Badania prewencyjne i konsultacje w sprawie poprawki mastektomii podejście drugie ;)

Jeśli kogoś interesuje tylko korekta, to może pominąć pierwszą połowę notki i przejść od razu do drugiego akapitu ;) A ja sobie najpierw opiszę poniedziałek. A mianowicie dwa tygodnie temu dostałem pocztą zaproszenie na takie badania… chodzi o prewencję i badania co ma wpływ na występowanie chorób typu rak, cukrzyca, demencja, zawały. Ten program. Mam szczęście do takich losowań :D mieszkając pod poprzednim adresem wylosowano mnie do ankiet tekstowych na temat chorób zakaźnych. No chyba, że to nie było takie losowanie wprost tylko może specjalnie też w grupie imigrantów ;) ale tak czy inaczej, lubię takie rzeczy więc chętnie zgodziłem się wziąć udział. Nawet szybko udało mi się umówić na termin (chociaż nie wiedziałem jak będę pracował, no i oczywiście miałem pracować na drugą zmianę, ale udało mi się zamienić na nocną, więc wszystko pasuje, co najwyżej byłem trochę zmęczony ;) ). Jak wyraziłem zgodę, to drugim listem dostałem potwierdzenie terminu, bilet (powiedziałem że chcę, bo co będę samochodem się przez miasto gdzieś wlec jak mogę od nich dostać darmowy bilet) i kilkanaście stron do przeczytania :D No to był cały program, co tam się będzie odbywało itp., że ważenie, mierzenie, zawartość tłuszczu, pojemność płuc, do pobrania próbki śliny, wydzieliny z nosa, krwi, moczu, kału (można było wybranych odmówić, ja generalnie nie miałbym nic przeciwko wszystkim ale o to ostatnie to trudno na zawołanie :D w końcu wcale tego nie było, badań okulistycznych też nie było, ani żadnych prześwietleń czy USG). Tak więc w poniedziałek na 10:50 udałem się tam komunikacją miejską. Oczywiście tramwaj miał objazd (jakbym wiedział to bym całkiem innym autobusem pojechał no ale chciałem tak jak mi wypisali na mapce ;) ) i pojechał zupełnie inaczej, potem się musiałem przesiąść w autobus… którym mogłem od razu spod domu pojechać :/ A na końcu miał być kolejny autobus ale stwierdziłem, że jak mam czekać 10 minut to szybciej na pieszo te 2 przystanki dojdę i tak też zrobiłem. W końcu spóźniłem się może jakieś 10 minut, ale to nie był problem, bo oni tam chyba co kilka minut tych ludzi umawiali, więc była rotacja (w sumie niezła organizacja, ani razu długo nie musiałem czekać na żaden moduł). Zaraz mnie wzięła pierwsza pani na wstępną rozmowę (znów omawianie co i jak będzie przebiegać itp., i zawsze te pytania czy mam jeszcze jakieś pytanie – już pięć razy to czytałem i pięć razy mi o tym opowiadali /bo przez telefon też/, jakie jeszcze można mieć pytania? :D ), tam wzięła moją kartę (z kasy chorych), nr ubezpieczenia, ankietę dotyczącą miejsc zamieszkania z ostatnich 15 lat, adres lekarza domowego i podpis, że go zwalniam z tajemnicy dla tych badań. Potem czekałem kilka minut i już mnie wziął facet na pobranie próbek – coś tam pomazał w nosie ;) potem dał do pożucia jakąś parafinę czy coś na pobudzenie wydzielania śliny (ani to smaczne ani niesmaczne), pobranie krwi (w ciągu ostatniego półrocza to tyle razy miałem krew pobieraną, że już bym się chyba nie doliczył :D może chociaż trochę mniej jej będzie! ;D ), policzył zęby, no a na próbkę moczu to powiedziałem, że no akurat tak w tej chwili to będzie ciężko ;) ale nie było problemu żeby oddać później (tylko po prostu nosili za moimi papierami też ten