Ted

Uwaga, ważna notka :P bo jak widać zmieniłem szablon co wyjaśnię zaraz. O poprzednim: wyglądał jak gejoffski :P Ale oczywiście kto mnie zna, to wie, że wyrażał w pewnym sensie moje marzenia. A ten… ten wyraża rzeczywistość :]
Czy nie jest tak, że czytając książkę, oglądając film lub biorąc udział w przedstawieniu (itp.) „stajemy się” którymś z bohaterów? Na filmie może niekoniecznie, ale przy książkach ja tak mam zawsze. Zawsze jest jeden bohater, którego darzę szczególną sympatią z różnych względów i utożsamiam się z nim (czasem dlatego, że jest podobny, a czasem, bo chciałbym taki być). Czasem tym bohaterem zostajemy „na zawsze” (bo zawsze będziemy pamiętać, że z nim się utożsamialiśmy). Być może aktor, który zagrał w życiu kilkadziesiąt ról nie zapamiętuje ich wszystkich, ale jak ktoś miał kilka… Ja na przykład nigdy w życiu nie dałem się wcisnąć w żadne przedstawienie/akademię. Nigdy. Raz tylko na lekcji każdy z klasy ‚dostał’ jakąś postać z „Pana Tadeusza”, o której miał opowiedzieć i można było to nazwać małym przedstawieniem. Byłem wtedy Wojskim.
Ale to były takie sobie wspomnienia.
Teraz do sedna.
Obejrzałem „Queer as folk”. Zaaajebisty! I zaajebista muzyka (mam prawie 1giga muzyki użytej w serialu, nawet wybierając tylko najlepsze byłoby to kilka płytek audio… więc czas już chyba dopisać do listy zakupów discmana odtwarzającego płyty z mp3). Ponad 60 godzin wyjętych z życiorysu, których nikt nie zauważył :> Co prawda nie było to proste, bo albo mama miała mi co 5 minut coś niezwykle ważnego do powiedzenia (tak 20 razy w ciągu jednego odcinka… nie trafił by Was szlak?) albo wszystkim znajomym śmiertelnie się akurat nudziło… (raz zasiadam do oglądania, sączę Colę z lodem – nie minęły 2 minuty, sms: /Co robisz? Bo ja się strasznie nudzę./ Przecież nie napiszę co oglądam, rozglądam się po pokoju – książka, odpisuję /Czytam/ co kłamstwem nie było, wszak czytałem – napisy :D Na dłuższą metę i tak nie pomogło).
Szymon pytał dawno temu w komentarzu, z którym bohaterem „Queer as folk” się utożsamiam. Czy to będzie zaskoczeniem dla kogokolwiek znającego serial (i mnie – w stopniu podstawowym) jak powiem, że z Tedem? Nie sądzę :P Wiedziałem to od pierwszego odcinka, od początku właściwie. A kolejne tylko mnie w tym utwierdzały. Ciekawa kwestia, bo nie zdawałem sobie sprawy, że w sumie tak łatwo rozgryźć czyjś charakter (nawet taki jak mój) i stworzyć taką postać. Czasem wbijało mnie w krzesło i zdolny byłem wypowiedzieć tylko „o kurwa”, która to uniwersalna kurwa sam nie wiem co miała wyrażać… zdziwienie że takie podobieństwo, zachwyt czy raczej żałość ;) Jakby nie było – to było niesamowite doświadczenie przyglądać się z boku jakby sobie. Jeszcze nigdy chyba, nikt nie był tak podobny do mnie jak Ted. I dlatego mam taki szablon.
I tylko nie wiem jeszcze jaki dać tytuł… może też jakiś cytat Teda, np.:„I could work out for 100 years and never look like him”* /żartuję :D
Więc polubiłem Teda bardzo, najbardziej, bo przecież kocham siebie w sumie, a więc i każdy mój „odpowiednik”.
