#1141 – znów ludzie wkurzają, o pracy i… pracy i innych takich…

Jak już zaczynają mnie wkurzać ludzie w internecie, to już jest ŹLE. A zaczynają. Zwłaszcza jak schodzi na temat islamu. Taaak, to ten trudny temat. Jak to jest że się walczy o indywidualność, poszanowanie człowieka itp. a muzułmanów ocenia jako ogół? (baa, nawet nie muzułmanów tylko ludzi z krajów okołoislamskich). Nie mogę tego skumać. I kiedy mówię, przedstawiam przykłady, które znam, to słyszę, że „oni wszyscy tak mówią, a jak przyjdzie co do czego…” itp. No ej, dla mnie jeśli ktoś nie przestrzega zasad islamu, to nie jest muzułmaninem – tyle. Po prostu. A co on tam sobie deklaruje to jest mało ważne. Może być co najwyżej czubem ;) Ale czuby są wszędzie.
Oczywiście sytuację podsyciła historia tego „ożenionego” z ośmiolatką co się wykrwawiła – tylko nie dociera moje tłumaczenie, że to nie jest zwyczaj islamski tylko jemeński. W temacie polecam książkę „Sprzedane przez ojca” – historia dwóch brytyjskich nastolatek jemeńskiego pochodzenia, które na wakacjach w Jemenie dowiadują się, że są żonami i mają tam pozostać… jedna z nich jest autorką i podaje właśnie takie historie „wydawania za mąż” ośmiolatek. I ona sama, która przeżyła podobną historię choć już w wieku nastu lat, potwierdza, że to nie jest w żaden sposób zgodne z Koranem, który mówi, że dziewczyna ma praw odmówić wzięcia ślubu.
Następna rzecz – a bo chodzą pozakrywane (kobiety) i to jest głupie. Głupie? Może, ale może lepiej nie będę wymieniał głupot z religii katolickiej, bo to tylko nam, wychowanym w tej kulturze, one nie wydają się głupie (jak choćby post w piątek). A cóż mnie to obchodzi skoro jakaś laska chce zasłaniać twarz? No to niechże sobie zasłania, cóż to w moim życiu zmienia? Oczywiście w pewnych sytuacjach to nie przejdzie (kwestie identyfikacji czy może też bezpieczeństwa), ale mnie osobiście to nie przeszkadza (bo i czemu by miało).
Kwestia tego że się tak szybko rozmnażają i… jak to było? „zapanują bez wojny” i „trzeba coś z tym zrobić”. Wielce tylko jestem ciekaw co :] Słyszałem podpowiedź, że odebrać im przywileje w krajach zachodnich. Hmm… Pragnę zauważyć, że ogrom ludzi z Azji NIE JEST tutaj ze względu na super socjal – wierzcie lub nie, ale oni to mają w swoich krajach. Już chyba opowiadałem o Iraku – gdzie nie płaci się podatków, a bezrobotni też są super zabezpieczeni przez państwo. W Syrii też jest tanio, jak się ma pracę można dobrze żyć (pod tym względem, w ogóle jak tak słucham tych opowieści, to dochodzę do wniosku że tylko Polska jest krajem na tyle chorym, że ludzie nie zarabiają adekwatnie do wysokości wydatków). Ale chcielibyście tam mieszkać? Ludzie uciekają przed wojną. Czy naprawdę uważacie, że deportowanie kogoś do „jego ojczyzny” chociaż jest ogarnięta wojną jest humanitarne? Bo ja nie. Ale ok, choćby nawet odebrać socjal – spoko, tylko weźmy kraj, w którym obecnie mieszkam – ludzi w wieku produkcyjnym i tak ubywa, więc to oczywiste, że wspiera się jakiekolwiek dzieci. Bo ktoś musi na te emerytury pracować a co za różnica jakiego jest pochodzenia czy koloru.
W ogóle kwestia przyrostu ludności jest taką dla mnie nierozwiązywalną trochę kwestią… No bo tak: jest co raz mniej ludzi w wieku produkcyjnym co stanowi problem ze względu na emerytury – a szacunki są takie, że z roku na rok będzie ich jeszcze mniej. Jednocześnie ludzi i tak przybywa na tyle, że Ziemia kiedyś też będzie miała dość (i różne katastrofy, chociaż przykre, to jednak cóż…). Chyba że ludzkość wymyśli jakieś dobre rozwiązanie.
Wracając jednak do tematu – coś tam chciałem sprawdzić i poszukałem w necie, trafiłem na forum sadistica, w którym to temacie ział taki ogrom ksenofobii, antysemityzmu i w ogóle różnych innych fobii, że aż można się porzygać.
I jak tak czytam takie rzeczy to znów się zastanawiam (po raz nie wiem już który w ostatnich tygodniach) co ja robię na tym świecie? I tak mi przyszło do głowy (w kontekście tych dwóch kolegów z klasy, którzy już nie żyją), że hmm… ludzie myślą że kiedy umiera ktoś młody to „za szybko odszedł”. A może jest właśnie odwrotnie? Może były to tak zaawansowane dusze, że nie miały potrzeby przebywać dłużej na tym świecie… Chociaż szkoda, gdyby takich było więcej może ten świat wyglądałby inaczej…
Ale wracając znowu do tematu na razie głównego – a nawet przyjmując (taką absurdalną tezę), że 99% muzułmanów to terroryści, to NADAL pozostaje 1% niesłusznie oskarżonych ludzi! A ja nie godzę się na ŻADNE uogólnianie. Więc jak ktoś ma mi tu (w komentarzach) zamiar dalej jechać stereotypami itp. to niech lepiej nic nie pisze, bo ostrzegam – wypieprzę wpis w kosmos. Chociaż dziś nie !@#$%^& mnie już bardziej.
Ale dziś w pracy też dużo myślałem… i chyba doszedłem do wniosku dlaczego tak naprawdę jest mi trudno krytykować kogokolwiek (nawet słusznie). *Tak zostałem wychowany* – to chyba cały sekret. Że nie mówi się źle o nikim. Czy to dobrze czy to źle, nie mnie oceniać.

