# 926

19.01
Na pewnym forum wkleiłem swoje zdjęcie (ale wszyscy wklejali, naprawdę czasem tak jest, że się czuje człowiek częścią jakiegoś środowiska i wtedy chce się zintegrować). Pewna młoda kobieta skomentowała, że jej się podoba. Uśmiechnąłem się nawet pod nosem myśląc sobie: „idealnie! ona młoda samotna matka – od razu zostałbym ojcem!” :D Parę tygodni później ona wkleiła swoje zdjęcie i napisała, że jej się nie podoba. Wyszła bardzo ładnie, więc napisałem, że jest ładne (a może było trzeba nie pisać nic… ale chciałem powiedzieć coś miłego, z resztą to była prawda), zwłaszcza że to było zdjęcie legitymacyjne, a mało kto na takim wychodzi ładnie ;) Co do niej samej to… jakoś w ogóle nie umiem ocenić w kategoriach ładna/nieładna. Bo tak to ja mogę oceniać obcych, których mijam na ulicy, ale ludzie, których już trochę znam… nawet z forum, to jakby patrzę na nich trochę na innej płaszczyźnie (nie wiem czy ma sens to co mówię XD ale tak to czuję). Potem napisała do mnie wiadomość… Kurcze, nie chcę tu tak wprost pisać bo znów mam schizę, że jeszcze tu trafi ;) ale swoją drogą to może byłoby dobrze, choć zapewne nie trafi ;) Z resztą mniejsza z treścią, niby niewinne wiadomości… a daję się wciągnąć w korespondencję typu: „…jeszcze się pojawi ten odpowiedni facet” (a przypuszczałem, że do tego zmierza ta korespondencja, ale… no nie macie tak czasem, że są po prostu słowa które należy powiedzieć? i to nawet nie dlatego, że to pasuje, tylko że to prawda). Bo to świetna dziewczyna z mocnym charakterem. Ale właśnie ten mocny charakter do mnie nie pasuje (abstrahując już od tego, że ja nie mam myśli: „Z tobą bym poszedł do łóżka” – jak w przypadku „ideałów” XD – a swoją drogą musiałbym się na tym temacie jeszcze kiedyś skupić tak oddzielnie…). Nie mógłbym związać się z osobą, która wali wprost to co myśli, mimo, że przez większość osób jest to pożądana cecha u partnera (chyba). Ja wiem, że to coś, co by mnie przytłoczyło. Nie jestem tak twardy i niewzruszony jak bym chciał. Widzę to nawet po znajomych, niektórzy są tacy mega-wprost. Fundują mi niezłą dawkę adrenaliny ;) A kiedy odpowiem im tym samym, to się potem pół dnia zastanawiam czy aby nie uraziłem ich za bardzo (kiedy oni oczywiście nawet przez chwilę pewnie o tym nie myślą i w ogóle nie biorą takich rozmów w kategorii urażenia :D bo mają właśnie takie zupełnie inne charaktery).
Czego się najbardziej boję? Chyba tego, że mogę komuś sprawić przykrość. Choć oczywiście nie da się przejść życia nie sprawiając nigdy nikomu żadnej przykrości. Choćby dlatego, że pewnych rzeczy nie da się przewidzieć.
Nie to będzie najgorsze, że ktoś powie mi coś przykrego i ja się tym przejmę, tylko to, że on powiedział mi coś przykrego dlatego, że to ja go zraniłem – i tym się przejmę (choć tym pierwszym pewnie trochę też). Ci, których mogłem zranić, a jednak nie powiedzieli mi nic przykrego – tym dziękuję. Chociaż i tak będę myślał czy przypadkiem ich nie zraniłem i jak mi przykro z tego powodu… ale dziękuję za to, że nie dali mi tego wprost odczuć.
Trochę zszedłem z tematu (ale wcale nie tak bardzo).
Trochę żałuję, że w ogóle wprowadziłem tą korespondencję w ruch. Rzecz w tym, że muszę jej dać jakoś do zrozumienia, że nic z tego. Nawet mi się nie chce myśleć o możliwej korespondencji w stylu: „ale dlaczego?”… W ogóle nie wchodzi w grę na tym forum wymówka, że wolę chłopców :D (abstrahując już od tego czy to prawda), na PW też nie, bo po prostu… niby skąd mam wiedzieć, że mogę jej ufać? Więc TS też nie wchodzi w grę. Wychodzi na to, że nie mogę powiedzieć: „to ja, to nie ty”. A skoro tak, to pewnie pomyśli sobie, że coś z nią nie tak. Tak czy inaczej czuję, że skończy się niemiło (po prostu uważam, że poczuje się zawiedziona i powie coś w swoim stylu i… -> poczucie winy, patrz wyżej ;) ). Poczucie winy trochę też za to, że jakby wprowadziłem tą korespondencję w ruch (komentarzem do zdjęcia, a potem nieumiejętnością odmowy w innej sprawie).
Ależ ja nie lubię tego, że czasem pomyślę sobie tak głupio :P
„młoda samotna matka – od razu zostałbym ojcem!”, „Pewnie mi się któryś lekarz spodoba”. Ha-ha, bardzo śmieszne ;)
21.01
A może jednak nie będzie tak źle, nie pomyślałem o najprostszej rzeczy – za daleko mieszkam ;) Sama na to wpadła, jest widać mądrzejsza ode mnie :P I mam nadzieję, że to kończy temat.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Lawless

