#1137 – a teraz o wegetarianizmie/weganizmie…

Jak już tak jestem na tematach które mnie irytują, to znalazłem jeszcze jeden. A znalazłem w ten sposób, że szukałem sobie witariańskich przepisów, no bo naprawdę wybitnie nie chce mi się gotować :P Dziś np. jadłem samą zieleninę w pseudo sałatce, ale to jednak jest mało ciekawe danie. Co do przepisów to znalazłem jeden fajny: na „makaron z cukinii z sosem pomidorowym” – no i wszystko fajnie tylko ja widzę, że do takich przepisów, to blender jest chyba nieodzowny :( także witarianizm gdzieś tam pozostanie jako opcja mojej diety, ale tak intensywniej, to chyba dopiero jak wykombinuję blender.
No w każdym razie szukając (a jakie desery po witariańsku można zrobić! zdrowe, mniej kaloryczne i bez pieczenia!) trafiłem na taki wątek: f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=5698253 – przebrnąłem jakoś przez dwie strony i dałem sobie spokój. W ogóle cały temat jest mocno smutny, bo związek wege+niewege to zapewne ciężka sprawa, a jeszcze jakby mnie partner tak oszukiwał, to by już dla mnie związku nie było. No ale zostawmy to, chodzi mi o wpisy – skąd się bierze taka agresja u niewegetarian?! :0 (Może z tego żarcia mięsa właśnie :D ). A jakie durne teksty… „pewnie sama wpieprzałaś mięso, jajka, mleko, a teraz dziecku chcesz zabronić”. A skąd ta pewność? Jako dziecko nigdy nie lubiłem mięsa (i wydaje mi się, że wiele dzieci nie lubi). Mleka także nie lubiłem (i też mi się wydaje, że wiele nie lubi, z tego co pamiętam to niektórzy mi zazdrościli, że nie muszę chodzić na mleko :P ). I szczere powiedziawszy to za jajami też jakoś specjalnie nie przepadałem (czasem miałem ochotę, ale to naprawdę sporadycznie). Odżywiałem się głównie węglowodanami – wiem, że to też pewnie niedobrze, ale żyję ;)
Idiotyczne jest też w dzisiejszych czasach twierdzenie, że człowiek potrzebuje mięsa/nabiału. No ej, skoro są weganie, którzy tego nie jedzą, a mają świetne wyniki, nawet często lepsze niż mięsożercy (żeby nie powiedzieć, że zazwyczaj lepsze), to PO CO POWTARZAĆ TE BZDURY, że mięso jest konieczne? Najwyraźniej nie jest! Są ludzie, namacalne dowody, ale niee, nic nie trafi do kogoś, kto się uprze i kto się po prostu nie umie przyznać, że mu mięso smakuje i tylko dlatego z niego nie zrezygnuje.
Napisałem, że trudny musi być związek wege+niewege, ale to nieprawda, nie musi. Jeśli ten partner niewege nie jest jakoś mocno do swojej diety przywiązany, to nie powinno być problemu. Ja np. wolałbym wege-partnera, pewnie dlatego że wolałbym aby mi nikt mięsa nie gotował :P Nadal po prostu nie lubię. Znaczy są wyjątki (McDonald’s, KFC, czy nawet czasem takie „zwykłe” hamburgery, parówki, kiełbasą na ognisku nie pogardzę), ale to tyle. Ja nie wiem, nie wiem jak może nie robić się człowiekowi niedobrze na widok żyłki w mięsie czy jakiegoś zgrubienia :P przecież to mnie od razu w gardle staje z obrzydzenia (to już chyba wiem czemu lubię McDonald’s i KFC – tam wszystko jest tak przetworzone, że nie ma mowy o żadnych grudkach czy żyłkach :D ). A kurczak (czy inny drób) gotowany/pieczony w całości – one też mają takie żyłki, albo takie hmm błonki łączące poszczególne mięśnie, albo mięśnie i kości… blee. To dlatego nie umiem, po prostu nie umiem obgryźć kurczaka do końca (bo też mnie cofa). Nawet ryby takie elementy mają :/ A kebaba to wiecie, nie lubię od momentu jak trafiłem na cały płatek tłuszczu – rzyg, aż mi się teraz niedobrze zrobiło, idę po kawałek ciasta :D (tylko ciasto też mam niedobre, kupiłem bo wyglądało apetycznie, ale tak paskudnego ciasta w życiu nie jadłem, smakuje plastikiem i podejrzewam, że nawet folia, w którą było zapakowane smakowałaby lepiej :D ).
Wracając jednak do głównego wątku – o ile jeszcze mogę zrozumieć wojny religijne, to wojen wege vs. niewege nie mogę. Tzn. gdyby to weganie/wegetarianie byli agresywni w stosunku do niewege, to podłoże też bym zrozumiał, ale odwrotnie?! A cóż mnie obchodzi czego inni ludzie NIE jedzą? I żeby jeszcze ich z tego powodu wyzywać?! No tak, czuję się troszeczkę po ich stronie, choć sam nie jestem wege, to jednak wiem z jakim niezrozumieniem mogą się spotykać, bo mnie się jakoś też wszyscy dziwią, kiedy mówię, że no cóż… w sumie to nie lubię mięsa.
Albo jeszcze „argument”, że facet to musi mięso zjeść, o jap… jak ja „kocham” ten argument :]

O ile przedmiot poprzedniej notki irytuje mnie mocno, tak przedmiot tej… no po prostu uważam, że to BARDZO głupie najeżdżać na wegetarian/wegan.
Btw., ciekawe wideo:

zwłaszcza ciekawe czy naprawdę te wszystkie wegańskie rzeczy smakują tak jak mięso? Może bym nawet spróbował, na pewno nie kojarzyłoby mi się to tak obrzydliwie :D także muszę popatrzeć na wegańską jakąś żywność może w sklepach, a nóż coś przypadnie mi do gustu :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.