The Dark Factor of Personality (test)

Daaawno już nie zamieszczałem tu żadnych testów – bo i też żadnych dawno nie robiłem, nie trafiłem na nic ciekawego. Ale ten jest ciekawy.
Moje wyniki (wklejam wszystką, łącznie z linkami, bo może będę chciał do nich kiedyś wrócić):

If you like to know more about the Dark Factor of Personality, take a look at darkfactor.org or get informative summaries at Scientific American and Psychology Today.

Please find your score(s) on the D-factor and the specific dark traits (if you completed the longer version) below. For all scores, the scale ranges from 1 (very low) to 5 (very high). Below the score, your relative position (rank) compared to the other 53184 participants of this study is shown. For example, a rank of 80% means that your score is equal to or higher than the score of 80% of the participants.

In interpreting the results, please note that the participants of this study are not representative for the general population, so that the ranks are certainly inaccurate. Also note that the results can only be reliable to the extent that you responded seriously and honestly.

_Your D-Score_

The Dark Factor of Personality (D) specifies the basic principle underlying all dark traits. D is the tendency to maximize one’s individual utility — disregarding, accepting, or malevolently provoking disutility for others —, accompanied by beliefs that serve as justifications. Put simply, individuals high in D will ruthlessly pursue their own interests, even when it negatively affects others (or even for the sake of it), while having beliefs that justify these behaviors.
Your Score: 2.2
Your Rank: 25%

_Scores on specific dark traits_

D can be evident in quite different more specific dark characteristics. People with high scores on D will generally score high on various, if not all, of these traits.

Egoism
Egoism is the excessive concern with one’s own pleasure or advantage at the expense of community well-being.
Your Score: 2.14
Your Rank: 16%

Greed
Greed is the dissatisfaction of not having enough, combined with the desire to acquire more, i.e. an insatiable desire for more resources, monetary or other.
Your Score: 1.4
Your Rank: 6%

Machiavellianism
Machiavellianism is characterized by a cynical world view, manipulativeness, strategic-calculating orientation, and callous affect.
Your Score: 2.7
Your Rank: 43%

Moral Disengagement
Moral Disengagement describes a set of cognitive processing styles of decisions and behavior (e.g., dehumanization, misattribution of responsibility and blame) that allows to behave unethically without feeling distress.
Your Score: 2.17
Your Rank: 36%

Narcissism
In Narcissists, ego-reinforcement is the all-consuming motive, leading to the tendencies to approach social admiration by means of self-promotion and to prevent social failure by means of self-defense.
Your Score: 1.8
Your Rank: 9%

Psychological Entitlement
Psychological Entitlement describes a stable and pervasive sense that one deserves more and is entitled to more than others.
Your Score: 2.56
Your Rank: 53%

Psychopathy
Psychopathy is characterized by deficits in affect (i.e., callousness, lack of remorse or concern for others) and lack of self-control (i.e., impulsivity).
Your Score: 1.78
Your Rank: 14%

Sadism
Sadism is the tendency to engage in cruel, demeaning, or aggressive behaviors for one’s own pleasure and/or dominance.
Your Score: 1.55
Your Rank: 24%

Self-Centredness
Self-Centredness is the indifference or insensitiveness to the suffering and needs of others.
Your Score: 1.75
Your Rank: 18%

Spitefulness
Spitefulness is the tendency to harm others for pleasure, even if this entails harm to oneself.
Your Score: 2.17
Your Rank: 33%

_Your Honesty-Humility Score_

Honesty-Humility describes the tendency to avoid manipulating others for personal gain, feel little temptation to break rules, be uninterested in lavish wealth and luxuries, and to feel no special entitlement to elevated social status.
Your Score: 3.7
Your Rank: 72%.

I w sumie podobnych wyników się spodziewałem ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

o orientacji

Znów mi się kilka rzeczy w pliku zebrało, więc dziś taka dosyć wklejka. Z forum, które już zdążyło zniknąć (transprzyjaźń) ;) ale taki dobry post, niestety nie pamiętam autorki:

„uważam, że określenie orientacji seksualnej prostym „homo” „bi” „pan” „hetero” to jak określanie całej głębi ludzkiej osobowości określeniami „choleryk” „sangwinik” „flegmatyk” „neurotyk”. może się wydawać, że to przydatne uproszczenie, ale według mnie faktycznie takie postawienie sprawy jest oparte na stereotypach binarystyczno-amatonormatywnych. orientację podzieliłabym na kilka kategorii z których każda mogłaby zawierać w sobie jakąś skalę. na początek przychodzą mi do głowy:

preferencja genitalna (jakie partner/ka/rzy/rki posiadają cechy płci fizycznej)
preferencja tożsamości (jak partner/ka/rzy/rki się utożsamiają)
preferencja roli (jaką pełnię rolę w stosunku)
preferencja ekspresji (jaką ekspresję posiada/ją partner/ka/rzy/rki)
preferencja formy stosunku (jaki kształt przybiera stosunek, na który jestem zorientowana)
preferencja formy relacji (czy chcę uprawiać seks z osobami, które kocham, lubię szanuję, obcymi itd)
preferencja ilości partnerów (czy chcę uprawiać seks z wieloma partnerami na raz, czy z wieloma oddzielnie, czy z jedną osobą, czy chcę kontrolować ilość/wybór partnerów itd)

w ten sposób postawiona sprawa mogłaby zarazem znormalizować napiętnowane heteryckie orientacje nieheteronormatywne (np poliamoryczne, czy rozwiązłe) i pokazać, że nie ma jasnej granicy między „normalną większością” i „anomalią”, a raczej zachodzi między nami naturalna różnorodność. ludzie określający się w ten sposób nie musieliby się ranić dobierając się na podstawie preferencji genitalnej przy pełnej rozbieżności pozostałych czynników orientacji.

ale się zgadzam. Bo to tak się trudno czasem określić prostymi hasłami „homo, hetero, bi” ;)

A tak przy okazji, jak już kiedyś powiedziałem: ech, że też ten świat tak wygląda, że nie można po prostu facetowi powiedzieć: „hej, chcesz iść ze mną do łóżka?”
zamiast jakieś podchody robić :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

#1336 – o diecie, aktualizacja ;)

Jakiś czas temu napisałem: „są dalsze postępy – już mi się waga waha nawet do 52,8kg tylko nadal to nie wygląda tak jak bym chciał ;)” i nie dokończyłem notki ;) Teraz to się waha nawet 50,5-51,5kg (bo już jem 1700-1800kcal co jest moim zapotrzebowaniem właściwie) i… heh… być może to już skóra na brzuchu mi została i trzeba by coś zrobić żeby ją ujędrnić… ale do ćwiczeń ciężko się zabrać, bo… bo to jest tak, że strasznie nie lubię tych wszystkich czynności związanych z „obsługą” mojego ciała. Najgorsze, najgorsze ze wszystkiego jest zdecydowanie mycie zębów – mycie zębów jest najgorsze nawet jeśli liczyć spomiędzy wszystkiego: mycia, sprzątania, gotowania… nie ma gorszej czynności. Te dwie minuty odczuwam jak dwie godziny nie robienia niczego. I w dodatku efekt jest też żaden, bo jak sprzątam, to mam przynajmniej spokój na kilka dni, a to cholerne mycie zębów trzeba powtarzać codziennie… (już nie mówię dwa razy dziennie…). Więc to jest najgorsza czynność, potem długo długo nic i drugie jest golenie się.
I jak jeszcze mam do tego dodać ćwiczenia – kolejne minuty (a może i godziny!) czasu „straconego”…, bo ja zawsze sobie myślę ile można by wtedy książek przeczytać :P to ciężko. Ale no czytam „You are you own gym” i autor proponuje w miarę krótkie ćwiczenia, więc myślę, że się w końcu zbiorę…
Podsumowując: tak, chyba wreszcie porównując się do większości ludzi mogę powiedzieć, że jestem nawet szczupły – zawsze chciałem to powiedzieć :D Ale taka prawda, w obecnych czasach prawie wszyscy ludzie mają nadwagę.
Dzisiaj tylko taka krótka aktualizacja, mam jeszcze trochę notatek ale i tak rzadko piszę ostatnio, to nie ma już powodu ściskać wszystkiego w jednej notce ;)

***

Jakiś czas temu wypełniałem jakiś test typu MMPI, a tam takie pytanie:
„I have a daydream life about which I do not tell other people.”
– i tak się zastanawiam czy to miało być pozytywne czy nie :D

***

vismaya-maitreya.pl/zakryte_zagadki_zniewolona_rasa_ludzka_cz1.html – przeczytałem to może za dużo powiedziane, raczej „przejrzałem” to coś… i… to niesamowite! jaki ludzki umysł jest niesamowity! potrafi tworzyć takie historie, wszystko mu się jakośtam układa w logiczną (?!) całość… Nudno by było na świecie bez tego, prawda? ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

trochę wspomnień, trochę o tym co u mnie i trochę (dużo) o diecie ;)

Jakoś tak sporo ludzi oddaje się sentymentom za latami szkolnymi w ostatnim czasie… To i mnie tak jakoś natchnęło… choć w większej mierze dlatego, że mam koło domu akacje i kiedy ostatnio widziałem ich opadnięte płatki, przypomniało mi się jak mi mama zawsze mówiła, że akacje to znak wakacji (skądś w końcu wzięły swoją nazwę – tzn. chyba wakacje od akacji, a nie odwrotnie ;) ). I owszem, faktycznie tęsknię za dniami wakacyjnymi, kiedy nie trzeba niczego, kiedy mogłem z mamą chodzić do miasta, albo nad wodę… i owszem, czasami chciałbym żeby to wróciło, ale abym ja miał świadomość jaką mam dzisiaj… ale w sumie tylko za tym tęsknię :P A jak sobie przypominam szkołę i porównuję ją z dzisiejszym życiem… to naprawdę, dziś chyba nawet nie mam 1/10 tego stresu, który miałem wtedy (a tym razem nie liczę nawet rówieśników! gdybym zaliczył to dziś nie mam nawet 1/50 XD ). Nie wiem jakim trzeba być „dorosłym” żeby stresować się życiem bardziej niż dziecko szkołą… (przecież to był permanentny stres – a to klasówka, a to zapowiedziane odpytywanie, a to jakieś wypracowanie do napisania…). Ale może to tak jest – jak ktoś był dzieckiem zdolnym wszystko olewać, to w dorosłym życiu „się budzi”, a jak ktoś się wszystkim przejmował/stresował, to z czasem dochodzi do wniosku, że można wyluzować… I to bardzo można.

Ale ten mój sentyment do tego co minione, to czasami mnie jednak dopada… Choć nie tyle do sytuacji (bo do nich mam stosunek jak wyżej – coś mogłoby wrócić tylko pod warunkiem, że ja mógłbym to przeżywać z moją dzisiejszą świadomością, a nie taką, jaką wtedy miałem), bardziej do ludzi… co raz więcej ludzi odchodzi i przykro mi z tego powodu… mam na myśli choćby np. sąsiadów… więc ludzi z którymi w sumie relatywnie luźno byłem związany, a jednak pamiętam ich – pamiętam ich ton głosu, pamiętam niektóre rozmowy… To przykre, że coś się kończy i już nigdy nie wróci – w takich momentach mi przykro, tak jakbym coś tracił… Ale z drugiej strony gdyby czas się zatrzymał, to zostałbym tam, w tamtych chwilach, nigdy nie zamieszkałbym tutaj, nie poznał M… Czy chciałbym żeby tak się potoczyło? No nie chciałbym…

A więc lipiec, pół roku za nami… czas napisać co tam u mnie, bo nie pisałem – dawniej niż pół roku… w ogóle dawno nie pisałem tak typowo pamiętnikowo…
Bo tak naprawdę kiedy pod koniec 2015 skończyłem pracę w miejscu, w którym naprawdę mi się podobało) i gdzie był M…), to poczułem się jakbym coś dużego stracił. Nadal się tak czuję, chociaż właśnie dostałem nową umowę, w miejscu w którym pracowałem ostatnie 1,5 roku przez firmę pośredniczącą. To miejsce jest trochę podobne, fizycznie praca jest nawet lżejsza, ludzie są ok (chociaż wielu mnie męczy ale o tym za chwilę) i nawet jesteśmy podwykonawcą tego samego producenta ;) Tylko, że mnie się tam podobało i tamta praca, mimo że cięższa… I tak się czuję – jakbym dostał coś dobrego (wszak nie każdy dostał umowę), ale jednak nie najlepszego… jakby to co najlepsze nie było dla mnie… I to mnie smuci…
Ale pewnych rzeczy się nie przeskoczy – dziś przyszedł do nas nowy, był tam dwa lata – też mu nie przedłużyli… czyli to co najlepsze jest chyba dla nikogo.

