#1073

Tak więc przejrzałem sobie wczoraj te cytaty (no te w otagowanych notkach, a pewnie niektórych zapomniałem otagować, trudno – nie będę się teraz przez wszystko przedzierać), przy okazji widziałem jak to koszmarnie wygląda po migracji do pseudo-wordpressa, niektóre cytaty zlały się z notkami całkowicie, masakra, przez jedną chwilę pomyślałem czy by wszystkiego nie przenieść na myspot (co nie byłoby aż takie trudne, bo mam ładnie zarchiwizowane, wystarczyłoby stamtąd wklejać, bo to co zostało na blog.pl jest nie do uratowania), ale mi się nie chce, trudno, zostanie tak jak jest. Pinger z resztą też mi tak kaszani cytaty :/ żeby były kursywą, musiałbym zawsze wklejać je w nowej linijce, a nie zawsze mi to pasuje. Więc nadal myślę o myspocie.

Ale nie o tym chciałem. Mianowicie jak tak sobie zacząłem czytać fragmenty notek, które zawierały cytaty, to natrafiłem nawet na kilka ciekawych fragmentów (a kto wie do jakich wniosków bym doszedł czytając całego swojego bloga od początku, myślę że mógłbym dojść do ciekawych, więc może się o to kiedyś znów pokuszę).

“Chcę żeby moje błędy były czymś normalnym, a nie rozpaczaniem przez pół roku jakie to straszne, że popełniłem błąd.”
– napisałem to jakoś w odniesieniu do rodziny chyba, ale hmmmm… szczerze powiedziawszy nie wiem (nie pamiętam) co miałem na myśli. Ale dosłownie kilka dni temu analizowałem swoje życie i doszedłem do wniosku, że już w dzieciństwie byłem nieśmiały i wycofany. Tak było zanim nawet poszedłem do przedszkola zdaje mi się (choćby niechęć do zabaw grupowych), czyli musiało mieć na to wpływ coś co było wcześniej, coś z domu. Nie wiem co, ale ten fragment nasunął mi przypuszczenie, że jednak było coś takiego, w konsekwencji czego pojawiły się lęki.

Dalej…
“Powinienem wyjść do ludzi bez względu na to kim jestem, bo to jest inny problem. Kiedy już będę sobą, to problem izolacji sam też nie zniknie. I wcale może nie być lepiej. I nie powinienem się izolować od ludzi, bo płeć to nie wszystko i pomijając ją też można znajomości nawiązywać i w ogóle ludzie mogą akceptować itp. (wnioski od psychologa).”
– normalnie jestem pod wrażeniem, że już wtedy do takich wniosków dochodziłem ;) Szkoda tylko że nic z tego nie wynika.

“Ludzie mają takie szczęście, że nie wiedzą co to ts, co to znaczy być ts… Najbardziej na świecie zazdroszczę ludziom tego, że nie są ts…”
“„Moje życie idzie w dobrym kierunku” – to na pewno, ale… ale to jakby mówić „jestem na pierwszym piętrze”, kiedy ludzie szczęśliwi są tak na prawdę na trzydziestym piętrze tego bloku… przy czym na przykład schody się kończą, a winda nie działa i dotarcie z 25 na 26 wymaga przeciśnięcia się przez wejście, przez które nie każdy wejdzie ze względu na swoją budowę. Tak, czasem po prostu się nie da dotrzeć na 30 piętro i to nie ma nic wspólnego z chęcią, własną siłą, wiarą w swoje możliwości itp. pewne bariery są nie do przejścia, na prawdę. Są na świecie rzeczy niemożliwe.”

– to też mi wyszło (skąd ja brałem takie /niezłe/ porównania? ;) ). Ciekawe czy „budowę” miałem na myśli dosłownie czy to przenośnia, bo tak i tak pasuje ;) Ale nie, dziś jestem pewien, że nie ma rzeczy niemożliwych, tylko niektóre są bardzo trudne (dla mnie, bo „trudne” to znowu kwestia wiary/przekonania). Załóżmy że ludzie szczęśliwi, to nie tylko ci z 30 piętra, powiedzmy że to ci od 20 do 30 – szczęście też można stopniować. Powiedzmy, że można być szczęśliwym już na tym dwudziestym, spoko. Powiedzmy nawet że jestem dalej – niech to będzie dwudzieste czwarte.

Jak się dostać na trzydzieste?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.