Zręcznie przejdźmy do kolejnego tematu, właśnie – pracy. Powód, dla którego miałem dziś tyyyle czasu na przemyślenia, to to że wreszcie pracowałem sam ;) Tyle że… też mi się nie podobało :D Tzn. jest sobie piątek, człowiek się nastawia, że jednak luz będzie, trochę się pogada (tzn. oni se pogadają, ja poczytam książkę na komórce :D ), ostatnią godzinę posprząta… a tu z rana przychodzi kierownik i odstawia do innej maszyny – wszystko fajnie, wolę ten rodzaj pracy. Ale nie takie elementy :D Jak żem zobaczył te trzymetrowe siatki (prawie 2x takie jak ja XD ), to zrobiło mi się słabo :D Zaprawdę powiadam Wam, nie ma nic gorszego niż gięcie siatek (znaczy ja nie spotkałem choć pewnie są jakieś w cholerę cięższe cosie), bo one nie są ciężkie ale się wyginają i trza się nagimnastykować co by je przyłożyć do maszyny… Po dwóch godzinach myślałem, że dziś to już na ręce nie wyrobię. Trzymałem się nadziei, że taki duży gość co zwykle przy tej maszynie pracował, jak zrobi co tam mu akurat kazali zrobić to wróci i ja sobie stamtąd pójdę. No such luck, ja patrzę a oni go do jeszcze innej :D Także dziś to najprzyjemniejszą częścią mojej pracy było jeżdżenie wózkiem widłowym, a skoro ja tak mówię (a wiecie z jaką ja radością podchodzę do pojazdów mechanicznych ;) ), to już musi być mocno źle ;) Noo ale w końcu wyczaiłem sposób na ułatwienie sobie pracy – najpierw jedną stronę pociągałem na maszynę, potem drugą, więc zostało tylko przytrzymanie (no ale piątek, mieliśmy się obijać a tu się nie dało, tam wszystko widać ;) ). No ogólnie darmowa siłownia – też jakiś plus. W ogóle od początku tygodnia spadłem o jedną dziurkę w pasku, więc jest dobrze.
No ale aż tak źle to chyba nie było obiektywnie rzecz biorąc. I jednak praca w samotności to jest to. To nawet nie znudzenie umysłu mnie wkurza w takiej pracy najbardziej, bo „samodzielne” znudzenie umysłu jest ok, bardziej mnie wkurza znudzenie umysłu przerywane głupimi tekstami współpracowników. Więc definitywnie wolę tą opcję gdzie pracuję sam.

A potem wszystko w biegu, ledwie to, ledwie tamto i pojechałem do hmm… „doradcy finansowego” jako że zawarłem tu pewne dodatkowe ubezpieczenia (z programem oszczędnościowym), nie chcę się wdawać w szczegóły, ale ogólnie system działa tak że można też z nimi współpracować (polecać kolejnych klientów i na tym zarabiać, im więcej klientów i bardziej zaangażowana działalność tak można nawet po prostu pracować na pełen etat). Wszystko fajnie, ciekawe, nie przeczę, że to pewnie lepsza praca niż moja :P ale skoro mam moją, to nie mam czasu na tak angażującą dodatkową. No ale dziś było „szkolenie”… mieliśmy udawać klientów i dzwoniących – moim zdaniem trochę głupie, ot tak o, bez jakiegokolwiek wstępu :D Ja sobie to wyobrażałem, że się dowiem przynajmniej co mówić, a nie tak że możemy paplać jakieś głupoty. Jak dla mnie szło mi to… dziwnie :D no ale nie wiedziałem nawet za bardzo co mówić. Później zapisaliśmy sobie na kartce podstawowy zarys rozmowy – to już lepiej, wtedy już było w miarę. Potem ktoś inny miał udawać że dzwoni (w sumie znajomy, tam sami znajomi byli). I jemu wychodziło to nawet trochę gorzej, zacinał się, jakby się denerwował. Także muszę powiedzieć, że w lekkim szoku byłem – dla mnie to nie żaden wyczyn udać rozmowę jak mam wypunktowane rzeczy na kartce, ale.. że w takim czymś mi poszło lepiej niż komuś innemu to jestem w ciężkim szoku :D Naprawdę. Nawet tak trochę zachciało mi się jednak pojechać raz jeszcze (też ma być tak nieoficjalnie) i w sumie ma być to samo dalej ćwiczone, więc jeśli o mnie chodzi to przydać się może tak ogólnie,w życiu. Tylko za cholerę nie chce mi się wstawać o 9;00 w dzień wolny od pracy, poza tym naprawdę muszę posprzątać już moje mieszkanie i zamieść przed domem, bo tylko pod moimi drzwiami leży kupa nawianych liści :D a poza tym wyczaiłem nową skrytkę w spokojnej okolicy i chętnie bym tam się przejechał rowerkiem… Więęęc chyyyba jednak… ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.