Po sprzątaniu – cz. 1

Jak się ma, że tak powiem, dwa mieszkania, to trzeba było podsumowanie podzielić ;)
No więc skończyłem sprzątać metodą Marie Kondo. I cóż… tutaj pisałem, że dałoby się u mnie z pięć worków wyrzucić pewnie… pomyliłem się, jeśli miałbym przeliczyć moje „śmieci” (uogólniam, bo wiadomo że chodzi też o rzeczy do kontenera, do sprzedania i oddania, a nie tylko te do wyrzucenia) na worki 45-litrowe (ale czemu 45? przecież to małe worki są! :D ), to z 10 wyrzuciłem lekko :D I to ja, który od dawna sympatyzuję z minimalizmem… a jednak. Porządki w ubraniach właściwie zrobiłem już wcześniej, teraz tylko pozbyłem się tych kilku (m.in. wspomnianych już drobiazgów).
Następne były książki… i tutaj to nie problem, bo mam tu mniej książek niż w PL. Tutaj było bardzo łatwo oddzielić te, które chcę zachować (albo jeszcze nie przeczytałem – tych jest sporo), od reszty. Ale zaskoczyło mnie jak łatwo pożegnałem się z pewną książką, której wcześniej nie planowałem oddawać. Ale jak mówię – tutaj to tam nic, hardkor będzie w PL… Ale zdecydowałem się, chyba nawet książki Kinga sprzedam… chyba wystarczą mi wersje elektroniczne (nie licząc oczywiście kilku najlepszych, które zostawię). Sprzedam też pewne inne książki, co z tego że np. „Ból istnienia” to taka rzadka książka przypadkowo upolowana w antykwariacie jak radosna to ona nie jest, więc chyba nie zamierzam więcej do niej wracać ;) I pewnie jeszcze trochę takich książek znajdę w domu rodzinnym… z resztą tak na dobrą sprawę: jestem tutaj i nie ma ich ze mną (ani innych rzeczy), więc czy naprawdę potrzebuję ich w ogóle? Bo czasami mi się wydaje, że wszystko co tam zostało mogłoby zniknąć i też by się nic nie stało. No bo jak mówiłem, do pozbycia się kolekcji kart telefonicznych też już czuję się gotowy…
Po książkach przyszedł czas na papiery. 5 godzin. Tyle gdzieś mi to zajęło. I byłem wyczerpany. Ale szczęśliwy ;) I nagle okazało się, że nawet z papierów „absolutnie nie do wyrzucenia” wyrzuciłem… no nie wiem ile, łącznie jednak wszystkich „ważnych” papierów to byłoby z 2cm jakby ułożyć w stos… Ale stwierdziłem, że umowy do umów, to naprawdę nie są mi potrzebne. Czy jakieś opisy BHP – dostaje się to z każdą nową pracą, więc…
Wyrzuciłem też (następny centymetr co najmniej ;) ) różnych zbieranych wycinków z gazet o starym serialu… To takie rzeczy, które kiedyś były dla mnie bardzo ważne ale już nie są i mogę pozwolić im odejść. I o drugim serialu… no z tego zostawiłem sobie chyba ze trzy kartki – to nadal moja ulubiona serialowa para (mimo, że hetero), a tam tak ładnie wyszli. No i imię mam po nim :P (do czego kiedyś nie chciałem się przyznawać, a teraz uważam, że wręcz przeciwnie, że trzeba o tym mówić i odpatalogizować nadawanie dzieciom imion bohaterów seriali – to jest jak najbardziej ok, skoro np. ja sam sobie takie nadałem :P ).
A także wyrzuciłem, i to mnie chyba najbardziej zdziwiło, sporo wycinków ezoterycznych itp. – te wszystkie porady, pozytywne myślenie itp… I nie dlatego pozbyłem się ich, bo uważam, że nie są prawdziwe, ale wręcz przeciwnie – są, tylko że przeglądając je miałem wrażenie, że ja już to wszystko wiem – nie są mi potrzebne bo już mam to w głowie. Swoją drogą podobnie chyba jest z książkami, ostatnie kilka książek, które w tych tematach czytam/czytałem… no nie mam już wrażenia: „to nic nowego, tylko zapomniałem o tym!”, a mam: „o, to nic nowego i pamiętam o tym!” ale bardzo mnie to cieszy. Nie mam chęci czytać już nowych książek (za to mam poczytać po raz drugi stare, jakbym czuł, że więcej mogą mi dać). Może z tym też jest tak jak mówi mój psychoterapeuta: „masz już wszystkie narzędzia, teraz tylko praktyka”. Nie mam potrzeby szukać już w cytatach autorytetów, sam zaczynam się czuć swoim autorytetem, a to jest niezastąpione uczucie.
