Tranzycja a szczęście

Jakś czas temu na Trans-Fuzji pojawił się ojciec transseksualistki. Fajnie, że szuka odpowiedzi i chce zrozumieć, super, wiele osób nie ma szczęścia mieć takiego rodzica. Ale jednocześnie kiedy tak jego czytałem, to po raz kolejny uświadamiał mi jak bardzo inaczej widzą świat ludzie cis-płciowi. Przytoczę tutaj część swojego posta…

t:
nie rozumiem ale akceptuje jego wybór

na co ja odpowiedziałem tak:
To nie wybór. Chociaż właściwie… może to i wybór – jak między przyjęciem przeszczepu gdy się go potrzebuje a odmówieniem… To wybór jak pomiędzy spróbowaniem terapii pozwalającej odzyskać 60% władzy w nogach, a odrzuceniem jej. To wybór jak pomiędzy trwaniem w chronicznym stanie nieszczęśliwości, a próbą sięgnięcia po szczęście, czymkolwiek by ono nie było. To taki wybór.

t:
Obecnie całym moim życiem i szczęściem jest rodzina (żona + dzieci).

ja:
Bo „masz siebie”, jesteś mężczyzną, masz męskie ciało i taką identyfikację, dlatego możesz w ogóle myśleć o żonie i dziecku. Naprawdę nieposiadanie dzieci to mały pikuś w porównaniu z „nieposiadaniem siebie” (i to mówię ja, czyli ktoś kto w sumie bardzo chce mieć kiedyś dzieci też :) także mam porównanie).

t:
Cały czas nie możemy z żoną zrozumieć jak można poświęcić możliwość bycia ojcem, posiadania rodziny, dzieci – co w moim przypadku daje mi właśnie szczęście i sens życia – na poczet bycia „prawie” kobietą – może dać szczęście?

Jak już wyżej napisałem – to nie jest wybór. Transseksualistka m/k nie jest mężczyzną, nigdy nie byłaby tak naprawdę ojcem… A co do „poświęcenia” płodności… to ostatni zalinkowany przeze mnie wpis chyba odpowiada na to pytanie (odpowiedzi pod wytłuszczonymi pytaniami*).
(*- w poście linkowałem wcześniej, a tu we wpisie linki poniżej)

Zadał pytanie o szczęście, czy tranzycja gwarantuje szczęście?
Oczywiście nie, nie rozwiązuje bowiem problemów poza transseksualizmem. Najlepsza odpowiedź, jaka się pojawiła:

f:
Życie w zgodzie z odczuwaną przez siebie płcią chroni jedynie przed chronicznym nieszczęściem odczuwanym w sytuacji, kiedy taki warunek nie jest spełniony.

– świetnie ujęte.

Ja w odpowiedzi zalinkowałem jeszcze cztery swoje stare wpisy:
wendigo-blog.pl/2004/02/28/post-4/
wendigo-blog.pl/2004/06/15/jak-to-byc-transem/
wendigo-blog.pl/2005/12/01/kolejna-notka-ale-musze-czasem-musze/
wendigo-blog.pl/2007/12/04/dwumilionowy-juz-podobno-serwis-i-ogolnie-sporo-o-ts-bo-tak-mnie-jakos-naszlo/ (od zdania: „Nie można być szczęśliwym będąc nieleczącym się transseksualistą.”)
– żaden z tych wpisów nie odpowiada na pytanie co to znaczy być szczęśliwym. Ale myślę, że całkiem nieźle odpowiadają na to, co to znaczy być nieszczęśliwym.

***

Teraz głośny ostatnio w internecie temat samobójstwa Leelah.
„Transgender teen commits suicide, ems Christian parents in blog”
„Transseksualny 17-latek z USA zabił się: Zobaczcie, ilu z nas popełnia samobójstwo”

Jakby to powiedzieć… I że taki będę może trochę niepoprawny… bo oczywiście to smutne ale takie mam wrażenie, że za szybko się poddała… Może nie powinno się oceniać zachowania innych, ale… przecież i tak każdy z nas to robi. Ja się wypowiem co o tym myślę.
Jakiś czas temu rozmawiałem z kimś o byciu silnym, ja wtedy stwierdziłem, że ja nie jestem silny. Ale podobno oznaką słabości jest właśnie (m.in.) samobójstwo. Nie wiem, ale popatrzcie na to: kiedy zdała sobie sprawę, że rodzice jej nie akceptują, zbierała pieniądze, planowała się wyprowadzić i mimo wszystko zacząć leczenie. A potem:

„I’m never going to transition successfully, even when I move out. I’m never going to be happy with the way I look or sound. I’m never going to have enough friends to satisfy me. I’m never going to have enough love to satisfy me. I’m never going to find a man who loves me. I’m never going to be happy. Either I live the rest of my life as a lonely man who wishes he were a woman or I live my life as a lonelier woman who hates herself.”

Za duże oczekiwania i brak zgody na zadowolenie się półśrodkami. „I’m never going to have enough friends to satisfy me.” – noo, jeśli się tak stawia sprawę… to nigdy by nie miała, nawet jako ciska.
Nawet nie spróbowała… – to mnie trochę… złości?
Ale może to właśnie jest oznaka siły – podjęcie decyzji, że takie życie nie zadowoli jej i wybór śmierci zamiast tego.
Cóż, jedno jest pewne: wybrała taki sposób na samobójstwo, jaki ja bym wybrał kiedy byłem w jej wieku.

***

Kilka jeszcze inych linków:

„Kościół skazał na miesiąc pokuty fałszywego męża [105 LAT TEMU NA GÓRNYM ŚLĄSKU]” – taka ciekawostka sprzed lat :P

tacy powinni być wszyscy rodzice :)

„Dużo seksu czyni geniuszem. Dowiedli, że to działa” – to mi się podoba :P Przynajmniej już nie można powiedzieć, że kto dużo seksu uprawia, ten ma pustkę w głowie :D

„Der Sarg des Ungeborenen” [eng/niem] – się normalnie popłakałem (jak już daaawno nie). Wiedzieli, że ich dziecko nie przeżyje, ale tak bardzo chcieli spędzić z nim chociaż kilka dni, poznać go… i traktowali jak każde dziecko. Owszem, pewnie się trochę męczyło, ale nie mógłbym ich za to winić, po tym jak bardzo chcieli go, chociaż przez kilka dni…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.