na dwójkę umówiony

Trzy telefony wykonałem, czwarty wykonał się sam ;) tzn. zadzwoniono do mnie ze szkoły, że jak doniosę zdjęcie, to mogę świadectwa już odebrać. No i odebrałem :) Po pierwsze nic nie płaciłem (a chyba powinienem… jeszcze mogą się czepnąć w OKE ;) ), po drugie świadectwa są jak oryginały, więc przynajmniej tu nie jestem poszkodowany ;) Tzn. to są normalne świadectwa, ze starymi datami, nikt nie jest w stanie poznać, że nie dostałem ich 4 lata temu, więc super. No tylko zdjęcie współczesne, ale to szczegół, za parę lat nie będzie miał znaczenia ;) I wychowawca się podpisał… także on też już wie na pewno. Ale to dobrze, lubię go, chciałem żeby wiedział.
I jest z paskiem :D ciekawy byłem czy jak to będzie jakiś odpis to nie będzie takie ładne kolorowe, ale jak to oryginał taki to jest z paskiem :D I tak rzuciłem okiem na tył przypominając sobie oceny… fizyka – bardzo dobry, chemia – bdb, biologia – bdb, wszystko spoko (chociaż niejeden pytał mnie jak mi się to udało :D cóż… kombinacja wzbudzania sympatii u nauczyciela, maksymalnego pokazywania jak się staram i odwalania swojego po prostu, no i trochę szczęścia, zwłaszcza na decydującym sprawdzianie z fizyki, dosłownie szczęścia), ale jak doszedłem do wychowania fizycznego i przeczytałem „bardzo dobry” to się nie dało nie wybuchnąć śmiechem :D Zupełnie zapomniałem, że miałem taką ocenę na koniec szkoły, bo ciężko pamiętać… biorąc pod uwagę, że moje sportowe osiągnięcia nie osiągały nawet wartości na dostateczny w tabelce dla kobiet :D Ale zwykle miałem „dobry” na koniec roku, tylko raz czy dwa „dostateczny”. Tu się musiałem zwłaszcza starać… (a może nawet nie osiągałem na dopuszczający? ale przecież za przystąpienie do ćwiczenia nie można nikomu postawić 1, a i 2 to tak głupio, toteż zawsze 3 miałem… a potem „poprawiałem” i dlatego dostawałem te 4, chociaż poprawianie to po prostu zrobienie ćwiczenia jeszcze raz… często z jeszcze gorszym skutkiem ;) ). Czemu na koniec mam bdb? Chyba dlatego, że nauczyciela nie terroryzowałem :D a tak poważnie… bo się właśnie starałem na ile mogłem, tylko tyle (albo „aż tyle”… pamiętam to siedzenie na podłodze przez całą przerwę po wf-ie, po biegu na 600m, z uczuciem „chyba się zaraz porzygam, chyba się zraz porzygam…”).
Nigdy mi nie zależało na nauce czy dobrych wynikach, serio. To wszystko szło samo z siebie (z domieszką przeświadczenia „należy się dobrze uczyć, bo tak!”). Ale tak sobie myślę, że… może patrzyłem na to jako po prostu mój obowiązek – nauczyć się na ile to możliwe. To był mój cel, nic innego w życiu nie miałem. Nie miałem realnych marzeń. Nigdy. Bo jak miałem marzyć o przyszłości nie będąc sobą? Żyłem w świecie marzeń, w tym realnym „odwalałem tylko swoje”.
Ale nie powiem, to miłe mieć takie dobre świadectwo na koniec szkoły średniej ;) Choć maturalne już tak nie zachwyca ;)

Nową kartę zamówiłem, znaczy to duplikat, 18zł (i tak myślałem, że drożej). No ale hmm… 18zł karta, 30zł dowód osobisty, 70zł prawo jazdy, 60zł dowód rejestracyjny… prawie 200zł, których by ‚nie-trans’ nie musiał wydawać ;) Nie wspominając o kosztach dojazdów wszędzie…
No i operacja. Umówiłem się. Więc jeszcze 2 tygodnie. Dwa tygodnie czasu do zabicia ;) Bo jak się na coś czeka, to strasznie takie to jest… no takie no że by się już chciało ;) I mogę sobie wybrać metodę (cena ta sama), tu chyba nie ma co wybierać, z resztą mniejsza o metodę… już bym chciał mieć to za sobą. A im tak bardziej myślę o tych wszystkich szczegółach technicznych… tym bardziej zadziwia mnie jak można mieć tak wielkie obrzydzenie do niby swojego ciała. Bo jak się o tym nie myśli to daje radę, ale jak się zaczyna myśleć… to lepiej nie myśleć ;)

***
Skończyłem czytać jedną książkę, i bardzo dobrze, mogę się zabrać za coś nowego.
Rozpoczyna się sezon na truskawki, toteż odzywiam się znowu głównie nimi.
A teraz się zaczyna burza, więc… w sumie to tyle. Idę czytać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.