pojemniczek :D ). Potem miałem przerwę, na której zjadłem śniadanie (zapewniali przekąski i napoje), wypiłem herbatę, byle coś pić żeby tą ostatnią próbkę oddać ;) Potem poszedłem na ankietę – babka przy kompie zadawała mi milion pytań o przebyte choroby, no o wszystko ;) Jak doszliśmy do pytania o sterylizację, no to mówię, że ee… no jestem FzM TS więc… więc w sumie to tak :D to sobie tylko zanotowała jakie jeszcze operacje (ale też pytanie było np. czy przyjmowałem kiedykolwiek transfuzję krwi), tylko przy pytaniu czy przeszedłem usunięcie prostaty mogłem dodać: „nigdy takowej nie miałem” :P No i oczywiście przyjmowane leki. W tym module znajdowały się też pytania o miejsce urodzenia, obywatelstwo, znajomość języka, bo to się chyba przydaje w interpretacji testów umysłowych (czy tam na koncentrację), które potem miałem – np. wymienić w ciągu minuty jak najwięcej zwierząt – wiadomo że mogę tu wypaść słabiej niż ktoś, kogo językiem ojczystym jest niemiecki. Tak samo jak w powtarzaniu słów do zapamiętania, czytaniu kolorów itp. innych. Ale w końcu wyszedłem nawet w tych testach chyba w średniej co jednak uważam za swój spory sukces ;) Potem posadzili mnie przy komputerze, do wypełniania ankiety kolejnej, takiej samodzielnej. Też generalnie podobne pytania, ale też trochę o samopoczucie psychiczne. Znów wziąłem coś do picia :D W trakcie ankiety przyszła babka na następne badania mnie zaprosić (ankietę można było przerwać i później do niej wrócić). Miałem się rozebrać do bielizny (to się pytała czy może być ona czy wolę kolegę, oczywiście mogła być ;) ). Tam mnie zważyła i zmierzyła (musiałem stanąć na takim czymś, ręce i nogi oprzeć, nie ruszać się itp.), tak więc oto jakby ktoś był ciekawy, dokładniejszych miar chyba już nie będę miał :D To mam 155,7cm wzrostu i ważę 56,85kg :P (ale też 21,5% zawartości tłuszczu to uważam, że nie jest tak źle przy męskiej normie 20-25% /a damskiej 33-36%/). A potem było jakieś badania mierzenia ciśnienia czy przepływu krwi w żyłach – z mankietami do mierzenia ciśnienia na ręce i nodze i tymi czujnikami pulsu na palcach nogi i ręki, tu mi wyszło w nogach trochę nisko ale tak mi to tłumaczyła, że jak mam zimne nogi (a miałem), to czujnik nie jest zbyt dokładny i to może być dlatego. Chociaż ja nie jestem tak do końca przekonany, często mam zimne nogi i ręce, więc może wypadałoby się tym zainteresować… Potem była spirometria. Tu też, pomny jakiegoś przypadku z Niebieskiego Forum, gdzie komuś wyszło poniżej normy i dopiero się okazało, że my to jednak raczej w damskich normach pozostajemy w tej kwestii, wolałem od razu powiedzieć też, żem FzM i dlatego te normy to ten… żeby mi potem nie wypisywali że gdzieś hen poniżej normy jestem i to jakaś choroba :P Babka wykazała oczywiście pełne zrozumienie i mnie jeszcze zapewniła, że oni tu to jak u lekarza – tajemnica zawodowa, i że w ogóle żaden problem. Ale też zapytała jak tam u mnie czy wszystko już po :D nie żebym coś przeciwko sympatycznym pytaniom miał, ale takie to było troszkę… ciekawskie jednak :D Samo badanie takie sobie, jakoś chyba nie załapałem na początku jak mam to dmuchać, ale było pięć prób, to coś tam wyszło w końcu (i w sumie nie wiem jakie normy mi tu określili, pewnie w ogóle jakieś indywidualne, ale wyszło mi chyba w normie, a wg tego co tu piszą to nawet jakby w normie męskiej /dla mojego wzrostu/). Potem w końcu (albo może jednak wcześniej) oddałem im tą próbkę moczu. Na koniec znów usiadłem przy komputerze i skończyłem wypełniać ankietę. A jak ją skończyłem, to była jeszcze rozmowa końcowa. Tam właśnie dostałem te wyniki, które mogli mi dać od razu (krew itp., to dostanę jeszcze pocztą), ankietę jeszcze jedną papierową do wypełnienia w domu, login i hasło do jednej ankiety na temat przebiegu dnia (wtorku) do wypełnienia w środę na komputerze (czyli dziś, właśnie to zrobiłem przed napisaniem notki) oraz… czujnik ruchu (czy coś takiego :P ), który mam nosić przez tydzień przez cały czas (tylko opinie są podzielone, ta pierwsza babka mówiła że wodoodporny i mogę się nawet w nim kąpać, ale mogę też na ten czas zdjąć, bo taki mokry pasek to pewnie nieprzyjemnie, a ta druga mówiła, że raczej nie wodoodporny i żeby nosić na ubraniu ze względów higienicznych, no a w końcu na kartce, którą do niego dostałem pisze, że wodoodporny, a nosić można na lub pod ubraniem), więc noszę, do kąpieli zdejmuję i raczej noszę na ubraniu (albo przynajmniej pomiędzy ubraniem ;) ). Potem mi jeszcze trochę papierów dała, i mówi, że torbę też mi może dać. Się chwilę zastanowiłem, ale mówię że mam plecak. Ale mimo to mogę wziąć torbę – mówi. To wziąłem, skoro dają :D (nie no, szmaciana torba z ich logo, lubię takie torby na zakupy więc fajnie). Dostałem też kopertę żeby odesłać czujnik (i wypełnioną ankietę). No i 10€ dostawał każdy uczestnik jako małe wynagrodzenie. Szaleństwo, aż nie wiem co sobie za to kupić ;D (a tak poważnie, to spoko, wziąłbym udział nawet jakbym nic nie dostał). Całość trwała ze 4 godziny i uważam za ciekawe. Ale to wieloletnie badania (planują nawet do 30 lat), może czasem dostanę jeszcze jakieś ankiety pocztą, a co 5 lat niby mają zapraszać.

Natomiast dzisiaj miałem znów termin, tam gdzie byłem na konsultacjach w sprawie poprawki mastektomii tu o tym pisałem. Tym razem wziąłem se do auta rower i byłam szybciej ;) (ale chyba mogłem sobie darować przy tej pogodzie, rower mi zmókł, a na pieszo też bym zdążył, bo to jednak nie było wcale daleko, tylko tak mi się wydawało, bo poprzednim razem szedłem najpierw do endokrynologa). No w każdym razie jak mnie już poprosili do gabinetu (w tym kraju zawsze jest tak, że pacjent zostaje poproszony do gabinetu i czeka na lekarza, bo lekarze mają kilka gabinetów/sal i taka jest jakaś rotacja, zawsze, no przynajmniej ja jeszcze nigdzie nie przeżyłem inaczej… no chyba że u endokrynologa, a to fakt, tam chyba jednak jest ciaśniej i do niego wchodzę jak poprzedni pacjent wyjdzie i jak on mnie zawoła, cała reszta lekarzy to zawsze mnie po chwili w poczekalni panie z recepcji prowadzą do pustego gabinetu i czekam na lekarza), po chwili wchodzi jakaś babka. Znowu sobie myślę, no ej, czy ja nie poznam tego takiego osławionego chirurga tylko zawsze jakiś pomocników? :P No ale nic, babka, lekarka znaczy, pyta się mnie czy już wniosek do kasy chorych został wysłany? Ja: ee, yy, że nie, że ja tu dopiero byłem na konsultacji i… w domyśle, że ja przecież jeszcze nic się nie dowiedziałem a ta mi tu wyskakuje z takim pytaniem :P No to ona, że wszystko przygotuje – i wyszła. Zostawiła jakąś kartkę, co wygląda na coś do podpisania, to se czytam co tam pisze, no i pisało ładnie tak wszystko, że to i tamto do poprawki, jakie