O seksie znowu ;)

Tą notkę zacząłem wieki temu, jakoś nie skończyłem, może nie chciałem za często się powtarzać ;) Potem notka u Panny Lumy też mnie zainspirowała, ale jednak nadal nie dokończyłem swojej. Teraz doszło nowe doświadczenie, więc teraz jest odpowiedni czas, na jej opublikowanie.
Choć będzie to zlepek różnych moich wniosków w tematyce okołoseksualnej. Coś może się czasem wydawać wyrwane z kontekstu… ale jednak jakoś na to wpadłem ;)

Pamiętam z moich rozmów z psychologiem jego częste pytanie: „Co ci to robi, że ktoś…?” – no właśnie, co mi to robi? Otóż właściwie to nic mi to nie robi :D Potrzebowałem miesięcy żeby to zrozumieć, a może i lat; nadal mam z tym problem w innych kategoriach, ale w tematach okołoseksualnych akurat już nie. Co mi to właściwie robi, że jakiś napalony facet myśli, że byłby szczęśliwszy jakby miał dwie „dziury” zamiast jednej i penisa? (takiego spotkałem jakiś czas temu na jednym poro-portalu, stąd też użycie przeze mnie akurat takich słów, oni takich używają – „holes” – ja tylko spalszczam ;) ) Nic. Niech sobie ma swoje małe fantazje :D jeśli go to uszczęśliwia… nawet jeśli są takie niecodzienne :D Powiem nawet więcej – nic mi to nie robi że ktoś sobie wyobraża, że ja mam dwie dziury, z których mógłby zrobić użytek. Niech i tutaj ma swoje małe fantazje. Ale nie mam – i może w tym jest klucz (bo gdybym miał, to byłoby mi z tym gorzej). Tak czy inaczej, w którymś momencie nauczyłem się nie brać tego wszystkiego do siebie i nie cierpieć z powodu fantazji innych osób. To bardzo przydatna umiejętność jak się jest ts. Ale może do tego trzeba lat po tranzycji.
Ludzie fantazjują o gwałtach, choć jednocześnie każdy wie, że gwałt to nic przyjemnego. A dla mnie to fantazje tego samego rodzaju :D – czyli z rodzaju tych, których nikt by nie chciał spełnić (nawet jeśli mu się wydaje, że by chciał).

Mogę być dumny z mojej tranzycji – ktoś mi kiedyś napisał. Nie jestem dumny, bo to znowu coś… no ok, może trochę na to wpływ miałem przynajmniej, bo jednak trzeba było wykazać się jakąś aktywnością. Ale wcale nie aż tak dużą jakby się mogło wydawać ;) A w kwestii wyniku, to dumny może powinien być mój chirurg w końcu to jego zasługa :P

Teraz nawiązanie do wyżej wspomnianej notki – ciałopozytywność itp., hmm…
Serio, jakbym mógł wymienić jedną rzecz, która mnie w życiu najbardziej pchnęła w rozwoju (uwolniła, odblokowała), to było to rozpoczęcie aktywności seksualnej (a mówiąc jeszcze bardziej wprost: umówienie się na przygodny seks). Dlatego mam potrzebę po raz kolejny o tym napisać – właśnie dlatego, że mało kto o tym mówi, że ludzie uważają to za coś nagannego (często). A dla mnie to był chyba najbardziej pozytywny przełom w życiu.

Czasem słyszę opinie jakie to bardzo jest… brak mi słowa… jak nisko trzeba upaść żeby budować poczucie własnej wartości na swoim ciele (albo „puszczaniu się” – o, to brzmi jeszcze dobitniej :D ), ale powiem coś wszystkim mądralom ;) otóż nie miałem od dawna potrzeby budowania poczucia własnej wartości na niczym innym gdyż na wszystkim innym już jest dawno zbudowane :D to właśnie ta kwestia była moim kamieniem milowym, serio – ja nie wiedziałem jak tą przepaść przeskoczyć… po czym okazało się, że wystarczy zrobić krok – i żadnej przepaści tam nie ma :P To kolejny powód, dla którego o tym piszę – pewnie inni mają też takie swoje przepaści… czasem warto w nie wejść żeby się tak właśnie przekonać, że żadnej przepaści tam nie ma…

Mogę do końca życia płakać nad tym, że nie mam penisa 20cm (ani nawet połowy z tego, a nawet do tej połowy duuużo brakuje :P ) albo rzeczywiście spróbować z tej cytryny zrobić lemoniadę – i to się może nawet udać ;) A pewność siebie można zbudować tylko na pozytywnych doświadczeniach. I to nie jest coś, co może z powrotem lec w gruzach – o tym z kolei rozmawiałem z jednym kolegą wracając do domu po grupie kiedyś. Że po tylu pozytywnych komunikatach, nawet jakby ktoś mi teraz coś niemiłego napisał, chamsko skomentował mój wygląd – no to cóż z tego, będzie tylko jednym (z niewielu), reszcie się podoba, a wszystkie te wyrazy uznania, to jest coś, czego nikt nie może mi zabrać. I to jest świetne!

Na koniec opiszę sobie ostatnie doświadczenie. Mianowicie na (również wyżej wspomnianym) portalu porno kieeedyś napisał do mnie facet. Facet z „drugiego końca świata” właściwie. Ale szybko się okazało, że pochodzi z miasta nie tak bardzo oddalonego od mojego obecnego miejsca zamieszkania i bywa w nim kilka razy do roku. I chciałby się spotkać. No hmm… Powiem szczerze: nie taki był cel mojego zakładania tam profilu i nigdy tego nie chciałem. Nie chciałem mieszać mojego życia w realu z fantazjami, które sobie tam spełniam, wyobrażam, nagrywam… No ale cóż, życie bywa nieprzewidywalne i ryzyka tak całkiem nie da się ominąć. Zgodziłem się i spotkaliśmy się w miniony weekend. Nowym doświadczeniem jest bycie pasywnym w seksie oralnym i cóż mogę powiedzieć… ;) nooo, noo… tak, poproszę częściej ;D (na to to akurat jest wielu chętnych, tylko… nie ze mną XD oni by wszyscy chcieli jak największe rozmiary :P ).
Ale właściwie coś jeszcze wyniosłem. No bo znaliśmy się z wymienianych wiadomości, może jakichś mniejszych fetyszów… a potem przychodzę i spotykam faceta, który… na pierwszy rzut oka wydaje się tak samo nieśmiały jak ja :P i to było takie: „no hej, wszyscy naprawdę jesteśmy podobni”. Fajna świadomość, fajne doświadczenie, które również sobie zapamiętam i które pomga w rozwoju. Tak jak w tej notce. A swoją drogą facet był jeszcze starszy niż poprzedni, ale szczerze mówiąc nie odczułem tego, może się przyzwyczaiłem ;) Poza tym starsi są generalnie chyba jednak grzeczniejsi od dzisiejszej młodzieży, a ja lubię grzecznych ;)
Choć przyznam, że na spotkanie wychodzić mi się bardzo nie chciało, podekscytowania też specjalnie nie czułem – rozleniwiam się co raz bardziej ale to temat na inną notkę ;) (ale oczywiście dobrze, że poszedłem i wszystko super).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.