie wyższy ode mnie ;) ), wiecie jakie echo na hali daje takie „stąpnięcie” butami roboczymi? :D Ogólnie cała sytuacja tym bardziej mnie rozbawiła ale zaraz wróciłem do pracy i zapomniałem. Po chwili rozejrzałem się za kartonami, a on akurat nadchodził i mówi: „Ten się już ogląda żebym nie podszedł.” Roześmiałem się ale pomyślałem, że właśnie nie, w ogóle o tym nie pomyślałem, a kiedyś by tak pewnie było :P
A o tym porównaniu problemów dzieci do dorosłych pisałem już kiedyś. Ale to też jest bardzo ważne, bo lubię te momenty kiedy np. po pracy uwalam się przed komputerem (tak, bo najczęściej siedzę w pozycji pół-leżaącej, nie, nie używam biurka, siedzę na kanapie) i myślę: jakież ja mogę teraz mieć problemy? Że nie mam pracy? – to mogę żyć z zasiłku (no ok, tu przyznaję – w Polsce nie jest tak lekko ;) więc powiedzmy: to mogę szukać). Że praca jest do dupy? – to mogę szukać innej. Że mnie ktoś w pracy wyśmiewa? – a cóż on mi może tym zrobić? zaraz i tak każdy z nas pójdzie do swojego domu i on i ja mamy to w gruncie rzeczy w d*** (i siebie nawzajem też ;) ). Że jestem samotny? – no nie jestem, internet stoi otworem (a na wiele znajomości i tak nie mam czasu, fora się same nie przeczytają! XD ). Że źle mi tu jest? – zawsze mogę się przeprowadzić (to tylko przykład, mnie akurat jest bardzo dobrze), to samo jeśli w zasięgu kilku km nie ma fajnej pracy. I tak dalej i tak dalej. Dziecko oczywiście nie ma tych wszystkich możliwości (lub ma je bardzo ograniczone – czasem można zmienić szkołę, a czasem praktycznie nie można jeśli to jedyna w mieście…). I jeszcze zadania domowe albo konieczność nauki… ja wiem, niektórzy ludzie biorą pracę do domu ale to… sami są sobie winni, trzeba było się inaczej urządzić :P To czym się różni sytuacja dziecka i dorosłego, to możliwości. Kiedyś zupełnie ich nie widziałem, uważam że nie miałem ich wcale, lub bardzo niewiele. A największym problemem, w zasadzie to chyba jedynym, który popycha ludzi do samobójstwa jest bezsilność… no a chyba nikt mi nie powie, że dziecko nie odczuwa jej częściej niż dorosły (chyba że ma szczęście o tym nie myśleć).

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

O blogowaniu i vlogowaniu itp.