Z płyt to jak już mówiłem – pozbyłem się wszystkich poza dwoma ulubionymi serialami komediowymi. W ogóle ciekawa sprawa, ale seriale w dłuższej perspektywie wygrywają u mnie z filmami :P tak na szybko to stwierdziłem, że z płyt zostaną 3 seriale kupione w oryginale (przy czym z trzeciego tylko pierwszy sezon chyba /a mam tylko dwa pierwsze/), kilka kolejnych na dysku (czy wiecie, że dorwałem wszystkie odcinki „Dr Quinn”? ależ jestem happy :P oczywiście już dawno obejrzałem, a że nie bardzo mam co oglądać /robiąc inne rzeczy w domu/, to dziś zacząłem przemyśliwać czy by nie zacząć oglądać drugi raz :D /no i kiedyś muszę wrzucić notkę z najlepszymi cytatami / ), a z filmów to dwa może trzy na dvd i kolejne ze 2 na dysku, to mniej niż seriali. Ale z seriali też się pozbyłem: „QAF” wersji UK i „The L Word” też wyrzuciłem – nawet nie mam ochoty do tego wracać przypominając sobie w którą stronę poszedł wątek Maxa ;)
Kosmetyki były dużym zaskoczeniem, nie mam ich dużo i nie myślałem, że cokolwiek wyrzucę… ale rzeczywiście te zdradzieckie resztki :D Człowiek myśli, ze jak 90% zużył, to przecież co to za problem zużyć resztę… I tak okazało się, że miałem żel przeterminowany w 2003 (czujecie to? 13 lat przeterminowany, to kiedy ja musiałem go używać :D ale nie problem jest w terminie, bo kosmetyki najczęściej i latami po terminie są ok, tylko że po prostu nie mam kiedy go zużyć… z resztą było go na może ze 2 wyciśnięcia /taka pionowa butelka wyciskana do góry/), dezodorant w sztyfcie równie stary, niewyciskalna resztka kremu przeciwsłonecznego i pół butelki czegoś (też już starego) po opalaniu co mnie od lat wkurzało… i jeszcze kilka rzeczy. Także znowu sporo. Szczęśliwszy jestem wyrzuciwszy wszystko to w cholerę bez litości ;)
Z elektroniki kilka sprzętów poszło… i naprawdę mam jeden niezidentyfikowany kabel i zasilacz – myślę, myślę i chyba nie wymyślę do czego to było, choć generalnie takie sytuacje też mi się nie zdarzają…
W kuchni też było ciężko, źle mi się robiło myśląc o niektórych szafkach… Poszło sporo, jakichś pojedynczych szklanek i Bóg jeden raczy wiedzieć czego jeszcze, co czasem weszło w moje posiadanie w strasznie głupi sposób. I ten garnek, który nie miał pasującej pokrywki, a ze zmywarki wychodził gorzej zasyfiony niż do niej wchodził (mała rada: garnki bez zawiniętych rantów, kupiłem sobie nowy mały garnek, tak „ostro” się kończy i zmywarka go lubi i wszyscy są szczęśliwi ;) czasem mi się wydaje, że mógłbym pisać poradniki na temat upraszczania sobie życia ;) ale no może na tym życie polega – jest zbieraniem doświadczenia także w takich przyziemnych i mało znaczących sprawach, ale daje to jakąś tam satysfakcję jak się zda sobie sprawę ile człowiek się już nauczył).
Akcesoria związane z rękodziełem udało mi się ułożyć tak jak chciałem – z tego jestem bardzo zadowolony.
Jeśli chodzi o rzeczy sentymentalne… to jakoś tak spostrzegłem że nie mam ich zbyt wiele, co mnie zdziwiło. Właściwie to chyba tylko kolekcja widokówek ze zwiedzonych miejsc, jakieś ulotki i mapki z nich, kilka innych drobiazgów… no i scrapbook oczywiście. Fajnie.

