#1060

No normalnie jeszcze nikomu nie udało się tak mnie wyprowadzić z równowagi jak moim współlokatorom (Sąsiadka1 i Sąsiad1), bo ja ogólnie spokojny człowiek jestem no ale… Wchodzę do kuchni nalać sobie coli z lodówki, jestem tam minutę, MINUTĘ i wychodzę i koszulka śmierdzi mi fajkami :/ a wkurwia mnie to że szlak mnie chce trafić, ja otwieram okno szeroko – że będzie zimno to mnie to g… ekhm, mało obchodzi bo NIE ZNOSZĘ smrodu papierosów. No ja pierniczę, ubieram koszulkę i po MINUCIE mi śmierdzi, no nie mogę. Żeby w swoim własnym (znaczy wynajmuję tu tak jak i oni) mieszkaniu mi śmierdziało to no nie mogę. Już o nie spłukiwanym prysznicu po kąpieli nie wspomnę, albo o tym że na jedynej półeczce pod tym prysznicem (małej do tego) ponastawiają sobie mydeł itp. a Sąsiadka2 ją zainstalowała specjalnie żeby każdy mógł skorzystać jak się kąpie – ale potem zabrał swoje rzeczy bo nie ma tyle miejsca żeby każdy sobie postawił i tak zostawił. Ale te papierosy wkurzają mnie najbardziej. Jeszcze leżą tam niedopalone (oszczędza i po pół pali czy jak?) jak się tak wkurwiłem, miałem ochotę wywalić to przez okno i jeszcze kilka razy taka akcja i chyba tak zrobię :D Miałem też ochotę zawołać ich i powiedzieć żeby przynajmniej wietrzył. Tyle że jak jestem tak wściekły to to jednak widać, a nie chcę sobie robić wrogów. Ale to tak nie może być bo naprawdę w końcu chuj mnie strzeli do końca. A kaszle jak gruźlik jakiś tak że przez dwie ściany słyszę (i taki byłem dziś naprawdę wkurwiony, że aż nieładne myśli miałem). I tylko ja wchodzę do kuchni i okno na roścież otwieram, oni wchodzą i zamykają i tak się „bawimy”, ciekawe komu się najpierw znudzi (bo „bawić się” przestawianiem szamponu to ja mogę, ale z tym smrodem to nie wytrzymam).
I to nie chodzi o to że aż taki jestem cięty na papierosy (chociaż jestem), bo przecież nie raz odwiedzam palących i jakoś to wytrzymuję (chociaż nie lubię). Ale co innego jak idę do kogoś, o kim wiem, że pali i wiem, że będę śmierdzieć – wiem z góry, że ciuchy od razu po powrocie trafią do prania, poza tym to mój wybór – pomimo wszystko wybieram że chcę odbyć tą wizytę. Ale żebym nie mógł normalnie pójść do własnej kuchni?! Co mam się przebierać wychodząc z pokoju?
No naprawdę gratuluję, jeszcze NIKOMU się nie udało doprowadzić mnie do wściekłości. :[
Jednocześnie muszę widać sprostować to co kiedyś napisałem – jednak potrafię tak też się denerwować w sensie złościć (czyli nie tylko denerwować w sensie bać).
Tak sobie myślę, no dyplom jak nic się należy. Może powinienem narysować jakiś? Może by to było nawet zabawne (czyli coś śmiesznego, w co mógłbym obrócić tą wkurzającą sytuację).
Ja wiem, że to (złość) mi nic nie da i że powinienem zmienić swoje nastawienie (a wtedy zmienią się okoliczności). Tylko właśnie to nie jest proste. Ludzie wątpią, że „pozytywne myślenie” (tak nawiązując przy okazji do poprzedniej notki) skutkuje a ich „argumentem” jest, że gdyby tak było to wszyscy byliby zdrowi, szczęśliwi i bogaci, podczas gdy to nie w osiągnięciu tego jest trudność, trudność jest właśnie w samym myśleniu (tzn. w zmianie sposobu myślenia). Bo jednak mam poczucie niesprawiedliwości, że ktoś ma elegancko w pokoju, bo resztę sobie radośnie porozstawiał po całym mieszkaniu, a ja mam bałagan, bo wszystko w pokoju muszę trzymać, bo najzwyczajniej w świecie nie ma tu tyle miejsca żeby wszyscy mogli się porozstawiać. Albo by moje rzeczy stały się wspólne, bo niektórzy są tak nieogarnięci, że własnych nie rozpoznają. No i tak to wygląda.

Jakby tego było mało, na forum Trans-Fuzji toczy się dyskusja z matką, której dziecko oświadzyło, że jest ts (m/k), a ona twierdzi że to tylko Zespół Aspergera. W sumie dyskusja jak dyskusja, nawet nie mam sprecyzowanego zdania w tej kwestii, ale przywaliła innym komentarzem:

“Powiem więc wprost o moim marzeniu. Oczekiwałabym od mojego dziecka pewnego rodzaju heroizmu i uniesienia swoich problemów, udźwignięcia ich bez łamania pewnych norm.”