A z tymi męczącymi ludźmi to jest tak… że dlaczego ludzie po prostu nie mogą poleźć do pracy, zrobić swoje i iść do domu? Dlaczego chcą ze sobą rozmawiać?! ;) Przecież to straszne! Ja bym chciał w świętym spokoju poczytać sobie na przerwie książkę, a nie być rozpraszanym przez jakieś rozmowy – nie nawet że do mnie, ale obok… W pracy też – jakoś nie chce mi się skupiać żeby zabawiać innych rozmową… Ale poważnie: może miałem w życiu okresy gdzie żałowałem swojej samotności, ale na chwilę obecną zdecydowanie bym ją preferował. To mam na myśli mówiąc, że ludzie mnie męczą.

A na koniec coś weselszego – „robię” dietę i schudłem! :) I jeszcze nigdy tak łatwo mi się to nie udało… Ale od początku (bo patrzę że chyba nie pisałem nigdy o tym szerzej – albo nie otagowałem).
Pierwszy raz na dietę postanowiłem przejść z początkiem hormonów, była to „dieta Shangri-La” (w artykule nie zaznaczono jednej bardzo ważnej rzeczy! przez godzinę przed i po oleju/wodzie z cukrem nie tylko nie wolno jeść ani pić /znaczy wodę samą można pić/, nie wolno w ogóle mieć w ustach niczego smakowego! ani pasty do zębów, ani gumy, ani błyszczyka do ust – organizm nie może skojarzyć tej wody/oleju po smaku z jakimkolwiek innym pokarmem, bo nie zadziała). To w sumie nie dieta a sposób na „oszukanie” organizmu by czuł się syty po małej ilości kalorii z pokarmu. Mogę polecić (nie na wszystkich działa), ale odkryłem przy okazji obecnej diety coś jeszcze (dla siebie) lepszego :)
Potem miałem krótką przygodę z South Beach – nie polecam, źle się czułem, bo to nie dieta zgodna ze mną :P
Po kilku latach zrobiłem dietę 12 dniową – i byłem zadowolony. Nie schudłem jakoś spektakularnie ale 2-3kg mniej w 12 dni to już coś. Dlaczego takie dziwne diety wybieram? To bardzo proste – jestem wybredny, wielu rzeczy jeść nie lubię :) a „Shangri-la” niczego nie ogranicza, a ta 12 dniowa nie zawiera niczego, czego bym nie lubił. Lecz gdy znów chciałem ją zrobić 2-3 lata później, poległem niestety na kurczaku (no cóż, ok, tego aż tak bardzo nie lubię, zwłaszcza jak muszę sam sobie przygotować i to bez panierki…), nie dałem rady.
Ostatnio jednak moja waga wchodziła już w 59kg, co przy moim wzroście oznacza za dużo (56kg to mój „punkt równowagi” a to i tak też jeszcze nadwaga), spodnie się prawie nie dopinały itp., więc wiedziałem już, że coś muszę zrobić. Wcześniej trafiłem jeszcze na tą książkę: „Eat. Stop. Eat” i od czasu do czasu robiłem dzienną głodówkę (jak się dzień wcześniej najeść i nastawić psychicznie, to nie jest trudno wytrzymać), ale jednak za rzadko to robiłem (bo też jednak nie jeść cały dzień nie jest zbyt przyjemnie ;) ). Aż jakimś przypadkim trafiłem na dietę militarną! bez problemu do znalezienia w polskim necie, ja jednak wkleję sobie ten link, z którego ja korzystałem: dieta militarna – ta przykuła moją uwagę też tym oczywiście, że produkty lubię (poza tuńczykiem – nie przepadam ale mogę zjeść, i grejfrutem – to było najgorsze z całej diety, paskudny owoc). I tu się tak naprawdę zaczyna moja obecna dieta. Najpierw zrobiłem sobie jednodniową głodówkę, potem 3 trzy dni umiarkowanego jedzenia, następnie trzydniową dietę militarną (po niej na wadze było już 56,6kg!), a od tej pory po prostu dietę „ŻP” ;) (Żryj Połowę – jakby ktoś nie wiedział :D ), a tak poważnie – po prostu liczę kalorie :) Kalkulatory mówię, że przy mojej niezbyt ciężkiej pracy i ogólnie małej aktywności fizycznej (i niskim wzroście i ogólnie masie ciała) moje dzienne zapotrzebowanie kaloryczne wynosi około 1810 kcal, co oznacza, że jeśli chcę w bezpieczny sposób schudnąć, powinienem dziennie zjadać 1310-1410 kcal i tak też czynię. I ludzie… nie wiedziałem że odchudzanie może być takie proste! :) Wystarczy tylko liczyć te kalorie (kupiłem sobie piękny kalendarz i notuję ;) ), nie odmawiam sobie niczego (w odpowiednich ilościach). Nie czuję żadnego ograniczenia, a wiecie co mówią: jeśli nie widzisz siebie stosującego jakąś dietę przez dłuższy czas, to ta dieta nie jest dla Ciebie – a w tym ja siebie widzę! To liczenie kalorii to nawet fajna zabawa! (i zaspokaja potrzeby mojego wewnętrznego księgowego :D jak już schudnę, to chyba i tak ciężko mi będzie się od liczenia odzwyczaić :D ). Nie rozumiem czemu niektórzy ludzie mają z tym taki problem… ja dzięki temu wiele sobie uświadomiłem, sensowniej decyduję o tym co jem itp. Oooczywiście nie będę mówił, że się nagle zdrowo odżywiam, bo to jednak nie w moim stylu ;) znaczy jasne – staram się nie przesadzać z niezdrowym żywieniem, z resztą jak masz do dyspozycji 1300 kcal, to musisz tak wybrać, żeby się najeść, a wiadomo, że słodycze mają dużo kcal na mało masy… Ale nie znaczy to, że nie możesz zjeść kebaba i drożdżówki w jeden dzień – dokonałem tego :D (po prostu jesz na śniadanie pół drożdżówki podwójnej, na obiad kebaba, na kolacje drugie pół drożdżówki – całość ma właśnie miedzy 1300 a 1400 kcal, ale musiałem tak zrobić bo drożdżówki z PL przyjeżdżają do polskiego sklepu tylko jednego dnia tygodnia, a w pracy też chciałem kababa zamówić i akurat tego samego dnia zamawiali). Zmieniłem jednak o tyle nawyki żywieniowe… że nagle się okazało, że wcale nie muszę w pracy (przynajmniej na II i III zmianie) żreć bułki (300 kcal), a wystarczy jogurt (100 kcal) z łyżeczką… i tu się pojawia kolejny trick – łyżeczka łuski babki do tego jogurtu (to jest właśnie to „coś lepszego” od oleju i wody z cukrem – babka ma mniej kalorii a też pomaga osiągnąć uczucie sytości :) /a jeszcze jak sobie rozrobię z Danonkiem – czyli z jedynie 50g jogurtu, to robi się takie gęste jakbym ciasteczko jadł :D i naprawdę mi smakuje!/). I nagle się okazało, że po nocnej zmianie nie muszę rano w domu: „a krakersy sobie przekąszę, bo co tam 3/4 paczki krakersów, to takie nic…” (to „nic” ma ponad 750 kcal :D). Także zmiana II i III bez problemu, trochę gorzej jest wytrzymać na pierwszej… (znaczy w domu po pracy tyle godzin do wieczora itp.), ale też bez przesady, wiadomo że 1300 kcal to się za dużo słodyczy nie zmieści ale – inna zmiana nawyków – zamiast Grześka Maxi, ten mniejszy :D 36g – 190 kcal i wystarczy, a to nie jest aż tak dużo żeby tego nie można było w dziennej dawce 1300 kcal zmieścić :) Także wszystko się da, trzeba tylko mieć świadomość ile czego się zjada. I na całe szczęście moja Cola Light jest bez kalorii :D W ogóle wszystkie napoje powinny być bez kalorii, bo co to ma być, dostarczam ich z jedzeniem, to nie jeszcze z piciem ;) W każdym razie podsumowując: dziś rano 54,1kg! Chciałbym do 52 dobić… z resztą zobaczymy jak się będzie moja sylwetka kształtować… kiedyś w końcu wezmę się za ćwiczenia też ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Niekończąca się historia…

O, przypomniało mi się, że jeszcze nie napisałem o przedostatniej grupie (wsparcia)… (na ostatnią nie poszedłem, bo praca…)
Mianowicie rozmawiali o efekcie falloplastyki i jeden z chłopaków, który właśnie niedawno prawie skończył – czyli miał robioną plastykę żołędzia (na protezowanie chyba się nie będzie decydował), opowiadał jakie to praktyczne – idziesz, stajesz, sikasz przy pisuarze (podobno plastyka wygląda naprawdę dobrze), kończysz – proste, bardzo praktyczne :D No aż się zacząłem znowu zastanawiać czy by może… jednak… nie pójść w tym kierunku skoro to takie praktyczne :D Bardzo poważnie zacząłem się zastanawiać… aale potem… bo rozmawiali z chłopakiem, który raczej w ogóle nie planował tej operacji… jak zaczęli mu przedstawiać wizję możliwości typu: „możesz zostawić pod spodem to co masz teraz…” to już odechciało mi się słuchać :D (tak, dwa penisy sobie zostawiać… co ja mutant jakiś jestem? XD już nie mówiąc o tym, że po co w takim razie w ogóle coś dorabiać). Ale nie no, to nie o to chodzi że takie poboczne tematy mnie zniechęcają, bo domyślnie się przecież robi „normalną” falloplastykę. Po prostu czasem takie poboczne zniechęcające tematy przywołują mnie do rzeczywistości ;) czyli tego, że nie przekonuje mnie falloplastyka (najgorsze to chyba jest: https://www.youtube.com/watch?v=qaJCnMJvV60 – całe to pompowanie, a to genetyczny jest! a i tak dla mnie wygląda to po prostu… przykro – inaczej tego nie umiem określić, znaczy wiadomo że u nas każda opcja jest jakoś przykra ale dla mnie chyba jednak mikropenis jest najmniej przykry z dostępnych opcji ;) ).
No właśnie – nie przekonuje mnie. Ale… ale zawsze jest to „ale” i pewnie do końca życia będę się zastanawiał czy może jednak powinienem… Chciałbym mieć spokój od tego tematu ale spokoju chyba nigdy nie będzie (chyba że nastąpi jakieś przełomowe odkrycie i jakaś jeszcze inna opcja, na którą się zdecyduję).
Bo na razie to i pompowanie jest przykre i ryzyko jest mi niepotrzebne. Nie żeby to było aż takie ważne – zrobiłbym srs bez względu na ryzyko oczywiście, ale po prostu skoro u mnie tak dobrze poszło (nie mówię o rozmiarze :D ), to teraz już bym nie podjął każdego ryzyka ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

space cake

W poprzedni weekend byłem w Amsterdamie. Szkoda, że chyba tylko taka wycieczka w tym roku mnie czeka, bo miałem dużo wolnego, ale nie „urlop” i chyba takowego już nie będzie w najbliższym czasie… No ale nic, było też fajnie. I byłem w muzeum seksu :D Kupiłem sobie też kawałek ciasta, przywiozłem do domu, zjadłem tak jak zalecają i… nic szczególnego nie poczułem :D może odrobinkę rozkojarzenia jak po alkoholu i może większe odprężenie niż zwykle (np. zwykle jestem dość niezadowolony kiedy widzę moją listę zadań do zrobienia nie realizowaną, a tamtego dnia nic nie czułem w związku z tym :D ). Ale jak na kawałek ciasta za 7€, to jestem dość rozczarowany (zwłaszcza jak to ludzie pisali jakie to mieli silne efekty). A nie, sorry – byłem głodny jak cholera, głodny na tłuste (chipsy) i słodycze. Więc nie dość, że nic ciekawego to jeszcze na minus :P
Możliwości obstawiam dwie: a) podobno niektórzy są zupełnie niepodatni (no ale jednak głodny byłem bardzo…); b) jest tak jak z alkoholem – trzeba sobie „fazę wkręcić”. Tutaj nawet pisze: ” Inaczej czuje się introwertyk a inaczej ekstrawertyk pod wpływem maihuany”. Skłaniam się ku drugiej opcji (a nie zamierzam nic sobie wkręcać). Ale może jeszcze kiedyś, raz, dam szansę…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

nieporównywalne

Na ostatniej grupie (wsparcia) rozmawiali o tym jaki jest sens oglądania przez biegłego zdjęć z dzieciństwa – przecież nie każdy k/m ma zdjęcia na których jest super męski (czy raczej chłopięcy) i to z różnych przyczyn, a więc zdjęcia właściwie nic nikomu nie powiedzą. W sumie racja. Ale kiedy tak o tym gadali, tak się trochę zastanawiałem i zastanowiłem nad czymś innym – że właściwie nic innym niczego nie powie, nie odda, bo np. takie uczucie (które w dzieciństwie towarzyszyło mi bardzo silnie, dosyć długo) – ten strach przed wiszącą w szafie sukienką (że będę musiał ją ubrać)… Dlatego myślę, że ile by nie było w ludziach nawet dobrej woli, to jest coś, czego nikt nie zrozumie – dlatego że ja dziś też nie umiem tego uczucia z niczym porównać! W tej chwili (ani od ostatnich 10 lat) niczego nawet podobnego nie odczuwałem, serio, tego się nie da do niczego porównać… a jak się mocno zastanowić, to może trochę do chodzenia do znienawidzonej pracy – chociaż w tym stanie od dyskomfortu rodzi się raczej gniew niż przerażający strach.
Taka krótka refleksja na dziś, bo w kolejnej notce będę chciał do zrozumienia też nawiązać.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

social anxiety – wideo

1:18
1:37 (albo i całość od 1:18 do 1:46)
2:00
2:35
3:13 (i to wcale nie tylko w obliczu randek)
4:17 (z tym że to nie tylko lęk, ale też brak pomysłów na gadki-szmatki, a nawet nie tyle pomysłów co w ogóle o tym nie myślę :P )

Nie no, już tak źle nie jest, czasem nawet zamówię ta „kawę” bez ćwiczenia tego godzinami :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Ts i smutne narracje. Oraz trochę o życiu.