Na początek mały wstęp.
Na tym wordpressie czuję się jak sześciolatek. Tak właśnie, jakbym nic nie umiał i do wszystkiego musiał mieć ułatwienia w postaci wtyczek. Bo tak jest – nic nie umiem, bo wszystko jest za skomplikowane. Tylko problem jest w tym że korzystając z wtyczek nadal niczego się nie nauczę…
Żeby zmienić kolejność stron na belce pod obrazkiem musiałem zainstalować wtyczkę… WTYCZKĘ ZAINSTALOWAĆ żeby zrobić pierdołę, którą powinno się robić przenosząc po prostu odrobinkę kodu… Nawet nie chcę patrzeć jak wygląda źródło strony wordpressa skoro jak w edytorze chciałem dodać linka otwieralnego w nowym oknie, a on mi „target=”_blank”” wstawił… (niezgodne z xhtml 1.1).
Potem też musiałem zainstalować wtyczkę, bo inaczej nie dało się wyłączyć zamieniania emotikon tekstowych na obrazki…
Potem ktoś musiał mi jak krowie na rowie powiedzieć co zrobić żeby mi się przy poście wyświetlała godzina, a nadal nie wiem jak wywalić mój nick żeby go nie było obok daty (ale to już powiedzmy nie takie ważne, bo po raz kolejny kogoś męczyć o to już nie mam siły).
Już nie mówiąc o tym, że dodając jedną z pierwszych notek w html-u nie wyświetliła się tak jak powinna tylko musiałem kursywę zrobić zaznaczając w edytorze wizualnym i mi jakieś swoje akapity potworzył… Ech, nie mam siły do tego, ale jednocześnie nie mam też innego wyjścia :( Kto mi powie jak się nauczyć robić swoje szablony na wordpressa? A najlepiej od początku, tak żebym wiedzał co czym jest i skąd się wzięło…
To samo z komunikatorami – mam wrażenie, że te ułatwienia odmóżdżają. Gadu-Gadu jest co raz mniej popularne, ale na GG mogłem otworzyć pięć okien rozmów na pasku i włączać odpowiednie (wiem, potem scalili w jedno ale i tak dało się odcalić, mam tak do dziś z resztą), na Skype natomiast jak ktoś do mnie napisze, to muszę otworzyć okno, a potem jeszcze wybrać osobę jeśli nie ją akurat mam aktywną, dlatego kurwica mnie bierze dyskutując na raz z więcej niż jedną osobą na Skype (a nie, sorry, zwracam honor! właśnie się nauczyłem, że da się, trzeba tylko wybrać „Widok dzielony”, właśnie w tej chwili to odkryłem!). To samo z resztą jest na FB i wszystkich innych genialnych wynalazkach :/ Ja nie wiem ludzie, czy wy nie macie nic innego do roboty tylko rozmawiać z innymi i tylko na tym spędzacie czas w internecie? w przeciwnym wypadku nie wiem jak można nie dostać białej gorączki używając do komunikacji Skype (no dobra, to już powiedzmy mniej aktualne, ale i tak uważam GG za czytelniejsze), Facebooka czy podobnych (które nie pozwalają rozdzielać okien rozmowy ani odłączyć ich od przeglądarki). Dokąd ten internet zmierza… Koniec wstępu.

Kiedy słyszę, że ktoś utrzymuje się z bycia blogerem (lub youtuberem), to taki mam lekki… (niesmak?) A już totalnie nie rozumiem podniecania się youtuberami (te wszystkie zloty fanów, zbieranie autografów… walka o bluzy), nie no, spoko – ja rozumiem, że można kogoś na YT bardzo lubić, oglądać regularnie i nawet jakoś podziwiać ale… no ludzie, przecież to jest taki sam człowiek jak Wy. Ty możesz spokojnie być na jego miejscu. Znaczy ok, wiem, youtuberzy lubią sami mówić jaką ciężką pracą jest nagrywanie (niektórzy tylko z tego żyją) i nie chcę całkiem tego negować, ale oni kiedyś zaczynali z pozycji, na której w tej chwili jest większość z nas – czyli no po prostu kiedyś byli zwykłymi internautami, którzy stanęli przed kamerą i zaczęli nagrywać. Nic nie stoi na przeszkodzie żebyś i Ty zaczął zamiast przeżywać życie kogoś innego AŻ TAK. Z resztą dla mnie to wszystko jest takie jakieś… no takie jak wyżej – trochę niesmak. Tzn. z jednej strony rozumiem, że jeśli ktoś znalazł sobie sposób na życie w postaci bycie youtuberem (czy bycia blogerem), to jego szczęście i nie ma nic w tym złego. Z drugiej jestem tym zawiedziony, bo… No właśnie zawsze jak mam takie uczucia, zadaję sobie szczere pytanie: czy to z zazdrości? (przecież może i tak być). Zadałem je sobie i tym razem i odpowiedziałem: nie, to nie z zazdrości. Postawiłem się na miejscu takiej osoby i stwierdziłem, że nie chciałbym na takim miejscu być. Nie miałbym nic przeciwko dorabianiu na blogu czy YT (hej, ja też kiedyś zarobiłem 50$ od wytwórni muzycznej na swoim filmiku na YT) ale nie chciałbym w ten sposób zarabiać na życie. Bo po prostu nie. Bo uważam, że pewne rzeczy powinny zostać w sferze hobby. Bo uważam, że wtedy wkłada się w nie więcej serca i że wtedy są jakoś „jakościowo lepsze”. Bo cenię moją wolność. Bo nie chciałbym mieć świadomości, że jak z jakiegoś powodu stracę popularność, to będę musiał szukać sobie innego zajęcia itp. A poza tym ja już swoją wymarzoną pracę znalazłem i jest to praca na produkcji :P Tak, wiem że jestem dziwny. Główny powód, to jednak ten dotyczący jakości.
No i jeszcze mnie trochę wkurza to: „ja się tak męczę i nagrywam film, to obejrzyj chociaż dla mnie te reklamy”. Ja tam żadnych reklam na YT nie widzę, widać mam dobre filtry ;) ale na takie zdanie chciałbym odpowiedzieć: to się nie męcz i przestań to robić, naprawdę nic się nie stanie jak Twój film nie ujży światła dziennego, znajdzie się dość ludzi robiących takie rzeczy dla samej wyłącznej przyjemności, a nie dla kasy z wyświetleń.
Ale każdy może robić co uważa za stosowne, tylko że… mam wrażenie, że zawsze jak się nagrywa dla kasy, to jest to gorsze niż kiedy się to robi dla samej satysfakcji. Widzę to po samych klipach wideo… (przed chwilą obejrzałem: to… i serio? 2 miliony subskrypcji?! jak dla mnie tego się nie da oglądać, facet jest tak sztuczny, że aż boli).

