znowu o świecie iluzji i o tym realnym też ;)

Od kiedy skończyłem sześć… a może nawet pięć? lat „miałem kogoś”. Miałem dziewczynę, którą sobie wymyśliłem (oprócz niej rzecz jasna wymyśliłem sobie cały świat i w ogóle całe życie). Miała na imię Patrycja (bo to imię najbardziej mi się podobało, z resztą podoba mi się do dziś choć może już nie najbardziej) i była blondynką. Tylko tyle… chociaż nie, miała włosy do ramion, tyle jeszcze pamiętam :D
Potem… na pewno w którejś z pierwszych 3 klas podstawówki (mógłbym dokładnie sprawdzić w której po dacie filmu, ale to nie takie ważne) obejrzałem film i „moja dziewczyna” miała już gotowy wygląd aktorki z tego filmu (a raczej postaci). Tym razem była brunetką (szatynką? nie wiem, nigdy tego nie nauczę sie rozróżniać, w każdy razie brązowe włosy miała, ale czarne też są ok) i miała długie włosy (jak tak teraz patrzę na tą postać filmową, to już mi się nie podoba, ale nieważne). Z „Patrycją” się rozstałem, w przyjaźni :D (tak tak, to wszystko miało/ma swój ciąg). I tak była sobie ona… imienia już nie podam, teraz będzie bez imion (bom jeszcze nie jest masochistą na maxa :D jakoś tak głupio zdradzać swój gust). Była aż pojawiła się inna aktorka (postać), tym razem już po prostu je „podmieniłem” (tamta niby że wydoroślała, bo faktycznie młoda to dziewczyna była), miałem ze 12-13 lat gdy to się stało.
Kiedy skończyłem liceum… chociaż ostatecznie w momencie, kiedy rzuciłem studia, pojawił się pierwszy facet :D (chociaż nie… zawsze miałem ciągoty ;) jeszcze w podstawówce ;) tylko wtedy to się „przyjaciele” nazywali, tacy od całowania też :D no ja wiem… jakieś dziecko opętane byłem XD i zawsze w wolnych związkach z tymi dziewczynami :D ). A rok temu drugi ;) i wtedy właśnie (co nie znaczy, że to byli/są jedyni na mojej „liście”… właściwie na tej liście to jest pięciu) ułożyłem sobie obraz takich jakich lubię (przy czym do dwóch się przyznaję, do trzeciego zależy komu, a dwaj ostatni niech pozostaną moją tajemnicą na wieki:D ).
A tak chciałem o tym napisać. Dlaczego? Bo mi nie daje spokoju ten cytat z poprzedniej notki: „Czy uczucie jest realne, jeżeli jego obiektem jest coś iluzorycznego lub coś, co w ogóle nie istnieje?
Jeśli tak na to patrzeć, to ja rzeczywiście wiem co to jest miłość, bo praktykuję conajmniej od szóstego roku życia XD