Kilka dni temu na forum pojawiło się pytanie: „jak postrzegacie „reprezentację” osób ts w mediach, obecnie, (…) uważacie, że takie smutne narracje są ok?” i się zaczęła dyskusja. Od kilku lat jest tendencja żeby nie było smutno, bo… argumentów nie chce mi się przytaczać ;) (no żeby nie robić z ts cierpiętników i takie tam), cóż, ja tu popieram zdanie A., który skomentował: „To nie są smutne narracje. To jest samo życie. Nasze życie.”
Ale potem zacząłem nad tym myśleć, jaka narracja byłaby najbardziej właściwa… Odpowiedziałem:

„Myślałem chwilę nad tym… i wymyśliłem! :) Proponowałbym przedstawić zwykłe życie spełnionej osoby, tak z 10-20 lat po tranzycji i do tego robić takie mega smutne wstawki z przeszłości – o, to by było moim zdaniem idealne odwzorowanie życia transa :P”

– tak właśnie uważam. A rozwijając tą myśl… myślę, że takie przedstawienie byłoby bardzo właściwe – osoba, która żyje normalnie („żyje normalnie” to mi się nie podoba, to określenie, raczej powinno być: która po prostu sobie żyje bez problemów na tle kwestionowania własnej płci), co najmniej normalnie, a może właśnie coś szczególnego osiągnęła, jest szczęśliwa (mnie uszczęśliwia właśnie to zwykłe życie, poprzez porównanie do tego co było, to… no nie ma porównania), więc generalnie szczęśliwa i pozytywna narracja. Ale dla kontrastu takie jakieś mocno smutne wstawki z przeszłości… taka historia miałaby wszystko co potrzebne – nadaje się na scenariusz filmowy :PP
Chociaż trochę się obawiam że nie udałoby się oddać tych smutnych momentów. Bo to są takie rzeczy, których osoby cis mogłyby nie zrozumieć…
Ale uważam, że najważniejsze to aby przedstawić kontrast – o tym też kiedyś na forum pisałem… że teraz nawet jak jest źle, to i tak jest o niebo lepiej niż kiedyś, więc teraz właściwe nigdy nie jest tak źle żebym sobie nie pomyślał, że i tak jestem szczęśliwy ;)

Ostatnio rzadko piszę właśnie dlatego – że jak jest dobrze, to właściwie nie mam o czym pisać, nie chcąc powtarzać się jak dobrze jest ;) Z resztą od zawsze odczuwałem większą potrzebę pisania kiedy było źle, niż kiedy było dobrze… I w ogóle nie chcę się powtarzać z jednej strony, ale z drugiej… to jednak jakąś potrzebę pisania mam nadal. Bo przecież jakaś moja droga samorozwoju nie skończyła się, właściwie to ona dopiero się rozwija, po prostu jest łatwiej i nie ma już na niej transseksualizmu… I chociaż nadal będę poruszał takie tematy jak w pierwszej większej połowie tej notki, to chcę chyba też pisać o innych rzeczach… i chociaż niby zawsze to robiłem, to jednak teraz mam potrzebę napisać o tym wyraźniej. Bo jest jeszcze ta kwestia, że trudno mi pisać teraz, że coś jest źle (a bywa, bo przecież jak u wszystkich, np. w pracy), bo po prostu – no to porównanie z przeszłością, w tym porównaniu co by się nie działo teraz, to będzie to cudowne i wspaniałe :P Taki to kontrast, tak – aż taki. Ale nie chciałbym o tym w kółko pisać, tylko czasem mi się wydaje, że muszę to w kółko powtarzać, bo bardzo by źle było jakby ktoś źle zrozumiał :P ), ale chcę się postarać jednak tego nie robić ;) Bo chciałbym więcej wpisów poświęcić jakimś zupełnie nie związanym tematom…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Podsumowanie 2017

Znów chciałbym napisać „ale dawno nie pisałem” ;) Teraz zmobilizowało mnie zakończenie roku – jeszcze nie było tak żebym nie napisał podsumowania… i w tym roku też tak nie będzie. Tylko ja się rozleniwiłem, jeszcze bardziej… (ale i też brak mi energii często, pracuję nad znalezieniem przyczyny – w sumie niewykluczone, że to może zbyt mała dawka testosteronu, jeszcze na kontroli nie byłem ale wspomnę i o takim podejrzeniu).
Zanim jednak przejdę do podsumowania, to wspomnę (żeby już zamknąć wszystko co w starym roku się działo), że jestem po kolejnej poprawce – to jednak ta lekarka mnie operowała tym razem… no ale w dzień operacji to już jednak mówiła co innego ;) tzn. wtedy to już wyraźnie widziała konieczny do uzupełnienia ubytek :P (Ach, wcześniej jeszcze odbyłem pielgrzymkę po szpitalu w celu rejestracji – ale no to tak jak przed poprzednią poprawką, to już nie będę się powtarzać…). Miała być poprawka tylko prawej strony, a jednak stwierdziła, że na lewą też by można odrobinę – no ok. Tłuszczu (podobno) napakowała, że już więcej się nie dało ;) no faktycznie blizna została oddzielona od mięśnia (mięśnia? chyba raczej kości, bo tam było mi żebra czuć) i tam jest uzupełniony tłuszcz – efekt? Noo jeszcze za wcześnie by ocenić ile się przyjęło, ale jak na ten moment… no lepiej, na pewno lepiej. Nie idealnie – to wiadomo. Na tą chwilę nie wiem czy to koniec czy nie… ale przynajmniej już się „nie zginam” w tym miejscu w pionie ;) Z resztą tak jak to teraz wygląda, to już być może wystarczyłyby ćwiczenia (na rozbudowanie mięśni) i byłoby bardzo dobrze – być może. Jeszcze pomyślę. Póki co pas ściągający przeszkadza mi bardzo, bardziej niż po poprzedniej poprawce :/ nie wiem dlaczego, może dlatego że to większa liposukcja była (jeszcze jak chirurg powiedziała komentując sińce na moim brzuchu, że to dlatego że mało tłuszczu miałem, no to był komplement roku – ja mało tłuszczu! XD ), za to ten cholerny pas tak mi się wgniata, że aż mam teraz brzydkie wgniecenie na brzuchu i obawiam się, że to mi tak zostanie… aaale i tak lepiej wgniecenie na bardziej płaskim brzuchu niż tłuszcz :D

No dobra, tyle tytułem wstępu, a teraz czas na podsumowanie właściwe ;)
Tradycyjnie już piszę o pracy – kolejny rok, kolejna „nowa” praca… ech, właściwe to nie chce mi się nawet o tym pisać.
Życie seksualne też się zatrzymało, bo chyba mi się już znudziło ;) tzn. rzeczywistość i tak nie przebija fantazji, więc na ogół nie chce mi się angażować w cokolwiek z kimkolwiek, bo szybciej, prościej i wygodniej jest włączyć nudevista :P
Właściwie jeszcze coś się zmieniło – związałem się, z dziewczyną – noo to chyba temat na osobną notkę zwłaszcza, że o życiu seksualnym napisałem jakby obok ;) no, chyba kiedyś rozwinę…
Wyjazdowo było średnio – Bruksela i Berlin. O ile Bruksela to jeszcze jakaś atrakcja była, tak Berlin to raczej hmm… po najmniejszej linii oporu – po drodze do PL, praktycznie bez kosztów ;) ale właściwie ma potencjał i jeszcze kilka rzeczy chciałbym tam zobaczyć, więc na pewno nie po raz ostatni. Więc właściwie to fajne miejsce jak się nie ma za dużo forsy – zawsze można wpaść po drodze :P
Książkowo za to całkiem nieźle – 39 książek przeczytanych, a jak tylko skończę tą notkę to skońćzę czytać 40 ;)

Tak zerkam o czym jeszcze rok temu pisałem… o końcu psychoterapii – tak, skończyłem. I nadal nie mam tych negatywnych myśli… :) za to tak jakby wszystko mi zobojętniało :D ale w tym sensie, to akurat dobrze i to dość przyjemne.
A jeśli mam ocenić realizację moich postanowień z zeszłego roku, to tak: wrócić (do ulubionego miejsca pracy) się nie udało, ale próbę poczyniłem (i zamierzam jeszcze powtórzyć), bo lepszego miejsca pracy nie znalazłem (jedynie gorsze ;) ale powiedzmy drugie w kolejności… może chociaż w tym uda się zostać…). Ślub się przesunął :D Instagram… wrzucałbym gdyby nie to, że mi się na komórce krzaczył, co oczywiście mnie zniechęciło… W kierunku obywatelstwa to mi się na razie działać nie chciało, bo miałem sporo innych urzędowych spraw na głowie (hej, w tym roku stałem się (współ)-właścicielem nieruchomości, więc inwestycje i te sprawy ;) ), ale to nie ucieknie. Ćwiczyć regularniej to może nie tyle się udało, chociaż było tego trochę więcej niż w roku 2016… A i nietolerancję laktozy udało się potwierdzić – więc jednak… ale nie zawsze mi szkodzi… ale szkodzi, no w każdym razie przynajmniej trochę w tym roku zaczęło mi się poprawiać jeśli chodzi o problemy trawienne (ale to i po różnych Espumisanach – nic nie daje, oraz węglu – to daje). Z medytowaniem to podobnie jak z ćwiczeniami – było tego trochę więcej ale raczej na początku roku ;)

Czy mam jakieś plany na ten rok? Nie, tzn. postanowień nie robię :P

Nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał o M… (a raczej po prostu dziwnie bym się czuł gdybym nie wspomniał), zwłaszcza, że ostatnio znów więcej o nim myślę… Albo raczej o sobie myślę więcej – o tym, że mi brakuje… chyba tego pożądania… Może jestem dziwny, może jestem inny, może jestem inny niż wszyscy ludzie na świecie ale kurcze nie przechodzi mi (przypominam: od dwóch lat go nawet nie widziałem i na FB też daaawno już nic nie wrzucił), a ostatnio najbardziej dokucza mi myśl (złość właściwie to jest chyba, taka emocja), zły jestem że nie miałem okazji go lepiej poznać – być może czymś by mnie zraził a tak to… no taka złość.

Właściwe jeszcze jedna sprawa – jakiś czas temu dostałem maila z platformy blog.pl: „31 stycznia platforma blog.pl zostanie zamknięta” – hmm… no tak trochę smuto… to było moje pierwsze miejsce i mimo że się popsuło, to sentyment pozostał… ale cóż, wszystko przemija… Jak ktoś jeszcze tam bloguje, to pamiętajcie żeby się na czas przenieść!

Szczęśliwego nowego roku…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | 1 komentarz

Przetoki, czerwienice i inne tam takie transowe sprawy (i plany jeszcze jednej poprawki mastektomii)

Dawno nie pisałem, choć właściwie miałbym o czym…
Dziś jednak o czymś innym, takie tam dwie (a może i trzy) transowe sprawy…

Jakiś czas temu na Niebieskim Forum ktoś szukał urologa – bo ma przetokę po metoidioplastyce… Strasznie mnie to tak jakoś poruszyło… pewnie lekarze polscy są mu w stanie tylko odwrócenie operacji zaproponować… i tak sobie pomyślałem ile ja w tym nieszczęściu jakim jest transseksualizm ogólnie miałem jednak szczęścia… wsparcie rodziny, w miarę szybka i bezproblemowa tranzycja, pieniądze na operacje też się jakoś znalazły, no i samo przejście tych operacji, zwłaszcza właśnie metoidioplastyki – bez żadnych komplikacji od momentu gojenia… warto to docenić…

Tym razem całkiem niedawno na tym samym forum pojawił się wpis kogoś o wynikach krwi – kolejna „normalka” na hormonach – szybująca w kosmos ilość krwinek czerwonych… Też dramatycznie zabrzmiało, zwłaszcza rokowania: „czerwienica nieleczona – 4 lata, leczona – 15 lat”. 15 lat życia w wieku 30-40 lat to tak średnio ;) ale… tak sobie pomyślałem, że co z tego – żyję już 10 lat, dokładnie 10 (hej, pod koniec września minęło 10 lat! – zapomniałem napisać o tej chyba jednak najważniejszej w moim życiu rocznicy!), a to już o wiele więcej niż kiedyś przypuszczałem… nawet gdybym miał umrzeć jutro, to warto było :) Nawet gdybym umarł pięć lat temu to i tak byłoby warto. No bo co to w ogóle za dylemat – jak żyć a nie żyć… bez korekty, to nie byłoby życie. Mojego obecnego życia, ani jednego dnia, nie zamieniłbym nawet za 80 lat tamtego „życia”.

