tak jest

Czasem myślę o czymś długo i nie wiem jak to ubrać w słowa. Jednocześnie wiem, że jeśli tego tu nie napiszę, to nigdy nie przestanie mnie „trzymać” czy męczyć w duchu. Tak już mam. Taka była (jest) rola tego bloga.
Boję się.
A to nowość, nie?
Nienawidzę się.
I to też…
Te dwa uczucia ostatnimi czasy dają mi się we znaki. Nie do końca określony strach i odraza do samego siebie.
Bo już jest maj. A każdy dzień przemija tak szybko, że nie zdążę się zorientować jaki jest, a już jest następny… A po maju czerwiec, który zleci jeszcze szybciej, potem oczekiwany przez cały rok lipiec i wyjadę, więc też zleci, a potem… a potem to już przedtem powinienem wymyślić ;) Boję się tego „potem”, ale tak bardzo chciałbym się wyprowadzić stąd. Męczy mnie atmosfera tego miasta (lol – miasto to tylko z definicji :P), męczy mnie mentalność tutejszych ludzi. Męczy, że co raz mniej do nich pasuję i co raz bardziej dziwny się im wydaję. A w końcu chciałbym coś w życiu przeżyć… chciałbym móc iść do kina gdy będę miał na to ochotę (u nas nie ma kina – to tak dla jasności), albo do teatru, albo na jakąś wystawę, albo do supermarketu z prawdziwego zdarzenia. No cokolwiek. Może chciałbym wmieszać się w tłum i nie spotykać ciągle znajomych ludzi. Chciałbym się usamodzielnić, choć się tego boję, ale wiem, że to jedyna moja szansa… Chciałbym żyć swoim życiem nawet jeśli zupełnie samotny.
To pierwszy krok. Nie pytajcie mnie czy już powiedziałem rodzicom o sobie. Bo nie powiem na pewno dopóki nie będę miał tego kroku za sobą. Bo te plany mogłyby lec w gruzach. Może nie, a może tak. A ja nie mam natury ryzykanta. Co gdyby wtedy nikt już nie pomógł mi kupić własnego mieszkania z obawy, że nie będzie mnie miał pod kontrolą? Wtedy nie miałbym już nic, ani nawet dokąd uciec.
Ale nawet kiedy zrobię ten krok, strach pozostanie. Strach przed np. taką reakcją.
Ale to przyszłość. Ta bardziej odległa. A teraz strach przed tą bliższą. Wiem, że to już przechodzi ludzkie pojęcie, ale ja nadal nie wiem co ze sobą zrobić. Co prawda mam pewne plany (ale nie napiszę dopóki nie będę pewien) zawodowe, ale wciąż nie czuję, że to jest to :/ Za każdym razem sto pytań: „Czy mogę tym się zająć?”, „Jak będę musiał wyglądać?”, „Czy nie będzie to dla mnie niewykonalne?”, „Czy nie przyniosę wstydu pracodawcy?” (bo że sobie, to już mało ważne), „Czy w ogóle mam szanse w tej dziedzinie?”. Pytania, których „normalny” człowiek nie musi sobie zadawać. Bo jest. I nie musi udawać pragnąc być sobą. Dwie sprawy nie do pogodzenia.
I z tego wynika odraza do siebie. Nawet teraz, ‚w pracy’, mówię: „Słucham?”, już nienawidzę siebie za ten głos, którego nie mogę słuchać. Wyglądam jak facet, ale ten głos demaskuje mnie. Tak musi być, bo tu się wszyscy znają a nie będę robić siary znajomej… wystarczy, że reprezentacyjnie nie wyglądam.
Nienawidzę tej roli, którą opanowałem do perfekcji. Nienawidzę z każdym dniem co raz bardziej. Czuję się brudny. Myślę, że jakoś w tym stylu czują się zgwałcone kobiety.
Strasznie trudno jest nienawidzić kogoś, kogo się tam mocno kocha… siebie. Chociaż nie, trudno nie jest, tylko to boli.
A czasem nachodzą wątpliwości, czy warto próbować to zmienić, kiedy życie może być takie krótkie. Może się nie opłaca? Choć wiem dobrze, że warto nawet gdybym miał przeżyć jeden dzień „normalnie”. Jeden jedyny pieprzony dzień! Heh… za taki dzień zamieniłbym resztę swojego życia…
***
Bezlitosny czas zamroził chwile w wieczność
Przedzieram się w cierpieniach przez czarnych myśli piekło
Aleją tam gdzie drzewa wrzą śmiertelnym dreszczem
Płaczą razem ze mną płaczą razem z deszczem…
(…)
Stoi na wietrze i płacze z deszczem
Co na bezdrożach gra
Smutek codziennie też płacze we mnie
Nadzieją która trwa…
– „Od Ciebie o krok” – XO feat Gemini

…bo słucham…
***

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.