Taka sobie niespodziewana notka…

Miałem dzisiaj jeden z najdziwniejszych snów w życiu…
Tak to podobno jest, że każdej nocy śnimy około 9 snów, z tego pamiętamy jeden, czasem kilka a najczęściej żadnego. Ja dziś zapamiętałem dwa…
Pierwszy był raczej niebardzo sensowny. Biegłem z jakiejś góry nad jezioro. W tym jeziorze były… no nie wiem co, ale jakie krokodyle chyba. I wpadłem do wody. Wtedy już wiedziałem że nie przeżyję. Na poczatek straciłem czucie w nodze (chyba to coś co tam pływało ugryzło mnie), ale nic mnie nie bolało, a potem poczułem jak zapadam się w ciemność – to było jak stopniowe gaszenie obrazu od krawędzi do środka… hm… tak się teraz zastanawiam, może tak właśnie wygląda śmierć? Tylko skąd taki sen… czyżbym myślał o śmierci? No tak… czasem myślę na pewno…
Ale drugi to był dopiero dziwny sen… Byłem sobą ale za jakieś kilka (kilkanaście) lat i byłem facetem po operacji (i to jest właśnie najdziwniejsze, nigdy mi się coś takiego nie śniło). Miałem dziewczynę i ona była w niebezpieczeństwie. Była świadkiem czegoś chyba i chcieli ją zabić. Więc ja sobie wymyśliłem, że jak będę z nią wszędzie chodził, to nic jej się stać nie może, bo ja byłem kimś ważnym na świecie. A byłem kimś ważnym, bo … bo wygrałem „Wielki marsz”! To dopiero dziwny sen, takie pomieszanie z poplątaniem ;) Czyżbym podświadomie myślał o tych dwóch rzeczach? (Dla niezorientowanych: „Wielki marsz” to świetna książka S. Kinga, którą niedawno przeczytałem, to taka książka, o której się tak łatwo nie zapomina). Że mi się śniła ta wyjątkowa książka, to jeszcze mogę zrozumieć – są takie książki, które pozostają głęboko w podświadomości. Ale to że miałbym być facetem to… no czyżbym też myślał o tym podświadomie? Sam się boję tak myśleć…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.