Noo chociaż ja jeszcze mam przed sobą kolejną korektę mastektomii. Ta poprzednia, rok temu – jest teraz ładniej, jasne, ale idealnie nie jest, pewnie nie będzie. Pewnie nie wychodzi idealnie u niemal nikogo ;) Ale trochę żałuję, że nie poszedłem (na tą poprawkę znaczy) do jeszcze innego chirurga plastycznego – takiego, który transseksualistów dużo operuje, wtedy nie wiedziałem że mogę tam iść na konsultacje… myślę, że mogli zrobić tą poprawkę jeszcze bardziej, no i wiem że trochę inne opatrunki robią zaraz po operacji – może blizny w mniejszym stopniu by się rozciągnęły… a z drugiej strony może nie zalecają silikonowych kompresów, które miałem ja, a te z kolei widzę że super wpływają na fakturę blizn. No w każdym razie byłem miesiąc temu na kontroli… Przyjęła mnie zaś lekarka zamiast chirurga, który mnie operował. Babka jakaś taka mi się wydała: „dobra no, zrobiliśmy cośtam, nie jest najgorzej, idź pan już stąd” ;) ale się nie dałem spławić ;) Mówię, że jest ok, blizn bym już nie ruszał, ale to co mi przeszkadza, to jeszcze ta „dziura” z prawej i czy coś można z tym zrobić… Przyznała, że można jeszcze uzupełniać tłuszczem. Powiedziałem, że wobec tego chcę jeszcze pouzupełniać ;) Zadzwoniła gdzieśtam zapytać czy nie potrzebuję kolejnej zgody kasy chorych, ale jej chyba powiedzieli, że nie, no to: „Jak nie, to nie, to piszemy operację…” no i za 4 tygodnie będę mieć tą poprawkę – ma być już tylko jedna strona, uzupełnianie tłuszczem, niby niewielki zabieg ale jednak ze 2 dni w szpitalu i tydzień-10 dni zwolnienia… No i oczywiście ryzyka jak zawsze – może się nie przyjąć tłuszcz, może się mało przyjąć… wiem wiem, ale mam nadzieję, że się przyjmie wystarczająco dużo, bo wolałbym aby to była poprawka ostatnia… (zwłaszcza, że jak sobie pomyślę, że znów czeka mnie to samo co wtedy, to robi mi się gorzej…). Cóż, zobaczymy. I tak mam dobrze, że przynajmniej za darmo.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Berlin – 13.08 (+Gross-Rosen, +Ślęża, +OTM…)

Zanim mi znowu zaległości urosną w kosmos (choć już zaczęły rosnąć), opiszę sobie kolejną „wycieczkę”. Choć właściwie trudno to nazwać wycieczką, skoro po prostu zboczyłem lekko z drogi do PL i zatrzymałem się na jeden dzień w Berlinie żeby pozwiedzać, to to nie był wielki wysiłek (ani koszt) :P
Jak zwykle do PL się dosyć spieszyłem, chciałem do Berlina zajechać w sobotę, ale za punkty PayBack zamówiłem sobie powerbank i oczywiście nie zdążył przyjść… z dużymi wątpliwościami postanowiłem z tego powodu poczekać do soboty (może przyjdzie) i już bez dalszej zwłoki jechać w niedzielę. To był dobry wybór, bo powerbank przyszedł (i się przydał). Kolejne moje wątpliwości dotyczyły wyjazdu – czy na noc ruszyć i przespać się na parkingu pod miastem, czy wyspać się w domu ale wcześnie rano wstać i ruszyć… Osobiście uważam pierwszą opcję za lepszą, bo w jej przypadku wstaję i od razu zwiedzam, a nie zwiedzam po 3-4h jazdy (gdzieś tyle mam do Berlina). Ostatecznie zrobiłem jak zwykle jeszcze inaczej ;) mianowicie trochę pomiędzy: ruszyłem w środku nocy i tyko krótko przespałem się rano na parkingu… Potem wstałem i ruszyłem już na parking P+R przy samym Berlinie. Wcześniej oczywiście w necie obadałem wszystkie okoliczne P+R parkingi (tak, wszystkie z tej strony na mapie sprawdziłem) pod kątem tego, który by mi najbardziej pasował – to znaczy żeby był możliwie jak najdalej od centrum, a jak najbliżej autostrady A10 kierunku Hannover-Berlin (i w ogóle najbliżej jakiejś autostrady). Wybrałem kilka (zawsze tak robię, w razie gdybym na pierwszy nie trafił albo coś mi nie pasowało), jako pierwszy „P+R Wannsee” i na nim zostałem (bo trafiłem i wszystko było ok). Poza tym, że on nie jest tam gdzie pokazuje mapa (tam też jakiś parking jest ale płatny i to nie P+R), P+R jest wzdłuż Nibelungenstrasse, ale nie było trudno znaleźć, bo był szyld na Potsdamer Chaussee, którą nadjechałem (a wcześniej z A10 na A15 i to już było bardzo blisko). Więc odetchnąłem z ulgą, że tak łatwo poszło i nie wpakowałem się w jakieś centrum… Wprawdzie stałem prawie na skraju i trochę to takie było dla mnie średnie, ale wszystko było ok. Ruszyłem na stację… czegoś, żeby dojechać do centrum :D Najbardziej polecany był S-Bahn i to też wybrałem. Na przystanku automat biletowy, kupiłem bilet dzienny za 7,70€ (ale wystarczyłby ten za 7€, bo to była druga strefa jeszcze, nie trzecia, ale że nie byłem pewien, to nie chciałem ryzykować o 70 centów), trzeba go tam było też skasować – znaczy tak myślę :D na wszelki wypadek skasowałem ;) Plan na zwiedzanie miałem taki, żeby się dostać na Tiergarten i dalej spacerem w kierunku Bramy Brandenburskiej, Reichstagu itd… I tak też zrobiłem (S-Bahn na Tiergarten, dalej na pieszo). Na pieszo Kolumna Zwycięstwa, Brama Brandenburska, Reichstag, Pomnik Pomordowanych Żydów, (do tego momentu doszedłem jak zwykle z mapką wydrukowaną, ale już od chwili wcześniej zacząłem myśleć, że czemuż ja nie wydrukowałem jednak też mapki komunikacji miejskiej… nie wydrukowałem, bo zawsze jak do tej pory znajdowałem mapę gdzieś na miejscu – w Paryżu na recepcji hotelu, w Londynie chyba dostaliśmy od przewodnika, w Amsterdamie kiedyś mapę znalazłem, w Brukseli też znalazłem na ulicy, więc do Berlina pojechałem z tym samym przekonaniem – że jakąś znajdę na ulicy :D …i znalazłem! :D właśnie w tym momencie odchodząc od jednego pomnika i próbując znaleźć drugi myślałem o tej mapie komunikacji miejskiej i w ogóle wyraźniejszej mapie miasta… i idę i leży! – tak to się robi! ;D), Pomnik pamięci homoseksualistów prześladowanych przez nazizm (mało okazały ;) ) i tam dalej po drodze – Katedra Francuska, Katedra Niemiecka, Sala Koncertowa, Bebelplatz z „Pustą Biblioteką”, Katedra Berlińska, Wieża Telewizyjna, Czerwony Ratusz, aż do Alexanderplatz. A z Alexanderplatz metrem na Potsdamer Platz z jego Sony Center i… i zanim poszedłem dalej, zatrzymał mnie miły pan wyglądający jak z sekty (czarne spodnie, biała koszula :D ), znaczy paru ich tam było przy straganie z furą książek (znaczy jedną książką w różnych językach). I mi coś zaczął gadać o teście na stres. Nie zwykłem uciekać w popłochu od takich akcji (choć to, że będzie próbował coś sprzedać było bardziej niż pewne), to się zgodziłem. Podał mi tam jakieś urządzenie (dwie rurki, czy raczej dwa obłe kształty na kabelkach, które trzymało się w rękach), zadawał pytania (zastrzegając, że nie muszę odpowiadać jeśli nie chcę, nie odpowiedziałem tylko na jedno: „jakie przeżycia z przeszłości wywołują negatywny wpływ na twoje obecne życie” – przecież nie będę tłumaczył facetowi na ulicy kwestii transowych :P bo na pytanie: „czy coś z przeszłości ma negatywny wpływ” niby coś drgnęło na tej maszynie), ogólnie powiedział że jest ze mną nieźle (wiem, lata pracy nad sobą ;) ), jedynie kilka drobnych kwestii, a potem oczywiście przedstawił książkę „Dianetyka” (która na pytanie ile kosztuje, „kosztuje 20€ ale my tu sprzedajemy za 10€”). 40zł jak za książkę (choć grubaśną – przyznaję), to też niemało, ale szybko sobie pomyślałem, że poza tym (trzema widokówkami i tam jakimś Bratwurstem) nic tutaj nie zamierzam kupować, więc niech tam mam choć taką praktyczną pamiątkę z tego Berlina :D i wziąłem (oczywiście po Polsku, a jakże, polską wersję też mieli ;) gratis dostałem jeszcze dvd ale to już po niemiecku /jeszcze nie oglądałem, a do książki też nie zajrzałem, ale przyjdzie czas/). Do tego dostałem ulotkę, odszedłem i czytam: „Scientology Kirche Berlin” – haha, no mówiłem że sekta! :D (ale jako że „‚Sekta’ – oto jak większe religie nazywają mniejsze” to mnie to nie razi wcale, bo nie uważam że religia=dobro, sekta=zło, tylko religia=sekta, a poza tym poznałem Świadków Jehowy, katolicyzm /oczywiście/, satanizm, coś tam liznąłem religie dalekowschodnie, to chętnie poznam i scjentologów, nawet fajnie że się tak złożyło, a może z tej dianetyki da się coś ciekawego wyciągnąć /choć ni cholery nie wierzę w prawdziwość tego testu, zwłaszcza wykonanego w takich warunkach ;) a swoją drogą to był E-metr, można tu o nim trochę poczytać/).
Wracając jednak do relacji z wycieczki – no więc stamtąd poszedłem do muzeum „Topografia Terroru”, które oczywiście interesowało mnie najbardziej ;) i spędziłem tam ponad dwie godziny (przy okazji ładując komórkę z powerbanku – wybrałem w miarę mały, a możliwie dużej pojemności, wystarcza na 2,5 raza ładowania mojej komórki, więc super, na jednodniowe /nawet dwu/ wyjazdy świetna rzecz, jestem zadowolony zwłaszcza że naprawdę za darmo). Następnie udałem się na East Side Gallery gdzie oczywiście najpopularniejszym fragmentem był ten :D (mnie się nie udało zrobić zdjęcia bez nikogo na nim ;) ), a potem to już powrót na parking i w dalszą drogę do PL…
Oczywiście są miejsca, których nie zdążyłem odwiedzić (nawet całkiem sporo), Berlin ma potencjał… np. tam koniecznie chcę się wybrać, tam pewnie jest ładnie no i Reichstag od środka… Ale też nie miałem parcia, żeby wszystko na raz – to miasto mam praktycznie po drodze, zboczenie z trasy kosztowało mnie jakieś może 40km, więc to żaden koszt i żadna droga, można odwiedzić jeszcze nie raz :) I zapewne tak zrobię.
Całkowity koszt „wycieczki” to jakieś 25, może 30€, razem z drogą i zakupami :)

Żeby się nie rozgrabniać na kolejne notki, to powiem jeszcze:
19.08 – Muzeum Gross-Rosen
20.08 – Góra Ślęża
i oba dni bardzo udane :) a:
2.09 – MPS Hamburg i też było bardzo fajnie :)
I to tyle moich tegorocznych wojaży, bo środków na ten cel i na ten rok brak :P Aaale za to w przyszłym… miejmy nadzieję będzie lepiej ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | 2 komentarze

„Yes, I post naked selfies online – why shouldn’t I?” ;)

Dzisiaj mija rok od pierwszego dnia mojego nowego życia ;) od chwili, od której nie mam żadnych negatywnych myśli na swój temat. To znaczy nie wiem czy można to tak sztywno określić – czy to było dzisiaj rok temu, czy może był to proces, który trwał miesiąc czy dwa, a z resztą jakieśtam mgiełki negatywnych uczuć pojawiały się i później, ale jednak to coś innego, już nie takie jak przed tą datą, dla mnie osobiście to jest pewna rocznica.
I kto powiedział, że na seksie nie buduje się poczucia własnej wartości? ;P

Poza tym, że tak zacytuję znaleziony gdzieś kiedyś komentarz:

„(…) but in seriousness, this is one thing promiscuous sex can do well — bring intimacy and connection between people — truly enjoying them and their company –, and seeing how wonderfully human and beautiful they can be to you, … with people whom you’d normally not ever associate with in „normal” life. personally, i think anything that helps us feel good about each other has something intrinsically good in it.”

