Rok 2015

Czas na podsumowanie. To był najpiękniejszy rok w moim życiu. Wiem, że rok temu też tak mówiłem (czy nie? w każdym razie tak myślałem), ale ten był jeszcze lepszy (i obym o każdym następnym mógł to samo powiedzieć). Głównie za sprawą pracy. Kto by pomyślał że kiedyś to napiszę, że praca była tak ważnym elementem… Ale w tym roku, przez większą część roku dane mi było pracować w tym samym (ulubionym) miejscu co w zeszłym roku i to jeszcze być dobrze opłacanym (pracować tam bezpośrednio). A to z kolei pomogło zrealizować inne przyjemne „przedsięwzięcia” ;) I tak np. odwiedziłem w tym roku 3 kraje (przejazdem to nawet więcej), dwa kontynenty, trzy stolice (2 europejskie i 1 afrykańską). Tak jakoś to mi się wydaje najważniejsze… podróżowanie miało zawsze być ważne w moim życiu, to jest to o czym w pierwszej kolejności pomyślałem myśląc o notce podsumowującej mijający rok ;) Ale nie da się ukryć, że ciężko byłoby to osiągnąć nie pracując tam gdzie pracowałem… Za minimalne wynagrodzenie byłoby ciężko opłacić trzy wycieczki (ale jedną powinno się udać).

Jak co roku, zerknąłem na notkę podsumowującą rok poprzedni… Co się od tego czasu zmieniło? – że kocham to miejsce (w którym mieszkam), tzn. jak może wcześniej nie byłem tego pewien, tak teraz uważam, że nie ma lepszego miejsca do zamieszkania, nie ma takiego w którym chciałbym mieszkać bardziej… Tzn. podobno na południu jest ładniej (albo tam… o, już mam pomysł na lato :P ) ale jakoś nie chciałbym gdzie indziej. Tutaj i w tym miejscu jest bardzo dobrze. Przyzwyczaiłem się też już chyba do wygody jaką daje miasto… 200m – supermarket, 1000m – 5 supermarketów ;) (no trochę przesadzam, ale tylko trochę). Jednocześnie – mam tu spokój, mimo bliskości centrum jest tu w sumie cicho, to duży plus (chyba że tak jest wszędzie tylko ja nie wiem, bo wcześniej nie mieszkałem w mieście ;) ). Komunikacją też jeżdżę chętnie, chętniej nawet niż samochodem, szkoda tylko że mając samochód to się słabo opłaca (naprawdę jeśli niektóre ugrupowania chcą przekonać kierowców do przesiadek na komunikację miejską, to powinni im przynajmniej duże rabaty dać, w przeciwnym razie komunikacja nigdy nie będzie dla kierowcy opłacalna), ale marzy mi się bilet miesięczny, gdybym tak nadal tam pracował, na stałe, mógłbym sobie pozwolić… (nadal nie byłoby to raczej opłacalne, ale przynajmniej wygodne).