są możliwe powikłania itp., ok, czekam dalej. Po chwili przyszedł jakiś pan doktor i zapytał czy mnie może ejszcze raz obejrzeć. No to jeszcze trochę pomacał, potem sprawdził tłuszcz i pyta czy może udo zobaczyć, ale jak zobaczył to stwierdził: „za mało tłuszczu…” :D ależ się szczupły poczułem w jednej chwili! :D aale potem mnie oświeciło, że chyba jednak tylko o udach mówił, a na brzuchu znajdzie tego tłuszczu wystarczająco (ale pewnie lepiej by było wziąć z uda, bo mniej widoczne miejsce). No w każdym razie zaproponował mi wycięcie blizn (bo faktycznie jak tak patrzę to te moje są chyba dość szerokie, chociaż nie rzuca się to aż tak w oczy no ale może mogłyby być węższe), troszkę naciągnięcie skóry, podniesienie sutków odrobinę, no i oczywiście wypełnienie tego za dużego ubytku. Jeszcze pytałem o te sutki, to co mi najbardziej przeszkadza to jak sztywnieją (za duży obszar), to zapytał czy bardzo by mi przeszkadzało gdyby w ogóle nie sztywniały, no chyba mniej niż tak jak teraz, powiedział, że może oddzielić nerwy czy cośtam i jeszcze raz – cośtam :D no w każdym razie mogę spróbować cokolwiek tam ma pomysł zrobić :P one faktycznie już nie są duże tylko tak kijowo sztywnieją (a swoją drogą mam bardzo blade sutki, bo ja w ogóle jestem blady ale to aż chyba za bardzo… ale tu może by można kiedyś pomyśleć o tatuażu medycznym). A na koniec mówi: to kiedy chce pan termin, za dwa tygodnie może być? Ja: yyy, aaa to nie trzeba najpierw do kasy chorych wniosku wysłać? On: ale gdyby oni tego nie zgodzili się zapłacić, to my byśmy musieli zapłacić, nikt by od pana tego nie ściągał. No ale, no dobrze, zapytamy. Chociaż ja bym nie pytał, to tylko poprawka. No ale zapytamy, żeby mieć pewność. Wychodzi na to, że mogłem się nie odzywać, za 2 tyg. miałbym poprawkę i tyle :D Ale nie no, musiałem zapytać, jak się nie wie jak to wszystko się odbywa to jak tu nie zapytać. W każdym razie podyktował sobie jakimś urządzeniem całą ścianę tekstu (połowy z tego nigdy nie mówiłem :D ale w sumie wszystko prawda, chyba jednak jestem wystarczająco tru-TS że się wpasowałem :D ) i się na końcu pyta czy może być, ja na to ze tak tak, oczywiście. No i mam czekać na odpowiedź z kasy chorych. I że nie powinno być problemu. „A gdyby odrzucili, proszę do mnie wrócić, ja panu pomogę.” – powiedział mi na koniec. Miło bardzo :) (teraz jeszcze tylko muszę go na stronie odnaleźć, bo nazwiska dokładnie nie zapamiętałem, a muszę wiedzieć z kim rozmawiałem, no ale mają chyba cały team na stronie to myślę, że znajdę). Noo ale podobno jest dobra moja kasa chorych, to się teraz będzie miała okazję sprawdzić :P Tak więc czekam i w międzyczasie zacznę się chyba znowu interesować wszystkimi tymi specyfikami zapobiegającymi powstawaniu blizn – bo mnie się to chyba przyda… a szczerze powiedziawszy po pierwszej operacji niespecjalnie się tym interesowałem… No i jeszcze pytałem ile potrwa taka poprawka – godzinę. I 2-3 tyg. zwolnienia. To tak jakoś brzmiało jak takie nic, godzinka i po wszystkim ;) w porównaniu z tym co opisywał jeden użytkownik na Niebieskim Forum na temat poprawki po latach w Polsce – jak mu proponują jakieś cuda wianki za 30 tysięcy… Oczywiście nie zapytałem ile by taka procedura kosztowała tutaj prywatnie, zapytam dopiero jak po operacji będę :P

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.