Oraz także drugi:

„Dlaczego seks nie może być elementem przyjemności życiowej – tylko wyznacznikiem moralności.”

– DOKŁADNIE! też zupełnie tego nie rozumiem…

Ale wracając do początku notki – poważnie, kolosalny postęp. Wręcz ostatnio stwierdziłem np., że już nie mam potrzeby niczego więcej przepracowywać emocjonalnie – książki jakie miałem na ten temat w folderze „do przeczytania” albo wyrzuciłem, albo przełożyłem do folderu z książkami, które chcę zachować (może kiedyś jeszcze odczuję potrzebę żeby je przeczytać). Chociaż zostało kilka, które mimo wszystko chcę przeczytać – coś o lęku społecznym i coś o akceptacji siebie, ale bardziej z ciekawości niż dlatego, że mam tu jeszcze jakieś potrzeby :) Także super, bardzo się cieszę, że jestem w tym miejscu :)

Skoro już tak tematycznie, to:
„Why I post naked selfies online and you should too” – dobry artykuł, polecam.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Takietam o płci, aktywizmie, ignorancji, preferencjach…

Czasami te tematy płci, zagadnień itp. wydają mi się autentycznie ciekawe i to że inni ludzie się w nie w ogóle nie zagłębiają uważam za pewną ich stratę. Ale czasem (i chyba niestety częściej) czuję tym przesyt. Zwłaszcza jak wchodzą na tematy non-binary/genderqueer i zawartości płci w płci i czuję, że nie nadążam (a co gorsza nadążać nie chcę i już czuję jakie będą do mnie pretensje, że wolałbym być ignorantem ;) ale tak, czasem wolałbym, tak się łatwiej żyje) i tak dalej… to myślę, że wolałbym jednak być poza tym, tylko nie mam tego przywileju. Myślę, że każdy z nas ma gdzieś tą granicę, za którą leży pewna ignorancja i pewne „nie obchodzi mnie” (bo gdyby tak nie było, to człowiek musiałby całe swoje życie poświęcić na altruistyczny aktywizm, a na to nie mam ochoty, moje życie to nie tylko LGBT, chcę też czasem porobić coś innego, skupić się na czymś zupełnie innym).
Ale wracając. Daleki jestem od wspierania takiej postawy braku walki o więcej, bo to mi się kojarzy z „no co już ci homoseksualiści wymyślają – nie wystarczy że są akceptowani, to jeszcze by chcieli jakieś zalegalizowane związki – takich przywilejów im się zachciewa” – no nie, nie idźmy w tym kierunku ;) ale z drugiej strony jest taki temat o którym niedawno na TS forum była dyskusja – mianowicie czy shemale-loverzy są hetero :D Ja już kiedyś o tym pisałem krótko – że orientacja jest psychoseksualna i trudno mówić że facet, któremu się ktoś np. taki podoba jest gejem – no heloł! :D (a w drugą stronę – jak ktoś podał przykład Buck Angela pisząc: „no prześliczna biologiczna kobieta to jest” XD no, już widzę jak hetero faceci na „nią” lecą :D ). Wiem że my ts zaginamy definicje ;) – sorry, większość z nas wolałaby nie ale fakty są jakie są. Zaginamy, no ale heloł – nie aż tak! ;)
Btw. taki cytacik:

D.: „penis schrodingera… jeżeli facet nie wie że masz penisa to seks/masturbacja jest i nie jest hetero”

:D :D :D

Ale to jest jedna strona tematu, druga to jest akceptacja bądź nie. A nawet nie tyle akceptacja co atrakcja. taki link – uważam, że ma rację, taki – uważam, że nie ma. Co to za terror w ogóle, że każdy musi pałać atrakcją do wszystkiego? Jedni faceci lubią duże biusty i małe im się nie podobają – i jest to totalnie w porządku (tak uważam). Masz mały biust i podoba Ci się facet, który lubi duże? masz pecha, to się czasem zdarza, kijem Wisły nie zawrócisz (chociaż możesz powiększyć biust operacyjnie – czy warto tak robić dla faceta? moim zdaniem nie, moim zdaniem warto tak robić tylko dla siebie, jeśli się samemu chce, ale każdy ma prawo decydować o sobie i zrobić tak nawet dla kogoś). Owszem, to może być przykre, no ale trudno. Bo z drugiej strony są przecież ci, którzy lubią tylko małe biusty. Cała rzecz polega na tym, żeby się dobrać wg swoich preferencji (lub iść na kompromis jeśli są rzeczy ważniejsze :) ). Jest jeszcze oczywiście trzecia grupa, dla której wielkość biustu nie ma znaczenia. Podczas gdy mam wrażenie, że dyskusje na transowych forach wyglądają tak, że przychodzi ktoś i pisze, że niee i kobieta bez SRS to już nigdy nie znajdzie faceta, chyba że jest niehetero (tak jakby absolutnie wszyscy patrzyli tylko na wygląd… owszem, faceci są wzrokowcami, sam o tym wielokrotnie pisałem i nie neguję, ale no jednak nie wszyscy są aż tacy straszni ;) ), po czym przychodzi ktoś i pisze tak, jakby w ogóle nie dawał prawa z kolei nie akceptować kogoś bez srs jako partnera seksualnego. A ja uważam, że obie strony są w błędzie. Jak nie lubisz, no to nie lubisz, no trudno, kobieta z penisem musi to zaakceptować. Możesz nie lubić, to całkowicie normalne. Moim zdaniem to preferencja i jak każda inna – może być silna albo nie. Tak jak z tym biustem. Nie inaczej jest z wielkością penisa – żeby nie było że nie mogę odnieść do siebie.

Tak naprawdę to miał być wstęp do czegoś ale zgubiłem wątek i ponieważ nie odnalazłem go przez sporo dni, to już wrzucam to co do tej pory napisałem ;)

Na koniec jeszcze taki mały żarcik z tego samego forum (zamieszczony w Boże Ciało):

J.: Powiedzcie, jakie są postulaty ludzi idących w dzisiejszych paradach?

A.: „Polska katolicka!”, „stop islamizacji europy!”, oraz „równość – czyli równi i równiejsi” :)
Aż wstyd, że nie byłaś.. :D

:D :D

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 2 komentarze

PlanetRomeo i inne takie…

W sumie to zaplanowałem sobie, że pójdę o 4:00 spać, wstanę dla odmiany o 12:00 (a nie za pięć 13:00), pojadę (samochodem zapewne, bo rowerem to za duży wysiłek o tak wczesnej porze rano ;) /i ‚wogle’ za długo, a ja muszę zdążyć wrócić i zjeść śniadanie przed pracą/) na zakupy, żebym odwalić je w piątek i chociaż raz w sobotę nie musieć wychodzić z domu (i móc się wyspać np. do 14:00 :D bo wstając o tej 13:00 ani razu w tym tygodniu nie byłem wyspany… pomińmy milczeniem tą patologię ;) ), a tu jak widać jest już po 4:00 a ja zaczynam pisać notkę (zaczynam o 4:20). I w sumie tak humorystycznie zacząłem (żeby nie było: dziś to musiałem wstać o 8:00, stąd niewyspanie, aczkolwiek jak już załatwiłem to co musiałem, wróciłem się położyć i w rezultacie znów pobudka o 13:00 i niewyspanie ;) a we wcześniejsze dni albo mnie budziła poczta albo telefony, albo jedno i drugie), a to nie miała być humorystyczna notka w sumie. No ale skoro już tak zacząłem o przyziemnych sprawach, to czuję jak mi brakowało żeby o tym też od czasu do czasu napisać… to już pójdę za ciosem i napiszę, że dziś to byłem na teście na nietolerancję fruktozy (i chyba nie mam, aczkolwiek pewną reakcję dało się zaobserwować), jeszcze dwa przede mną (laktoza i cośtam – jakiś słodzik), dopłacić trzeba było za „materiały”, pani mówi: 2,30€ – Ale za wszystkie trzy? – Tak. – lubię ten kraj :D Tak jak kiedyś poszedłem do apteki z receptą (wtedy – btw. ze 4 paznokcie mi po tej chorobie częściowo zeszły, na jednym mam do dziś fałdkę, bo odrasta wciąż z takim schodkiem w miejscu gdzie stary zszedł ;) ), a pani mi mówi co do jednego leku: „Ja sprawdzę tańszy odpowiednik” – ja już w strachu, to ile to będzie kosztowało, że aż tańszego szukać trzeba? czy ja mam tyle kasy w portfelu? czy ja mam tyle na koncie?! Po czym pani mi mówi: „To będzie razem 4,20€” :D (a ja już się zdążyłem nastawić mentalnie na jakieś 10-20 razy tyle :D ) i jeszcze dostałem wtedy naklejki, karty i magnesy na lodówkę za free. Lubię ten kraj ;D

No ale do rzeczy – nie poszedłem spać, bo przeglądałem PlanetRomeo. Postanowiłem sobie raz a porządnie przejrzeć (żeby niczego nie żałować) i konkluzje są takie: możesz tam wyszukać faceta po kolorze oczu, wzroście i naturalnie wielkości penisa, ale nie możesz po preferencjach – czy jest np. domatorem, czy imprezowiczem, śmiały czy nieśmiały – super :/ Tak więc wczoraj przejrzałem ponad 200 profili facetów w wieku 26-38 lat do 175cm wzrostu z okolicy (no wiadomo, nie wszystkie czytałem, jak któryś miał głupi skrócony odpis to darowałem sobie nawet wchodzenie, ale resztę przejrzałem). Nie podobał mi się żaden (no ale to tam powiedzmy nie aż tak istotne), żaden tekst nie zabrzmiał szczególnie interesująco (z tych, którzy w ogóle mieli jakiś tekst). Dziś wyszukałem tych o wzroście 175-180cm (nie zawężałbym takiej kategorii ale chciałem jakoś podzielić, żeby nie mieć za dużo do przeglądania na raz), przejrzałem… no już nie tak dużo, ale tak z 1/3 i tu mi się nawet kilku spodobało, ale to wyłącznie z wyglądu. I ogólnie to meh… mam takie poczucie, że to nie tak powinno działać. Och, oczywiście na pewno na takich portalach też jest sporo fajnych facetów ale… mnie to jakoś nie przekonuje. Tylko się utwierdziłem w przekonaniu, że nie chce tak, nie chcę poświęcać swojej energii na szukanie igły w stogu siana, nawet jeśli ona tam jest… wolałbym poświęcić tą energię, na dotarcie do kogoś, na kim mi zależy – na przykład na M.
I to tyle co mam dzisiaj do powiedzenia ale temat chyba nie jest zakończony, to pewnie jeszcze zedytuję tą notkę…

Idąc o 5 spać, do 12:00 to i tak 7 godzin, powinienem się wyspać jakby mój organizm był normalny XD

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Taka reklama ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Zabezpieczony: Bruksela – 27.05.2017

Ta treść jest chroniona hasłem. Aby ją zobaczyć, podaj hasło poniżej:

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Kochać bardziej niż siebie?

Mam właściwie kilka takich krótszych tematów i znów mi się zaczynają zbierać w pliku, więc może dzisiaj o kochaniu nad życie. Zainspirował mnie post na forum pewnej t* m/k, a konkretniej fragment:

A: „ale są na tym świecie ludzie których kocham bardziej niż samą siebie i pozostaje mi trwać w tym stanie który sama sobie przygotowałam.”

Skomentowałem:

„Hmm, a w moim świecie nie ma takich ludzi (i nigdy nie będzie, bo na to nie pozwolę), kocham siebie najbardziej na świecie, (…). Zastanawiam się czy to dobrze czy źle… (już się zastanowiłem – uważam, że to dobrze :P ).”