    Witam
    Świetny blog, fajnie trafić przypadkiem na coś, czego się nie szukało, a czego tak bardzo się potrzebuje…

  • Em.

    c.d. cech poządanych u partnera. Walenie prawdy w oczy nie jest takie super. Pewno, nie trzeba się w związku okłamywać, ale między mówieniem prawdy wprost a kłamstwem jest duza różnica. Jak czasami powiem komuś tak wprost to później też mi głupio, że komuś może być przykro. Zwłaszcza, że nasza prawda nie musi być od razu prawdziwa, obiektywna.
    Pozdrawiam,
    Em.

  • A.

    „Odległość” – dobra rzecz. W zależności od tego czy nam zależy czy nie albo stanowi przeszkodę nie do przeskoczenia albo nie stanowi żadnej ;)
    Swoją drogą, przeszkadzałoby Ci np. 500km odległości?

    A co do cech o których wspominasz; jeśli osoba w związku z Tobą miałaby zupełnie podobnie do Ciebie w tej kwestii, to moglibyście mieć problem z porozumieniem.
    A pewna bezpośredniość nie oznacza łatwości w skrzywdzeniu :)

  • Kluskowska

    Wiesz co, ja też mam tak, że boję się cokolwiek powiedzieć znajomym, żeby broń Boże kogoś nie urazić… Nawet jeśli potem to ja mam ponieść na tym stratę. Bo moja szanowna koleżanka gada co jej ślina na język przyniesie, a potem zachowuje się jakby nic się nie stało.
    Widać dla ludzi to norma, innych mają w dupie i nie widzą że sami robią coś nie tak. A my nie mamy odwagi im tego uświadomić żeby przypadkiem ich nie zranić… Głupia sytuacja.

  • wendigo

    Lawless -> :)

    Em. -> w sumie racja… można jeszcze powiedzieć prawdę ale trochę inaczej…

    A. -> taak… już z kimś dyskutowałem nad tą kwestią, że z osobą podobną do siebie byłoby trudno z tego właśnie powodu…
    Nie wiem… bezpośredniość… to mój lęk, że może mi coś powiedzieć co mnie dotknie… nie wiem…
    A 500 km, nie, jakby mi zależało to nie. Pewnie każdą odległość można zaakceptować (choć widziałbym raczej konieczność dążenia do bycia z tą osobą – czyli przeprowadzka jej lub moja lub nas obojga, wiecznego związku na odległość sobie nie wyobrażam, ale na pewien czas może być). A ona mieszka dużo bliżej niż 500km (chyba z 150km), więc pewnie dlatego nie wpadłem na taki powód – dla mnie to nie jest znów tak duża odległość, do obrócenia w jeden dzień :P