Tak się nakręciłem, ze chciałem iść za ciosem i wyskoczyć do PL na kilka dni… ale jednak jakoś logistycznie mi to nie pasowało (tak żebym sam miał jechać to niee, aż tak to nie chce mi się) i nie wyszło. No nic, przynajmniej oszczędziłem a święta wszak już niedaleko. Tylko nie wiem, bo tam pozbycie się rzeczy może być trudniejsze… Ale już zdecydowałem: płyty, książki, kolekcje… Chyba rzeczywiście powiem wkrótce że już nic nie zbieram.

Dlaczego tak teraz i dlaczego to takie ważne… bo w psychoterapii też jestem w ważnym momencie i to tak jakoś wszystko do siebie pasuje…

I chyba faktycznie po takich generalnych porządkach łatwiej jest wyrobić w sobie nowe nawyki… oby i w sferze psychiki tak było.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • kopia komentarzy:

    Lou

    piątek, 4 marca 2016, 01:00

    A ja zatrzymałam się w porządkach – perspektywa tej szafy, o której
    narysowałam komiks mnie naprawdę przeraża. xD Tak samo jak nie chce mi
    się segregować tych wszystkich starych książek czy papierów, bo wiesz,
    do tych papierów trzeba wziąć niszczarkę, siąść na dupie, niszczarka się
    przegrzewa więc nie zutylizuję wszystkiego na jedno posiedzenie, a
    potem trzeba iść na śmietnik……. To takie pracochłonne. XD

    Ogólnie szacun, że tyle wywaliłeś, ja niestety jestem dość przywiązana
    do moich bibelotów i ani myślę je wyrzucać. :D Ale i tak muszę zrobić
    porządek w płytach no i w tej nieszczęsnej szafce…

    Cóż, życzmy sobie powodzenia w sprzątaniu. :D

    wendigo

    piątek, 4 marca 2016, 07:05

    @Lou

    Ja mam o tyle dobrze, że dam to wszystko mamie do spalenia, to się nie
    muszę z niszczarką męczyć :P Poza tym czego mamie nie dam ;) ale to z
    kolei mogę spokojnie do kosza tutaj wyrzucić bez niszczenia – i tak nikt
    nie zrozumie co tam jest napisane :D

    Ja się wyzbywam przywiązania :) ale nic na siłę, ja po prostu chcę,
    sprawia mi ogromną przyjemność pozbywanie się, więc idę za tym :)

    No oczywiście życzę powodzenia i dziękuję, faktycznie się przyda co do tego co jeszcze mi zostało w domu rodzinnym :D

    Marcin.

    piątek, 4 marca 2016, 07:19

    Woow, podziwiam. Ja wciąż zarastam rzeczami (ostatnio są to kosmetyki
    do makijażu) i nie wiem jak to wszystko ogarnąć. Mój pokój trochę mnie
    czasami przytłacza, jest za mały jak na ilość posiadanych rzeczy, a nie
    czuję się gotowy, żeby się tego wszystkiego pozbywać… Tak więc WOW.
    Musiałeś włożyć w to mnóstwo pracy, także mentalnej.

    wendigo

    sobota, 5 marca 2016, 17:56

    @Marcin

    Dzięki :) Ogólnie tak, jak patrzę na siebie z przeszłości, to widzę ogromną zmianę…

    Może to nie pokój jest za mały, tylko właśnie rzeczy masz za dużo ;)
    Możesz przeczytać książkę Marie Kondo – lubisz czytać, a z resztą to
    książka bardzo lekko napisana, zabawna, szybko się czyta, nawet moja
    mama ją przeczytała, choć ona niewiele czyta :)