Widząc w ten sposób „siebie”, błędy czy wady… co ja mogę powiedzieć? Po pierwsze, że wszystko to co go spotkało było oczywiście niesprawiedliwe, o! :P Ale to tak jest w życiu. Powiedziałbym, że są ludzie (jak ja/Ted), którzy może nie są pechowcami (bo nie wierzę w coś takiego), ale którzy po prostu z powodu tego jacy są, mają jakoś tak gorzej w życiu. Ale cóż, ktoś musi być „ofiarą” żeby ktoś inny mógł być „bohaterem”. Ktoś musi być nudny, żeby ktoś inny mógł błyszczeć :]
Podobieństw między mną, a tą postacią jest na prawdę bardzo dużo. Zarówno ogólne jak i takie drobiazgi. Np. że nie jest spontaniczny. W jednym odcinku, kiedy zamawia obiad (nawet znalazłem na YouTube wideo :D)… przypominają mi się któreś ferie zimowe – chodziliśmy 10 dni do restauracji na obiady i oczywiście Benek 10 dni dzień w dzień zamawiał to samo :D z resztą ja zawsze w restauracji zamawiam to samo. A właściwie nawet w domu jem wciąż to samo na śniadanie i kolację. A ogólnie… ja wszystko mam zaplanowane, ułożone… ja nie podejmuję ryzyka, spontaniczności nie mam w nadmiarze… dokładnie tak jak Ted.
Albo ten moment, kiedy Emmett stawia kieliszek w jego domu, a on przestawia ze słowami: „Stawiaj to tutaj” – no spadłem z krzesła :D Ja mam co prawda w pokoju bałagan, ale nawet w tym bałaganie wszystko ma swoje miejsce! Jak już kiedyś wspominałem NIECIERPIĘ jak mi ktoś przyłazi do pokoju i wszystko rusza nie odkładając na miejsce, z którego wziął. W środku mnie roznosi, ale ja spokojny człowiek jestem, więc pierwszy raz po prostu ostentacyjnie przestawiam; drugi raz spokojnie zwracam uwagę, że ma odkładać DOKŁADNIE NA TO SAMO miejsce W TEJ SAMEJ POZYCJI w jakiej był ten przedmiot; jak dalej nie skutkuje, to trzeci raz opierdalam z góry na dół… a jak i to nie skutkuje (a wierzcie mi – nie zawsze skutkuje), to wiedz człowieku, że nie jesteś mile widziany w moim pokoju i zapewne Cię już nigdy nie zaproszę :P a jak się sam wprosisz, to będę się wymigiwać przed tą wizytą jak się da. Przez to zdałem sobie sprawę, że ja chyba nie potrafiłbym żyć/mieszkać z kimś, tzn. na pewno nie na małej powierzchni. Właściwie wydaje mi się, że w ogóle się nie nadaję do mieszkania z kimś (bo może to ze mną nie da się mieszkać :P ). Ale dom też bym wybrał ten, który wolał Ted, ale też bym uległ gdybym kogoś kochał.
Ale nie! Nie, NIE! Nie zostanę księgowym! :P a też mam podobno zdolność do cyfr… I też wszędzie zawsze byłem najstarszy ;)
A na koniec zostawiłem najlepsze… Kiedy Ted już ma się przespać z jednym facetem, ale jednak mówi: „Nie jesteś w moim typie” a ten facet mówi: „Jesteś dokładnie taki sam jak inni.”, ale po chwili się ‚poprawia’: „Wiesz? Myliłem się. Nie jesteś taki jak inni. Jesteś gorszy, bo myślisz, że jak znasz arię Sesto’sa z „Clemenzo di Tito” to jesteś kimś lepszym.”
Miał rację. Zamiast „arię…” można wstawić coś z moich zainteresowań albo przekonań i… I wiem, że ja też nie jestem w niczym lepszy od innych ludzi. Ja to wiem, wiedziałem dawno, a jednak po tym fragmencie siadło mi na psychę :P
Część dalsza tej uroczej przemowy jaką walnął ten facet Tedowi: „Jesteś tylko pretensjonalnym, zapatrzonym w siebie, nudnym dupkiem, który kręci się pośród młodych chłopaków, którzy cię nie chcą i nigdy nie będą chcieli. Jesteś żałosny.”
Hmm… i tak kocham Teda :> i siebie też :> hehehe :>

* | * | *

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.