Odnośnie nieśmiałych postanowień z zeszłego roku… chyba nie schudłem ;) (choć pewnie waga mi się wahała), zaczynam dietę po nowym roku, teraz już na serio (czerwone wino bez alkoholu już kupione :P /kurde, strona z dietą „12 dni do pięknej figury” się spsuła, ale na szczęście pamiętam: pierwsze 3 dni jogurt bez tłuszczu, dowolna ilość, następne 3 dni jabłka, kolejne 3 dni kurczak w dowolny sposób przyrządzony, ostatnie 3 dni chudy twaróg i na każde jego 50g kieliszek czerwonego wina, może być wyciąg bez alkoholu/ ), ale i tak nie jest źle – stanąłem wczoraj przed lustrem, no i nadwagę (lekką) mam ewidentnie ale i tak – widać to bokiem, na wprost już nie i i tak nie najgorzej wyglądam, dobrze być facetem, faceci nawet tyją ładniej! :D (poważnie, to jednak niesprawiedliwe w stosunku do kobiet ze strony losu ;) ).
Kiepsko też mi poszła nauka języka, hłe hłe… ale nie, książkę już zacząłem otwierać! :D Wprawdzie dopiero w listopadzie czy grudniu, ale jednak (inna sprawa, że też utknąłem bo nie mogę się zdecydować czy zacząć od gramatyki czy jednak od nauki rodzajników choćby do słów już mi znajomych, raczej od tego drugiego /bo jednak odmianę przez przypadki w sumie znam, nie zawsze tylko wiem który przypadek użyć ale to już wchodzę w kolejne zagadnienia/ ale tu znowu koncepcję burzy mi fakt, że mam taki ładny zeszyt do nauki przeznaczony gdzie mają być głównie słówka z rodzajnikami i pierwsza strona miała być taka ładna, a nie chce mi się jej zrobić, a że nie chce mi się tej pierwszej to dalej też nie mogę przejść ;) ). Ale nic nic, wpiszę to w mój kalendarz (ten mini-mini za 20 Euro), w ogóle odnośnie organizacji czasu to czynię kroki na przód. Pisałem rok temu, że się muszę ogarnąć, zajęło mi to też niemal cały rok, ale też chyba mi się udało. Zrobiłem sobie listę-rozpiskę, plan na cały dzień. Plan typu „teraz pół godziny sprawdzam maile, a następne dwie godziny przeznaczam na forum, potem mam godzinę czasu na kolację, a potem godzinę na…”, a wczoraj wraz z psychologiem doszedłem do wniosku, że może potrzebuję ten plan robić jeszcze bardziej szczegółowo – dzień po dniu dokładny (tak, tak jakoś wyszło że nawet tą sprawę musiałem omówić z psychoterapeutą, ale czasem tak trzeba jeśli taka, z pozoru przyziemna sprawa blokuje zmiany bo się „nie ma na nie czasu”). Nagle się okazało, że mam czas pomedytować sobie albo pokolorować (tak, uległem modzie na „kolorowanki antystresowe” albo „kolorowanki dla dorosłych” ;) koloruję i daje mi to dużo frajdy, kredek mam 5 rodzajów i wydałem na nie więcej niż na kalendarz aale to przynajmniej kreatywne ;) ). To jest niby taka pierdoła, to „ogarnięcie się” ale to naprawdę dużo daje. Nagle człowiek przestaje mieć poczucie, że dzień po dniu spędził na niczym – np. obejrzał pół tuzina debilnych filmów na jutubie – bardzo pracochłonne ;) swoją drogą na YT to już po woli nie mam co oglądać, jak tak sobie koloruję albo puzzle układam to włączałem coś żeby se w tle posłuchać a wczoraj to już nie miałem co włączyć, ale bardzo mnie to cieszy, że też przestała wisieć nade mną wizja tyylu ciekawych filmów do obejrzenia. Tak więc wczoraj oglądałem „Rozrost, potęga i upadek III Rzeszy” – chociaż już to chyba widziałem :D (albo i nie, coś podobnego raczej, tu było kilka nowych dla mnie informacji).
Z tą egzotyczną wycieczką też się udało :) (ale to już wyżej pisałem), super było, wszędzie było fajnie, a najważniejszy był chyba jednak pierwszy mój wyjazd, bo na własną rękę, bo tak jak wtedy pisałem – cała ta organizacja jego (i przebieg) poszła mi tak sprawnie, że mogę być z siebie dumny.
Co w tej kwestii planuję na przyszły rok? Jak będę miał dobrą pracę, to Meksyk, a jak trochę gorszą to Grecja ;D No chyba że… konsultacja w sprawie ewentualnej poprawki mastektomii do czegoś doprowadzi… i zamiast brać urlop na urlop, wezmę urlop na rekonwalescencję.
Coś się jeszcze w tym roku zmieniło… To znaczy bo ja od lat (od dziecka można powiedzieć) lubiłem sobie wyobrażać… no coś. Ostatnio to było że jestem mężem i ojcem 4 dzieci ;) Prawda jest taka, że zawsze chyba żyłem w swojej wyobraźni bardziej niż w realu, po korekcie to się poniekąd zmieniło (przynajmniej wtedy zacząłem sobie wyobrażać mniej-więcej siebie, a nie że jestem kimś zupełnie innym), ale i tak nadal lubiłem często wyobrażać sobie coś, do czego droga była odległa (lub wcale jej nie było)… Lubiłem tą wizję z żoną (o azjatyckich rysach) i 4 dzieci (adoptowanych i oczywiście również różnych kolorów skóry), lubiłem nawet kiedy już zrozumiałem że ona nie jest dla mnie i nawet nie chciałbym żeby się sprawdziła… bo przecież wolę mężczyzn. Więc długo wyobrażałem sobie coś, jednocześnie czego innego pragnąc i nie umiałem sobie tego w głowie poukładać. No i pojawił się M. ;) I jak mi się bardzo w pracy nudziło umysłowo, to „poukładałem sobie życie od nowa” ;) Okazało się, że da się. Że udało mi się wykreować zgrabną wizję wymarzonego związku i nie musiałem przy tym rezygnować z rodziny (w tej wizji mamy dwójkę dzieci, jego, żeby były takie śliczne jak on :D starszej /bo to dwie córki będą/ damy na imię M-B., młodszej B-M. /nie są to te same imiona ale podobne i podobne do naszych :P/ ), zredukowałem liczbę dzieci i zamieniłem żonę na męża :D ale teraz czuję się spójny i o, dobrze jest :P Zamieniłem też swój zawód w tej wizji… czyli ogólnie co raz bliżej moim wyobrażeniom do rzeczywistości – jak już kiedyś wspomniałem, to i tak duży postęp.
No i tym miłym (choć niektórzy twierdzą, że wyobraźnia ich rani, bo takie wizje nigdy się nie spełnią, nie rozumiem ich punktu widzenia, dla mnie już same wizje są o wiele milsze niż brak choćby miłych wyobrażeń) akcentem, zakończę. Szczęśliwego itp. ;)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • kopia komentarzy:

    Lou

    sobota, 16 stycznia 2016, 00:50

    Cieszę się, że miałeś udany rok i że jest progress. :]

    Powiem Ci, że ja też bym się chętnie przeprowadziła, bo o ile Ty coraz
    bardziej kochasz swoje miejsce zamieszkania, tak ja coraz bardziej go
    nie znoszę. Tzn chodzi konkretnie o moją dzielnicę… Chętnie
    przeprowadziłabym się kawałek dalej, mam już nawet upatrzony jeden blok.
    xD

    Co do planowania czasu to szacun – ja w tym jestem noga. O ile na
    bezrobociu to nie przeszkadza, bo mogę robić co chcę i kiedy chcę, tak
    kiedy zacznę robotę znowu zaczną się schody pod tym względem. :/

    No i zajebiście, że tyle udało Ci się zwiedzić. :) A mnie jest ciężko pojechać do Katowic hahaha. xD

    Ja też ciągle jestem z moim chłopem XD i jesteśmy bardzo szczęśliwi. xD