– to prawda. I długo i ciężko walczyłem o ten stan.
Wielu ludzi myśli, że powiedzenie: „kocham bardziej niż siebie” zasługuje na docenienie i pochwałę oraz podziw, a ja uważam, że to głęboko przykra sytuacja. Chciałbym napisać tu coś mądrego ale nie wiem czy potrafię… Nie wiem… po prostu jak musi być przykre życie złożone w ręce innych? PRESJA jaka na nich spada, na tych niby tak bardzo kochanych – to jest też przerażające. To częste w relacji rodzic-dziecko. I chociaż rodzic może świadomie nie wywierać presji, uważać, że kocha dziecko bezinteresownie, to jednak to tak nie działa. Jeśli ktoś słyszy, że jest kochany przez kogoś bardziej, niż ten ktoś kocha samego siebie, to jak może nie powstać presja? (i jeszcze potem temu dziecku się wydaje, że to normalna sytuacja i też powinno swoje życie złożyć w ręce innych…). I tak się ciągnie takie błędne koło. I bardzo często po latach okazuje się, że jednak nie, że dziecko takie usłyszy pretensje – jak mogło studiować np. malarstwo zamiast prawo. Albo co gorsza w ogóle nie studiować (jak można niszczyć tak życie osobie, która przecież je kochała bardziej niż siebie!) Albo nic nie usłyszy, faktycznie ani słowa skargi. Lecz samo będzie stłamszone i zdecyduje się żyć swoim życiem np. dopiero w wieku 50-60 lat – gdy jego rodzice już umrą.
To samo tyczy się z resztą także dzieci z małżeństw, które trwają tylko „dla dobra dziecka…”
Jakie smutne można zgotować życie osobom kochanym „bardziej niż siebie”, to mnie przeraża. Można nic nie robić, można mieć faktycznie tylko dobre intencje. Co nie zmienia faktu, że to nie jest zdrowe moim zdaniem.
Podobnie ma się sprawa ze związkami – nierzadko widzę wyznania o miłości nad życie, takie teksty w stylu: „gdyby ona mnie zostawiła, to bym się zabił” – faktycznie, fajnie :/
Ludzie, to nie jest postawa godna pochwały, to jest postawa godna zapłakania nad nią (ja wręcz czuję jakiś wstręt do takiej postawy). Coś we mnie krzyczy że bardzo nie tak powinno wyglądać życie ludzkie – że dzieci, żony, mężowie, chłopaki, dziewczyny, rodzice i partnerzy są istotami które nam towarzyszą na różnych etapach życia ale nie są ani przedłużeniem nas, ani naszymi avatarami… Nie po to dostaliśmy (od Boga, Wszechświata czy w cokolwiek wierzysz) samoświadomość, żeby uzależniać swoje szczęście od innych!
Owszem, ja też bardzo chcę mieć dziecko, ale nie wychowam go (a przynajmniej bardzo nie chcę) w taki sposób żeby mieć kogo kochać nad życie, a wychowam (a przynajmniej bardzo chcę) na osobę, która będzie siebie kochała! bo mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach prawdziwą sztuką jest kochać siebie. Pomyślcie tylko: gdyby każdy kochał siebie najbardziej, to każdy byłby kochany przez kogoś najbardziej! I wtedy można wychodzić do ludzi jak równy do równych, pewny siebie, zadbany (w końcu dbamy o naszych ukochanych). Bez deficytu miłości. Nikomu nie być nic dłużnym, od nikogo nie oczekiwać niczego (żadnego poświęcenia).

Jeżeli powołałeś dziecko na świat, to jesteś odpowiedzialny za to aby miało co jeść i atmosferę sprzyjającą życiu w spokoju, żeby mogło się rozwijać. Ale nie za jego szczęście!! Za to jest odpowiedzialne ono samo. A poza tym nie wiesz czym dla niego będzie szczęście (a jeśli uważasz, że wiesz, to znaczy że projektujesz swoje przekonania na nie – co poniekąd ma sens, bo to Twoje dziecko, Ty je wychowałeś/aś więc ono pewnie będzie podobne, ale to nie jest twój klon, zawsze się możesz pomylić). Nie dla wszystkich dzieci szczytem szczęścia będzie pełna rodzina.

Jeżeli jesteś w związku, to mówienie, że kochasz swojego chłopaka/dziewczynę bardziej niż siebie nie brzmi dobrze, nie brzmi, naprawdę.

Edit (29.06, 3:07): I jeszcze taki fajny filmik, wpasowuje się w treść notki:

(btw. Kamila ma piękny głos, bardzo przyjemny dla mnie, bardziej niż wiele kobiecych głosów które są za bardzo „świszczące” ;) ).

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 3 komentarze

#1319

Dawno już nie pisałem niczego tak prywatnie, co u mnie… Ostatnie kilka postów wygląda wręcz jak jakiś transowy przegląd prasy ;) albo blog czytelniczo-recenzencki… no ale tak od początku bloga jest, że jak się dobrze czuję, to właściwie nie mam co pisać. I to dobrze (że się dobrze czuję), a nie chciałbym też pisać o jakichś bzdurach, chociaż też pisywałem ale teraz im pokaźniejsze jest archiwum, to wolę jednak być bardziej rzeczowy. Chcę jednak zanotować sobie, że chyba powoli się ogarniam – znaczy zauważyłem to już jakiś czas temu, a teraz tylko się w tym utwierdzam. Zniknęły wiecznie otwarte karty z przeglądarki (o tym już pisałem), a wcześniej eliminowanie przedmiotów materialnych (pisałem w tej samej notce) i jakoś udało mi się to dalej pociągnąć – mam co raz mniej książek do przeczytania (bo je czytam), co również ogromnie mnie cieszy (chciałbym kiedyś znowu po prostu wybierać co chciałbym przeczytać nie mając nic w kolejce, a nie tylko wybierać z tej kolejki… – to jeszcze trochę potrwa ;) ), ostatnio mam nawet co raz więcej czasu jakby – czuję większy luz… W tym z kolei pomogła wtyczka do przeglądarki, która pozwala nadawać własne style – dawno już „przerobiłem” YouTube tak żeby suwak postępu mi nie znikał (moje małe skrzywienie – lubię widzieć cały czas ile już/jeszcze filmu mam do obejrzenia, inaczej się niecierpliwię, tak… chyba nie umiem w spokoju obejrzeć filmu nie zerkając ile jeszcze do końca), ale ostatnio jeszcze zmodyfikowałem sobie wygląd ukrywając cały prawy panel polecanych filmików oraz wszystkie polecane wyświetlające się po zakończeniu oglądania danego filmu – dzięki temu nie spędzam już całych dni na YT, bo po prostu nie widzę wszystkich tych szalenie ciekawych i „muszęobejrzeć” filmików :D Oglądam tylko subskrybowane, no chyba że mam czas i chcę czegoś posłuchać – wtedy wchodzę przez główną i zwykle znajdę coś ciekawego na pół godziny-godzinę, kolejnych propozycji już nie widzę. Podobnie działa modyfikacja skryptu wikipedii – nie widzę linków w tekście, więc nie klikam w pierdyliard kolejnych haseł :D (chyba, że naprawdę czegoś nie wiem – wtedy jeden klik i wtyczkę wyłączam i już mam linki normalnie). Dzięki tym drobnym zabiegom zyskałem sporo czasu. I zdrowia. Niestety ale po całych dniach na YT stwierdziłem ostatnio, że nie tylko zmarnowałem mnóstwo czasu ale jeszcze czułbym się o wiele lepiej gdybym tych treści nigdy nie obejrzał. Niestety nie da się odzobaczyć niczego – jak to mówią. Tak więc koniec, definitywny koniec z pierdołami typu „mądrości” Atora. Lubię oglądać filmiki o teoriach spiskowych, naprawdę, niesamowitą mi dostarczają rozrywkę – trochę bawią, trochę ciekawią… pod warunkiem że nie ocierają się o uchodźców, islam i związane z tym przepowiednie, bo te mnie tylko czynią chorym psychicznie, zatrutym wewnętrznie, więc… nope.
No nieważne, wracając do meritum – czuję że mam więcej czasu i więcej luzu i ogólnie jest jakoś fajniej. Nawet się wziąłem w końcu sam z siebie za pisanie tego podania (które od półtora roku planuję ;) ). Tym samym odkryłem, że może nie tyle jestem leniwy czy odkładający wszystko na później bez powodu – po prostu jakoś wewnętrznie „nie mogę” się zabrać nawet za takie niby ważne rzeczy, dopóki nie mam przerobionych innych (choćby mniej ważnych). Ale jak przerobię te inne, to się w końcu wezmę i za to co trzeba – tylko to niestety trwa (z podaniem też, bo oczywiście, niestety, każdego dnia od nowa ;) ). Ale idzie ku dobremu.
Z innych rzeczy… duże zobowiązanie finansowe (mój pierwszy kredyt ;) ), ale bardzo się cieszę, że się udało… mimo że mnie właściwie na to nie stać :D (noo ale w planach że mnie będzie stać ;) z resztą to sensowna inwestycja). A tak ogólnie… w wieku 25 lat powiedziałem sobie, że daję sobie 10 lat na zostanie rentierem (a nie miałem ku temu żadnych perspektyw ani nawet pomysłów, po prostu tak sobie postanowiłem, a potem puściłem to życzenie do Wszechświata ;) ale było dość stanowcze, to też muszę przyznać) i wiecie co… to się jeszcze może udać :P W każdym razie teraz już perspektywy mam :]
Tylko, że teraz wolałbym jednak (nadal) wrócić do przedpoprzedniej pracy… Ale jakby co, dobrze byłoby mieć świadomość, że można wszystko rzucić w cholerę. Zwłaszcza jak ludzie irytują mnie – jak od dwóch dni ;) chyba jestem jakiś przewrażliwiony ale nie lubię nie móc się skupić na czytaniu na przerwie tylko słuchać klepania dziewczyn (jeszcze żeby obok siebie siedziały, a nie po przeciwnych krańcach stołu…). Ta jedna, S., jest bardzo ładna ale irytuje mnie niemożebnie. I w takich momentach to myślę sobie, że naprawdę niczego nie przejaskrawiłem ani nie wymyśliłem sobie, tylko M. pasował mi naprawdę pod każdym względem…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

#1318

„World War 2 veteran decides to live as transgender woman at age 90 and begins taking female hormones” – niezła historia :) Myślę sobie, że to jest piękne kiedy ktoś wreszcie decyduje się żyć w zgodzie ze sobą, tak jak tego naprawdę pragnie, nawet w tym wieku :) Na forum mieliśmy małą dyskusję, ktoś napisał że by mu się nie chciało tak „stojąc już nad grobem”, ale mnie tam ona nie wygląda na stojąca nad grobem :P przeciwnie, trzyma się świetnie i wygląda na szczęśliwą :) I komentarze takie pozytywne! to miło poczytać jak ludzie wyrażają słowa poparcia (już sobie wyobrażam jakie by były polskie komentarze :D ), ktoś napisał, że przypomina mu jego babcię :P Mnie przypomina moją prababcię – tak z rąk, postawy, sposobu siedzenia.

***

Norman Spack:
Jak pomagam transpłciowym nastolatkom stać się tym, kim chcą – dobre to, mądrze facet gada.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

„Namaluj mi wiatr: Krosdresing. W poszukiwaniu własnej tożsamości” – praca zbiorowa

Namaluj mi wiatr - praca zbiorowa (okładka) Skoro już tak idę za ciosem, to jeszcze ostatnią książkę tu opiszę i przejdę do innych tematów, bo zaczyna wyglądać jak blog czytelniczy :D ale w sumie to ładnie, no i w ogóle cieszę się, że mi tak czytanie idzie – a to w momencie kiedy odpuściłem, na goodreads ustawiłem cel na ten rok – 12 książek (nawiasem mówiąc już dawno go osiągnąłem ;) ale nie zamierzam podnosić), jak się coś odpuści, to wtedy zaczyna wychodzić. No i fajniej się czyta tak bez spiny. No ale do rzeczy.

Książka dosyć wciąga i czyta się dość szybko, chociaż nie aż tak – za mądre teksty ;) (właśnie, trochę za bardzo „za”, takie nie mój styl do końca, ja prostszy człowiek jestem ;) ).
Składa się z kilku tekstów – ośmiu opowiadań i chyba powinienem ocenić je osobno i jak wyciągam cytaty, to po kolei skąd… i chyba tak to zrobię.

1. „Siestrzeń” – Bogusława Ilnicka
Od początku mi się podobało, ale właśnie jedno z tych „za mądrych” i w końcu zaczęło męczyć ;) No ale dobry cytat (tu dodam, że opowiadanie zostało napisane przez kobietę związaną z transwestytą):

„Dla mnie ogolone nogi i rajstopy są codziennością, dla innych mogą być odświętnością. Dotyk klamerki od pantofla wokół kostki. Wrażenie nóg w pończochach odbite w lustrze. Materiał sukienki, który nie jest ani dżinsem, ani sztruksem. Satynowe albo koronkowe figi. Podzwaniające na przegubach bransoletki. Spinki we włosach. Zapach perfum. Jak odurzający musi być mężczyzna sam dla siebie. Czujący się w domu jak na balu u króla. Odkrywający swoje ciało po raz kolejny. Odkrywający całkiem dosłownie. Mężczyzna pokazujący swoje palce u nóg. A gdy pomalowane, to tak inne. Widzący swoje nogi, aż do połowy ud, a może i wyżej. Widzący swoje ramiona, dekolt, ręce, kark. Widzący swoje nagie ciało, nagie, bo przecież wydepilowane. Mężczyzna odsłonięty, obnażony i cieszący się z pończoch albo sukienek. Albo z nowych kolczyków.
Naprzeciw nagiego mężczyzny przebierająca się kobieta. Co ona czuje? Jak na nią wpływa ubranie? Spodnie – codzienność. Buty na płaskim – rutyna. Brak makijażu – przecież tak jest każdego dnia, kiedy śpi. Brak kolczyków i biżuterii – przecież tak często się ją zdejmuje. Krawat? Koszula? Kapelusz? Toż to typowy element kobiecego stroju. Marynarka – siostra bliźniaczka żakietu. Bojówki? Adidasy? Glany? W tym się chodzi już od podstawówki. Nie dziwię się, że to mężczyźni zazwyczaj mówią o przebierankach, łącząc je z seksem. Czym ma się zachłysnąć kobieta? Co ma poczuć? Może tylko te dwie zwinięte skarpetki…”
(s.36)

– i to jest chyba najlepszy opis transwestytyzmu. Nie dziwię się, że prawie nie ma kobiet transwestytów, bo faktycznie co tu jest podniecającego w męskim stroju? Nie ma czego fetyszyzować po prostu.

