Czy transseksualizm to choroba? (ale wcześniej takie codzienne bzdurki :P )

Leżę sobie wczoraj w łóżku, ledwie 3h snu przede mną i tak sobie myślę że po takim !@#$% weekendzie jakże się cieszę, że już za niedługo pójdę do pracy – odpocząć!!
Tak też było (już zwłaszcza jak zobaczyłem M. :D ale już mnie rano tknęło, bo przeszedłem pół parkingu i myślę: „Nie ma samochodu A., nie ma go!?” i miałem rację :D a jak jego nie ma, to z dużym prawdopodobieństwem będzie M. za niego :> ), chciałem żeby te 8 godzin trwało wieczność. Bo jak praca jest ok, to stoję sobie i przypinam, ściągam, wpinam, postukam… Spokojnie i bezstresowo i jeszcze mam czas żeby sobie pomyśleć (no i te widoki :D ). Bardzo przyjemnie. No i nie ma żadnych zakupów do zrobienia(1), pralek niepiorących(2), telefonów do wykonania(3), dentystów z ich zeszycikami bonusowymi(4), oświetleń LED świecących nie na te kolory co powinny(5), wędrownych komiwojażerów(6), porządków do zrobienia(7), i kij wie czego jeszcze. No i tak sobie przyjemnie mijał czas, a tu patrzę: za trzy pierwsza! Przecież to niemożliwe że tak szybko zleciało! Jeszcze godzina i będę musiał iść do domu! ;( Kto by przypuszczał, że kiedyś będę załamany na myśl o wyjściu z pracy :D

(1) – dziś koniecznie musiałem zrobić zakupy.
(2) – tak jak napisane – aczkolwiek to nie problem pralki tylko dopływu wody raczej i muszę to zgłosić i czekać aż ktoś przyjdzie mi naprawić i… bleh…
(3) – musiałem potwierdzić urlop (czy go w ogóle mam w tym terminie co chciałem /chociaż w zasadzie to wcale nie chcę, tylko kiedyś muszę chcieć/).
(4) – muszę iść do mojego nowego dentysty powiedzieć że standardowa dopłata kasy chorych mnie nie ratuje i nadal jest mi za drogo i nie będę tego robił raczej w tym kraju (bo jednak przypuszczam że w PL całkiem prywatnie zrobię za połowę tego co tu mam zapłacić po częściowej refundacji), a poza tym musi mi podpisać kontrolę na świstku papieru, który następnie wysyłam do kasy chorych, która następnie… a nie chce mi się pisać (a to jeszcze nawet nie chodzi o zeszyt do potwierdzania regularnych kontroli, to też muszę spróbować sobie załatwić wstecz – od starego dentysty).
(5) – nom, miało być niebieskie a było białe – musiałem pojechać dziś wymienić (na szczęście poszło sprawnie, ale znowu: czas).
(6) – jutro przylezie ten facet zachwalać swoją kasę chorych.
(7) – jak wyżej – przylezie facet więc porządek trzeba zrobić.

A mamy dopiero poniedziałek! Spokojnie, do końca tygodnia mam co najmniej drugie tyle zajęć :/ (a co najmniej jedno z nich wiąże się z wyjazdem 70km w jedną stronę… Jakżeż nie mogę się już doczekać…)
Żeby nie było tak całkiem źle, to wczoraj zamontowałem sobie żyrandol! Sam osobiście i duma mnie rozpiera (bo wiecie, prąd i te sprawy) ;)
Aha, no i urlop mam. Dlaczego mi się wydaje, że w PL wcale nie będzie lepiej pod względem ilości zajęć :/

*******

Tak się zastanawiając nad wizytą tego gościa… tzn. jak mogłaby przebiegać gdybym powiedział, że żadne tam programy bonusowe gdzie dostaje się zwrot za nie korzystanie z opieki lekarskiej mnie nie interesują, bo ja z tej opieki akurat co najmniej raz na kwartał korzystać muszę i biorę drogie leki. A jakby tak zapytał czy w takim razie jestem (poważnie) chory… (nie pytają o takie rzeczy, więc to jedynie moje gdybanie). No i jak to jest? Jestem poważnie chory czy wcale nie jestem chory? :P Tak, ja uważam że TS to choroba, ale że w sumie jak się leczymy, to… jesteśmy wyleczeni? No niektórzy uważają, że jesteśmy wyleczeni ale w takim razie dlaczego bierzemy nierzadko drogie leki? :P Próbowałem nawet wyszukać inną możliwą sytuację, gdzie ludzie niby nie byliby chorzy ale musieli leki brać i w sumie to nic mi nie przychodzi do głowy. Najpierw pomyślałem o cukrzycy – jak się bierze leki, to można całkiem normalnie żyć. Ale jednak nie, bo bez tych leków można umrzeć. No my raczej pomijając jedną dawkę nie umrzemy ;) nawet jakby przerwać hormony powiedzmy na rok ( ale oczywiście zdrowie podupadnie). Także nie wiem. Ale jeśli to już nie transseksualizm, to nie wiem… cierpię na wrodzony brak jąder – o, to ma sens! :P (poczytałem, to rzeczywiście ma sens, znaczy mogę się tak określać ;) ). Albo: nie, nie jestem chory, biorę je żeby nadal nie być :P

***

Po miesiącu stosowania Minoxidilu 5% (to przeciw wypadaniu włosów, podobno najlepszy lek- tak mówię w razie by ktoś nie wiedział – nie wiem czy w Polsce też można go dostać bez recepty ale tu można więc kupiłem) donoszę co następuje: mam takie piekielne uczulenie, że uszy zdrapałem prawie do krwi ;) ręce też nieciekawie i nawet trochę na twarzy (a zaczęło się od nóg, ale nie tak ostro). Tylko że nie jestem pewien czy nie przedawkowałem (znaczy dawka jak w ulotce, ale po pierwsze mam raczej mniejszą głowę niż genetyczni :D po drugie może za rzadko myłem głowę i się skumulowało, po trzecie może jednak mimo uważania wtarłem w poduszkę i stąd pieczenie na uszach/twarzy, po czwarte może jednak przeniosłem rękami choć starałem się uważać), bo jednak nie od razu mi to uczulenie wyskoczyło… Także zaleczę alergię i spróbuję jeszcze raz, trochę inaczej.

Edit (16.11): Niedojrzałość płciowa – o, to pasuje na wymówkę zamiast TS ;) daje całkiem podobne „objawy” i podobny sposób leczenia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.