Ale ja mam skłonności do „życia w świecie iluzji” (taki wymyślony świat był dla mnie czymś tak normalnym i oczywistym jak jedzenie, po prostu jako dziecko nigdy nie żyłem inaczej) zapisaną w horoskopie (żeby nie było – potwierdzoną przez kilka elementów, na podstawie jednego bym nie wyciągał takich wniosków)… i jeszcze mam trudności w wyrażaniu uczyć, a nawet zahamowania emocjonalne. Bo to nawet nie chodzi o niewyrażanie uczuć… tylko brak niektórych.
Tak sobie ostatnio myślałem (za dużo myślenia też mam w horoskopie ;) i jeszcze większe zdolności wyrażania siebie w piśmie… także grafomania moja utrzymuje się jak widać na stałym poziomie… baaa… moje ostatnie opowiadanie przekroczyło 30 stron tajmsem jedenaście ale to wspaniałe jest, że ten swój „świat iluzji” można nawet opisać :> ), no więc myślałem sobie, że jakbym nawet był w jakimś związku (jakimś cudem :D ) i ktoś by mnie zdradził, to bym na pewno nie dał po sobie poznać, że mnie ruszyło. Zaśmiałbym się prędzej tej osobie w twarz wyśmiewając ją samą – że myślała, że mnie w ogóle można zdradzić/zranić w ten sposób. Bo właśnie… co gorsza wydaje mi się, że nie można i by mnie na prawdę nie ruszyło (bo się nie zaangażuję – bo tak mam i wracamy do punktu wyjścia). I tu się pojawia następna kwestia poza trudnością wyobrażenia sobie miłości: trudność wyobrażenia sobie zazdrości, która by popychała do rywalizacji o kogoś (moje stałe motto: JA mam się ścierać?). To wszystko chyba trochę kalectwo emocjonalne. Ale to mi nie przeszkadza aż tak bardzo (chociaż czasem tak, bo się czuję przez to inny).
Za to przeszkadza mi coś innego… zupełnie inny temat, ale też o tym dziś pomyślałem. Prawdziwym wręcz kalectwem jest zrobić z człowieka ‚socjalfoba’. Ciągłe tylko przestrzegania… nie chodź nigdzie z obcymi, nie bierz nic od nich, nie rozmawiaj, najlepiej w ogóle się nie zbliżaj… Jak będę miał dzieci (a będę miał), to tak ich nie wychowam! NIE! Ja myślę że czasem lepiej jest zostać skrzywdzonym niż przeżyć całe życie w tym ciągłym lęku, że można zostać skrzywdzonym. Wydaje mi się, że łatwiej jest osobie skrzywdzonej wrócić do życia, podnieść się, nauczyć się znowu ufać ludziom, łatwiej niż komuś kto nigdy nie ufał i zawsze się bał. Bo jak wrócić do czegoś, czego nie było? Jak „wyzdrowieć” gdy się całe życie było „chorym”? Organizm nawet nie wie jak wygląda to „zdrowie” :/ Nie wiem szczerze mówiąc jak się zapatruje na to psychologia, ale tak na chłopski rozum patrząc… jeśli ktoś w pewnym momencie życia doznał krzywdy, to on i tak ma całe życie powiedzmy w szczęściu do tego momentu… tego nie ma osoba, która od zawsze w lęku żyła (i nie ma znaczenia nawet czy w słusznym i czy cokolwiek kiedykolwiek na prawdę ją złego spotka).
No ale ja tak tylko… ku przestrodze jak nie wychowywać dzieci ;)

***
Niedługo wyjeżdżam. Będę jechać, potem tam być, a potem wracać… i tak w kółko, czas za szybko leci… Cieszę się z wyjazdu jak zawsze, ale martwi mnie, że to tak szybko leci. W dodatku jak mi coś przyjdzie jak mnie nie będzie… to nie wiem. Zwłaszcza, że nikogo nie będzie :/ No i jeszcze muszę udać się do tłumacza przysięgłego (a tak na wszelki wypadek, lepiej mieć papierek przetłumaczony niż narażać się choćby na możliwość wystąpienia problemów).
I co ja tam jeszcze muszę… napisać jeden list „wtajemniczający”, który „wisi” od kwietnia… a już mamy co? czerwiec. I drugi… bo dziś dzwoniła A. i mnie po głosie nie poznała.
A najlepiej jedna pani (która też jedzie)… do mojej mamy, żeby nikomu tam nie mówić… no taaaa, jasne :D a golić to się będę w misce żeby nikt nie widział XD Kiedy ja właśnie miałbym ochotę ogłosić wszystkim żeby było jasne. Ja tam nie jadę co by się ukrywać. W końcu co mnie ci ludzie obchodzą? Oni to mi mogą ;)

No byłbym zapomniał o najważniejszym! Na tej jednaj stronce dla bardzo dorosłych się zarejestrowałem co by sobie pooglądać tych „trannyfags” w akcji :D (bo jak się tam zarejestrować, to się 10 minut za darmo dostaje :> to akurat zdążyłem w tempie przyspieszonym przelecieć cały filmik i jeszcze kawałek tego z tym ‚tstv’, tylko tam trzeba kartę podać, ale te 10 minut jest za darmo). I… cóż… takie… gejowskie to nawet było mimo wszystko XD także, generalnie… no ujdzie nawet :D

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.