2. „Mężczyźni” – Weronika Wilk
Piękne opowiadanie. Taki przypadek, sprzed przecież wielu już lat, gdzie z transwestytą zaprzyjaźnia się dziewczyna, której ojciec też jest transwestytą – i nie ma problemu ani z ojcem ani z przyjacielem. Czyli można, dzieci mogą nie mieć problemu (to tak ku refleksji tym, którzy się boją ze wzglądu na dzieci albo „nie chcą im niszczyć życia”).

„Przyłożyłem sukienkę do ciała, spojrzałem w lustro i… poczułem ogromne rozczarowanie. I już wiedziałem, że wszystkie moje nadzieje były złudne. A przecież tyle sobie po tej sukience obiecywałem. A tu nic. W lustrze dalej widziałem Krzysia. Nie dziewczynę, ale Krzysia. Chłopaka.
Ale jeszcze nie wszystko było stracone. Przecież jeszcze nie założyłem tej sukienki na siebie. I pomyślałem, że może ta sukienka się dopiero zastanawia, że może powinienem dać jej czas do namysłu. Bo przecież nie można tak od razu dać się założyć na chłopaka. To dla sukienki może być szok. I skąd niby ta sukienka miałaby wiedzieć, że to właśnie dzięki niej chłopak ma się zamienić w dziewczynę. A może to jest tak, że ta sukienka nigdy nie będzie na mnie pasowała. Bo ona pasuje tylko na Magdę. Bo to jest sukienka Magdy, a nie moja. Może taka sukienka czuje, że już ma jedną dziewczynę i druga jest jej po prostu niepotrzebna. I może ja powinienem sobie kupić swoją własną sukienkę. Taką, której nie miała jeszcze żadna dziewczyna. Taką, której jeszcze żadna dziewczyna nie założyła. Bo taka nie założona sukienka nie wie jak to jest być założoną na dziewczynę. Bo ona jeszcze nigdy nie była zakładana. Na nikogo. Mogła być przymierzana, ale zakładana nigdy. I taką właśnie sukienkę ja sobie założę. A ona pomyśli, że to ja jestem dziewczyną. A jak tak pomyśli to ja się wtedy naprawdę stanę dziewczyną.”
(s.65)

– to jest takie… sympatyczne ;) Pewnie dlatego podoba mi się aż tak, że sam tak uosabiam przedmioty ;) A co do ciuchów, to i owszem – zdarzało mi się myśleć, że współczuję moim męskim, że muszą być ubierane na tak niedoskonałe ciało i szkoda, że nigdy nie poznają jak by to było być ubranymi na takie porządne :P

„Dzień, w którym ojciec złożył wizytę w szkole był ostatnim dniem moich nadziei. Postanowiłem się zmienić. Obiecałem sobie, że już nigdy więcej nie założę sukienki ani nie będę o tym myślał. W szkole znów zacznę grać w piłkę i nawet nie spojrzę na skaczące w gumę dziewczyny. Już nigdy nie będę chłopcem. Będę chłopakiem. Z szafy wyrzucę bluzeczki z bufiastymi rękawkami, które tak lubiłem.
I przekonany, że tak jak postanowiłem – tak się stanie, poczułem w sobie pustkę. I przestraszyłem się. W tej samej chwili wszedł do mojego pokoju mój ojciec.
(…)
– Jesteś pedałem?
– Nie, ale…
Spojrzał na mnie.
– Ale co!?
– Jestem dziewczyną!
Powiedziałem to. Te słowa były jak dwie kule wystrzelone z karabinu. Sam nie wiem jak to się stało, ale je powiedziałem. I byłem przerażony. Przecież jeszcze chwilę temu zapewniałem sam siebie, że będę mężczyzną! Jakże kruche było to moje zapewnienie i ta cała męskość jakże słaba, skoro wytrzymała jedynie parę chwil. Ojciec trzasnął drzwiami. Zobaczyłem tylko jego zaciśnięte pięści. Bo dla ojca to była śmierć. Te dwa słowa: „jestem dziewczyną” zabiły mojego ojca. I to ja byłem mordercą. A ojciec zacisnął pięści. I tymi pięściami bronił się przed śmiercią i przed dziewczyną. Bo przecież nie mógł się rozpłakać. Bo był mężczyzną.”
(s.68-69)

„Na początku nauczyciele mówili do nas: dzieci – bardzo ładnie przygotowałyście się do dzisiejszej lekcji, zwłaszcza chłopacy – bardzo ładnie przygotowałyście się. Dzieci – jutro musicie przyjść do szkoły odświętnie ubrane, bo mamy uroczysty apel. Słysząc to wierzyłem, że wszystkie dzieci są dziewczynkami. I dopiero później, w dalekiej przyszłości, ci, którzy zechcą zostać chłopcami będą musieli coś ze sobą zrobić. Nie wiedziałem co, ale nie bardzo mnie to interesowało. Ja nie zamierzałem nic robić.”
(s.81)

Ale właściwie też w tej książce widać jak blisko powiązany jest transseksualizm z transwestytyzmem – chociaż nie fetyszystycznym. Właściwie uważam, że transwestytyzm o typie podwójnej roli jest o wiele bliżej transseksualizmu niż transwestytyzmu fetyszystycznego – bo ten to czysty fetysz, jak ubranie pieluchy bądź skórzanej uprzęży. Tak bym to ujął.

3.”Dialog” – Edyta Baker
To mnie jakoś nie porwało… i zmienia się w którymś momencie kursywa, także można się pomylić co kto mówi… (no ale to wada wydania, czy korektora… w ogóle takich błędzików korekcyjnych trochę jest, zwłaszcza chyba w tym „Dialogu”).

4. „Jedno z nas było tu pierwsze” – Wiktor
Cóż, Wiktora znacie… więc z częścią można się zidentyfikować, z częścią nie.

„Wspomnienia transseksualistów z rodziny k/m bardzo niechętnie odnoszą się do zjawiska menstruacji. Weronice kojarzy się ona z zepsutymi wakacjami – pojawiła się dzień przed wyjazdem nad morze.”
(s.111)

– mnie się kojarzy z zepsutym wszystkim :D

„(…) imię, z którym nigdy się nie rozstawała, pierwszy wyrok, jeszcze zanim ciało ją zdradziło – Weronika.”
(s.114)

– „pierwszy wyrok” – o, świetne określenie.

5. „Postać” – Nadia Mod
Tu nie wiem co powiedzieć, co nie znaczy że było złe.

6. „My” – Zzuzzu
Tu nie przytoczę nic w temacie, za to jeden zabawny cytat o podróży do Lwowa:

„Na światła reaguje się tak z grubsza – jeśli miejsce ruchliwe, to czerwone coś znaczy, jeśli ulica pusta, po prostu się jedzie. Przejście dla pieszych jest tam, gdzie pieszy przechodzi przez ulicę, czyli wszędzie.”
(s.149)

:D

7. „Namaluj mi wiatr” – P.I. Kielczan
O tych też jakoś nie mam nic do powiedzenia (poza tym że w siódmym duużo literówek /gdzie był korektor?/, no i piszą „nieubłagalnie” :P /tak jak ja do niedawna/).

8. „Strzępy pamiętnika Alex” – Alka Seltzer
To było najdłuższe opowiadanie i również bardzo ciekawe. Tak fajnie pokazujące, że transwestyta może znaleźć nie tylko kobietę, która to „toleruje”, ale taką, którą to wręcz kręci nawet bardziej niż jego (w sensie – przebieranie jego). To było w pewnym sensie najbardziej fetyszystyczne opowiadanie, ale również pokazujące jakie kobiety mogą mieć podniety.

Podsumowując: to dobra książka, nie wybitna ale mogę chyba polecić :)

Na koniec było jeszcze kilka wierszy. Wkleję jeden:

„Krótkie spięcie” – Ania Aina

W lustrze dziś widziałam
krótkie spięcie,
oczy,
a w nich lustro,
a w nim oczy
i lustro
i… przeszłam
na drugą stronę
rzeczywistości.

Spotkałam życie
bez życia
i śmierć
bez śmierci
i miłość
bez miłości.

Spotkałam siebie
bez siebie

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

„Transseksmisja” – Tatiana Szkapienko

Transseksmisja - Tatiana Szkapienko (okładka) I kolejna książka, no idę jak burza (do tego się akurat moja praca nadaje… żeby czytać książki… to znaczy żeby było jasne: na przerwach, nie w czasie pracy).
Ta właściwie książeczka w temacie transseksualizmu nic nikomu nie da, gdyż wątek ten polega tylko na tym, że autorka wyśmiewa transseksualistki. Dlatego też czytać nie polecam, opisywać tutaj nawet nie chciałem, ale ostatecznie pomyślałem sobie, że jak już przeczytałem, to napiszę o co kaman, żeby inni się nie nacięli ;)
Książka usiłuje być śmieszna, bywa ale i tak uważam, że to dość prosty (prostacki) humor. I w ogóle to uważam, że można to było lepiej napisać – mogło być zabawnie ale bez tego tak trochę chamskiego wyśmiewania swoich klientów… zwłaszcza jak się nie ma za dużego pojęcia o pewnych sprawach. Ale cóż, mam wrażenie, bardzo mocne wrażenie, że książka ta powstała tylko po to aby autorka mogła się pochwalić swoją znajomością języka polskiego (przyznaję, jest imponująca), zwłaszcza, że np. zamieszcza tam felieton napisany do jakiejś gazety, który nie został wydrukowany – felieton pasuje do treści książki tak sobie, ale autorka najwyraźniej musiała się nim pochwalić gdzieś w końcu… (z resztą ona napisała drugą książkę, już wprost chyba żeby się chwalić, nawiasem mówiąc tamta też nie ma dobrych ocen ;) ).
Nie będę tutaj przytaczać fragmentów, bo to naprawdę aż żal czytać, zacytuję tylko jeden:

„Po zakończonej konsultacji medycznej z ciekawością pytam lekarza o jej płeć. Odpowiada nieco dziwnie: „Ona ma tam członek”. Po raz pierwszy przekonuję się, że zmiana płci może być rzeczywiście tragedią, nie zaś wybrykiem chorego umysłu czy wypaczonym sposobem na zarobek.”
(s.84)

– gratulujemy, lepiej późno niż wcale ;) Ale kompletnie nie wiem… nie… nie rozumiem… co tu się wydarzyło? I czemu akurat w tej sytuacji autorka doszła do takiego wniosku? A najśmieszniejsze jest to, że książka została wydana w 2007 roku. No już co jak co ale 10 lat temu powinno się mieć chyba troszkę większe pojęcie…
Już nie wspomnę, że „shemale” przetłumaczono jako „hermafrodyta”… to już nie tylko autorka zawaliła, ale nawet korektorzy? (a może to „tłumaczenie” w ogóle dodała któraś z korektorek…).
Tak więc cóż, napisałem jak jest, a wnioski wyciągnijcie sobie sami ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

„Dziewczyna z portretu” – David Ebershoff

Dziewczyna z portretu - David Ebershoff (okładka) Czy znacie to uczucie ulgi, kiedy kończycie czytać… nudną książkę? Czuję je teraz bardzo wyraźnie ;)
„…liryczna, subtelna, wręcz intymna historia…” – ok, czyli już wiem, że nie lubię lirycznych historii… bardzo.
Nie no, książka na początku bardzo mnie wciągnęła, ale niestety potem było już tylko gorzej. No ciężko mi się to czytało… to nie jest moja forma, no po prostu nie. I serio nie wiem co mógłbym jeszcze o tej książce napisać? Napisałbym coś jeszcze, ale autor na końcu napisał, że prawie w całości to jego fantazja, fikcja literacka – tym gorzej. Wolałbym przeczytać tą drugą książkę o Lili („Man Into Woman”).

Nie widzę też za bardzo sensu przytaczać cytatów, skoro to fikcja, ale jeden mi się spodobał:

„Wyobrażenie Lili o samej sobie mogło się bowiem radykalnie zmienić w jednej chwili: patrzyła w lustro i czasem oddychała z ulgą, czując w duszy spokój i wdzięczność, a czasem widziała dwupłciową istotę, (…). Greta i Hans powiedzieli jej, żeby tak nie myślała, ale kiedy była sama opadały ją wątpliwości.”
(s.339)

– brzmi znajomo ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

„Zostać Nicole. Metamorfoza amerykańskiej rodziny” – Amy Ellis Nutt

Zostać Nicole - Amy Ellis Nutt (okładka) Ostatnio przeczytałem kolejną transową książkę – jak w tytule. Ta książka była nieco inna, bo Nicole miała to szczęście posiadania rodziców (zwłaszcza mamy), którym zależało na szczęściu swoich dzieci. Już kiedy miała kilka lat, jej matka szukała przyczyn jej zachowania i znalazła. I robiła wszystko dla jej szczęścia. Takich rodziców można życzyć każdej osobie transseksualnej. Ojcu było trudniej się z tym pogodzić ale przynajmniej nie przeszkadzał (i w końcu też zaczął aktywnie wspierać).
Książka jest też o tyle inna, że opowiada historię Nicole jakby z perspektywy obserwatora, a nie jej samej, no i nie jest to historia kilkudziesięciu czy iluśtam lat życia w złej roli, bo ona od początku żyła praktycznie jak dziewczynka.