Czemu mnie tak naszło na ten temat? Bo przez ostatnie dni obejrzałem wszystkie filmy Serafina, to chyba mój ulubiony youtuber :D Chociaż zastrzeżeń mam do niego nawet sporo (te „daj łapkę, subskrybuj” itp. po kilkadziesiąt sekund w każdym filmiku… no on jest przykładem tego czego generalnie nie lubię i to widać), nie we wszystkim się z nim zgadzam, nie zawsze nawet pasuje mi jego humor, to jednak jedną „rzecz” ma, która mi bardzo pasuje – sposób wypowiedzi. To jest właśnie to co mnie tak bawi i całe życie bawiło chyba najbardziej.
To teraz kilka moich ulubionych:
(2:57-3:41) XD
Jak zostać syreną – „już kiedyś i nawet jeszcze dzisiaj” XD (ale najgorsze jest to, że ja w jej wieku miałem podobny głos i nawet podobnie mówiłem :D dobrze, że wtedy nie było internetu :D )
Promocja w Lidlu – to nie są zwykłe klapki, to są paskudnie brzydkie klapki XD
Kurtki z Lidla – za te filmiki go lubię XD („po co nam jedna kurtka w naszym rozmiarze, no przecież wiadomo, że weźmiemy pięć kurtek nie w naszym rozmiarze” :D )
Chińskie zamówienie
Chińskie zamówienie 2 – te dwa ostatnie są naj :D „czajna kontakt” XD „tak nie damy rady” XD to jest wlaśnie to co bawi mnie najbardziej, nie sytuacje itp., tylko jak ludzie zabawnie potrafią coś powiedzieć (zabawnie coś nie aż tak zabawnego sam w sobie). To po takich momentach w szkole ja potrafiłem śmiać się całą lekcję, a nawet do końca dnia, kiedy inni już dawno zapomnieli o zabawnej chwili :P A potem przychodziłem do domu i ze szczegółami mamie opowiadałem – nie wiem czy dla kogoś z zewnątrz też to było takie śmieszne, zwłaszcza w opowieści, pewnie nie :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 4 komentarze