– jak to przeczytałem, to poczułem się trochę tak… jak wtedy kiedy ksiądz mi powiedział, że pójść na studniówkę to mój moralny obowiązek (chociaż nie aż tak ;) ). Nie wiem nawet co na to powiedzieć. Jak mam to skomentować i jak mam to wyjaśnić. I czy się da. Nie wiem. Po prostu aż chce mi się zapłakać – nie, nie nad sobą, już nie ;) jestem dalej i mam to za sobą ale po prostu… tak sobie myślę, że gdyby jakaś matka kochająca swoje dziecko miała chociaż cień poczucia tego jak się czuje transseksualista, to nigdy nie wygłosiłaby takiego zdania – o, może tak jakoś. A może tak, że to brzmi jak oskarżenie. A jakby tak o człowieku chorym na raka powiedzieć, że się od niego oczekuje heroizmu w zniesieniu tej choroby po cichu i bez działania – co tam, że sobie umrze cierpiąc w samotności, grunt że nie przeszkadza otoczeniu. A nie chce mi się już o tym myśleć.

W tym samym temacie opisała jedna m/k dość standardową reakcję:

“Następnie mać moja doszła do wniosku, że ubzdurałam sobie ten TS, bo to z mojej strony taka ucieczka. Nie radziłam sobie w życiu jako chłopak, zadem uznałam, że ode mnie jako od dziewczyny nikt nie będzie wymagał tego wszystkiego, czego wymaga się od mężczyzn.”

i od razu przypomniał mi się komentarz na blogu pewnego k/m-a:

“Taka ciekawostka dla Ciebie: o wiele więcej kobiet zmienia płeć na męską niż na odwrót, bo to głównie kobiety nie radzą sobie z presją i trudnościami, jakim muszą sprostać w pracy, w szkołach czy choćby fizycznie. Na ile to wynika z prawdziwego poczucia bycia uwięzionym w ciele a na ile z wyboru, to już też chyba kwestia danej osoby.”

– powyższe zestawienie nie wymaga chyba dalszych komentarzy :D To jest chyba w ogóle mój ulubiony argument – zdaniem tego, kto go podaje, zawsze wymaga się więcej od płci korygowanej, ciekawe ;)

No to teraz chyba czas wrócić myślami do tego, co mnie naszło w pracy – że mianowicie jak się napatrzę na niektórych facetów, to muszę przyznać, że naprawdę lubię siebie. Przychodzi taki do domu, siada przed tv, śpi do rana, potem znowu praca. Nie nie, facet tak do pogadania jest zupełnie ok (choć mam parę zastrzeżeń jak choćby to iż uważa, że kobiety to do garów, a już broń Boże nie do prowadzenia samochodu – uznałbym to za żart, ale słyszałem to co najmniej dwa razy). Właśnie o to chodzi – to ma być ta norma? Jedyne o czym myśli większość facetów to: praca, jedzenie, sen, seks (czasem)? Zero jakichś… no nie wiem, zainteresowań? Chwili na czytanie książki? Chociaż jak się pracuje 12h na dobę to się nawet aż tak nie dziwię (no ale jak ktoś żyje by pracować…). Mam dość krótkie przerwy ale od jakiegoś czasu na każdej przerwie czytam na telefonie („Tarot a karma” A. Chrzanowskiej nawiasem mówiąc i dość ciekawa książka). Widać tak mam ochotę, więc chyba bez sensu byłoby na siłę nie czytać ;) No ja po prostu nie umiałbym żyć bez angażowania się w swoje zainteresowania, robienia czegoś więcej poza oglądaniem tv (i tymi innymi wymienionymi). Nie wystarczy mi zaspokojenie potrzeb najniższego rzędu piramidy Maslowa. Może i wielu rzeczy nie umiem, (może prawie nic nie umiem ;) mam na myśli z takich praktycznych czy zawodowych rzeczy), ale to ja wcale nie chcę umieć, nie chcę też mieć dwóch metrów wzrostu czy mega niskiego głosu, wolę już być sobą niżbym miał mieć… takie ograniczone życie. Naprawdę. Jednak bym się nie zamienił :P Kto wie, może jednak moje życie jest najlepsze, bo jest najmojsze ;)

Btw.(1) To chyba trzeba mieć coś z garnkiem nie tak żeby poważnie myśleć, że kobiety są gorszymi kierowcami. Wiele moich koleżanek zdało na prawo jazdy wcześniej niż ja :D Chociaż to jeszcze zależy co miał na myśli mówiąc „kobiety” – płeć psychiczną, kulturową, genetyczną… Jak genetyczną, to może nawet coś w tym jest, a to jeszcze gorzej :D ;)
Btw.(2) Ale w tym ww. temacie na forum przeczytałem coś ciekawego – że ludzie z ZA mogą mieć trudności w nauczeniu się prowadzenia samochodu. No i powiem, że jak tak to czytam, to mnie przekonuje. Znowu coś co pasuje ;)

Na koniec dnia jednak milutki akcencik, znajoma podesłała mi linka do „cute” fotki: images.4chan.org/y/src/1353473143272.jpg może szału nie ma, ale faktycznie jest cute, więc taki drobiazg a cieszy po takim dniu ;)

Nie ma to jak stare (nie)dobre notki wielotematyczne :P ale tak mi jakoś wszystko to mimo wszystko układa się w logiczną całość.
No nic, teraz czas na mnie, żeby może się jakoś odprężyć. Spać mi się z resztą zachciewa (dopiero teraz! choć nie spałem za dnia… pewnie ten wkurw z początku notki. mnie tak rozemocjonował, a raczej na pewno).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.