Ja jak zwykle cytaty + komentarz:

„Jedna z koleżanek Wayne’a była zdumiona tym, jak jej dziecko zareagowało na Wyatta, gdy obie rodziny wybrały się razem na weekendową wycieczkę do Bostonu. W drodze powrotnej spytała swoich synów, którzy byli mniej więcej w wieku bliźniąt, co sądzą o „synach Mainesów”.
– Masz na myśli dzieci Mainesów? Mają chłopca i dziewczynkę – odparł jeden z chłopców.
– Nie, mają dwóch chłopców.
Dzieci upierały się jednak, że Wyatt jest dziewczynką.
– Byliście razem w łazience. Czy Wyatt miał siusiaka? – spytał w końcu mąż kobiety.
Zapadła długa cisza. W końcu jeden z chłopców się odezwał:
– Wiem, że chłopcy mają siusiaki, a dziewczynki nie, ale Wyatt jest dziewczynką. Z siusiakiem.”
(s.61)

Czasami dzieci dużo łatwiej przyjmują pewne rzeczy :)

„Największy lęk?
– Pójść do szkoły ubrany jak chłopak.”
(s.99)

Znam to, oj znam… dlaczego to właściwie wzbudza aż taki lęk? (tzn. ubranie się niezgodnie do płci przeżywanej). Nie wiem dlaczego AŻ taki, nie umiem wyjaśnić i tego chyba nie zrozumie nikt kto tego nie czuł… ale gdybym miał spróbować, to trochę jakby Wam ktoś kazał iść do szkoły przebranym za teletubisia albo coś takiego :P

Kolejny fragment jest dość długi, ale ponieważ bardzo dobrze opisuje kształtowanie się płci biologicznej oraz psychicznej, zamieszczam w całości w formie zdjęć:


„Lekcja numer jeden:
– Orientacja seksualna określa to, z kim idzie się do łóżka – powiedział lekarzowi pacjent. – Tożsamość płciowa określa zaś to, kto idzie do łóżka.”
(s.124)

Fajnie ujęte :P

„Lektura niektórych negatywnych artykułów zdopingowała Wayne’a. Długo mu zajęło zrozumienie, że Nicole potrzebuje go, by wystąpił w obronie jej praw. Zbyt dużo czasu zmarnował na opłakiwanie straty syna, nie dostrzegając zalet posiadania córki. Pewnego razu zabrał dzieci na zakupy do Walmartu, żeby kupić prezent dla Kelly. Gdy Jonas wyskoczył z samochodu i chciał przejść przez ulicę, Wayne odruchowo wyciągnął rękę. Jonas, tak samo odruchowo, zabrał swoją dłoń, zawstydzony opiekuńczością ojca. Jednak Nicole wyskoczyła z samochodu i od razu wzięła tatę za rękę. Przez całą drogę do sklepu machali złączonymi dłońmi. Wayne uśmiechał się z myślą, że posiadanie córki ma wiele zalet, bo dziewczynki są bardziej niż chłopcy chętne do przytulania ojców i chodzenia z nimi za rękę.”
(s.169)

Słodkie :) ale… wiem! Dlatego właśnie też chciałbym mieć córkę! :D Ale poważnie, no chciałbym mieć córkę, świadomie raczej na taki powód nie wpadłem ale podświadomie myślę, że wiedziałem i że to jest faktycznie jeden z kluczowych powodów dla których wolałbym mieć córkę niż syna :P

I znów trochę o biologii:


„Transmężczyźni najczęściej twierdzą, że wolą studiować na żeńskiej uczelni, bo czują się tam bezpieczniej zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Niektóre żeńskie college’e przeformułowały swoje statuty tak, by zawierały zaimki neutralne płciowo, inne przestały określać się jako zgromadzenie sióstr.”
(s.189)

A tego to już przyznam nie rozumiem. Nie mógłbym się czuć męsko gdyby mnie przyjęli do żeńskiego college’u :/ Ani nawet bym nie poszedł (to jak bycie mężczyzną specjalnej troski), to już nie ma koedukacyjnych? A co do bezpieczeństwa… są przecież słabsi faceci i też muszą sobie radzić. Albo jesteś facetem – no niestety za byciem facetem idzie bycie częściej ofiarą napaści, morderstw, kradzieży itp. (jedynie ofiarami gwałtów częściej padają kobiety) – albo… To znowu jest jakby ktoś chciał zjeść ciastko i mieć ciastko ;)

„Przeprowadzili się, porzucili przyjaciół i pracę, wydali wszystkie oszczędności i żyli w ukryciu – wszystko to dlatego, że Nicole była dyskryminowana i nie pozwolono jej korzystać z toalety zgodnie z jej własnym życzeniem.”
(s.225)

Czujecie to? Przeprowadzili się na gorsze warunki, wydali setki tysięcy dolarów „tylko” dlatego że nie pozwolono Nicole korzystać z damskiej ubikacji, nie że kazano jej korzystać z męskiej, nie, miała korzystać z tej dla personelu ale dla niej i jej rodziny to było za mało. Myślę, że dla wielu ludzi w Polsce (nawet ts) to jest niepojęte… ale gdzieś w książce jest takie wytłumaczenie, że korzystanie z toalety wraz z koleżankami jest pewnym rodzajem integracji i trudno odmówić temu logiki. Aż mi sę tu nasuwa pewien cytat z innej niedawno przeczytanej książki: „Jeśli człowiek raz łyknie gówno, często staje się ono nieodłącznym składnikiem jego diety.” (S. King, „Bazar złych snów”). Więc w sumie warto dbać o swoją „dietę” od początku, bez ustępstw…
Ale to się nazywa rodzina, której zależy na dobru dziecka… Jest w książce też fragment o jeszcze wcześniejszych latach, kiedy matce wydawało się, że może jednak Nicole zainteresowali męscy bohaterowie kreskówki i kupiła figurki dla obu dzieci na siódme urodziny. Jonasowi bardzo się spodobały ale Wyatt był zawiedziony, więc matka zapytała go czy nie podobała mu się kreskówka. Odpowiedział, że owszem ale jemu się podobał nie bohater tylko ładny dom, w którym mieszkał. Więc:

„Nie mogła sobie wybaczyć, że zawiodła Wyatta w jego urodziny, ten najważniejszy z dni. Chrzanić to, powiedziała w duchu, nie kupię mu już więcej chłopięcej zabawki tylko dlatego, że Wayne uważa ją za odpowiednią, to po prostu okrutne. Nazajutrz poszła do sklepu i kupiła zestaw zabawkowy z syrenką Ariel, o którym Wyatt tak marzył, i wszystkie Kopciuszki, Wendy i Dorotki, jakie znalazła na półce.”
(s.65)

Jakżeż mnie rozwalają internetowe komentarze wszelkich znaffców wychowania kiedy piszą jak to rodzice powinni „wybić dzieciom genderowe bzdury z głowy” – a niby jak? Czego mają zabronić kilkuletniemu dziecku, które mówi, że nie chce żyć? Co mają zrobić kiedy dziecka nie cieszą zabawki „właściwe” dla jego płci? Kiedy płacze zmuszone do ubrania się w określony sposób? Patrzeć na cierpienie własnego dziecka i w żaden sposób mu nie ulżyć, to nie jest dobre wychowanie, to raczej sadyzm.
I kolejny fragment w temacie:

„Jedna z osób zamieściła następujący komentarz: ‚(…) Przykro mi, ale nigdy nie pozwoliłbym pięcioletniemu synowi nosić sukienek. (…)’.
Wayne i Kelly spotkali się już wcześniej z takim stanowiskiem. Zajęło im obojgu trochę czasu, zanim zdali sobie sprawę, że nie ma znaczenia, czy będą zachęcać Nicole do dziewczęcych zachowań, czy ją do nich zniechęcać. Prawda wyjdzie na jaw niezależnie od wszystkiego. Wayne przypomniał sobie coś, co jego żona powiedziała, gdy „życzliwa” przyjaciółka zasugerowała, że być może Nicole dlatego stała się transpłciowa, że dawali jej w dzieciństwie do zabawy lalki.
– Żartujesz, prawda? – odparowała Kelly. – Naprawdę uważasz, że wystarczy lalka, żeby mężczyzna stał się kobietą?”
(s.229)

„Na początku sierpnia 2013 roku Wayne przeczytał coś, co Nicole napisała na Facebooku:

‚Obejrzyj odcinek Family Guy, w którym Brian uprawiał seks z osobą transpłciową. Gdy się o tym dowiaduje, krzyczy i wymiotuje. Patrząc na to, myślę sobie: na zawsze sama.

(…)

Wayne’owi ścisnęło się serce. Wiedział, że nei zapewni córce całkowitej ochrony przed obelgami, złym traktowaniem, nieufnymi spojrzeniami, bolesnymi komentarzami czy afrontami. Chciał, żeby Nicole wiedziała, że to rozumie, więc napisał własny komentarz na jej tablicy na Facebooku:

Do mojej pięknej córki,

kocham Cię z całego serca. Moją misją życiową jest Cię chronić od krzywd i pomagać Ci dorastać. Martwię się o Ciebie codziennie, ale rzadko martwiłem się, że zostaniesz sama. Nigdy nie byłaś sama. Tak wielu ludzi Cię podziwia. Jesteś piękna, nieprzeciętnie inteligentna, dojrzała jak na swoje lata i zabawna. Wiem, że któregoś dnia pojawi się ktoś, kto mi Ciebie odbierze. Któregoś dnia, bo jeszcze nie jestem gotowy na to, że dorośniesz

Piękne :)

Na końcu jest słowniczek gdzie pod hasłem: „Operacyjna korekta płci” pisze, że „Obecnie preferuje się termin „operacja potwierdzenia płci”” – no spoko, podoba mi się :P (aczkolwiek „korekta” jest też ok, coś jak korekta krzywych zębów na przykład).

Kiedy szukałem jednego z cytatów (którego sobie nie zapisałem, a jednak w trakcie pisania notki zechciałem dołączyć), przeczytałem jeszcze coś z początku, z prologu:

„Godność, szacunek, prawo do równego traktowania – to elementarne potrzeby wszystkich ludzi. Du Bois zdawał sobie jednak sprawę, że ci, którzy spotykają się z ostracyzmem ze względu na kolor skóry (czy też – dodajmy ze względu na orientację seksualną i płeć), mają do przejścia dużo trudniejszą drogę. Jako obcy, jako odmieńcy dźwigają bowiem ciężar niewypowiedzianego pytania, cisnącego się na usta nawet najuprzejmiejszym przedstawicielom społeczeństwa, w którym żyją: Jakie to uczucie być dla innych kulą u nogi?”
(s.15)

Właśnie. Ch***we – tyle mogę powiedzieć.

Książka jest dobra, odrobinę nużące było czytać o tych przeprawach prawnych, ale poza tym poszerza spojrzenie, jest to coś innego niż wspomnienia osoby ts… Polecam, przeczytać warto, choć ja osobiście wolę wspomnienia ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 1 komentarz

‚praca nad sobą’

10 kwietnia „rozwaliłem” mój folder na pulpicie o nazwie „praca nad sobą” ;) miałem tam materiały z psychoterapii, zadania domowe, opisy moich problemów (fobia społeczna), teksty motywacyjne… ale stwierdziłem, że to już nie jest mi potrzebne, znaczy ten folder, to już nie są moje problemy (w dużej mierze, bo nie bądźmy przesadni ;) ). Miałem tam np. swoje posty z forum o fobii społecznej (tylko te najważniejsze) jak zacząłem je czytać, to stwierdziłem, że już tak nie mam. Oczywiście nie wyrzuciłem tego wszystkiego (np. te posty chcę zachować, bo nawet jeśli już zapominam jak to było, to tym lepiej, to może się przydać aby czasem przypomnieć sobie – albo opowiedzieć komuś jak to jest). Stworzyłem wiec kolejny folder „psychologia”, gdzie trafią takie rzeczy do zachowania, a reszta do „rozwój duchowy” :) Ale to już nie na pulpicie.
Teraz będę miał folder „bieżące zadania”, a w nim pewnie jakieś afirmacje itp. też się trafią, ale to już nie będą ćwiczenia psychologiczne, czy jakieś rzeczy do przerobienia – bardzo jestem z tego zadowolony, z tego że nie czuję już potrzeby zajmowania się takimi rzeczami. Czuję się dość uwolniony :) A w „bieżących” będzie więcej rzeczy typu materiały do moich profili „randkowych”, jakieś ćwiczenia, medytacje… ale też materiały do napisania podania o pracę, ubezpieczenia do przejrzenia no i budżet domowy… bo znów prowadzę, muszę się zorientować w moich faktycznych wydatkach… ale to historia na zupełnie inny wpis ;)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , | 1 komentarz