‚jestem transseksualistą’

Wypadałoby tą notkę napisać wreszcie… zbieram się od kilku dni…
Na początek ad. poprzednia notka… (bo właśnie skończyłem „Homofonię” oglądać, a temat był o propagandzie homoseksualizmu w szkołach). Pan z LPR nie potrafił ani wyjaśnić co to jest propaganda homoseksualizmu, ani powiedzieć czy jak uczeń będący homo przyjdzie do psychologa szkolnego, to czy ten psycholog ma mu powiedzieć, że homoseksualizm jest normalny czy że jest chorobą. No i o czym my tutaj rozmawiamy jak oni takich podstaw nie umieją wyjaśnić?
Po drugie mam spotkać się z kimś z rodziny dawno nie widzianym. Ta osoba mnie praktycznie nie zna, a jak mnie zobaczy to jebnie na miejscu chyba :D coś tak mam wrażenie, że sobie mnie zupeeeeeełnie inaczej wyobraża…
No i trzecia sprawa… byłem u psychologa. „Zwykłego”, więc mam mieszane uczucia… Ale po kolei… Najpierw moja babcia rozmawiała… nie lubię tak słuchać co się mówi o mnie, bo kiedy nie mogę zaprotestować, to wolę nie słyszeć, ale chwilę się przysłuchałem i no właśnie słyszałem… że mam płeć na jakimś takim niskim poziomie, że wszyscy jak mnie widzą, to myślą, że jestem chłopak (czy jakoś tak to dziwnie brzmiało nieudolnie tłumaczone). No to se myślę: po zabawie – co by się nie działo muszę powiedzieć psychologowi o ts.
A z drugiej strony sobie myślę… skoro to tak widać, to dlaczego nigdy mnie o to nie zapytali? Kurwa. Pytanie kurwa retoryczne, bo odpowiedź jest prosta: oni chcą (wnioskuję po formie tego co słyszałem) mnie naprostować na ich jedyną słuszną wizję. Tylko to ważniejsze pytanie brzmi: dlaczego? Dlatego, że nie wiedzą co to transseksualizm i że mi można pomóc w inny sposób, czy dlatego, że nie chcą tego wiedzieć?
I tak żyjemy, oni udając, że nic nie widzą, a ja udając że nie wiem, że oni widzą…
No dobra, a później… cholera mam dziwne wrażenie po tej wizycie. Jakbym zrobił z siebie idiotę :P bo odpowiadałem bez głębszego przemyślenia tego co mówię, a tego enneagramowe piątki bardzo nie lubią. Niby chciałem z kimś pogadać, a wcale mi nie było łatwo. W ogóle po raz pierwszy w życiu powiedziałem komuś, kto wcześniej o tym nie wiedział: „Jestem transseksualistą”. Powiedziałem to. Co prawda takim głosem jakbym się miał zaraz rozpłakać albo jakbym się miał zapaść pod ziemię, ale zawsze. Reakcja? Kamienna twarz i skinienie głową. To mnie też jakoś tak rozwaliło. Ja tu się zcieram by to jakoś wydukać, a tu żadnej widocznej reakcji na moje słowa ;) Co się tyczy tego tematu dalej… to sam nie wiem jakiego typu jest to psycholog. Trudno mi poznać. Czy on rozumie czy właśnie nie. Ale chyba w ten temat nie będziemy się wgłębiać (tak by było najsłuszniej chyba), bo w kwestii pochodzenia ts możemy się nie dogadać… (tak mi się zdaje), za to w kwestii tego co ja zrobię – to moja decyzja (i tu się zgodzimy).
Z innych rzeczy… to że ubieram się na czarno… widać. To że nie mam dobrego kontaktu z rodziną tylko raczej „ułożony”. Cholera – prawda. I blokuję emocje… ano.
Po raz pierwszy to na prawdę poczułem – jak ludzie mnie widzą… (skoro jednak rodzina też mnie tak widzi), więc widzą tak jak chcę żeby mnie widzieli, widzą mnie prawidłowo, tylko dla nich to jest „źle”. Ale jak głupio musi być mojej rodzinie jak potem tłumaczą „córka, nie syn” albo „wnuczka, nie wnuk” itp. Dno. Kurwa, to jest niesprawiedliwe. No ale jest jak jest. Można tylko starać się nie zwariować.
Jednak skoro ludzie widzą mnie prawidłowo „wszyscy myślą, że to jest chłopak” brzmi w moich uszach jak największy komplement. Jestem właściwie prawie szczęśliwy :)
To takie mieszane uczucia. Bezgraniczne szczęście (którego nie jest w stanie zrozumieć nikt, kto nie musiał o siebie walczyć) które tak czasem mnie dopada na wspomnienie tych słów, że dobrze (wg mnie, nie wg rodziny) wyglądam, a z drugiej przykrość, że oni muszą się ze mną męczyć.
W każdym razie dziś na mieście czułem się wyjątkowo swobodnie – niech mam dalej to złudzenie, że wszyscy jednoznacznie biorą mnie za chłopaka :D nawet jeśli tylko za dzieciaka dużo młodszego.
I słuchawki na uszach też robią swoje – faktycznie mam mniejsze paranoje, że zaraz mnie ktoś o coś zapyta ;) dobrze jest się skupić na muzyce zamiast na swoich głupich myślach. Kurde, bez tego playerka czuję się jakoś dziwnie :D wystarczył tydzień żebym się uzależnił ;) jak mi dziś padła bateria (całe szczęście w drodze powrotnej) to czułem się prawie jak narkoman na głodzie :D

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.